TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 05 Sierpnia 2020, 06:33
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca(ca) część LXVIII

Jasna i ta druga strona księżyca(ca) część LXVIII

„Ciekawe, co czują inni księża, kiedy budzą się w Wielki Czwartek?“ – pomyślał Mateusz przeciągając się na łóżku. Nie było to ot, takie sobie pytanie. Było ono związane z ewolucją, jaką dostrzegał w sobie samym, bo przecież nie od zawsze było tak, jak dzisiaj. Właściwie dopiero od kilku lat nastawiał sobie budzik przed piątą rano i jakkolwiek wcale nie było to łatwe, w środowy wieczór starał się pójść do łóżka najwcześniej jak to było możliwe, aby rzeczywiście w czwartek rano bez trudu wstać i nie czuć zmęczenia przez cały dzień. Dzień szczególny. Kapłański czwartek. Szybko brał prysznic i bez śniadania i żadnej modlitwy szedł do kościoła. W prezbiterium świeciła się tylko wieczna lampka i panował półmrok. Spędzał tak kilka godzin. Nie tylko modląc się, ale również chodząc dookoła ołtarza, delikatnie ciągnąc prawą dłoń po zimnym obrusie. Podchodził do tabernakulum, klękał i trzymając dłonie na złotych rzeźbionych drzwiczkach przepraszał Jezusa za te wszystkie chwile, kiedy zachował się jak... cham. Tak to sobie nazywał od momentu, kiedy usłyszał od kogoś, czym się różni cham od gentlemana: bo gentleman jeśli ma w cukiernicy cukier w kostkach to nakłada go do filiżanki łyżeczką albo specjalnymi szczypczykami, nawet wtedy gdy jest sam. Cham natomiast robi tak tylko wtedy, gdy widzą go inni, gdy jest sam nakłada cukier paluchami. Zdarza mu się być takim chamem, kiedy jest sam w kościele i przebiega przed tabernakulum bez przyklęknięcia i dlatego dzisiaj przeprasza. Potem modli się i podchodzi do chrzcielnicy, do krzyża. Obejmuje krzyż, dotykając wymęczonych stóp Jezusa i znowu przeprasza za te wszystkie znaki krzyża uczynione byle jak. I potem znowu się modli. Tak, taki ma zwyczaj od kilku lat. Nikt go nigdy nie przyłapał na tej kapłańskiej intymności i zauważył, że z roku na rok ta specjalna adoracja trwa coraz dłużej. Jest to też moment, kiedy właśnie myśli o swoim kapłaństwie i śmieje się. Nieraz wręcz wybucha śmiechem. Jakby go tak Proboszcz usłyszał to by myślał, że mu odbija. A on po prostu przypominał sobie różne momenty z tych niemal szesnastu lat. Kiedy był młodym księdzem tuż po święceniach, nigdy nie miał czasu na takie „czułości“ z Panem Bogiem. Najważniejszy wydawał mu się aktywizm. Te wszystkie noce, zwłaszcza w Wielkim Tygodniu spędzone z młodzieżą najpierw na przygotowywaniu dekoracji, a potem na adoracjach. Młodzież to uwielbiała, bo potem wracali do domu i spali pół dnia, a on całe Triduum Paschalne chodził jak zombie. Teraz bynajmniej niczego nie zaniedbuje, ale te trzy dni mają być świętem również dla niego. Coraz bardziej intrygował go fakt, że Jezus modli się całą noc, że bierze sobie czas, aby być sam na sam z Ojcem. I w końcu Mateusz zrozumiał, że dla księdza to fundamentalne. Stąd te wielkoczwartkowe poranki. Najwyraźniej zbliżał się do kapłańskiej dojrzałości, za dwa lata „osiemnastka“. Konfrontował też swoje obecne zachowanie z tym, co jako młody ksiądz miał za złe starszym kolegom. Tak, ten młody ksiądz Mateusz nie wszystko by akceptował w obecnym. Ale w większości przypadków to ten obecny miał rację. Kiedy już wszystkie wspomnienia przedefilowały mu przed oczami, raz jeszcze klękał przed tabernakulum i otwierał je. I adorował. A co! Taki przywilej księdza, że sobie może adorować Pana Jezusa.

Wtedy usłyszał głośne stukanie do bocznych drzwi kościoła. Spojrzał na zegarek. Była prawie dziewiąta! Co prawda nie mieli żadnej Mszy rano, ale na dziesiątą chciał być w katedrze na Mszy Krzyżma. Ciekawe, kto się dobijał do drzwi. „Pewnie jakiś spóźniony grzesznik przypomniał sobie o spowiedzi“ – myślał Mateusz biorąc klucze z zakrystii i otwierając duże drzwi kościoła. Kiedy je uchylił, opierający się o nie mężczyzna prawie wpadł na niego.

- O kurna! Przepraszam, nie wiedziałem, że ktoś jest w kościele – powiedział mężczyzna. – Pan pewnie jest kościelnym? – zapytał.

- Nie, jestem tu wikariuszem – odpowiedział Mateusz, który rzeczywiście ubrany był w koszulę bez koloratki i zwykły pulower. – Ale po co pan tak wali w te drzwi? – zapytał przyglądając się mężczyźnie, którego podejrzewał o stan nietrzeźwy.

