TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Lutego 2020, 19:55
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 317

- Wiesz, sądząc po tym, co możemy zobaczyć gołym okiem, to były naprawdę udane rekolekcje - powiedział Mateusz do ojca Zachariasza, który właśnie zakończył parafialne rekolekcje adwentowe w ich parafii i szykował się do wyjazdu.
- Trudno mi to oceniać - uśmiechnął się franciszkanin. - Ja jedynie mogę powiedzieć, że dobrze mi się mówiło. Wiesz, jak to czasami bywa, w niektórych parafiach. Niby jesteś kilka metrów od słuchaczy, a czujesz się jakby między tobą a nimi była jakaś szklana ściana na metr gruba. I wtedy mówi się naprawdę ciężko. U was żadnych ścian się nie czuło i ludzie są bardzo reaktywni. Fajnie się mówi, naprawdę! Ale tylko Pan Bóg wie, co z tego, co zasiane wzrośnie.
- Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości - zgodził się Mateusz. - Ale pewne rzeczy da się zaobserwować. Choćby to, że frekwencja rosła z dnia na dzień, no i spowiednicy mieli co robić. Ja sam musiałem prawie cały czas siedzieć w konfesjonale, choć zazwyczaj podczas rekolekcji dajemy ludziom możliwość, aby wybrać księży spoza parafii. Tych, których mamy jako stałych penitentów i tak spowiadamy w innych terminach. Dobrze, że się zgodziłeś mówić o Prymasie Tysiąclecia, bo właściwie nie ma tematu, którego on by nie poruszył, ludzie jeszcze go pamiętają jako bohatera w czasach komunizmu, ale nie za bardzo jego nauczanie, no a tym, że wypowiadał się nawet o modzie kobiecej, to nawet mnie zaskoczyłeś - uśmiechnął się Mateusz.
- U kard. Wyszyńskiego jest wiele tematów, o które byśmy go nie podejrzewali. Trzeba powiedzieć, że papież Franciszek zrobił nam prezent tą zapowiedzianą beatyfikacją. Może znowu uda się Prymasowi przeorać społeczeństwo, jak to miało miejsce w latach Wielkiej Nowenny. Przyznam ci się, że miałem ochotę poprowadzić te rekolekcje w oparciu o nauczanie innego hierarchy, po którym zostało wielkie pokłosie w książkach i artykułach. Mam na myśli amerykańskiego bpa Fultona Sheena, którego beatyfikacja odbędzie się już za kilka dni – powiedział o. Zachariasz.
- Ależ mi nie musisz przedstawiać Sheena! - niemal oburzył się Mateusz. - Znam go bardzo dobrze, właśnie czytam jego „Życie Jezusa Chrystusa” i jestem zachwycony. I zawstydzony, ale to już inny temat.
- On kiedyś powiedział, że jako chrześcijanie musimy sobie uzmysłowić, że kryzys to nie czas rozpaczy, ale nowych możliwości - ciągnął wątek ojciec Zachariasz, jakby ignorując słowa Mateusza. - I wiesz, ponieważ odkąd żyję ciągle słyszę, że Kościół jest w kryzysie, to właściwie zawsze można w rekolekcjach wyjść od tych słów.
- No, jeżeli posłuchać naszych polskich konserwatywnych komentatorów to Kościół właśnie dochodzi do ściany, już nie wiem której - gorzko zgodził się Mateusz. - A tymczasem okazuje się, że mamy w tym słabym Kościele ciągle takich gigantów duchowości jak Wyszyński, czy Sheen - podsumował już nieco optymistycznej.
- Nie wspominając o 100. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II w przyszłym roku. Jako rekolekcjoniści mamy w czym wybierać - uśmiechnął się o. Zachariasz. - Całe szczęście, że czasy kaznodziejów z kajetami o pożółkłych kartkach, nawet moich współbraci, którzy ciągle mówili to samo z przykładami włącznie, odeszły do lamusa. Mateusz! Ja też chcę ci podziękować za gościnę i za fajną braterską atmosferę z wikariuszami. Powiem ci szczerze, że kiedy byłem tu z wami, to często przychodziła mi do głowy myśl, że może już wystarczy tego „błąkania się” z rekolekcjami po świecie i czas przyjąć propozycję prowincjała objęcia którejś z naszych parafii jako proboszcz. Zwłaszcza, że ostatnio jakoś wczytałem się w Regułę św. Benedykta, nie żebym nie kochał naszej franciszkańskiej, ale w duchowości trzeba się próbować pogłębiać, no i znalazłem tam słowa, które mnie trochę przeraziły. Mówi św. Benedykt o różnych obrzydliwych mnichach i wymienia pośród nich tych, co całe życie wędrują po różnych okolicach, goszcząc po trzy lub cztery dni w rozmaitych klasztorach, zawsze się włóczą pozbawieni wszelkiej stałości, a służą tylko własnym zachciankom i rozkoszom podniebienia. Prawie jakby o mnie - roześmiał się Zachariasz.
- No co ty? Przecież ty się nie włóczysz, tylko głosisz Ewangelię. I to bardzo dobrze głosisz. A że proboszczowie cię dobrze karmią to już inna sprawa - Mateusz uspokajał swojego gościa, który zbierał się do wyjścia.
- Od razu mi lepiej. Słuchaj, ale z tego co wiem, to ty też głosisz rekolekcje, nie mylę się? - zapytał zakonnik.
