TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 11 Kwietnia 2021, 17:42
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Kto może być tłumaczem, a kto eks-księdzem?

Kto może być tłumaczem, a kto eks-księdzem?

Zabieram się za moje wiejskie zapiski o wielkim świecie, a tymczasem w radio takie newsy lecą, że chętnie bym się zajął polską polityką. No ale to jest teren śliski, bardzo śliski i kto się w nim w ogóle połapie?

Oto słyszę, że pewna pani, posłanka Lewicy, opuszcza swoje środowisko i łączy się z prawicowym ugrupowaniem, które ma w nazwie nazwisko swojego założyciela, ale któremu podobno mandat wygasł na przewodniczenie ugrupowaniu swojego imienia i w ogóle chcą go z niego wysiudać! Czy coś z tego rozumiecie? Nie? No właśnie, ja też nie. A jeśli do tego dodamy, że była posłanka Lewicy, obecnie należy do prawicy i twierdzi, że pozostaje wierna swoim lewicowym wyborcom, bo oni ją wybrali do realizacji zadań, które najlepiej wypełni w swoim nowym prawicowym ugrupowaniu, to już naprawdę okazuje się, że polityka nie jest dla takich tłuków, jak ja. Tak, panie, do polityki to trzeba mieć łeb!
Dlatego zajmiemy się sprawami znacznie prostszymi. Choćby poezją! Poezja ma język uniwersalny i może łączyć ludzi na całym świecie, niczym niegdyś partia proletariuszy. Przynajmniej tak mnie uczyli w szkole. A jak jest teraz? Czy poezja nadal łączy? Sprawdźmy.
Pamiętacie z jaką dumą nasze media pokazywały pewną młodą, bardzo ładnie ubraną kobietę, która podczas ceremonii zaprzysiężenia Joe Bidena recytowała poemat i zdaniem komentatorów „ukradła” show wszystkim jego uczestnikom? Ta ciemnoskóra dwudziestoparolatka to poetka Amanda Gorman, a podczas inauguracji zaprezentowała swój własny wiersz zatytułowany „Wzgórze, które zdobywamy”. Chętnie przetłumaczyłbym dla was kilka zwrotek, ale... niestety nie mogę. Zaraz zrozumiecie dlaczego.
Jak wiemy od kilku dekad Hiszpania jest w absolutnej czołówce, jeśli chodzi o otwarcie na idee nowego wspaniałego świata, w którym liberalizm pod rękę z lewicą maszerują do przodu nie biorąc jeńców, więc nie powinno nas dziwić, że barcelońskie wydawnictwo Univers postanowiło wydać wspaniały poemat inauguracyjny pani Amandy w języku katalońskim (nie będziemy tu wchodzić w separatystyczne konteksty na półwyspie iberyjskim). Wydawnictwo powierzyło tłumaczenie utworu panu Victorovi Obiolsowi, który wsławił się m.in. przekładami Oskara Wilde’a czy nawet samego mistrza Williama Szekspira. Pan Obiols wykonał swoją pracę należycie, przynajmniej nikt nie miał zastrzeżeń co do wartości jego tłumaczenia, ale wydawnictwo poinformowało go, że wprawdzie otrzyma ustalone honorarium, ale jego przekład nie zostanie opublikowany. Dlaczego? Otóż strona amerykańska, nie udało mi się ustalić czy chodzi o samą autorkę, czy też o jej wydawcę, postawiła veto, ponieważ pan Obiols nie jest... młodą, czarną kobietą walczącą z rasizmem! Katalończyk tak skomentował tę decyzję: „Ale jeśli ja nie mogę przetłumaczyć poetki, ponieważ ona jest młodą kobietą, czarnoskórą Amerykanką żyjącą w XXI wieku, a ja nią nie jestem, to nie mogę też przetłumaczyć Homera, ponieważ nie jestem Grekiem z VIII wieku p.n.e. Podobnie nie mógłbym przetłumaczyć Szekspira, ponieważ nie jestem XVI-wiecznym Anglikiem”.
Warto dodać, że Obiols jest kolejnym „niegodnym tłumaczem” po Marieke Lucasie Rijnevedzie, holenderskim pisarzu, który sam zrezygnował z tłumaczenia po usłyszeniu krytyki, że nie wybrano kogoś... hmm... jak tu napisać, żeby nie obrazić... o ciemniejszej karnacji?
