TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Stycznia 2020, 20:18
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Kochać, myśleć i pracować jak Jezus

Kochać, myśleć i pracować jak Jezus

ks. Dziewiecki

W rozmowie z ks. Markiem Dziewieckim o tym, gdzie w kościele (i Kościele) jest miejsce dla dzieci oraz o tym, jakie wychowanie jest Boże, mądre i skuteczne.

Pismo Święte mówi, że usta dzieci i niemowląt oddają Bogu chwałę (por. Ps 8), tymczasem większości z nas wydaje się, że modlitwa jest tym doskonalsza im piękniejsze słowa, a nawet im jest ich więcej. Jak w takim razie mogą chwalić Pana ci, którzy jeszcze nie mówią?

Rozmowa z Bogiem, którą nazywamy modlitwą, polega na słuchaniu i mówieniu, ale też na sposobie życia. Najlepszą modlitwą jest święty sposób postępowania. Na końcu doczesności Bóg nie będzie nas pytał, czy dużo się modliliśmy, ale czy bardzo kochaliśmy. Najlepiej chwalimy Boga sposobem naszego istnienia. Nie tyle nawet czynami, co sercem, wrażliwością, a najbardziej miłością. Najbardziej chwalą Boga ci, którzy są najbardziej do Niego podobni. Spośród dorosłych są to ludzie święci, a każdy z nas jest powołany do świętości. Dzieci chwalą Boga swoją czystością, spontanicznością, radością życia, szczerością, wdzięcznością wobec rodziców, a także tym, że przypominają nam o naszej zależności, o tym, że sami sobie do szczęścia nie wystarczymy.

Jednak tak w modlitwie, jak i w życiu, dzieci potrzebują przewodnika i wychowawcy. Często mówi Ksiądz w konferencjach, że nie powinniśmy mówić o chrześcijańskim wychowaniu, ale po prostu o mądrym wychowaniu. Na czym ono polega?

Wychowanie chrześcijańskie nie jest jedną z alternatyw, jak na przykład wychowanie humanistyczne czy ateistyczne, gdyż jakościowo różni od wszystkich innych form wychowania. Jest po prostu najlepsze, najbardziej realistyczne i najbardziej respektujące naturę człowieka, jego godność i kryteria rozwoju.
Wychowanie oparte na Biblii oznacza pomaganie człowiekowi, by stawał się podobny do Boga. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, ale możemy nie przyjąć naszego człowieczeństwa. Są tacy ludzie, którzy traktują samych siebie jak zwierzęta. Inni z kolei przeceniają siebie i - jak Adam i Ewa – wmawiają sobie, że są „jak bogowie”.
Wychowanie chrześcijańskie jest potrzebne każdemu: dzieciom, młodzieży i dorosłym. Oczywiście najbardziej jest potrzebne dzieciom, bo one dopiero uczą się sztuki życia. To, co otrzymają na początku, będzie później procentowało lub będzie ,,kulą u nogi” na całe życie,  jeśli zamiast wychowania dzieci będą rozpieszczane, czy uczone błędnego sposobu postępowania.
Drugim – obok stawania się podobnym do Boga - celem wychowania jest przygotowanie do małżeństwa i rodziny. Dobrze wychować dzieci to czynić ich zdolnymi do takiej dojrzałości, mądrości i miłości, jaka jest potrzebna małżonkom i rodzicom. Ktoś powie: ,,a jeśli dziecko ma powołanie do kapłaństwa czy życia zakonnego”? Wtedy także wychowanie powinno być podobne, bo każde powołanie wymaga dorastania do mądrości i ofiarnej, wiernej miłości na zawsze. Cele szczegółowe wychowania to uczenie dzieci myśleć jak Jezus, kochać jak Jezus i pracować jak Jezus. Mądrość, pracowitość i miłość to sprawdziany wychowania.

Patrząc na dzisiejszych rodziców można zaobserwować, że jedni uważają, iż  ,,dzieci i ryby nie mają głosu” i lekceważą problemy swoich pociech. Inni  traktują swoje dzieci jak bożki i całkowicie się im podporządkowują, pobłażają im, trzymają pod kloszem. Jak znaleźć ,,złoty środek”?

