TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Stycznia 2020, 01:39
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Matko, spójrz w nasze serca

Matko, spójrz w nasze serca

Pragnę podzielić się moimi wspomnieniami związanymi z nawiedzeniem Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w naszej diecezji, a szczególnie w mojej parafii Matki Bożej Różańcowej w Kępnie. Nastał długo oczekiwany przez nas czas spotkania z Bożą i naszą Matką. W mojej młodej parafii było to 14 kwietnia 2011 roku. Matkę Bożą zapraszaliśmy do naszej kaplicy poprzez modlitwę, śpiew i rekolekcje, które prowadził ks. Krzysztof Kowalski. Dla mnie osobiście był to cudowny czas, kiedy mogłam wpatrywać się w oblicze Matki, czy to w czasie Apelu, adoracji czy podczas Mszy Świętej. Jestem bardzo szczęśliwa z kolejnego osobistego spotkania z Panią Częstochowską.

Pamiętam, kiedy byłam jeszcze młodą dziewczyną i moją parafię, a była nią wtedy parafia św. Marcina, w 1977 roku nawiedziła Maryja. Przeżywałam to bardzo spontanicznie. Pamiętam, że prosiłam Ją o szczególną opiekę nad moją rodziną, byłam już wtedy półsierotą - zmarł mój ukochany tato. Wiem, że była zawsze ze mną, pomagała mej mamie, by miała siły dobrze wychować naszą trójkę.

Czas szybko upływał. Założyłam własną rodzinę, którą również zawierzyłam opiece Matki Bożej. Jednak życie moje naznaczone było dalszymi cierpieniami. Młodszy syn zaraz po urodzeniu zachorował, lekarze robili wszystko, aby go uratować, również ja byłam na granicy życia i śmierci. Nieprzytomną zawieziono mnie do szpitala w Kaliszu, dziecko zostało w szpitalu w Kępnie, w chwilach, kiedy odzyskiwałam przytomność błagałam Ją i Jej oblubieńca św. Józefa, aby otoczyli nas łaskami powrotu do zdrowia. Dziś mój Paweł ma 27 lat.

Szczęście moje nie trwało jednak długo. Dwa lata później umarła nagle moja mama. Jak chyba każdy w takiej chwili pytałam: „Boże, gdzie jesteś?”, ,,Dlaczego?” Jednocześnie dalej prosiłam ,,Maryjo! Bądź mi Matką!” I Maryja jest mi pomocą i drogowskazem.

Wydawało mi się, że wszystko układa się w mojej rodzinie dobrze, a wiadomość, że zostanę babcią to była chyba największa moja radość. Zaraz też zawierzyłam to poczęte maleństwo Matce Bożej. Wtedy Bóg po raz kolejny mnie doświadczył. Umarł mój ukochany młodszy brat. Swój ból i żal złożyłam w ręce Częstochowskiej Pani. Maryja sprawiła, że miesiąc później zostałam szczęśliwą babcią. W roku 2010 w diecezji kaliskiej rozpoczęło się nawiedzenie Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Z każdej parafii jechały delegacje na to spotkanie z Matką. Kiedy Ks. Proboszcz z mojej parafii powiedział o możliwości wyjazdu, pomyślałam ,,Maryjo, muszę być w Kaliszu, pragnę Cię tam powitać! Tak wiele mam Ci do powiedzenia!” 11 września 2010 r. udałam się z pielgrzymką, by na Placu św. Józefa spojrzeć w Jej oczy i podziękować za wszystko, co dzięki Jej orędownictwu otrzymałam. To nic, że staliśmy tam tłoku kilka godzin. Najważniejsze, że BYŁA i JEST ONA - MATKA. Kiedy zobaczyłam migające światełka na samochodzie z Wizerunkiem Częstochowskiej Pani czas dla mnie jakby się zatrzymał. A ja... tyle chciałam Jej powiedzieć i nagle brakło mi słów, oczy stały się wilgotne, a łzy same płynęły ze szczęścia. Modlitwom i śpiewom nie było końca.

