TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 10 Sierpnia 2020, 00:42
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Józefie najczystszy

Józefie najczystszy

Czystość jest darem Boga, o który trzeba nieustannie i szczerze prosić. Trzeba też stworzyć dla niej odpowiednie środowisko, w którym nie będzie ona pozbawieniem się czegoś, ale wyborem większej i piękniejszej wartości.

Kiedy w naszych rozważaniach pojawia się słowo czystość i nie dotyczy ono higieny, sytuacja staje się trudna. Bo to słowo zdecydowanie niepopularne i postawa coraz mniej zrozumiała. O ile jeszcze sprawiedliwości czasami przynajmniej oczekujemy, roztropność i męstwo są cechami czy też cnotami wręcz pożądanymi, to czystość w najlepszym wypadku jest dzisiaj postrzegana jako ograniczenie zupełnie niepotrzebne i tylko w wyjątkowych sytuacjach tolerowane. Ale żeby dokonywać takiego wyboru na całe życie? Nawet jeszcze przed „zasmakowaniem” na czym polega jej odwrotność? To nie na nasze czasy. Ale do naszych czasów jeszcze wrócimy, a teraz zajmiemy się Świętym Józefem, którego litania najpierw tytułuje najsprawiedliwszym, a zaraz potem najczystszym. Jeszcze zanim go nazwie najroztropniejszym czy najmężniejszym. W sumie to nie wiem, czy kolejność ma tu jakieś istotne znaczenie, ale zakładam, że tak, skoro jako pierwszy został użyty tytuł męża sprawiedliwego, którym określa Józefa Ewangelia. A czystość jest zaraz potem.

Nie zbliżał się do niej
W Ewangelii czytamy, że Józef wziął Maryję do swego domu, „lecz nie zbliżał się do niej aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus” (Mt 1, 25). Nikt z nas nie może wejść do głowy Świętego Józefa, żeby przekonać się, czy był to wybór - aby nie zbliżać się do Maryi - podjęty tylko na czas jej ciąży, czy może od razu myślał, że po zrodzeniu Syna Bożego Maryja nigdy nie będzie już dla niego normalną w sensie cielesności żoną. Można jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa zakładać, że Józef i Maryja stopniowo odkrywali sens swojego małżeństwa i wolę Bożą wobec nich. Przypuszczalnie oboje potrzebowali czasu, by dorastać do misji, do której Bóg ich powołał. Tak opisuje to ks. Marek Dziewiecki: „Ewangelia nie sugeruje jakiejś magicznej dojrzałości i nadludzkiej świadomości Józefa. On potrzebował czasu, by odkrywać i rozumieć absolutnie niepowtarzalną sytuację, w której się znalazł. W zwykłym małżeństwie żona nie przestaje być żoną, gdy staje się matką. Przeciwnie, jej dojrzałość polega właśnie na tym, że harmonijnie i dojrzale łączy swoje bycie żoną z zadaniami matki. Zasada ta zostaje zawieszona w przypadku Maryi. Ona nie rodzi dziecka swojego męża, lecz rodzi Syna Bożego. Odtąd skupia się całkowicie na swoim macierzyństwie. Odtąd - jako jedyna kobieta w historii ludzkości - osiąga pełnię swoich marzeń i aspiracji, a także pełnię radości w kontakcie z Synem. W konsekwencji w kontakcie z Józefem szuka niezwykłej przyjaźni i wsparcia, ale nie jednoczy się z nim tak, jak żona z mężem, bo już nie Józef, ale jej Syn jest dla niej kimś najważniejszym i stanowi absolutne centrum jej życia. Nie oznacza to, że z Józefem łączy ją odtąd jakaś mniejsza miłość czy mniejsza więź. Oznacza to natomiast, że ich wzajemna więź rośnie w głąb, staje się jeszcze bardziej niezwykła, jeszcze bardziej bezinteresowna niż dotąd. W konsekwencji to, co ich teraz łączy, staje się coraz bardziej podobne do tej więzi, jaką mają ci, którzy są już w niebie”.
Ale jak to zrobić, żeby małżeńskie relacje i więzi były takie jak mają ci, którzy są w niebie? Oczywiście obecność Jezusa musiała pomagać, nawet jeśli przez wiele lat był synem zachowującym się zupełne normalnie, ale przecież człowiek jest tylko człowiekiem, a obecność pięknej, młodej kobiety, którą się kocha i która jest moją żoną bynajmniej nie ułatwia życia w czystości. Nawet jeśli jest to nasz obopólny wybór, bo przecież zakładamy, że Józef nie tylko uszanował wybór Maryi, ale też i on sam dokonał takiego samego wyboru w pełnej wolności. Jak więc wytrwać w czystości?


