TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Września 2020, 08:22
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XXXVII

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XXXVII

 Charakterystyczny dźwięk przychodzącego sms-a obudził Mateusza. Jak zwykle pierwszą myślą, która mu przemknęła przez przedsionki mózgu, był jego ulubiony akt strzelisty: „Nie! Panie Jezu to niemożliwe, że już trzeba wstawać”. Rzeczywiście, budzący się do pracy umysł rozpoczął opracowywanie danych i uspokoił go: to nie był budzik, to tylko sms, którego można przeczytać później. „Kto na Boga wysyła smsy w środku nocy?” - pomyślał Mateusz resztką sił, ponieważ powtórnie zapadał w objęcia Morfeusza. Niestety, po zaledwie kilku minutach, telefon komórkowy ponownie przypomniał o sobie, tym razem charakterystycznym dźwiękiem budzika.
Mateusz dosłownie zwlókł się z łóżka, co nie było tak do końca negatywną rzeczą, jako że wylądował bezpośrednio na kolanach i mógł rozpocząć dzień od pacierza. Pewnie, że ten poranny pacierz z zamykającymi się oczami, z ziewającą gębą i opadającą na pierś głową musi Panu Bogu sprawiać wielką frajdę. Na pewno wywołuje Jego uśmiech. To pewnie coś takiego jak mąż rano budzi się obok ukochanej żony, takiej bez makijażu, z potarganymi włosami i ziewającej bez zakrywania dłonią ust i myśli sobie: taką tylko ja cię widzę i nikt inny. Pewnie Pan Bóg też tak patrzy na Mateusza i rozumie. Również ten rodzaj „Ojcze nasz”, który nie wiadomo dlaczego kończy się słowami: „teraz, i w godzinę śmierci naszej. Amen”. No, bo jeśli nawet Bóg tego nie rozumie, to już chyba nikt.
Styczeń to chyba jeden z najcięższych miesięcy dla księży, którzy uczą w szkole i oprócz tego normalnie chodzą po kolędzie. I oprócz tego prowadzą wszystkie parafialne zajęcia, jak kancelaria, pogrzeby, spowiedzi, spotkania biblijne, z młodzieżą i ministrantami. Po dwóch tygodniach trzeba bardzo uważać, aby sobie nie odpuścić wszystkiego, poczynając od modlitwy, wywieszania kartek na drzwiach salki „spotkanie wspólnoty zawieszone na czas kolędy”, a przede wszystkim od „rutynowej” wizyty duszpasterskiej: modlitwa, sprawdzenie kartoteki, kto przybył, kto ubył, rozdanie obrazków, kopertka rygorystycznie pomiędzy odpowiednie kartoteki, aby przyporządkować kopertkę do rodziny i sakramentalne: „No, to czas na mnie, jeszcze tyle rodzin...”
Po Jutrzni Mateusz przypomniał sobie o sms-ie, którego otrzymał tuż przed pobudką. Sięgnął po komórkę, sprawdził godzinę, okazało się, że ktoś się pofatygował o 4.45. „Albo ktoś spać nie może, albo wcześnie wychodzi do pracy. W obu wypadkach współczuję” – pomyślał Mateusz. Współczucie zupełnie mu przeszło po przeczytaniu treści wiadomości.
„Jeśli dzisiaj przyjdziesz po koperty na ul. Wyspiańskiego, to lepiej zamiast ministrantów weź ze sobą ochroniarzy, bo ktoś ci może kości pogruchotać. A najlepiej nie przychodź wcale. Nikt was tutaj nie zapraszał. Zostałeś ostrzeżony”.
Mateusz nie wiedział, czy to jakiś żart, czy poważne pogróżki, ale w duchu podziękował Panu Bogu, że sms nadszedł właściwie nad ranem, bo gdyby otrzymał go wieczorem pewnie nie mógłby zasnąć. A ul. Wyspiańskiego rzeczywiście była najtrudniejszą w parafii. Wielu bezrobotnych, rodziny dotknięte alkoholizmem i faktycznie mało kto chodził do kościoła. Ksiądz Proboszcz nawet nie ukrywał, że specjalnie dał mu tę ulicę.
- Byłem tam w tamtym roku, i powiem księdzu szczerze, że momentami bałem się przechodzić przez podwórka – opowiadał podczas niedzielnego obiadu.
Mateusz wychodził do szkoły próbując zlekceważyć epizod, ale nie czuł się szczególnie spokojny.
***
- Ale mam ochroniarzy! – powiedział Mateusz, gdy o piętnastej zobaczył ministrantów, którzy mieli mu towarzyszyć podczas kolędy. Krzysiu Sobczak był najmłodszym ministrantem, a Dawid Sobkowski... najmniejszym. Ponieważ inni nie za bardzo chcieli chodzić z „dzieciakami” chłopcy najczęściej byli skazani na swoje towarzystwo, ale wyglądało na to, że się polubili, bo kiedy kilka dni temu Mateusz chciał ich rozdzielić Krzysiu prawie się popłakał.
- Nawet ksiądz się z nas nabija? – zapytał urażony Dawid.
