TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 13 Sierpnia 2020, 13:32
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jezus zabiera

II Niedziela Wielkiego Postu

Łk 9, 28 b - 36

Jezus zabiera

A z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn, Wybrany, Jego słuchajcie!» W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli.

Początkiem prowadzącym do cudownego przemienienia Jezusa była decyzja udania się na górę. Ale Jezus nie idzie sam, zabiera ze sobą wybranych Apostołów. To wszystko, co się tam wydarzyło było właśnie dla nich. Chrystus chciał umocnić ich wiarę, ale nie tylko ich, także każdego z nas. Dlatego Kościół co roku w Wielkim Poście przypomina nam to wydarzenie. Przemieniony i ukrzyżowany to ten sam Jezus.
Jezus zabiera nas na górę. Musimy oderwać się od codzienności, podjąć pewien trud, wysiłek, aby znaleźć się na górze. Apostołowie idą co prawda z Jezusem, ale gdy już są na miejscu ogarnia ich senność. Jezus modli się i przemienia, a oni śpią. Bardzo podobnie będzie później w Ogrójcu. Jednak pomimo tych trudności widzą Jezusa w chwale i to wydarzenie pozostaje w ich pamięci. Wyjątkowe, szczególne, niecodzienne przeżycie, a jednak nie wystarczyło. Czego nas to doświadczenie może nauczyć?
Pokory wobec swoich możliwości. Piotr widział Jezusa w chwale, a później nie potrafił się do Niego przyznać. Pokazuje nam, że nie wystarczy jedno takie doświadczenie, choćby było wyjątkowe pod każdym względem. Jakaś szczególna pielgrzymka, rekolekcje, głęboko przeżyta spowiedź, swoiste „dotkniecie” Pana Boga. Potrzebna jest kontynuacja, pogłębienie, podtrzymywanie tej relacji z Bogiem.
Trzeba częściej wchodzić na górę przemienienia. Każda Eucharystia jest takim doświadczeniem przemienienia. Jezus zabiera nas ze sobą, chce nas zabrać, ale czy zawsze jesteśmy gotowi? Ile razy jest tak, że unikamy trudu wchodzenia na górę? Albo jak w przypadku Apostołów wchodzimy, jesteśmy, lecz ogarnia nas senność. Niekoniecznie dosłownie, ale w znaczeniu naszego zaangażowania w przeżywanie Eucharystii. Można być fizycznie i nie zauważyć, nie doświadczyć tej szczególnej przemiany, która wówczas się dokonuje.
Jezus zabiera Apostołów i ich zadziwia, zaskakuje. Piotr, jak stwierdza Ewangelista, nie wie, co mówi, chce stawiać namioty, to znaczy pragnie zatrzymać to wydarzenie. Ale inny jest zamysł Jezusa. Po dłuższym czy krótszym czasie, tego dokładnie nie wiemy, wszystko wraca do poprzedniego stanu. Znika obłok, Mojżesz, Eliasz. Zostaje Jezus i Apostołowie, może rodzi się pytanie czy to wszystko wydarzyło się naprawdę? Trzeba zejść z góry i wrócić do codzienności, a było tak wspaniale. Czy to nie jest najtrudniejsze?
Czy nie doświadczamy czegoś podobnego? Głęboko przeżyta Eucharystia, nabożeństwo, modlitwa, pielgrzymka, rekolekcje, ale przychodzi zakończenie i trzeba wracać do codzienności. I co wówczas? Tak bardzo chciałoby się, aby to trwało bez końca. Ale to doświadczenie Bóg dał nam po to, abyśmy nim dzielili się z innymi, nie zatrzymywali go egoistycznie tylko dla siebie. Nawet nie wszyscy Apostołowie byli na górze przemienienia, tylko trzej wybrani. Inni dowiedzieli się o wszystkim z ich świadectwa. A gdyby nie zeszli z góry?
Nasze świadectwo ma zachęcić innych do wejścia na górę. Ma pokazać, że warto podjąć trud, to wydaje wspaniałe owoce. A ponadto otrzymujemy bardzo konkretne wskazanie, co mamy czynić po zejściu z góry przemienienia. Bóg Ojciec mówi do każdego z nas o Chrystusie: „To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”.

ks. Michał Pacyna

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!