I teraz chyba już rozumiecie, dlaczego mimo najszczerszych chęci nie mogę przetłumaczyć dla was choćby kilku wersów wspomnianego poematu, prawda? Nawet teraz spoglądam w lustro, ale efekt jest ten sam co u Misia Puchatka, „który im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”: im bardziej patrzę w to lustro, tym bardziej nie ma w nim młodej Afroamerykanki. Ja nawet opalam się na czerwono... Nie jestem więc godzien, aby się dopuścić tłumaczenia. Ale jest jeden pozytywny element w tej całej historii, a mianowicie, że można mieć niemal całkowitą pewność, że Szekspir był biały, prawda? No to bardzo ważne jest! Dzisiaj co i rusz próbują historię na nowo pisać, pamiętacie jak w pewnym polskim filmie feministki upierały się, że Mikołaj Kopernik, a nawet Skłodowska były kobietami?
Kolejny temat, którym dzisiaj chciałbym się zająć, jest dla mnie trudny. Tak, tak, nawet zwykły proboszcz ze wsi, który tylko Pana Boga się boi, czasem mierzy się z problemami, które spokojnie mogą go przerosnąć. Chodzi bowiem o odejście kapłana, które zawsze jest dramatem, wielkim dramatem, zdradą i raną w Kościele. I tu nie ma żartów.
Natomiast chciałbym napisać parę słów o tym, co z takiego dramatu potrafią zrobić media, zwłaszcza te, którym tak bardzo na sercu leży wolność każdego człowieka. Otóż, jeżeli ksiądz odchodzi z kapłaństwa (pozostawmy ten nieco uproszczony sposób nazywania sytuacji) i ambonę w kościele zamienia na „ambonę” w pewnej telewizji, która ogłasza „całą prawdę przez całą dobę”, albo w gazecie, która niby ma w nazwie wybory, ale tak naprawdę dopuszcza tylko jeden, i zaczyna ten ksiądz, czy też były ksiądz, walić w Kościół jak w bęben, to jest to wspaniała postawa i może taki eks liczyć na wszelką życzliwość, traktowany jest z honorami i jest mu wielkodusznie wybaczone, że mógł przez jakiś czas upaść tak nisko, czyli być oficjalnym reprezentantem tego opresyjnego organizmu, jakim jest oczywiście Kościół.
Ale tak się zdarzyło, że z kapłaństwem pożegnał się również syn byłej pani Premier. Pewnie nie była to dla niego łatwa decyzja, ale też nie przerzucił się na inną „ambonę”, chciał pewnie jakoś zniknąć ludziom z oczu i próbować odbudować swoje życie. Z nazwiskiem rozsławionym przez mamę, a do tego jeszcze z charakterystycznym imieniem nie było mu łatwo „zniknąć”, więc posunął się do zmiany nazwiska, pod którym rozpoczął pracę nie w jakiejś radzie nadzorczej spółki skarbu państwa, ale prostego przedstawiciela handlowego. I pewnie jakoś by sobie żył w spokoju (zewnętrznym, bo przecież nikt nie może zajrzeć w jego duszę), gdyby nie czujność organów. W sumie nawet trudno dzisiaj powiedzieć, który z nich był pierwszy w tym szalenie emocjonującym „śledztwie”, bo właściwie wszystkie media, o których kiedyś pan Wajda mówił, że są „nasze” (znaczy się tych, z którymi panu Wajdzie było po drodze) niemal o tej samej godzinie podzieliły się sensacyjnym newsem. I teraz, uwaga, uwaga, na czym polega straszne przestępstwo byłego księdza? Że podjął pracę (jeszcze raz podkreślmy - przedstawiciela handlowego sprzedającego folię) w firmie, w której udziały ma, jak się okazało (znaczy śledztwo dziennikarskie dowiodło) również prezes „Orlenu”! Tadadam! Straszne! Co za wstyd i hańba!
Może się zastanawiacie, po co ja o tym piszę, czy może chcę tu bronić eks-księdza, czy może tego całego Obajtka? Ani mi to w głowie. Niech się bronią sami. Ja tylko chcę lojalnie ostrzec redaktora naczelnego „Opiekuna”, żeby się miał na baczności. Bo jak się nie daj Boże okaże, że w którymś z kościołów, w których jest rozprowadzany „Opiekun”, jakaś kuzynka albo ciocia Obajtka wrzuciła złotówkę na tacę, to masz redaktor PRZERĄBANE! I żeby nie było, że nie ostrzegałem!


Pleban ze wsi

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!