TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 23:11
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XCVIII

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XCVIII

Wspólna modlitwa Liturgią Godzin bynajmniej nie okazała się dodatkowym ciężarem, a wręcz przeciwnie: upadł Mateuszowi kolejny mit, który sam sobie wmówił, że przy jego trybie życia i pracy jest niemożliwe mieć stałe godziny na modlitwę. Otóż jest możliwe! Jednocześnie wspólna modlitwa z Księdzem Proboszczem uzmysłowiła mu, jak kiepski jest stan zdrowia jego zwierzchnika. Mateusz zaczął się realnie obawiać, czy sędziwy kanonik dożyje do dnia swego przejścia w stan spoczynku. 

A jakby tego było jeszcze mało, jak grom z jasnego nieba gruchnęła wieść, że i biskup diecezjalny odchodzi na emeryturę i to w najbliższych miesiącach, co natychmiast rozpętało nawałnicę spekulacji. Przyjaciele dzwonili do Mateusza z pytaniem, czy już poprosił Biskupa o jakieś probostwo.

- Mati, słuchaj, ty się nie wygłupiaj, tylko pisz do Księdza Biskupa! - przekonywał go Maciej. - Obecny biskup doskonale cię zna i na pewno wie, gdzie cię posłać, żeby dobrze wykorzystać twoje rozliczne talenty.

- Ty się Maciek nie nabijaj ze mnie - ripostował Mateusz.

- Ja się wcale nie nabijam, ja na miejscu Księdza Biskupa wysłałbym cię na najgorszą, czyli najbardziej zaniedbaną parafię - śmiał się Maciej.

- Aha, to tak dobrze życzysz przyjacielowi? - udawał smutek Mateusz.

- Ja tam się o przyjaciela nie martwię, przyjaciel sobie poradzi - powiedział całkiem poważnym głosem Maciej, - ale właśnie życzę jak najlepiej każdej, jak to się mówi, trudnej parafii. Na serio! Uważam, że właśnie w takiej jest twoje miejsce. Wiesz, tak jest ponoć we Francji, najlepszych księży wysyła się na najgorsze parafie, a ja ciebie koleżko uważam za całkiem niezłego księdza i nie powiem więcej, żebyś nie wpadł w pychę, bo jest Wielki Post i trzeba się pokory uczyć. A poza tym, odkąd wróciłeś z tej Italii, to o niczym innym nie mówisz, jak tylko o małej parafijce, w której można prawdziwie tworzyć wspólnotę.

- Akurat to ostatnie w dalszym ciągu podtrzymuję, ale nie mam zamiaru o nic się teraz ubiegać, zwłaszcza że mój kanonik jest naprawdę w poważnym stanie, bardzo słabiutki i muszę się martwić o naszą parafię, Triduum u bram - odpowiedział Mateusz, który chciał już skończyć rozmowę, bo za pięć minut mieli nieszpory z Księdzem Proboszczem.

- Ale zrozum Mateusz, że następny biskup nie będzie miał zielonego pojęcia o tobie i, kto wie, może pozostaniesz wikarym na kolejnych kilka lat, stary koniu! - śmiał się Maciej.

- A cóż to za problem? Maciek, muszę lecieć - powiedział Mateusz do słuchawki.

- Zaczekaj, zaczekaj! 

- No co? Tylko szybko!

- Może być jeszcze gorzej - powiedział dramatycznie Maciej.

- Czyli?

- Przyjdzie do nas jakiś biskup prosto z Rzymu, który cię zna z czasów studenckich i da ci parafię z pięcioma wikariuszami, ale by cię pokarał co? - wypalił Maciej.

- Masz rację, tak to już jest, że to, co dla jednych byłoby karą, dla innych jest marzeniem, czyż nie? - z przekąsem odpowiedział Mateusz.  

- Ja wcale bym nie chciał parafii z pięcioma wikariuszami! - zaperzył się Maciej.

- No, kochany, z sześcioma wikariuszami parafii u nas jeszcze nie ma, więc....

- Daruj sobie te aluzje, dobra? I posłuchaj mądrzejszego: pisz prośbę o parafię! Ciao!

***

Podobnie, jak w przypadku ostatnich Świąt Bożego Narodzenia, Mateusz bez cienia żalu oddał przewodniczenie wszystkim ceremoniom Triduum Paschalnego, włącznie z homiliami, Księdzu Proboszczowi.

- Naprawdę nie ma takiej potrzeby - nieprzekonująco bronił się kanonik. - Możemy się podzielić funkcjami.

- Księże Kanoniku, jeśli nie spadnę z jakiejś góry albo Najwyższy w inny sposób nie zdecyduje zabrać mnie z tego świata, to będę miał jeszcze liczne okazje. Dla księdza to ostatni raz przed emeryturą, więc nawet nie ma mowy: Ksiądz Proboszcz przewodniczy.

- No, ma ksiądz rację. Ja bardzo pragnę sprawować te Misteria Pańskie, bo mam świadomość, że to nie jest tylko ostatni raz przed emeryturą, ale w ogóle ostatni raz - powiedział Proboszcz szczęśliwy, że wikariusz sam zaproponował taki porządek rzeczy.

