TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Sierpnia 2020, 10:45
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Mama czuwa, mama wie…

Mama czuwa, mama wie…

Przyjęło się, że w Kościele maj jest miesiącem maryjnym. A przyjęło się to już w wiekach XIII
i XIV, chociaż w prawosławiu majowa modlitwa poświęcona Matce Bożej i przeżywana przy figurach i kapliczkach znana jest już od V wieku. Z kolei Dzień Matki, który jak wszyscy doskonale wiedzą, także świętujemy w maju, obchodzony jest w Polsce od 1914 roku. Przypadek? Nie sądzę.
Większość z nas ma raczej całkiem dobre skojarzenia ze słowem „mama”. Mama jest tą, która zawsze się troszczy, jest w gotowości, by wysłuchać, przytulić i wesprzeć na wszelkie możliwe sposoby. Ociera łzy i cieszy się z sukcesów. Ci, których mamy są już w niebie wiedzą, że ich opieka wykracza poza granicę śmierci i wraz z nią wcale się nie kończy, a prawdopodobnie (to moja osobista intuicja) staje się jeszcze intensywniejsza, a na pewno „mądrzejsza”. Sądzę, że kochająca mama może wypraszać nam wiele łask. Przecież te żyjące mamy potrafią wykazywać ogromny upór i hart ducha, a czasem wręcz bezczelność w walce o swoje dziecko. W Biblii spotykamy „matkę synów Zebedeusza”, którą autor Ewangelii powinien raczej nazwać żoną Zebedeusza, ale chyba nieprzypadkowo wybrał formę „matka synów”. Próba „załatwienia” synom ciepłych niebiańskich posadek nie była najmądrzejsza, ale nie można odmówić jej determinacji (Mt 20, 20-23). Równą nieustępliwością charakteryzuje się kobieta kananejska. Jej prośba jednak stanowi wyraz wiary w moc Jezusa, co spotyka się z uznaniem z Jego strony i uzdrowieniem córki dręczonej przez złego ducha (Mt 15, 21-28). Mądrość, wiara i żarliwość cechowały św. Monikę, której wytrwała modlitwa pomogła w nawróceniu jej syna Augustyna – dziś świętego. Bardzo często matki dzięki swej przenikliwości doskonale wiedzą, o co prosić dla swoich dzieci. Jednak jak każdy człowiek mają swoje słabości, a matczyna miłość niekiedy może zaciemniać rzeczywistość. Nie twierdzę, że lepiej jest mieć mamę w niebie niż na ziemi, ale te, które są już po drugiej stronie, mają zdecydowanie lepszy ogląd sytuacji i o niebo lepiej wiedzą, w jakich sprawach zawracać głowę Panu Bogu. Śmiem twierdzić, iż dobrego męża, o którego się nie modliłam, wyprosiła mi właśnie mama. Bo wiedziała lepiej. Wstawiennictwo naszych mam za nami jest naszą siłą i pewnie dopiero po śmierci dowiemy się, jak wiele im zawdzięczamy. Jeśli zatem nasze rodzone mamy, po ludzku niedoskonałe, mają taką „siłę przebicia”, to o ile większą ma Maryja, Matka naszego Boga. Najcudowniejsza kobieta, jaka chodziła po ziemi, która doskonale zna ból i cierpienie, jakie towarzyszą kobietom, a szczególnie matkom. Jezus oddał nas w jej ręce, wiedząc, że są niezawodne, a jej pomoc będzie „strzałem w dziesiątkę” – zgodna z wolą Bożą, mądra i skuteczna. Stała się mamą zarówno dla Jana Pawła II, jak i kardynała Stefana Wyszyńskiego i na jej opiece oraz wsparciu żaden z nich się nie zawiódł.
Zawierzenie Maryi „cywilizowanemu” katolikowi może trącić ludowością i infantylizowaniem wiary. To duży błąd. Maryja jest potężną pomocą dla nas, szczególnie wobec tego, który chce naszej śmierci na wieki. Bo nie jesteśmy i nigdy nie będziemy takimi ludźmi, którzy jak wstają rano, to diabeł z piskiem chowa się po kątach i żadne internetowe „memy” nam w tym nie pomogą. Tą, przed którą szatan zmyka z przysłowiowym „podwiniętym ogonem”, jest Maryja, łamiąca strzały nieprzyjaciela i miażdżąca głowę węża. I wcale nie zastępuje nam Boga, jak niektórzy uważają. Ale jest najlepszą obroną i tarczą dla serca słabego.

Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!