To nie jest miejsce dla wartości
Czytelnicy moich rozważań o św. Józefie zapewne się nie zdziwią, że kiedy sytuacja staje się naprawdę trudna, sięgam po znakomitą książkę o. Augustyna Pelanowskiego „Dom Józefa”. Ja wiem, że popularny paulin ostatnio boryka się z problemami, ale to w niczym nie umniejsza przenikliwości cytowanego dzieła. Jeśli chodzi o czystość, a także o inne wartości, takie jak wstrzemięźliwość, wierność, skromność, cichość, wyrzeczenie i wiele innych, jak zauważa o. Pelanowski, one nie tylko są dzisiaj zapomniane, czy niepopularne, ale z niektórymi z nich współczesna „psychoterapia” wręcz otwarcie walczy uważając je za nieuzasadnione krępowanie własnej ekspresji! Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak trudno dzisiaj żyć tymi wartościami, a jeśli nawet ktoś nimi żyje, to raczej unika chwalenia się nimi? Fantastycznie wytłumaczył to o. Pelanowski mówiąc o biotopie. Biotop to przestrzeń umożliwiająca życie jakiegoś gatunku, musi być sprzyjająca. Słonie nie mogą żyć na Arktyce, a białe niedźwiedzie umarłyby na pustyni. Czystość i wszystkie inne wyżej wymienione wartości, potrzebują sprzyjającego środowiska. I teraz wystarczy podnieść głowę i rozejrzeć się wokół siebie i zapytać: czy w naszych czasach istnieje właściwy biotop dla czystości, wierności czy wstrzemięźliwości? W telewizji właściwie trudno znaleźć film, w którym nie byłoby scen erotycznych. I chodzi nie tylko o filmy komercyjne, programowo nastawione na rozbijanie chrześcijańskiej moralności, w których czasem nachalnie, a czasem bardzo subtelnie, propaguje się homoseksualizm, rozwiązłość. Ale nawet polskie filmy, które pewnie mają jakiś kontekst patriotyczny, nie mogą się obejść bez kilku scen erotycznych, jakby ich autorzy nie wierzyli, że bez takiej „protezy” filmy się obronią. Czyżby jeszcze nie zrozumieli, że czasy oceny filmu w kategoriach, „czy momenty były” dawno odeszły do lamusa, bo „momenty” wręcz zalewają nas z witryn, bilbordów i wszelkich ekranów? Seksualizacja ogarnia niemal wszystko i sprawia, że nie ma biotopu, nie ma środowiska, w którym można pielęgnować i propagować czystość, wierność czy wstrzemięźliwość.