To trudne, jak wszystko, co mądre i dobre. Jedną skrajnością jest lekceważenie dzieci i ich potrzeb, dystansowanie się od nich, zaniedbywanie obowiązków rodzicielskich. Drugą skrajnością jest ubóstwianie dzieci, traktowanie ich jak centrum świata. Jeżeli rodzice są posłuszni dzieciom, a nie odwrotnie, to na tym przegrywają i rodzice, i dzieci. Jezus daje wzór doskonały owego „złotego środka”. On nas kocha nieodwołalnie, aż do krzyża, a jednocześnie mówi nam prawdę. Także wtedy, gdy ona jest dla nas bolesna, czy stawia nam wysokie wymagania: ,,bądźcie podobni do Mnie”. Nie istnieją większe wymagania od tych, które stawia Jezus. Zadaniem rodziców, którzy chcą dobrze wychować dzieci, jest kochać pociechy i stawiać im wymagania. Kochać to wspierać, tworzyć klimat bezpieczeństwa, być wrażliwym na wszystkie problemy dzieci, odpowiadać na ich pytania, być cierpliwym. A wymagać to stawiać granice, uczyć pracowitości, odpowiedzialności, panowania nad sobą, słuchania sumienia i respektowania przykazań Bożych, szacunku do rodziców i bliźnich.

A co z wychowaniem seksualnym? Docierają do nas niepokojące wieści z Zachodu, gdzie już przedszkolaki mają się uczyć, że seks jest przyjemnością niczym sport, czy masaż i nie musi mieć nic wspólnego z rodzicielstwem. Kiedy i w jaki sposób należy mówić dzieciom, że seks jest pięknym, nieodłącznym elementem małżeństwa, służącym przekazywaniu życia i budowaniu relacji?

Wychowanie seksualne jest potrzebne, a Biblia to jego pierwszy podręcznik. To podręcznik mądry i realistyczny. Podstawą wychowania seksualnego jest wychowanie do miłości. Kto nie nauczy się kochać, ten nie będzie w stanie zająć dojrzałej postawy w sferze seksualnej. Seksualność jest błogosławieństwem tylko dla małżonków, którzy kochają siebie wzajemnie miłością wielką, wierną, z tą jedną osobą, miłością czystą i płodną, na zawsze, w dobrej i złej doli. Kto do takiej miłości nie dorasta, ten popada w uzależnienia seksualne, krzywdzi siebie i innych. Sensem seksualności jest komunikowanie największej miłości, jaka jest możliwa między kobietą i mężczyzną. Ludzie złej woli, prymitywni i wulgarni, próbują mieszać wychowanie seksualne z wciąganiem w problemy seksualne i w rozwiązłość. Takich ludzi można nazwać przestępcami, bo działają na szkodę społeczeństwa, a zwłaszcza na szkodę dzieci i młodzieży. Próbują już w przedszkolu wciągać dzieci w seksualność, nie wspominając o tym, jaki jest jej sens. O tym sensie powinniśmy mówić dzieciom, gdy pytają. Warto, by rodzice nieco wyprzedzali okres, gdy rozpoczyna się dorastanie, pierwsze zainteresowania drugą płcią, pierwsze napięcia seksualne. Jeśli rodzice nie rozmawiają z synami i córkami o życiu, miłości, małżeństwie i rodzinie, hierarchii wartości, sumieniu, to nie są w stanie mądrze rozmawiać o seksualności, bo brakuje fundamentu. Wychowanie seksualne jest możliwe tylko w kontekście wychowania do małżeństwa i rodziny, do miłości, wierności i odpowiedzialności. Jeśli rodzice uczą dwunastoletniego syna panowania nad lenistwem, egoizmem, emocjami, zmęczeniem, to już jest element wychowania seksualnego. 

Pierwszą przestrzenią wychowania jest dom. Później zabieramy dzieci do kościoła. Niektórzy patrzą na takich młodych rodziców z wyrzutem, szczególnie gdy dziecko jest wyjątkowo żywe, a przecież Jezus mówił: ,,pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie”. Czy jest dla nich miejsce w kościele? Może jednak poczekać z zabieraniem maluchów na Mszę św. aż podrosną?

