TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Maja 2020, 07:14
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 313

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 313

Mateusz spacerował dookoła kościoła i przeglądał ostatni numer diecezjalnego czasopisma, szczególną uwagę poświęcając doniesieniom z życia diecezji. Co jakiś czas uśmiech pojawiał się na jego twarzy, kiedy natrafiał na niektóre relacje z wydarzeń parafialnych, których jedynym chyba sensem było dobre zaprezentowanie się proboszcza.

Pomyślał, że gdyby o wszystkich takich wydarzeniach z jego parafii mieliby wysyłać korespondencje do „Zwiastuna” to właściwie w każdym numerze byłby przynajmniej jeden artykuł o nich. Co prawda Maciej, a nawet wikariusze namawiali go, że coś warto byłoby napisać choćby dlatego, że niektóre pomysły były godne nagłośnienia i może inni mieliby inspirację, ale on osobiście czynił to bardzo rzadko. Może niesłusznie. Ale prawda była też taka, że Mateusz generalnie miał sporą rezerwę wobec zbyt medialnych kapłanów. Nie był im przeciwny, ba, niejednokrotnie „podbierał” im pomysły, ale zawsze uważał, że aby wchodzić „w te buty” to trzeba mieć kwalifikacje moralne i hart ducha przynajmniej taki sam, jaki jest wymagany od egzorcystów. Ale nie da się ukryć, że choćby jego coraz częstsze ostatnio spacerowanie wokół kościoła było zainspirowane przez jednego z takich księży, ostatnimi czasy w dość poważnych tarapatach, który przyzwyczaił swoich parafian i nie tylko, do takich nieformalnych spowiedzi. I Mateusz spacerując wokół kościoła miał nadzieję, że może ktoś zechce porozmawiać, może ktoś poczuje się bardziej ośmielony niż w kancelarii parafialnej. Oczywiście Mateusz nie ogłaszał tego wszem i wobec, a już na pewno by się z tego nie zwierzał dziennikarzom, ale miał nadzieję, że jakiś owoc to przyniesie. I zdarzało się, choć prawdziwa spowiedź miała miejsce tylko raz. Najczęściej miał do czynienia z panami, którzy już mocno „wczorajsi” mieli potrzebę, aby ten stan podtrzymać jakąś butelczyną i prosili go o parę złotych.
Dzisiaj spacerował niemal pół godziny i już miał wrócić do siebie, kiedy zauważył, że jakaś kobieta z chłopcem, chyba z synem, przyglądała mu się. Mateusz dość ostentacyjnie złożył gazetę i zachęcająco kiwnął głową. Kobieta wzięła chłopca za rękę i ruszyła w jego kierunku.
- Szczęść Boże, czy może ksiądz nam poświęcić chwilę czasu? - zapytała.
- Oczywiście – uśmiechnął się Mateusz. - Szczerze mówiąc to właśnie w tym celu tak się tutaj kręcę.
- No to dobrze się składa, bo nie chciałabym księdzu zajmować cennego czasu – kobieta również się uśmiechnęła. - Proszę księdza, mam na imię Żaneta, a to jest jedyny mężczyzna mojego życia, – w tym momencie kobieta przykucnęła i mocno przytuliła chłopca – mój syn Piotruś.
- Bardzo mi miło was poznać – Mateusz uścisnął dłoń kobiety, a potem przykucając, aby jego oczy znalazły się na wysokości oczu chłopca, wyciągnął rękę również do niego. Piotruś wyjątkowo mocno uścisnął dłoń Mateusza, co bardzo mu się spodobało. - No to jest pani szczęściarą, bo Piotruś to prawdziwy mężczyzna, a przynajmniej jak mężczyzna wymienia uścisk dłoni.
- Że mam Piotrusia to rzeczywiście największe szczęście mojego życia, ale z wszystkim pozostałym nie jest tak różowo – Żaneta uśmiechnęła się smutno, a Mateuszowi przemknęła przez głowę myśl, że kobieta pewnie będzie prosić o jakąś pomoc. Właściwie kiedy nazwała swojego syna jedynym mężczyzną swojego życia to już było wiadomo, że pewnie ojciec dziecka z nimi nie żyje. Szybko jednak Mateusz otrząsnął się z tych myśli, bo nie chciał się „formatować” w łatwych stereotypach, ale w żaden sposób nie skomentował słów Żanety, tylko uśmiechał się zachęcająco.
- Proszę nie myśleć, że przyszłam prosić o jakąś pomoc – kobieta wydawała się czytać w jego myślach. - W każdym razie nie będę prosić o pieniądze. Radzimy sobie. Mam dobrą pracę. Ojciec Piotrusia świadczy na dziecko. Ale ma już inną rodzinę i tam poświęca swój czas. A ja mam czasami ochotę po prostu z kimś porozmawiać.
- No to ja od razu panią zapewniam, że w miarę moich możliwości jestem do dyspozycji, ale proszę mi pozwolić zapytać o przyjaciółki, krewnych... Naprawdę nie ma pani nikogo? - Mateusz zadał to pytanie bardzo szczerze, może nawet nie do końca zdając sobie sprawę, że mogło to być odczytane jako zniecierpliwienie zanim rozpoczęła się poważna rozmowa, ale ostatnimi czasy tak sporo rozmyślał o więzach międzyludzkich, że to pytanie „wyszło” z niego wręcz bezwiednie.
