TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Września 2020, 09:39
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XL

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XL

Na dłuższą chwilę zapadła cisza. Dzidek przyglądał się swojej filiżance, a oczy Mateusza, choć otwarte i utkwione w okno były nieobecne.
„Czy ja bym zostawił parafian, wśród których czułem się kochany?“ – Mateusz w myślach powtórzył ostatnie pytanie i również w myślach uśmiechnął się do siebie. Choć minęły już trzy lata odkąd opuścił swoją włoską parafię, wspomnienia były ciągle żywe i tęsknota nieukojona. Kiedy jeszcze jako kleryk zastanawiał się, czy mógłby pełnić swoją kapłańską posługę za granicą, zarzekał się, że było to absolutnie niemożliwe. Jak mógłby dzielić losy z ludźmi, których ani języka ani kultury nie znał? Pamiętał jak tłumaczył kolegom: „Między nami każde słowo ma głęboki sens i jest pełne odniesień do przeszłości, do historii, do naszych młodych lat i fascynacji, kiedy mówię „Nie płacz Ewka” albo „Mniej niż zero” to wszyscy wiemy, o co chodzi, a tacy Anglicy albo Hiszpanie by wiedzieli?“ Tak, był święcie przekonany, że nie da się wejść w kulturę innych ludzi na tyle głęboko, aby czuć się ich częścią i właściwie pełnić kapłańską posługę. Jak zawsze życie zweryfikowało wszystko. Po dziś dzień płakał za „swoją” włoską parafią, bo nigdy i nigdzie nie czuł się tak bardzo kochany jak tam. Przez Włochów, którzy nie mieli zielonego pojęcia o „Nie płacz Ewka”! Doskonale więc rozumiał Dzidka, który po wielu trudnych latach na swojej małej parafii z licznymi kłopotami, miał wielki dylemat wobec propozycji biskupa przeniesienia go do placówki, do której może jeszcze kilka lat temu wzdychał.
- Nawet mi nie mów – rzekł Mateusz. – nie pamiętasz jak ja się miotałem, kiedy musiałem opuścić moich Włosiaków? Ale ostatecznie, co zrobiłeś, wziąłeś to Domaniewo, czy nie?
- My księża to mamy ten komfort psychiczny, że zawsze możemy się zdać na biskupa – odparł Zdzisław. – Normalny facet jak ma rodzinę to sobie biedak musi sam z wszystkim poradzić i brać odpowiedzialność za swoje decyzje: czy zmienić pracę, czy budować dom, czy brać kredyt… A my zawsze mamy tę furtkę. Czyli jak nie wiemy co zrobić, to mówimy, że oddajemy się w ręce ekscelencji i tak też zrobiłem.
- O ty cwaniaczku, i teraz powiesz ludziom, że ty nie chciałeś, ale biskup ci kazał, tak? – zaśmiał się Mateusz.
- Dokładnie! – Zdzisław rozłożył ręce w dramatycznym geście. – Siła wyższa, dzisiaj tu, a jutro tam! Bo jak się domyślasz biskup się ze mną nie cyndolił, tylko od razu powiedział, że za dwa tygodnie mam podomykać wszystkie sprawy w Bobolicach i potem do Domaniewa.
Mateusz czuł, że Dzidek trochę nadrabia miną, bo w jego oczach widział wielki smutek z rozstania ze starą parafią, ale nie chciał już rozdrapywać ran.
- Czyli za dwa tygodnie będzie uroczysty ingres, tak? Świetnie, musisz zaprosić nowo mianowanych kanoników gremialnych, coby się mogli zaprezentować w pełnym blasku – zaśmiał się Mateusz. – A może i tobie jakiś kanonik spadnie… Przyznaj się, że nie marzysz o niczym innym – podpuszczał kolegę, który nigdy nie skrywał lekkiej słabości do honorów.
- Znasz mnie – z udawaną skromnością odparł Dzidek, - jak Matka Kościół przyzna jaki tytuł to przyjmę
w duchu posłuszeństwa.
Mateusz uśmiechnął się i pomyślał, że jak mało kto, za swoją pracę duszpasterską i miłość do ludzi Dzidek zasługiwał na wszelkie wyróżnienia. Zresztą i parafia, na którą został posłany demonstrowała, że również biskup docenił jego znakomitą i pełną poświęcenia pracę.
Mateusz poczuł, że coś mu wibruje w kieszeni i zdał sobie sprawę, że po wyjściu z kapłańskiej konferencji w seminarium, nie włączył jeszcze sygnałów dźwiękowych w telefonie komórkowym. Spojrzał na wyświetlacz, ale osoba, która do niego dzwoniła najwyraźniej jeszcze nie dorobiła się swojego miejsca w jego książce adresowej. Przeprosił Zdzisława i odebrał telefon.
