TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 07 Marca 2021, 00:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) częsć XLVI

Jasna i ta druga strona księży(ca) częsć XLVI

Oczywiście to nie było jawne oskarżenie o pedofilię, ale niewiele brakowało. Mateusz jeszcze nie mógł dojść do siebie po zbiórce z lektorami, na której mieli ostatecznie przygotować program lipcowego wyjazdu w góry. Ośmiu na dwudziestu lektorów z jego parafii postanowiło nie jechać na obóz. To właśnie ze względu na jednego z nich, konkretnie Zbyszka Trębacza, który wręcz błagał o Bieszczady, zdecydowali się na to pasmo górskie, choć akurat tam były największe trudności logistyczne, bo Mateusz, a także inni księża, którzy jechali razem z nimi, od lat nie byli w Bieszczadach. Ale, co tam, dla dobra chłopaków, odnowili stare kontakty i znaleźli fajną, choć nieco kosztowną bazę w Ustrzykach Górnych. I teraz ośmiu nie jedzie. I kto pokryje koszty? A przede wszystkim co im przyszło do głowy, żeby takie podejrzenia pod jego adresem stawiać? Mateusz był tym bardziej zaszokowany, że podczas swoich piętnastu lat kapłaństwa słyszał różne zarzuty: że jakieś dziewczyny późno od niego wychodzą (i była to prawda, choć połowiczna, bo niemal zawsze oprócz dziewczyn byli również chłopcy, czyli po prostu spora grupa młodzieży), zdarzyło mu się, że jakieś pogubione dziewczę zapałało do niego wielką miłością, zdarzało mu się, że jakiś zazdrosny mąż uszczypliwie dopytywał, czy rzeczywiście jego żona musi się spowiadać raz w miesiącu, a nawet częściej, podczas gdy on się spowiada raz do roku. Ba! Zdarzyła mu się ta kobieta około pięćdziesiątki, która po którejś Mszy Świętej przyszła do zakrystii ze stwierdzeniem: „Dobra, kotku, przestańmy się oszukiwać, widzę po twoich oczach, że oboje czujemy to samo”. Ale nikt nigdy jeszcze nie próbował oskarżyć go o pedofilię! Nigdy żaden ministrant, lektor czy inny dzieciak nie czuł się zagrożony w jego obecności. A teraz cały ten dziadek Zbyszka zbiera jakieś podpisy przeciw niemu. Mateusz wcale nie był aż tak silny psychicznie i takie rzeczy okropnie go dołowały i tylko smutne miny pozostałych lektorów, którzy przyszli na zbiórkę, powstrzymały go przed rzuceniem ręcznika na ring i odwołaniem wyjazdu. Ale rozważał to w dalszym ciągu. Trzeba też było wreszcie poinformować kolegów księży, że brakuje mu ośmiu osób na tydzień przed wyjazdem. Postanowił zadzwonić najpierw do Macieja z Bożej Opatrzności.
- Cześć Mati, dobrze, że dzwonisz, bo tu u mnie dużo się dzieje. Za dużo – powiedział jakimś zmęczonym głosem Maciej.
- Co? U ciebie też? Co za czasy – odpowiedział Mateusz.
- Od czego chcesz, żebym zaczął? – Maciej chyba nie dosłyszał, że również Mateusz ma jakieś problemy, bo nie okazywał żadnej ciekawości sytuacją kolegi. – Od jakich newsów chcesz żebym zaczął: od złych, czy od tych jeszcze gorszych?
- O widzę, że sytuacja poważna. Dawaj najpierw te najgorsze – powiedział Mateusz.
- A więc słuchaj. Jakaś wariatka się we mnie zakochała. Dwa razy zmieniałem numer komórki i zawsze jakiś bęcwał musi jej dać nowy numer i ona mi nie daje spokoju. Wydzwania, esemesuje, chce się spotkać. Ja już normalnie nie mogę. Proboszcz mówi, że ona nieszkodliwa i że tak często robi, prawie z każdym nowym wikarym. Na początku to trochę się z tego śmiałem. Wiesz, tylko esemesy, jaki to ja jestem wspaniały i w ogóle. Trochę połechtała moją męską dumę, nie przeczę. Ale potem zaczęły się takie żądania: „Przestań się oszukiwać, nie broń się przed naszą miłością” i takie tam. Potem się ujawniła i stała się nachalna. Wchodzę sobie z katechetką do kościoła, a tu przychodzi esemes: „Co to za jedna? Czy ona wie o nas?” Jakich „nas”, cholera jasna, no mówię ci, paranoja jakaś. I jeszcze te esemesy po nocach, o trzeciej nad ranem, a wiesz, że jestem kapelanem szpitala i nie mogę wyłączyć telefonu. Jak mówi moja bratanica: masakra totalna – zakończył podłamany Maciej.
- A ładna chociaż? – zapytał Mateusz i natychmiast pożałował
- Odbiło ci??? Człowieku, to jest mężatka, ma troje dzieci, a ty sobie żartujesz – wybuchnął Maciej.
- Wybacz stary, żartowałem, nie chciałem cię zdenerwować – przepraszał Mateusz. Maciej chyba dał się przeprosić, bo za chwilę dodał z weselszą nutką w głosie:
- Jakby chociaż była ładniejsza, to by się człowiek mniej męczył – zażartował. – Ale, wiesz co, żarty na bok, poprosiłem biskupa żeby mnie przeniósł na inną placówkę.
