TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 21:55
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XCV

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XCV

- Księże Mateuszu, jest sprawa – zagaił Ksiądz Proboszcz podczas obiadu, a na dobrą sprawę jeszcze zanim zaczęli jeść, co postawiło Mateusza w stan alertu, ponieważ zwykle Kanonik informował go o wszystkim po zakończonych posiłkach.

- Już się zaczynam bać – uśmiechnął się Mateusz, choć czuł, że do śmiechu mu nie będzie i miał rację.

- Wie ksiądz, przyszli do mnie radni, ale nie nasi parafialni, ale ci miejscy, no wie ksiądz, samorząd... - Proboszcz zawiesił głos jakby nie wiedząc, co ma dalej powiedzieć.

- Ach, politycy – z przekąsem rzucił Mateusz. - Czyżby znowu ktoś się poskarżył na moje kazania? Albo Księdza Proboszcza, jak wtedy o tych „Orlikach”?

- Nie, nie! - zaprzeczył żywiołowo Proboszcz. - Wie ksiądz, zaskoczyli mnie, bo byli zarówno ci z koalicji, jak i z opozycji i normalnie jakoś tak uszy mieli po sobie, jakby coś przeskrobali.

- Pewnie chodzi o te przekręty z przetargami – powiedział Mateusz, który słyszał o tych sprawach w szkole od nauczycieli.

- Widzę, że ksiądz to nie na darmo w tych internetach siedzi – Proboszcz z nieukrywanym zdumieniem patrzył na swojego wikariusza, który trafił w sedno sprawy.

- To akurat Księże Proboszczu wieści z pokoju nauczycielskiego – uśmiechnął się Mateusz. - Ale chyba mi Ksiądz Proboszcz nie powie, że przyszli po pokutę...

- Po pokutę nie, ale... No powiem wprost: poprosili o trzydniowe rekolekcje dla radnych, bo chcą się trochę wyciszyć, pozbierać po tym bajzlu, którego narobili, no i tak sobie umyślili, że pojadą na rekolekcje do jakiegoś klasztoru, ale chcą swojego księdza – wyłuszczył sprawę Kanonik.

- I co, zgodził się Ksiądz? - zapytał Mateusz.

- No nawet Księdza Biskupa się poradziłem i powiedział mi, że jak ponadpartyjnie to trzeba im wyjść naprzeciw... Ale wie ksiądz, ja jeszcze nie wydobrzałem po tej ostatniej chorobie, a poza tym, co będę ukrywał, ja na obcym terenie to się niezbyt pewnie czuję, jeszcze z tymi politycznymi wyjadaczami. No i ja im po prostu nie ufam. Według mnie to chcą się na trzy dni odizolować, żeby sprawa trochę przyschła, pewnie tam i pić będą po nocach...

- I chce Ksiądz Proboszcz, żebym to ja ich pilnował jak dzieciaki na wycieczce – Mateusz już zrozumiał, dlaczego jego zwierzchnik nie czekał do końca obiadu.

- Ależ ksiądz ich nie musi wcale pilnować, powie ksiądz ze dwie konferencje na dzień, jedną Eucharystię z homilią, a wieczorem się ksiądz zamknie w swoim pokoju, a reszta na ich sumieniu. Najwyżej ich zakonnicy pogonią, wstydu się najedzą i tak się ich obłuda objawi... Oczywiście ja nie neguję ich szczerych chęci, ale też im nie ufam. Nie znam ich. Bardzo księdza proszę... Oni mają dzisiaj zebranie o 16.00 i miałem im dać ostateczną odpowiedź. To by było w przyszły weekend, oni już załatwili nawet jakieś miejsca w klasztorze jezuitów i nawet mają jednego miejscowego ojca w rezerwie, ale bardzo chcieli, żeby był ktoś „swój”.

- Czyli mam dwie godziny na przygotowanie ramowego planu... Dobrze, ja tam do nich pójdę i jak się zgodzą na moje propozycje to poprowadzę im te rekolekcje.

 

***

Na widok Mateusza pośród radnych zrobiło się lekkie poruszenie, bo pewnie spodziewali się Księdza Proboszcza. I tak się Mateuszowi wydawało, jakby jakoś się ci wszyscy radni od razu rozluźnili, bo rzeczywiście w pierwszym kontakcie wyglądali na przepłoszonych. Spośród około trzydziestu osób, kilkanaście twarzy wydawało mu się znajomych, ale nikt z nich nie był coniedzielnym uczestnikiem Mszy Świętej, przynajmniej nie w ich parafii.

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – powiedział Mateusz i sytuacja wydała mu się zupełnie surrealistyczna. Zwykle spotykał tych ludzi w większości co najmniej chłodnych wobec Kościoła, na jakichś uroczystościach miejskich i wtedy patrzyli na niego z góry, a nieraz z nieukrywaną niechęcią, a dzisiaj jakby role się odwróciły. Nie dlatego, że Mateusz patrzył na nich z góry, ale jakby ci ludzie mieli już we krwi tę polityczną kameleonową postawę i z góry wiedzieli, kiedy mogą dominować, a kiedy muszą schować ogon między nogami. To była bardzo smutna konstatacja i Mateusz nie czuł się dobrze. Była w nim chęć przypomnienia wszystkich próśb o wsparcie, które dla różnych przykościelnych inicjatyw próbowali znaleźć w samorządzie, z których większość została odrzucona, a na przykład były pieniądze na wystawy psów. Ale to było zupełnie poza nim. Oni chyba się tego właśnie spodziewali, że ksiądz zacznie im wypominać. Pewnie oni dokładnie tak by zrobili.