- Przepraszam księdza. Naprawdę przepraszam. Jestem zdenerwowany, a może po prostu smutny i to był taki akt desperacji. Ale już sobie pójdę. Jeszcze raz przepraszam – powiedział mężczyzna, ale bynajmniej nie odchodził tylko uważnie przyglądał się Mateuszowi.

Mateusz spojrzał na zegarek. Było pięć po dziewiątej, potrzebował około pół godziny, aby się przebrać i dotrzeć do katedry.

- Dlaczego jest pan zdenerwowany? Chce pan chwilę porozmawiać? – zapytał.

- A nie wybiera się ksiądz do katedry na Mszę Krzyżma? – mężczyzna był doskonale zorientowany.

- Oczywiście, że tak, ale jest jeszcze kilka minut, więc jeśli pan chce…

- Wejdźmy, proszę, do kościoła, dobrze? – przerwał mu mężczyzna.

Kiedy usiedli w ławce, mężczyzna po chwili milczenia zaczął mówić.

- Proszę księdza nie potrzebują spowiedzi, ponieważ spowiadałem się kilka dni temu podczas parafialnych rekolekcji i ciągle jestem w stanie łaski. To, co tu teraz księdzu powiem, też powiedziałem podczas spowiedzi. Chodzi o mojego proboszcza... Wie ksiądz, dlaczego tak waliłem w te drzwi kościoła? Bo przeczytałem w gablotce ogłoszeń, co się dzieje w waszej parafii. Spotkania, adoracje, pielgrzymki, katecheza dla dorosłych i jeszcze masa innych rzeczy, które nawet nie wiem, co znaczą. I zacząłem walić w te drzwi ze złości, bo myślałem, że nikogo nie ma w środku. Bo w mojej parafii w gablotce wisi tylko jedna kartka z programem Triduum Paschalnego. Ta sama od pięciu lat! Tylko daty są co roku naklejane nowe, jedne na drugie, ale kartka jest ta sama, brudna i wygnieciona. I trudno się dziwić, skoro jest ta sama od pięciu lat. I tak samo paschał w kościele, a właściwie ta tuba, co go udaje, będzie miała tylko przyklejone jedne na drugie nowe cyferki na oznaczenie roku, a te gałki, co się wbija będą tylko dwie, bo reszta się pogubiła. I nasze duszpasterstwo wygląda tak jak nasza gablotka. Właściwie mógłby tam jeszcze wywiesić cennik, ale oszczędzę księdzu szczegółów.

Kościół opustoszał prawie zupełnie, mamy blisko do miasta, więc ludzie jeżdżą gdzie indziej. Ale mi się serce kraje, bo to jest nasz kościół, proszę księdza! Ja nie mogę na to patrzeć, jak nasz proboszcz wszystko rujnuje, a my jesteśmy bezsilni. Wie ksiądz, co mówiłem jak waliłem w te drzwi?

- Nie mam pojęcia – odpowiedział Mateusz.

- Prosiłem Boga, żeby tego proboszcza stąd do nas wysłali. Albo wikarego – dodał patrząc na Mateusza. – Proszę się nie gniewać.

- Kto wie? – uśmiechnął się gorzko Mateusz i myślał, co tu powiedzieć temu człowiekowi, tym bardziej, że chyba wiedział, o którą parafię chodziło. Mężczyzna raczej nie przesadzał. Mateusz zawsze miał dylemat w takich sytuacjach. Oczywiście bronił księży kolegów, próbował uspokoić emocje, namawiał ludzi, by rozmawiali z proboszczem, ale być może czasami powinno się zainterweniować? Ale jak? U kogo? Na jakiej podstawie? 

- Nie jestem pewien, czy wiem, o którą parafię chodzi, ale... proszę chwilę zaczekać – Mateusz nagle przypomniał sobie, że w zakrystii mają dwa nowe komplety specjalnych gałeczek do Paschału, ponieważ Proboszcz jeszcze nie wybrał, których zechce użyć. Drugi komplet mieli zwrócić do sklepu z paramentami liturgicznym. Mateusz poszedł do zakrystii i przyniósł jeden z nich.

- Proszę bardzo! – powiedział. – Na początek sprezentuje pan ten komplecik proboszczowi i powie, że jakby było coś jeszcze potrzebne, to chętnie pan pomoże. Bo chyba pan pomoże, jakby co, prawda?

- No jasne, że pomogę, ale my się trochę boimy... Bo on nie jest łatwy w kontakcie. Szczerze mówiąc, to ja nawet nie próbowałem z nim nigdy rozmawiać o duszpasterstwie, ale z tymi gałkami to dobry pomysł. Ile się należy? – zapytał.

- Nic, to prezent. Albo nie! Proszę się pomodlić dzisiaj za swojego proboszcza i… za mnie też, dobrze? Pan wie, że dzisiaj ważny dzień dla księży, prawda?

- No jasne! – odpowiedział. – Ja właśnie przyjechałem do miasta, żeby kupić kwiaty, które dzisiaj wręczymy naszemu proboszczowi, moje dzieci mają wręczać, bo je katechetka wyznaczyła. Pewnie, że się pomodlę.

- Świetnie! A za gałki mi pan odda, jak... zostanę waszym proboszczem! – zażartował Mateusz.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!