TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Września 2020, 09:43
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XLI

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XLI

Wielki Post przebiegał bardzo sprawnie od strony działań duszpasterskich, Ksiądz Proboszcz był do tego stopnia zadowolony, a Drogą krzyżową przygotowaną przez młodzież wręcz zachwycony, że bez najmniejszych oporów pozwolił Mateuszowi na przeprowadzenie rekolekcji szkolnych, o które poprosiła go pani Kasia Łupnicka, świeżo zapoznana katechetka z jednej z pobliskich wiejskich parafii. Natomiast jego wewnętrzne przeżywanie przygotowań do Wielkanocy przychodziło mu z trudem. W tym roku Mateusz zrezygnował z podejmowania wyrzeczeń typu niejedzenie słodyczy, które nieuchronnie było związane z tłumaczeniem się przed ludźmi. Za każdym razem przy okazji kawy czy jakiegoś posiłku w gronie innych osób trzeba było odmawiać słodyczy i tłumaczyć, że postanowienie wielkopostne i tak dalej. Dlatego postanowił tak przeżyć tegoroczny Wielki Post, aby jego postanowienia pozostały ukryte przed ludźmi, aby były wiadome tylko Panu Bogu. I dopiero teraz rozumiał, co to znaczy „niech nie wie lewica, co czyni prawica“. Bo dać komuś parę złotych na oczach wszystkich to jedna para kaloszy, a wspomóc kogoś większą gotówką i nie móc nikomu się tym pochwalić, czy choćby „wspomnieć mimochodem“ to już zupełnie inna bajka. Wymawiać się bohatersko od wypicia lampki ulubionego czerwonego wina, bo podjąłem postanowienie to pestka w porównaniu z walką z własnym lenistwem każdego dnia w czterech ścianach własnego pokoju, gdzie tylko diabeł chichocze patrząc jak marne są twoje wysiłki i jak słaba jest twoja silna (silna?) wola, kiedy nie jest dopingowana wpatrzonymi w ciebie zachwyconymi oczami pochlebców. Taki Wielki Post był zdecydowanie trudniejszy i co to ukrywać, marnie mu to wychodziło. Do tego stopnia marnie, że nawet kilka razy próbował „zinterpretować“ na własny użytek słowo Boże. Bo jeżeli Jezus mówi: „tak niech jaśnieją wasze dobre czyny przed ludźmi, aby chwalili Ojca, który jest w niebie“ to może nie ma sensu, abym się sam szarpał w samotności z moimi słabościami, a wszyscy myślą, że ksiądz to nawet żadnego postanowienia nie podjął i wpiernicza ciastka aż miło, podczas gdy my się zmagamy z naszymi wyrzeczeniami. Na szczęście nie uległ tym „światłym“ podszeptom wiadomo z jakiego źródła pochodzącym i tak kroczył kulawo przez ten swój Wielki Post z nadzieją, że przynajmniej Najwyższy, „który widzi w ukryciu“ odda mu sprawiedliwość. No właśnie. Znowu to głupie myślenie, że Pan musi mu coś oddać. Że niby co? Ahhh, no tak, tu cię mamy: bo koledzy i to młodsi kapłańskim stażem idą na proboszczów, a on z czterdziestką na karku jeszcze ciągle wikariuszuje… Czy zawsze w Wielkim Poście człowiekowi muszą takie rzeczy do głowy przychodzić? Tyle razy próbował „ustawiać“ swoje kapłaństwo i planować przyszłość, tyle razy dostał po głowie i jeszcze się nie nauczył. Albo ta pani Kasia. Piękna kobieta. Samotna. Kochająca Pana Boga i Kościół. Właśnie dokładnie taka, jakiej szukałby na całe życie, jaka byłaby wymarzoną matką dla jego minimum piątki dzieci, gdyby… nie był księdzem. Ale jest księdzem! I to szczęśliwym. Ale ciągle na jego drodze pojawiają się kobiety, które potencjalnie bla, bla, bla i które nie wiedzieć dlaczego nie znajdują szczęścia w życiu. Jak Ania, która męczy się z mężem alkoholikiem (a propos, musi do niej zadzwonić, kawał czasu się nie słyszeli). I za każdym razem, kiedy już się nieco oswoi z sytuacją, kiedy „niebezpieczeństwo“ zostaje zażegnane, to znaczy „potencjalność“ utwierdza się w swojej niemożności przejścia w stan faktyczny, serce się uspokoi i wraca spokój zmysłów, pojawia się następna. Taka pani Kasia. Piękna kobieta, która jeszcze nie znalazła swojej drugiej połówki bo szuka mężcyzny, który widzi życie przez