- Widzi ksiądz – Żaneta jakby wcale się nie poczuła dotknięta, – mam przyjaciółki i kuzynki, ale dla nich ja sobie świetnie radzę ekonomicznie, jestem jeszcze młoda i – ich zdaniem wolna – więc nie powinnam mieć żadnych powodów do narzekań, tylko szybko sobie kogoś znaleźć. No i przede wszystkim ojciec Piotrka płaci alimenty, więc – zawsze ich zdaniem – mam sytuację idealną. Czasami już sama nie wiem, czy one wszystkie są tak zblazowane przez te durne seriale, czy ja jestem dziwna, bo dla mnie ślub kościelny jest ciągle ważny. Nie jestem wolna. Ale też nie mam nikogo. Czasami jest mi z tym ciężko. Piotrusiowi też brakuje ojca. I czasami chcę się wygadać, a dziewczyny z mojego środowiska prychają i doradzają rumianek, wie ksiądz? Rum do buzi, a do łóżka Janek. Raz się można z tego pośmiać, ale tylko raz – podsumowała kobieta.
- Rozumiem. Nie jest pani dziwna, tylko wartości, które są dla pani ważne, są coraz mniej ważne dla innych – powiedział Mateusz, którego myśli znowu zaczęły oscylować wokół ewentualnych zagrożeń, które mogły się pojawić w sytuacjach, kiedy samotne kobiety szukają pocieszania u księdza.
- Proszę księdza, proszę nie pomyśleć, że ja szukam pocieszenia, zakazanego owocu, wie ksiądz co mam na myśli, prawda? - Żaneta znowu wydawała się czytać w jego myślach i Mateusz był pewien, że się zarumienił. - Po prostu słyszałam dwa księdza kazania i pomyślałam, że mnie zrozumie. Z tego co wiem, to ksiądz nie czyta kazań, tylko je mówi od siebie, a więc zakładam, że jest przekonany do tego, o czym mówił. A jeśli tak jest, to nie będzie się czuł zagrożony rozmową z matką wychowującą samotnie dziecko. Czy mam rację?
- Nigdy nie powiedziałem kazania, w które bym nie wierzył – uśmiechnął się Mateusz. - I ma pani rację, nie mam żadnych problemów z rozmową, a nawet pokazaniem się na mieście z kobietą samotnie wychowującą dziecko. Więc jak będzie potrzeba pogadać, to proszę zadzwonić i znajdziemy odpowiedni moment – powiedział Mateusz i spojrzał na chłopca, który jak się okazało, bardzo uważnie przysłuchiwał się ich rozmowie.
- A czy pójdzie ksiądz z nami na grzyby? - zapytał chłopiec i spojrzał na niego tak prosząco, że Mateusz zupełnie nie wiedział co odpowiedzieć.
- Wiesz Piotruś, ja to nawet bardzo chętnie, bo lubię lasy i spokój, ale zupełnie się nie znam na grzybach – powiedział wreszcie.
- Ale mama się zna jak nikt na świecie. Ksiądz może tylko nieść koszyk, bo na pewno nazbieramy duuużo grzybów i będzie ciężko dźwigać – Piotruś miał natychmiastową odpowiedź.
- To w takim razie nie mam innego wyjścia, tylko muszę się zgodzić – powiedział Mateusz.
- Nie musi ksiądz, ale jeśli lubi lasy, to ja na przykład bym poszedł nie z musu, ale z przyjemności – chłopiec zaskoczył Mateusza jeszcze bardziej.
- Masz rację Piotrusiu... Jak się robi to co się lubi, to na pewno nie jest z przymusu. o ja chętnie pójdę z wami na grzyby – uśmiechnął się Mateusz.
- Piotruś jest niemożliwy – uśmiechnęła się Żaneta. - Proszę nie czuć się zobligowany, ale jeśli naprawdę jest taka możliwość, to może w sobotę?
- Super! To w sobotę mamy grzybobranie – zgodził się Mateusz.
***
Przez dwa dni, które zostały do soboty Mateusz trochę bił się z myślami, czy aby nie robi jakiejś głupoty, ale ostatecznie namówił jeszcze jedno zaprzyjaźnione małżeństwo, które miało córkę w wieku Piotrusia, zadzwonił do Żanety, czy nie będzie miała nic przeciwko temu i ostatecznie na grzyby wybrali się w szóstkę. I spędzili świetnie sobotni ranek i przedpołudnie. Oczywiście on się za wiele nie nauczył i nawet jak coś znalazł, to okazywało się że to grzyb trujący, ale pozostali dorośli uczestnicy grzybobrania, zwłaszcza Żaneta, świetnie znali się na grzybach, więc ich zbiory były absolutnie pewnie.
- To w takim razie teraz zapraszam wszystkich na plebanię. Co nieco zjemy, a resztę zasuszymy, bo oczywiście ja nie zbierałem, ale przejmuję całe żniwo. Wy i tak sobie jeszcze nazbieracie, a ja raczej nie będę ryzykował – zarządził Mateusz.
- Moja mama to jest jednak mądra kobieta – wyszeptał Mateuszowi do ucha Piotruś. - Mówiłem jej żebyśmy zaprosili księdza do nas, bo mama robi świetną grzybową, a ona powiedziała, że ksiądz na pewno zaprosi nas do siebie.

Jeremiasz Uwiedziony

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!