- I co? – zapytał Mateusz.
- No i mam zmianę – odparł Maciej.
- A nasz wyjazd ? – zdziwił się Mateusz.
- Teoretycznie mogę jechać, bo termin nie koliduje z nową parafią, ale tu jest kolejna zła informacja, o której ci mówiłem wcześniej. Jakiś gość, bodjaże nazywa się Trąbka, chodzi po parafii i podburza ludzi, że niby księża to pedofile i żeby nie puszczać dzieci na żadne wakacje organizowane przez parafię. I u mnie trzech chłopaków zrezygnowało, a dwóch kłóci się z rodzicami, bo ci nie chcą im pozwolić na wyjazd.
- A może ten gość nazywa się Trębacz? – zapytał Mateusz.
- Może być. A co, znasz go? – zdziwił się Maciej.
- To dziadek jednego z moich lektorów, - odparł - u mnie wycofało się ośmiu.
- To może damy sobie spokój, co? Możliwe, że do Kuby do parafii też dotarł i tam też namieszał – głośno myślał Maciej, który chyba stracił wszelką ochotę na wyjazd. Ale w Mateusza, jakby wstąpił nowy duch. Może dlatego, że okazało się, że akcja pana Trębacza była wymierzona nie tylko przeciwko jego osobie, ale przeciw księżom i Kościołowi generalnie, a może z innych powodów, ale Mateusz uparł się w duchu, że ten wyjazd dojdzie do skutku.
- No co ty Maciej, chyba się nie poddamy tak łatwo. Niektórzy z moich chłopaków, jeśli nie pojadą z nami, to nie pojadą nigdzie. Szkoda mi ich. A poza tym, to szlag mnie trafia, że tak nam ktoś robi koło nosa. No i nie zapominaj, że jak pojedziemy w Bieszczady to się oddalisz od twojej słodkiej Dulcynei – zażartował Mateusz.
- Spadaj! – elegancko odpowiedział Maciej. – Lepiej zrób coś z tą Trąbką i jutro pogadamy.
- To nie będę ci dłużej blokował linii, a nóż ktoś zadzwoni – nie mógł się powstrzymać Mateusz.
- Pocałuj się w nos – zakończył Maciej.
Mateusz wiedział, że Maciej był największym kpiarzem spośród księży pracujących w ich mieście i wiedział, że na pewno się nie obrazi. „Swoją drogą – pomyślał – te kobiety nikomu nie przepuszczą. O Macieju, który przerzedzoną grzywką, tzw. „pożyczką” zasłaniał sobie łysinę, wszystko można było powiedzieć, oprócz tego, że jest przystojny. Albo ja się wale nie znam na męskiej urodzie”.
***
Mateusz wcisnął staromodny przycisk gongu obok drzwi i wsłuchiwał się w przydługi i piskliwy dźwięk po drugiej stronie. Drzwi otworzył starszy pan i Mateusz wcale nie był pewien, czy był to dziadek Zbyszka.
- Dzień dobry. Nazywam się ksiądz Mateusz i jestem opiekunem grupy lektorów w naszej parafii, o ile się nie mylę również pańskiego wnuka Zbyszka.
- Trębacz Zygmunt – przedstawił się starszy mężczyzna. – A czego pan, o przepraszam, ksiądz, czego ksiądz sobie życzy ode mnie?
- Nie szkodzi, ja się nie obrażam jeśli ktoś mówi mi przez pan. Natomiast bardzo mnie boli jeżeli ktoś chodzi po osiedlu i wygaduje jakieś kłamstwa na mój temat – powiedział stanowczo Mateusz, patrząc mężczyźnie prosto w oczy.
- Ksiądz wejdzie, proszę – pan Trębacz szeroko otworzył drzwi. Kiedy usiedli, położył przed Mateuszem dwa egzemplarze znanej antyklerykalnej gazety.
- Proszę sobie przejrzeć – powiedział – a ja przygotuję herbatę.
- Proszę się nie fatygować, naprawdę, wpadłem tylko na chwilę, a tej gazety nie czytam. Jest tam cała masa kłamstw i pomówień.
- Skąd ksiądz wie, jeśli ksiądz nie czyta? – zapytał pan Trębacz. – Ja czytam regularnie i wiele rzeczy się potwierdza. Ksiądz wie, Ameryka, Irlandia, Niemcy, nawet i Papież jest w to zamieszany. Piszą wyraźnie, jakie taktyki stosują pedofile: wyjazdy tylko dla chłopców, kilku księży, żadnych rodziców. Może ksiądz mnie nazywać komuchem – kontynuował łamiącym się głosem i ze łzami w oczach ten siedemdziesięcioletni może mężczyzna – ale ja za swojego wnuka to bym się dał pokrajać i nikomu nie pozwolę żeby go skrzywdził.
- Ja też nikomu nie pozwolę skrzywdzić Zbyszka ani żadnego innego chłopca – powiedział Mateusz i pomyślał, że czeka go długa rozmowa z antyklerykałem, który ma wielkie serce. – Może niech pan zrobi tę herbatę, albo jeszcze lepiej kawę. Chyba musimy pogadać.  CDN.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!