TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Listopada 2020, 00:44
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ks. Janusz Nowicki, proboszcz parafii św. Urszuli w Zbiersku - świadectwo

Warto pójść za głosem powołania

Ks. Janusz Nowicki, proboszcz parafii św. Urszuli w Zbiersku

ks. Janusz Nowicki

 

Diecezja kaliska świętuje srebrny jubileusz. Świętują go także kapłani wyświęceni jako pierwsi
w stolicy nowej diecezji. Publikujemy ich świadectwa po 25 latach kapłańskiego życia. ?

25 lat kapłańskiego życia. Dużo to, czy mało? Ocena zależy pewnie od perspektywy, z jakiej się patrzy. Inaczej postrzega to neoprezbiter, a inaczej złoty jubilat. Jest to już jednak wystarczający czas, by wracać z nostalgią do początków swego powołania, do minionych lat swego kapłańskiego życia, ale i na tyle nieduży, aby z odwagą patrzeć w przyszłość i podejmować jeszcze śmiałe życiowe plany.
Gdy myślę o swoim kapłaństwie, to pierwszym i najgłębszym odczuciem jest wdzięczność za dar powołania. Św. Paweł Apostoł pisał: „dziękuję Bogu, któremu służę” (2 Tm 1,3). W kapłaństwie przeżyłem ponad 9 tysięcy dni i nie było ani jednego, w którym bym tego żałował. Mogę więc bez trudności dziękować Bogu za to, że powołał mnie i pozwolił mi służyć w kapłaństwie sobie i ludziom. Oczywiście w moim kapłańskim życiu, jak w życiu każdego, było wiele trudnych chwil, zawodów, rozczarowań, niezadowolenia z siebie czy z innych, ale miłość do kapłaństwa, radość z bycia kapłanem - zawsze zwyciężały. Na co dzień może o tym nie mówię, ale cieszę się swoim kapłaństwem i jestem za nie Bogu wdzięczny; mam nadzieję, że dozgonnie.
Za św. Pawłem mogę powiedzieć: „za łaską Boga jestem tym, kim jestem” (1 Kor 15,10). On mnie wybrał „stosownie do własnego postanowienia i łaski” (2 Tm 1,9). Wybrał według własnego klucza, którego nie pojmuję, ale którego sens odkrywam właśnie wtedy, gdy mnie kapłaństwo cieszy i spełnia, gdy czuję się w kapłaństwie szczęśliwy i potrzebny; potrzebny Bogu i ludziom. A chwil takich w swej 25-letniej posłudze miałem bardzo wiele. To właśnie dla nich warto było się urodzić, warto było pójść za głosem powołania, warto jest żyć.
Na pewno o tę radość z powołania łatwiej na początku kapłańskiego życia, gdy do wszystkiego idzie się ze świeżym zapałem, z odczuciem smaku nowości. Z czasem przychodzi znużenie pracą, przesyt obowiązkami, zobojętnienie na problemy innych. Przychodzi zniechęcenie i do wielu rzeczy trzeba się przymuszać, zwłaszcza, gdy nie widzi się trwałych owoców swej duszpasterskiej pracy. Rodzi się pokusa szukania jakiejś odskoczni od obowiązków, dawanie sobie luzów, dyspensowanie się od modlitwy. Z perspektywy czasu widzę, że aby sprzeniewierzyć się swemu powołaniu, by wypaliło się kapłaństwo nie trzeba wielkich grzechów - wystarczy zarzucić modlitwę. Gdy brakuje modlitwy, brakuje ducha, ognia, zapału, gorliwości. Wyraźnie widzę, że wraz z upływem lat tej modlitwy potrzebuję coraz więcej. I im więcej się modlę, tym wyraźniej dostrzegam jej przeogromną moc.
Kapłaństwo nie tylko daje mi radość, nie tylko pozwoliło mi docenić potrzebę i moc modlitwy. Kapłaństwo nauczyło mnie też pokory. Iluż wspaniałych kapłanów, liderów w duszpasterstwie, ekspertów w teologii, wzorowych administratorów parafii upadło, pogubiło się i opuściło stan duchowny. I ja takich znałem. Bóg raz po raz ukazuje nam takie przypadki ku przestrodze, abyśmy sami nie byli zbyt pewni siebie, abyśmy nie popadli w stan samozadowolenia. Łatwo o to szczególnie, gdy kapłan spotyka się z uznaniem wiernych czy przełożonych. Najpewniejszym strażnikiem naszej wierności powołaniu jest pokora - ufność złożona w Bogu, a nie w sobie.
Kapłańskie życie nauczyło mnie jeszcze jednej ważnej rzeczy - cierpliwości. Najpierw trzeba tej cierpliwości do samego siebie. Muszę umieć pogodzić się ze swymi brakami i ograniczeniami. Nie przejmować się tym, że inni robią coś lepiej i skuteczniej. Trzeba robić swoje, najlepiej jak się potrafi, z gorliwością i wytrwałością, ufając, że Bóg resztę dopełni.
Trzeba mieć też cierpliwość dla ludzi, umieć znosić ich wady i słabości. Nie zrażać się porażkami i niepowodzeniami. W scenariusz naszego kapłańskiego życia wpisane jest też niezrozumienie i odrzucenie.
Trzeba wreszcie mieć cierpliwość względem Boga. Bóg wystawia nas na różne, często niezrozumiałe dla nas próby. Posyła nas nie tam, gdzie byśmy chcieli być posłani. Stawia nam nie te zadanie, które sami chcielibyśmy podejmować. Musimy Mu zaufać. Musimy zaufać, że Jego wola objawia się w decyzjach naszych przełożonych. Gdy dziś patrzę, z perspektywy minionego czasu, na swoje kapłańskie życie to widzę, że Bóg układa wszystko dla dobra nas i dla dobra tych, do których nas posyła. Warto Mu więc zaufać.
W podaniu o przyjęcie do Seminarium Duchownego pisałem, że moim pragnieniem jest poświęcić swoje życie czemuś ważnemu i wielkiemu. Myślę, że to mi się udało, bo kapłaństwo jest naprawdę ważne, piękne i wielkie.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!