- Co też Ksiądz Kanonik wygaduje? Przejdzie ksiądz na emeryturę i odżyje! Jeszcze wiele razy będzie mógł sprawować liturgię, choć już nie jako proboszcz - przekonywał Mateusz.

- Ja tam wiem swoje - stanowczo odparł kanonik z wzrokiem utkwionym w wiszący za plecami Mateusza obraz Bożego Miłosierdzia.

W ramach wielkoczwartkowej homilii Proboszcz podzielił się świadectwem swego powołania i kapłaństwa, które wycisnęło łzy wszystkim wiernym, natomiast kanonik, o dziwo, absolutnie się nie rozczulił i był wyjątkowo opanowany. Na sam koniec nawet Mateusz się nie powstrzymał.

- Prawie każdy ksiądz za najpiękniejsze w kapłaństwie uważa swoje młode lata. Ja muszę przyznać, że moja kapłańska młodość była piękna, ale najpiękniejsze lata przeżyłem tutaj, z księdzem Mateuszem - powiedział kanonik patrząc z uśmiechem na swojego wikariusza, z którym przecież miewał i trudne chwile. W tym momencie Mateuszowi też oczy spociły się wyraźnie i nie potrafił ukryć wzruszenia. 

Dramat natomiast wydarzył się w Wielki Piątek. Zgodnie z przygotowaniami cała asysta z Księdzem Kanonikiem w czerwonym ornacie i z Mateuszem idącym obok niego w komży i stule, w milczeniu i absolutnej ciszy udała się do ołtarza. Choć Mateusz sugerował swojemu Proboszczowi, aby zrezygnował z leżenia krzyżem i ograniczył się do uklęknięcia, kanonik uparł się i jak przez całe swoje kapłańskie życie, kiedy doszedł do ołtarza, przy pomocy Mateusza i świeckiego szafarza Komunii Świętej powoli położył się krzyżem na posadzce kościoła. Mateusz klęczał obok. Po kilkudziesięciu sekundach spojrzał kątem oka na leżącego kanonika, ale ten nie miał najmniejszego zamiaru się podnosić.

„Bardzo mocno i osobiście przeżywa ten Wielki Piątek” - pomyślał Mateusz i skierował wzrok ku ołtarzowi. Mijały kolejne sekundy, a nawet cała minuta i cisza w kościele zaczęła powoli być przerywana odgłosami dochodzącymi z ławek, w których ludzie zaczęli wychylać się i spoglądać na kanonika zaniepokojeni przedłużającym się znieruchomieniem leżącego na posadzce kapłana. Również Mateusz zaczął się niepokoić. Szeptem poprosił kanonika o powstanie, ale nie było żadnej reakcji. Chwycił go więc delikatnie za ramię i z przerażeniem stwierdził, że było wiotkie i zupełnie bezwładne. Mateuszowi słabo się zrobiło na myśl, że kanonikowi mogło się coś stać i to w takim momencie.

- Gdzie ja jestem? - wyszeptał wreszcie ochrypłym głosem Ksiądz Kanonik po kolejnych kilkunastu sekundach.

- Boże dzięki Ci! - wyszeptał najpierw zszokowany Mateusz, a później dodał - W kościele Księże Proboszczu, jest Wielki Piątek.

- Ach tak! To pocoście mnie zawrócili? - zapytał już normalnym głosem kanonik.

- Choćby po to, aby dokończyć liturgię - szeptał już z uśmiechem Mateusz. Poza szafarzem, chyba nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, co się wydarzyło. Pomogli kanonikowi wstać i poprowadzili w kierunku miejsca przewodniczenia.

- Da ksiądz radę? - zapytał Mateusz.

- Wie ksiądz co? Ja muszę sobie po prostu usiąść - odpowiedział kanonik.

- Może zadzwonimy po pogotowie - próbował Mateusz.

- Niech się ksiądz nie waży! - powiedział niespodziewanie twardo Ksiądz Proboszcz. - Proszę poprowadzić liturgię, a ja tu sobie będę siedział. Jakkolwiek jestem rozczarowany, to jednak czuje się dobrze - powiedział już o wiele cieplejszym tonem.

Mateusz doprowadził więc do końca całą liturgię, choć co kilkadziesiąt sekund, kiedy tylko mógł, patrzył na Proboszcza. Ale Proboszcz przez całą ceremonię siedział z takim uśmiechem, jaki Mateusz widział tylko u swoich bratanic, kiedy leżąc na dywanie i machając uniesionymi stopami, oglądały bajki w telewizji.

- Co to było, Księże Proboszczu? - pytał już w zakrystii Mateusz. - I czemu był ksiądz rozczarowany?

- Drogi Księże Mateuszu, ja już widziałem ten tunel i tę jasność! Czy może być dla kapłana coś piękniejszego niż przejść do wieczności w Wielki Piątek? 

- I... co księdza powstrzymało? - zapytał Mateusz i znowu zbladł na myśl, że Ksiądz Proboszcz mógł mu umrzeć podczas liturgii. Kanonik spojrzał na Mateusza uważnie.

- Pewnie to, o czym ksiądz teraz myśli - powiedział. - Takiego numeru nie mogłem księdzu zrobić.

Jeremiasz Uwiedziony

 

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!