- Na wieki wieków, amen! - rozległo się z nielicznych gardeł.

- Dzień dobry państwu – powiedział jeszcze Mateusz i uśmiechnął się.

- Dzień dobry – tym razem odpowiedź była niemal powszechna.

- Ja państwa bardzo proszę o wytłumaczenie mi jednej rzeczy. Dlaczego nie możecie poczekać tych kilku tygodni, kiedy we wszystkich parafiach będą rekolekcje wielkopostne, z których przecież możecie skorzystać. W naszej parafii jest zawsze specjalna nauka dla Akcji Katolickiej i wszystkich zaangażowanych w życie społeczne, o treściach na pewno Wam bliskich... Zapytam prosto z mostu: nie chodzi o jakiś kolejny wyjazd integracyjny pod przykrywką rekolekcji za pieniądze podatników? - Mateusz aż się przestraszył tego, co powiedział, że może jednak za ostro.
Niektóre twarze zapałały oburzeniem i były to wreszcie te same twarze, które Mateusz znał z innych sytuacji. Siedzący w pierwszym rzędzie nieco otyły młody mężczyzna z trudem podniósł się i odchrząknął.

- Koleżanki i koledzy – rozpoczął zwracając się do pozostałych - nie ma co się obrażać, bo to, co ksiądz powiedział, to pół miasta mówi na głos, a druga połowa po cichu. Więc ja księdzu odpowiem. Nazywam się Adam Gieroń z ugrupowania „prawica razem”. Koszty tego wyjazdu każdy z nas pokrywa sam... A dlaczego chcemy tego wyjazdu? No bo księże, atmosfera jest fatalna. Budżet dziurawy. Zamknęliśmy przedszkola. Musimy pozamykać szkoły, a ja na przykład szedłem do wyborów z hasłem: „nie damy zamknąć naszych szkół”. W przyszłym tygodniu mamy na ulicy pielęgniarki i transportowców. Nie dość, że tu mamy masę problemów, to jeszcze są wytyczne od naszych aparatów partyjnych centralnych... Nie wiem! Moja matka zawsze mówiła „jak trwoga to do Boga” no i ja innego określenia nie mam. To ja zaproponowałem te rekolekcje i koleżanki i koledzy z trzech ugrupowań się zgodzili, a i może z lewicy też ktoś pojedzie. A chcieliśmy żeby był ksiądz od nas, bo zna teren i problemy. Pewnie jakiś starszy ksiądz, co tu dłużej jest, byłby bardziej zorientowany, ale ksiądz widzę, że odważny i mówi to, co myśli, to może i lepiej – zakończył pan Gieroń i usiadł.

- Ja może jeszcze coś dodam – podniósł się mężczyzna około sześćdziesiątki w ostatnim rzędzie. - Ryszard Zarzycki, mniejsza o partię, bo chyba nas ksiądz po partyjności nie będzie oceniał. Mam nadzieję, że ksiądz nie będzie nas jakoś szczególnie indoktrynował przez wiele godzin każdego dnia, bo wielu z nas to w tematyce niemowlęta, więc wie ksiądz, raczej mleczko, niż jakiś stały pokarm – uśmiechnął się i Mateusz już wiedział, że ten pan to nie pierwszą i nie drugą kadencję w samorządzie spędzał. - Ale oczywiście ksiądz decyduje o programie – zakończył i usiadł.

- No to się cieszę, że mamy wszystko od początku jasne – powiedział Mateusz. - ja mam jedną prośbę: podczas rekolekcji nie używamy telefonów ani innych komunikatorów. Czy jest to do zaakceptowania?

- Księże, ja to chętnie w domu zostawię – powiedziała jakaś pani w drugim rzędzie, a wszyscy inni zgodnie przytakiwali. Mateusz rozdał wszystkim kartki z programem rekolekcji i jeszcze przez kilka minut odpowiadał indywidualnie na pytania niektórych radnych, a później opuścił salę.

 

***

Dojazd do klasztoru jezuitów wybranego przez radnych zajął Mateuszowi dobre półtorej godziny z powodu padającego śniegu. Rekolekcje zaczynały się kolacją. Jeszcze przed posiłkiem Mateusz poprosił braciszka o wiklinowy koszyk, jakich używa się do zbierania tacy i ustawił go sobie na stoliku. Po kolacji i modlitwie ruszył jako pierwszy i ustawił się z koszyczkiem przy drzwiach. 

- Jeszcze ksiądz dobrze nie zaczął, a już tackę zbieramy? - zażartował pan Ryszard.

- Komóreczki poproszę – uśmiechnął się Mateusz. Części radnych miny, delikatnie mówiąc, zrzedły a niektórzy uśmiechali się jakby chcieli powiedzieć „Żartuje ksiądz”, ale Mateusz był twardy. - W sobotę i w niedzielę na podwieczorku będzie można sprawdzić, czy świat się bez was nie zawalił.

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!