To, co dobre, powinno być dawane dzieciom jak najwcześniej. Zdrowe jedzenie dajemy dzieciom od początku. Nie czekamy aż same zaczną decydować. Podobnie od początku dajemy im dobre rady w różnych dziedzinach życia. Od początku uczymy dzieci modlitwy, klękamy z nimi, nawet jeśli jeszcze tego nie rozumieją. Od początku też powinniśmy zabierać dzieci do kościoła, żeby rozumiały, że to jest ich drugi dom, że idziemy tam, gdzie mieszka Ktoś, kto dzieci kocha jeszcze bardziej niż rodzice. Wiadomo, że małe dzieci hałasują w kościele, tak jak wszędzie. W Niemczach i Włoszech na liturgię słowa zabiera się często dzieci do bocznej kaplicy, gdzie pod opieką katechetów słuchają krótszego czytania i Ewangelii, mają homilię dialogowaną, dostają obrazek do kolorowania. W niektórych parafiach jest specjalny kącik dla dzieci z małymi krzesełkami, Ewangelia w obrazkach, coś do kolorowania. Ktoś z rodziców ma tam dyżur. Później mama lub tata idą do Komunii Świętej w towarzystwie dzieci, żeby wiedziały, że to coś ważnego. W naszych kościołach najczęściej dzieci pozostają przy rodzicach. Gdy widzę, że któreś z nich głośno płacze, to wyjaśniam, że rodzice mogą pójść z dzieckiem do zakrystii, by je tam uspokoić.
Dziecko od niemowlęctwa ma swoje miejsce w kościele. To, że będzie trochę biegało czy gaworzyło, nie jest wielkim problemem. Rodzice czasem biegną, żeby dziecko ściągnąć ze stopni ołtarza. Uśmiecham się wtedy do tych dzieci. Niech przychodzą jak najbliżej ołtarza, niech się zadomawiają w kościele. My, dorośli, powinniśmy mieć na tyle cierpliwości, radości z tych dzieci i zdolności do koncentracji, żeby mimo obecności maluchów przeżywać Mszę św. w skupieniu. W kościele jest miejsce dla każdego. Jak w każdym domu, dzieci powinny się w nim czuć bezpieczne, spokojne, nie terroryzowane na zasadzie: ,,teraz masz przez godzinę siedzieć bez ruchu!”. Bóg jest miłością, a nie kimś groźnym, wobec kogo należy chodzić na palcach i prawie nie oddychać. Przy Bogu żyje się najlepiej. 

Nieco starsze dzieci, te szkolne, zauważają z czasem, że między zachowaniem rodziców a ich religijnością pojawia się rozdźwięk. Czy można dobrze wychować dziecko w wierze, jeśli posyłając je do Pierwszej Komunii świętej samemu przystępuje się do niej rzadko, albo uczy się, żeby nie obrażało się ono na kolegów i nie kłóciło, a samemu kłóci się ze współmałżonkiem i ewentualnie idzie na inną Mszę św. niż on? 

Oczywiście każdy rozdźwięk między zasadami wiary a postępowaniem rodziców utrudnia wychowanie religijne. Dzieci bardziej przecież zapamiętują nasze zachowania, niż nasze słowa, czy polecenia. Miłość do dzieci powinna mobilizować rodziców do wierności Jezusowi i zasadom Ewangelii. Z drugiej strony dojrzały rodzic przypomina swoim dzieciom, że mają być one coraz bardziej podobne do Jezusa, a nie do swoich rodziców, czy innych ludzi.

 Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała Anika Djoniziak


ks. Marek Dziewiecki - kapłan diecezji radomskiej, doktor psychologii, odznaczony Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Ekspert MEN z zakresu przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. Doktorat z nauk o wychowaniu uzyskał na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie w 1988. Adiunkt UKSW. Autor kilkunastu książek z dziedziny psychologii wychowawczej, przygotowania do życia w rodzinie, profilaktyki i terapii uzależnień. Stały współpracownik kwartalnika eSPe.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!