To jednak nie koniec spotkań z Cudowną Matką. Teraz, wraz z moją parafią, przygotowywałam się na kolejne spotkanie, by dobrze przeżyć ten święty czas, który dał nam Pan. Przygotowaliśmy nasze serca, kaplicę, obejścia, drogę i zastanawialiśmy się, czy jesteśmy godni gościć Maryję w naszej kaplicy. Pragnęliśmy bardzo, aby czuła się wśród nas dobrze, aby usłyszała, jak mocno biją nasze serca. 14 kwietnia 2011 zawołaliśmy - ,,MARYJO, jesteś! Dziękujemy! Prosimy! Błagamy!” Łzy szczęścia i radości, bo tym razem czułam szczególnie Twoją bliskość, mogłam Cię dotknąć, czuć, patrzeć w Twoje oczy. Słysząc drżący głos naszego Księdza Proboszcza witającego Ciebie Matko w progach naszego domu Bożego czułam się, jakbym była w niebie. Serce biło mi mocno. Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z Tobą, Matko. To nic, że rano trzeba iść do pracy, ważniejsza była Msza św.,
Pasterka, Apel i czuwanie. Do domu wróciłam rano ok. 4.00, nie czułam zmęczenia, ani senności. Zawierzyłam Maryi całą moją rodzinę, szczególnie błagałam Ją o opiekę nad moimi synami, którzy zagubili się na swojej drodze, aby ich ścieżki życia prostowały się i by wrócili na drogę Bożej nauki. Wierzę głęboko, że Maryja uprosi tę łaskę dla moich dzieci i wszystkich młodych ludzi zagubionych w tym zwariowanym świecie. Prosiłam także naszą Matkę o opiekę nad moją parafią, Ks. Proboszczem, powierzyłam Jej dzieło budowy naszego kościoła tego materialnego, ale i tego duchowego, prosiłam o dobre i liczne powołanie kapłańskie, zakonne szczególnie z mojej wspólnoty parafialnej. Przed pożegnaniem Matka Boża została wniesiona do naszej nowej, budującej się dopiero świątyni, aby pobłogosławić to miejsce, gdzie już w niedługim czasie będziemy się modlili. Nastał jednak czas pożegnania. Tym razem to łzy smutku i żalu przeplatały się ze słowami podziękowań za ten wielki dar nawiedzenia. Każdy z nas przeżywał ten moment na swój sposób. Dla mnie było to pożegnanie podobne do tego, kiedy żegnałam się z moimi bliskimi, którzy odeszli już do Pana. Czułam się opuszczona i samotna. Długo staliśmy na placu przed kaplicą wpatrzeni w oddalający się samochód z Wizerunkiem ukochanej Matki. Pomyślałam sobie, że pewnie tak czuli się Apostołowie, którzy byli świadkami wniebowstąpienia ich Pana do nieba. Dla nich też coś, co było piękne zakończyło się i w osłupieniu spoglądali w niebo, a my - spoglądaliśmy za Tobą Maryjo! Teraz prosimy o owoce Twego nawiedzenia. Nasza parafia jako swoją opiekunkę ma Matkę Bożą Różańcową, przed Jej wizerunkiem modliliśmy się o wyniesienie do chwały nieba Ojca Świętego Jana Pawła II. Za Jej przyczyną doczekaliśmy się beatyfikacji tego Wielkiego człowieka. Otrzymaliśmy tę łaskę, że w sobotę 21 maja nawiedził nas krzyż Jana Pawła II,
który jest już relikwią. Msza św., adoracja, możliwość ucałowania tego krzyża to owoc dalszego działania naszego zawierzenia Maryi. Dziękuję Ci Matko za kolejną łaskę w moim życiu. Kilka dni wcześniej usłyszałam od mojego zagubionego syna, że gdzieś tam w jego sercu pojawia się czasem tunel ze światełkiem, wiem Matko, że Ty jesteś z nim, że pomagasz. Dalej modlę się gorąco i proszę o powrót moich synów na drogę Bożych przykazań. Tak, jak z żalem żegnaliśmy Wizerunek Matki, tak samo głęboko przeżywaliśmy pożegnanie krzyża - relikwii. Jak wielka musi być dobroć Boża, że tyle łask otrzymałam ja, moja rodzina i moja parafia, że miłosierdzie Boże nie ma końca. W pokorze i pełna wdzięczności proszę: „Matko, spójrz w nasze serca, z których wielka wdzięczność bije, spójrz w nasze serca, w których Chrystus, Syn Twój żyje!”.

Helena Nowak

parafia MB Różańcowej w Kępnie

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!