pryzmat wiary. I jeszcze poprosiła go o te rekolekcje! Mateusz był niemal pewien, że Proboszcz się nie zgodzi, a ten go znowu zaskoczył. No, może dlatego, że nigdy pani Kasi nie widział, bo zaraz nabrałby podejrzeń. Mateusz uśmiechnął się do siebie i pomyślał, że jest jednak niepoprawnym krytykantem. A przecież to również jest przedmiotem jego wielkopostnej pracy nad sobą. Od kilku dni myślał nad konferencjami dla dzieci i młodzieży. Początkowo pani Kasia mówiła tylko o dzieciach (jak to ona powiedziała? „Trochę mi głupio, że wybieram księdza „pod siebie“ a nie ze względu na dzieci ale jestem pewna, że dzieci będą za księdzem szaleć“ – te słowa ciągle tkwiły w jego pamięci i co tu ukrywać mile łechtały jego próżność. Pamiętał jak ktoś powiedział we Włoszech o pewnym biskupie: „ma tak wysokie mniemanie o sobie, że jakby z niego spadł, to by się zabił“: Mateusz jakby spadł ze swojego też by się nieźle poharatał), ale potem, jak już się zgodził miejscowy proboszcz bez zbędnych ceregieli powierzył mu również młodzież ponadgimnazjalną. I tak sobie sam biedy napytał, bo to on powiedział pani Kasi, że pewniej czuje się z młodzieżą. Co było prawdą, tylko że zawsze potrzebował czasu aby trochę tę młodzież oswoić, a na rekolekcjach nie ma na to czasu. Każdego wieczoru zasiadał przy komputerze i coś tam próbował napisać, ale i on się łapał na tym, że zamiast myśleć o reakcji młodzieży na swoje słowa, zastanawiał się czy jego pomysły spodobają się pani katechetce. No bo jeśli na przykład zacytuje Hołownię to czy pani Kasia nie uzna tego za sprzedawanie cudzych pomysłów? Albo może nie lubi Hołowni?
***
- Myślę, że w roku kapłańskim byłoby fajnie pogadać o jakimś księdzu – rozpoczął konferencję Mateusz.
- Może o tym, co się ożenił – powiedział półgłosem jeden z chłopaków siedzących w ostatniej ławce, a pozostałe sto osób gruchnęło gromkim śmiechem.
- W sumie moglibyśmy porozmawiać i o takim nieszczęśliwym człowieku, ale to byłoby tak samo jakbyśmy chcieli porozmawiać o inteligentnych i przystojnych chłopakach z waszej szkoły, a ktoś zaproponowałby ciebie – zripostował Mateusz a salwa śmiechu była jeszcze głośniejsza niż wcześniej. – Bez obrazy, przyjacielu – powiedział dalej Mateusz w kierunku ostatniej ławki. – Tak naprawdę nawet nie wiem jak wyglądasz ani czy jesteś bardziej czy mniej inteligentny od innych. Nie wiem, ponieważ rzuciłeś śmieszny tekst z ukrycia, pewny swojej anonimowości. Właśnie tak, jak najczęściej atakuje się i szkaluje księży. Z ukrycia i w anonimowości. Ja nie twierdzę, że nie ma złych księży, albo, że księża nie popełniają błędów. Może sam jestem złym księdzem. Myślę jednak, że powinniśmy nasze oceny budować w oparciu o własne doświadczenia a nie na podstawie zalewających nas w sposób systematyczny wyłącznie złych a często krzywdzących informacji o księżach.
W kościele zapanowała absolutna cisza. Mateusz kontynuował.
- Za chwilę porozmawiamy o trudnych sytuacjach związanych z kapłanami, porozmawiamy o aferach, o których donoszą media. Ale wcześniej chciałbym abyście opowiedzieli mi o waszych księżach, tych z parafii i tych ze szkoły. Zobaczymy czy są wśród nich tacy, którzy dopuszczają się jakiegokolwiek wykorzystywania wobec dzieci i młodzieży. Zobaczymy czy to co pisze się w prasie odzwierciedla stan naszych parafii. Ale jeszcze prędzej chciałbym opowiedzieć wam o jednym księdzu, którego doskonale znam. Od dziecka. Który na bierzmowaniu wybrał sobie imię Paweł. Wiecie dlaczego?
- Ze względu na św. Pawła, tego od listów – podpowiedziała grzecznie dziewczyna z pierwszej ławki.
- Niestety nie. Widać, w waszym wieku ten ksiądz był dużo głupszy od dzisiejszych nastolatków. Imię Paweł było ze względu na Pawła Mścisławskiego, ówczesnego basistę Lady Pank.
Cały kościół gruchnął śmiechem.
- Ten głupek stoi teraz przed wami.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!