TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Stycznia 2021, 16:26
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Machia (z gr. walka)

Machia (z gr. walka)

Nie schodzi z ust naszych pytanie: „Kiedy wszystko znów wróci do normalności?”. Rzecz jasna w pierwszym rzędzie każdy ma na myśli przedłużający się stan pandemii. Po ustąpieniu obostrzeń związanych z ograniczeniem ilości uczestników nabożeństw, nie wrócili już wszyscy z powrotem do kościołów. Dobrze więc, że zaplanowane liczenie wiernych się nie odbyło, bo uzasadnione obawy o życie doczesne sprawiły, że nie byłyby to wiarygodne wyniki. A z tygodnia na tydzień znów ludzi zaczęło ubywać na Mszach św. Na potrzeby niniejszego felietonu 18 października przeprowadziłem badanie w parafii, w której frekwencja zawsze plasowała się wyższej od ogólnokaliskich statystyk. Na Eucharystii odliczyło się 10,19 % wiernych (wliczając także najmłodszych uczestników). Ale już w niedzielę kolejną, gdy cały kraj wszedł w strefę czerwoną, spadło to do 8,1 % (dobrze, że pogoda pozwoliła stać także na placu przykościelnym). Czy taka będzie już nasza codzienność (normalność)? Bp Piotr Jarecki wskazał na coś ważnego, co po pandemii stać się musi: „Nie chodzi tylko o to, czy ludzie po jej ustaniu wrócą do kościołów. To będzie inny świat, inna mentalność człowieka. I my już teraz powinniśmy powołać zespoły, które zaczną to analizować, zastanawiać się nad koniecznymi zmianami stylu duszpasterstwa...”. 18 lat temu, gdy byłem wikariuszem w Ostrowie Wielkopolskim, a mój ówczesny proboszcz raz po raz wyjeżdżał do Holandii, po każdym powrocie opowiadał, że w tym kraju, kiedyś na wskroś katolickim, obecnie katolicyzmu praktycznie nie ma. Wspominał ks. prał. Alfred spotkanie z wiekowym holenderskim kapłanem. Ten staruszek pytał wtedy: „Co robiliśmy nie tak, albo czego nie zrobiliśmy?”. Dziś sami nad wieloma sprawami gruntownie się zastanawiamy, a na dodatek przyszło nam jeszcze odpowiadać na pytania typu: „Czy w Kaliszu jest aż tak źle?”. Do niedawna utarte było powiedzenie: „Jak cię widzą, tak cię piszą”. Dziś w naszej kaliskiej sytuacji jest zgoła inaczej” „Jak cię piszą, tak cię widzą”. Trzeba i to jak się potocznie mówi wziąć na klatę. Ks. prof. Andrzej Kobyliński w programie „Warto rozmawiać” stwierdził: „Mamy historię bardzo dramatyczną, która zdarzyła się w dziejach Kościoła Katolickiego w Polsce po raz pierwszy. Nigdy w przeszłości, ja nie znam takiego przypadku, nie było czegoś takiego…”. Ks. Profesor, który jest autorytetem naukowym w dziedzinie homoseksualizmu wśród kleru, odniósł się do zamknięcia naszego seminarium. A seminarium, to także ludzie. Z obecnym rektorem naszego WSD znamy się od czasów wikariuszowskich, gdyż razem pracowaliśmy w jednej parafii (nie powiem jak „łyse konie”, bo włosy tylko ja straciłem). Przeraziło mnie to, że teraz ktoś z telewidzów może pomyśleć, że to taki mafijny ojciec chrzestny. Być może jednak w innym kontekście (i nie pod jego adresem) padło w programie stwierdzenie „omerta”? Niestety, to też ks. Profesor zauważył, mamy już „musztardę po obiedzie”. Warto ten wywiad zobaczyć, a zdecydowanie jeszcze raz sięgnąć do relacji z Drogi krzyżowej w Colosseum w Wielki Piątek z 2005 roku (który dobrze że w tym programie nam przypomniano). Rozważania napisał kard. Józef Ratzinger.  Stacja dziewiąta: „Twój Kościół przypomina tonącą łódź, łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła. Ale to my sami je zbrukaliśmy! To my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem: także w nim Adam ciągle na nowo upada. Naszym upadkiem powalamy Cię na ziemię. A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją, że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła, będziesz leżał na ziemi, pokonany. Ty jednak podniesiesz się. Podniosłeś się, zmartwychwstałeś i możesz podźwignąć także nas. Zbawiaj i uświęcaj Twój Kościół. Zbawiaj i uświęcaj nas wszystkich”. Miałem to szczęście, że jako diakon na wakacyjnym dyżurze, uczestniczyłem w rozładunku pierwszego transportu cegieł pod budowę zamkniętego teraz budynku WSD. Rzecz jasna nie jedna ciężarówka była wtedy przez nas ręcznie rozładowana. O wypadek wszędzie nie trudno i akurat wtedy coś takiego mi się przytrafiło. Kilka postawionych w słup cegieł przycisnęło mi palce. Murarz „rzuciłby wapnem”, a ja z bólu zaniosłem żal do Pana Boga: „Za jakie grzechy?”. Szybko się jednak zreflektowałem i do tego wydarzenia nie raz jeszcze odwoływałem się robiąc rachunek sumienia, bo rzeczywiście Pan Bóg, gdyby chciał, to mógłby mi nie jedną litanię grzechów moich przypomnieć. „Prawdziwa cnota krytyk się nie boi”- przysłowie to, o ile pamiętam, wzięte jest z „Monachomachii”, chyba, że bp Ignacy Krasicki do swego poematu heroikomicznego o wojnie mnichów wplótł zasłyszane porzekadło. „Monachomachia” zaś, jak wielu pamięta z lekcji języka polskieg, nieźle dała popalić osobom duchownym pod koniec XVIII wieku. Utwór ten stał się też szpadą w rękach Komisji Edukacji Narodowej do walki z zakonami, które całe wieki prowadziły szkoły i to na bardzo wysokim poziomie! W szkole jednak (mi przynajmniej) o tym nie mówiono, że oświeceniowa reforma szkolnictwa była niczym innym jak walką o jej  świecki charakter.

 

ks. Piotr Szkudlarek 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!