- Ależ skąd Dawidzie, ja się bardzo cieszę, że to wy idziecie ze mną, bo najlepiej śpiewacie kolędy – powiedział Mateusz i to zgodnie z prawdą. Chłopcy spojrzeli z dumą jeden na drugiego i właściwie mogli ruszać.
Ulica Wyspiańskiego rzeczywiście była tragiczna. Wiele rodzin było nieprzygotowanych na kolędę. W niektórych klatkach schodowych jeden krzyżyk ze świeczkami „obleciał” wszystkie rodziny. Jedna pani nawet poprosiła Mateusza:
- Może ksiądz wziąć ze sobą krzyżyk i świeczki, bo Nowaki nie mają i prosili, żeby im podrzucić?
- Oczywiście, nie ma żadnego problemu – uśmiechnął się Mateusz i pomyślał, że za parę lat może trzeba będzie nosić ze sobą nie tylko kropidło, ale również krzyż ze świeczkami. Będzie kolejne zajęcie dla ministrantów. Jeśli za parę lat będą jeszcze ministranci... W niektórych mieszkaniach ludzie byli, delikatnie mówiąc, nietrzeźwi. Mateusz po porannym sms-ie odczuwał pewien lęk i widząc niektórych panów, nie mógł się opędzić od myśli, że może to właśnie ktoś z nich był autorem pogróżek. Generalnie atmosfera była nieprzychylna. Ksiądz był traktowany jak intruz, i choć naprawdę starał się być serdeczny i otwarty, nie moralizować, to jednak czuł, że tego muru nieufności nie udało mu się skruszyć niemal nigdzie. Niemal.
- Usiądzie ksiądz na chwilę? – zapytała starsza pani.
- Oczywiście, że tak. Przecież tak rzadko mamy okazję do rozmowy, że grzechem byłoby nie wykorzystać tych kilku chwil podczas kolędy – odpowiedział Mateusz siadając w starym fotelu.
- Proszę księdza, ja doskonale rozumiem, że kolęda na Wyspiańskiego to dla was udręka. Same meliny i bandziory, wcale się nie dziwię, że księża u nas zawsze się spieszą. Żadna przyjemność tutaj przebywać. Sama jakbym mogła to bym stąd uciekła – powiedziała smutno kobieta.
- Ależ nie jest tak źle – Mateusz próbował nieco ratować sytuację. – Nie tylko tutaj się spieszymy. Po prostu jest dużo rodzin każdego dnia, a nie chcemy też ludzi nękać po nocach, ani przeciągać kolędy do połowy lutego.
- Tych tutaj, księże, to się nęka o każdej porze dnia i nocy. No, chyba że się z flaszką przyjdzie  - pani najwyraźniej nie miała najlepszego zdania o swoich sąsiadach.
- Pani mieszka sama? – zapytał Mateusz przyglądając się kobiecie, której jakoś nie mógł sobie przypomnieć z kościoła.
- Wiem, że ksiądz mnie nie zna. Nie chodzę prawie nigdy do naszego kościoła. Proszę księdza, mam syna na wózku inwalidzkim i w każdą niedzielę jeździmy do ośrodka rehabilitacyjnego i tam uczestniczymy we Mszy Świętej. Teraz syn jest w sanatorium, a mąż zmarł trzy lata temu. Ksiądz pewnie myśli, że mam z sześćdziesiąt lat. Niech ksiądz nie zaprzecza, wszyscy tak myślą. A ja za dwa tygodnie skończę 43 lata. Odkąd syn miał wypadek na motorze całe moje życie kręci się wokół niego. Nie dbam o nic innego. Dlatego też nie możemy sobie pozwolić na inne mieszkanie i mieszkamy w tej okropnej okolicy – uśmiechnęła się kobieta.
Mateusz rozmawiał z nią jeszcze dobre pół godziny. Umówili się na kolejne spotkanie po powrocie syna z sanatorium. Mateusz nie tylko nie wziął koperty, ale jeszcze włożył do niej kilkaset złotych i czuł wstyd, że nie miał więcej. Wciąż myślał o dramacie tej kobiety, kiedy na następnych drzwiach zobaczył karteczkę z ręcznym napisem: „Zostałeś ostrzeżony!” Zbladł i miał ochotę opuścić to mieszkanie, ale ministranci już zaczęli dzwonić. Drzwi otworzyły się... same, tzn. nikogo nie było w przedpokoju. Mateusz zebrał się na odwagę i kazał ministrantom zaczekać na klatce schodowej, a sam wszedł do środka. Powoli szedł w kierunku zamkniętych drzwi do kolejnego pomieszczenia, ale w ostatniej chwili pomyślał, że robi głupotę i zawrócił.
- Stój! – krzyknął mężczyzna, który zastąpił mu drogę. Mateusz prawie umarł ze strachu zanim rozpoznał... zakolczykowanego Grzesia Łupnickiego. Wówczas otworzyły się również drzwi od pokoju i wypadła zza nich cała ekipa, z którą był w Zakopanem krzycząc:
- Niespodziankaaaaaaa!
- Jesteście po prostu debile, myślałem, że umrę! – jęknął Mateusz.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!