Mieć motyw dla czystości
Okazuje się, że św. Józef potrafił w swoim domu w Nazarecie stworzyć właściwe środowisko, odpowiednie warunki, aby mimo wielkiej miłości jaka łączyła go z jego na pewno piękną małżonką Maryją, przeżyć z nią piękne małżeńskie życie w czystości i wstrzemięźliwości. Dla Maryi powodem takiej postawy był fakt, że poczęła i zrodziła Syna Bożego. O. Pelanowski idzie tutaj nawet znacznie dalej i sugeruje, że Maryja podjęła decyzję o zachowaniu dziewiczej czystości (choć była to postawa absolutnie nie chciana w jej czasach, ponieważ każda z nich chciała urodzić Mesjasza), zanim jeszcze zaręczyła się z Józefem. To by znaczyło, że Maryja świadomie zrezygnowała z macierzyństwa, a w konsekwencji również z możliwości wydania na świat Mesjasza! Mielibyśmy tu do czynienia z niesamowitym paradoksem wiary, a jednocześnie z potwierdzeniem, że Bóg nie daje żadnej łaski, zanim człowiek się jej nie wyrzeknie. Nie wiadomo czy o. Pelanowski ma w tej kwestii słuszne twierdzenia, natomiast na pewno Maryja pragnęła pozostać w czystości i dziewictwie po wydaniu Syna na świat. Ale jaki motyw mógł mieć św. Józef by pozostać w czystości i wstrzemięźliwości? Musiał nim być wielki szacunek do tajemnicy Boga i łona swojej małżonki, która Syna Bożego zrodziła. O. Pelanowski przytacza w tym momencie ciekawy fakt naukowy: chodzi o to, że podczas stanu błogosławionego niektóre komórki dziecka przez pępowinę przenikają do ciała matki, nawet do jej mózgu i pozostają tam na zawsze. Matka zawsze nosi do końca w sobie coś ze swoich dzieci. Maryja w takim wypadku na zawsze pozostała nosicielką Wcielonego Syna Bożego, pierwszym żyjącym tabernakulum na długo przed tym, zanim człowiek postanowił przechowywać Ciało Pańskie. Święty Józef pewnie o tym nie wiedział, bo przecież tajemnic się nie wie, ale się je wyczuwa. Miał więc wielki i nabożny szacunek do całej osoby swojej małżonki, wybranej do wielkiej tajemnicy, do jej duszy i ciała. Józef musiał uznać, że małżeństwo z tak wspaniałą kobietą jak Maryja, którą wybrał również Bóg, z jej wspaniałą misją, jest szczęściem daleko większym niż pełna relacja małżeńska z jakąkolwiek inną kobietą. I Józef więc i Maryja nie wyrzekali się czegoś, nie wyrzekali się seksualności, ale wybierali miłość i szacunek, wybierali wolę Boga, chcieli pełnieniem jej rozradować serce Boga. A ponieważ oboje tego pragnęli łatwiej im było wytrwać w czystości, wierności i wstrzemięźliwości. W ich rodzinie po prostu był biotop dla czystości, była motywacja!

Tworzyć biotop w rodzinie
W naszym świecie, jak już wcześniej zaznaczyłem, tego biotopu nie ma. Dzisiaj świat dookoła zalewa nas seksualnością, pokusami, przyzwoleniem na grzech i szyderstwem z takich wartości jak czystość czy wierność. Czasami nawet w rodzinie nie ma sprzyjających warunków do ich przeżywania. Nie chcę tutaj otwierać dyskusji choćby nad powszechnie dostępną i dewastującą pornografią, ale chciałbym nadmienić, że dzisiaj nawet rodzona matka czy ojciec potrafi „wybić” dziecku z głowy pomysł o ślubie, bo przecież „niech najpierw się sprawdzą, niech zamieszkają razem i zobaczą czy im się układa”. I z czystości przedmałżeńskiej rezygnuje się bez chwili refleksji. Nawet się nie próbuje znaleźć dla niej motywacji, bo przecież jakiś motyw trzeba mieć, żeby poczekać. Trzeba uwierzyć, że tylko czystość przedmałżeńska gwarantuje rozbudowanie więzi duchowych i uczuciowych na tyle silnych, by przetrzymać wszystkie problemy jakie pojawią się w ciągu wielu lat przyszłego życia. To byłby ten biotop, ale dzisiaj mało kto go szuka. Rodzina powinna być tym miejscem, gdzie temu wszystkiemu spróbuje się zapobiec. Rodzina musi być szkołą pięknej miłości, czystości przedmałżeńskiej i wierności. W takiej rodzinie równie łatwo może się zrodzić powołanie do życia w celibacie, do życia konsekrowanego i ono będzie się w niej właściwie rozwijać. Trzeba jednak pamiętać, że o ile powściągliwość czy wstrzemięźliwość mogą być wynikiem wysiłku człowieka, to czystość jest darem Boga i trzeba o nią autentycznie prosić, korzystając z sakramentów i szczerze się o nią modląc. Święty Józef oprócz tego, że miał obok siebie Maryję, był też człowiekiem sprawiedliwym co implikuje również modlitwę i pewnie modlitwa pomogła i jemu w wytrwaniu w czystości i wierności. Jest on więc wspaniałym orędownikiem w tej sprawie.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!