- Słucham.
- Szczęść Boże. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam, Katarzyna z tej strony – głos wydawał się Mateuszowi znajomy, ale za żadne skarby nie mógł skojarzyć osoby.
- Szczęść Boże, nie, oczywiście pani nie przeszkadza, tylko nie za bardzo…
- Jestem ciocią Grzesia, pamięta ksiądz, kilka dni temu odwiedził mnie ksiądz w szpitalu – wyjaśniała pani Katarzyna.
- Ależ oczywiście, że pamiętam, co za gapa ze mnie – tłumaczył się Mateusz. – Rozumiem, że już pani wyszła ze szpitala i wszystko dobrze.
- Oczywiście! Już pracuję na pełnym reżimie w mojej kochanej wiejskiej szkółce i ja do księdza właśnie w tej sprawie. Pozwoliłam sobie poprosić Grzegorza o księdza numer, mam nadzieję, że się ksiądz nie gniewa – mówiła to tym swoim dźwięcznym głosem, który tak mocno oddziaływał na Mateusza.
- Nie ma sprawy – powiedział szybko. – W sumie to sam miałem pani dać ten numer, ale tak się zagadaliśmy wówczas w szpitalu, że na śmierć zapomniałem.
- Księże Mateuszu, przejdę do rzeczy, bardzo przepraszam, że tak późno, ale nasz ksiądz kanonik zupełnie zapomniał o rekolekcjoniście dla naszej szkoły na rekolekcje wielkopostne, no i teraz spadł na mnie obowiązek znalezienia kogoś. Pamięta ksiądz, że jestem katechetką, prawda? Znam wielu księży, ale pomyślałam, że może przydałby się ktoś taki jak ksiądz, z doświadczeniem innych Kościołów narodowych. Przyznam się, że sama chętnie bym księdza posłuchała… Aż mi trochę głupio, że może wybieram księdza ,,pod siebie”, a nie ze względu na dzieci… Ale z drugiej strony jestem przekonana, że dzieciakom bardzo się ksiądz spodoba. To co, zgadza się ksiądz?
- Przyznam się, że już od dawna nie miałem rekolekcji dla dzieci, chyba jednak lepiej czuję się z młodzieżą i dorosłymi. Musiałbym też zapytać mojego proboszcza, wie pani, jako wikariusz nie mogę sam decydować – odparł Mateusz.
- Ależ oczywiście, proszę się skonsultować. Dla nas każdy termin jest dobry. A gdy chodzi o dzieci to proszę się nie martwić. Pomogę. W Radiu Maryja słyszałam wspaniałe propozycje prowadzenia takich rekolekcji dla dzieci, więc możemy niektóre rzeczy przygotować razem.
- A więc to prawda, że słucha pani Radia Maryja – Mateusz lekko się zdziwił.
- Codziennie! Nie wszystko, co powiedział o mnie ten bęcwał mój bratanek było nieprawdą – śmiała się po drugiej stronie pani Katarzyna. – Radio Maryja jest moją skarbnicą wiedzy o Bogu i Kościele. Mieszkam sama, więc modlę się z Radiem, kiedy tylko mogę i słucham katechez, mają wspaniałych prelegentów. A ponieważ nasz Ksiądz Proboszcz, dusza człowiek, ale już święcie przekonany, że kazania to on może jak z rękawa i na każdy temat, więc trochę się hmm… powtarza. Więc rozwijam moją wiedzę religijną właściwie tylko dzięki Radiu i lekturze osobistej… To w takim razie czekam na odpowiedź, księże Mateuszu. Proszę oddzwonić pod ten numer, dobrze?
- Oddzwonię dziś wieczorem, pozdrawiam serdecznie – odpowiedział Mateusz kończąc rozmowę.
Dzidek patrzył na niego dziwnym wzrokiem.
- Nie żebym się wtrącał, ale aż ci się gęba rozjaśniła jak rozmawiałeś – śmiał się z kolegi.
- Taka nowa znajoma słuchaczka Radia Maryja – odparł z uśmiechem Mateusz. – Ty wiesz, że ja jestem wielkim propagatorem mass mediów, tudzież ich słuchaczek. Wiesz, że niektórzy księża jeszcze nie znaleźli rekolekcjonistów do szkół na Wielki Post? I to księża kanonicy!
- Przecież już prawie trzecia niedziela – jęknął Dzidek. – Czasami naprawdę myślę, że na tej religii w szkole to najbardziej zależy… komunistom. Przynajmniej mają o co atakować Kościół i mogą się wydurniać z tym gadaniem o państwie wyznaniowym.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!