- Stare czasy - uśmiechnął się Mateusz. - Rzeczywiście kiedyś bardzo lubiłem głosić rekolekcje, wydawało mi się, że jeżeli mam jakiś jeden talent od Boga, to właśnie dar słowa, ale parafia ma swoje prawa... Wciąga, jest zazdrosna o czas swojego proboszcza. Nie ma nawet kiedy spokojnie się przygotować, więc od dobrych kilku lat nie przyjmowałem zaproszeń i w końcu przestały się pojawiać. I teraz ewangelizuję i katechizuję, na ile mogę, u siebie - uśmiechnął się Mateusz. - Myślę, że ten okres mam już zamknięty, dlatego tym bardziej cieszę się, że mamy takich kaznodziejów jak ty.
- Wiesz, jeszcze raz ci pojadę Sheenem. Przy jakiejś okazji powiedział on, że charakter kształtowany jest przez myśli, które człowiek pielęgnuje w samotności, a cywilizacja formuje się w oparciu o myśli przekazane bliźnim. Jak masz taki dar, komunikatywnego przekazywania myśli bliźnim, to nie ograniczaj jego użytku tylko do swoich parafian... Ale to twoja decyzja! Jeszcze raz dziękuję za wszystko i z Panem Bogiem – powiedział Zachariasz i po wyściskaniu Mateusza, a w przypadku pokaźnego rozmiaru franciszkanina był to prawdziwy „niedźwiedź”, opuścił plebanię, aby wrócić do swojego macierzystego zakonu. A Mateusz przez chwilę jeszcze zastanawiał się nad tym co mu powiedział franciszkanin, ale szybko zlikwidował w sobie tę myśl, że może rzeczywiście ma coś do powiedzenia również innym, a nie tylko swoim parafianom.
- Na tym polu już dałem co miałem - powiedział niby do siebie, ale jednak kierując wzrok na Jezusa spoglądającego na niego z krzyża w przedpokoju. Właśnie w tym momencie rozdzwoniła się jego komórka, więc szybkim krokiem skierował się na jej poszukiwania. Spojrzał na ekran i ucieszył się widząc, że dzwoni Maciej.
- No cześć parrochusie! Co tam słychać we wsi spokojnej i wesołej? - rozpoczął konwersację po odebraniu połączenia.
- Chłopie, ani spokoju, a tym bardziej nic wesołego, mam problem - głos Macieja wskazywał, że nie żartuje.
- Co się stało? - zapytał Mateusz.
- Wyobraź sobie, że u mojego rekolekcjonisty wykryli sepsę - odpowiedział Maciej.
- Podczas rekolekcji u ciebie?
- Nie, no jeszcze nie zaczął, miał przyjechać w sobotę. Oczywiście to straszne i strasznie mu współczuję, co jednak nie zmienia faktu, że ja nie mam rekolekcjonisty. Więc do jego niewątpliwego dramatu dochodzi jeszcze może nie dramat, ale spory problem dla mnie ze znalezieniem rekolekcjonisty i pomyślałem...
- Nawet o tym nie myśl! - przerwał mu Mateusz. - Po pierwsze już miałem u ciebie rekolekcje, po drugie od kilku lat nie głoszę, a po trzecie - nie mam już trzech wikariuszy, a jedynie dwóch.
- No właśnie. Tak się zastanawiam, jak wy sobie dajecie radę w trzech mając jeden kościół... Ale potem sobie myślę, że ja sobie daję radę będąc sam i mając trzy kościoły, więc chyba ci nie współczuję! Stary, proszę cię.... Gdzie ja teraz znajdę rekolekcjonistę? - dramatyzował Maciej.
- No ale przecież już u ciebie mówiłem, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki...
- No proszę cię, daruj sobie frazesy, nie każę ci wchodzić do żadnej rzeki, tylko proszę cię o pomoc. Wiem, że byłeś już u mnie, ale nawet jeśli ktokolwiek by cokolwiek pamiętał, to przecież dzisiaj nie powiedziałbyś tego samego. Ja sam pamiętam, jak po rekolekcjach powiedziałeś do mnie, że gdybyś miał je prowadzić jeszcze raz, poprowadziłbyś je zupełnie inaczej. Pamiętasz? - Maciej wyraźnie się ucieszył, że sobie przypomniał ten fakt i Mateusz też to pamiętał. - No popatrz, jak się świetnie składa! Właśnie daję ci okazję, żebyś zrobił to zupełnie inaczej!
- Nie wiedziałem, że masz taką doskonałą pamięć - powiedział Mateusz próbując zyskać trochę na czasie, zanim da ostateczną odpowiedź przyjacielowi. Szukał jeszcze w myślach, jakichś sposobów wyjścia z sytuacji kryzysowej, które mógłby koledze podpowiedzieć, ale w głębi serca wiedział, że mu nie odmówi. Dźwięczały mu ciągle w głowie słowa biskupa Sheena, które mu przypomniał ojciec Zachariasz. I te o kryzysie, który jest okazją do nowych możliwości i te o myślach podzielonych z bliźnimi, które budują cywilizację. To nie mogło być przypadkiem, że w ciągu kilku zaledwie minut z dwóch źródeł przyszło do niego zaproszenie do głoszenia słowa. Pan Bóg najwyraźniej w tym momencie tego od niego oczekiwał.
- A i owszem, pamięć mam świetną i pamiętam, że masz wielki talent do głoszenia rekolekcji i pamiętam, że ja ci nigdy w potrzebie nie odmówiłem - Maciej uderzał w najbardziej wrażliwe rejestry. - Szczerze mówiąc myślałem, że od razu się zgodzisz poratować przyjaciela, a tymczasem muszę się prosić jak ta natrętna wdowa u sędziego w Ewangelii.
- No dobra. Wezmę te rekolekcje. Możesz podziękować bp. Sheenowi - powiedział Mateusz.
- Komu? Patrz, na tej wsi to nawet nie dotarło, że nam biskupa zmienili...

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!