TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 22:09
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XCIV

Jasna? i ta druga strona księży(ca) - część XCIV

- Widzi ksiądz, jak to nieraz Pan Bóg sobie to wszystko wykoncypuje? - zapytał Ksiądz Proboszcz Mateusza, kiedy ten ostatni wrócił około 20.00 z kolędy. Proboszcz jeszcze się nie czuł najlepiej, dlatego tego popołudnia został w domu, a cały jego odcinek kolędowy został przesunięty na sobotę. Za to przywitał Mateusza kolacją i herbatą z sokiem malinowym.

- Co takiego się wydarzyło? - zapytał Mateusz obejmując dłońmi gorący od parującej herbaty porcelanowy kubek.

- Pamięta ksiądz, jak to opowiadał proboszcz z Milanowic, że cała wioska się składała na dekoracje peregrynacyjne, oprócz jednej rodziny, która stwierdziła, że takie głupoty jej nie interesują? - zapytał Ksiądz Kanonik.

- Coś mi się obiło o uszy... Aha, co to potem była ta wichura i w całej wiosce tylko u nich dach zerwało? - przypomniał sobie Mateusz.

- No właśnie o to mi chodzi. A potem Proboszcz zbierał tam ofiary, żeby im pomóc i cała wioska dała. Tak sobie wtedy myślałem, czy brać to za znak Boży dla tych ludzi, czy nie... Ciekaw jestem, jak oni sami to odczytali... W każdym razie, niech ksiądz posłucha, bo teraz mamy coś podobnego u nas. Wie ksiądz, wczoraj zanim mi się zasłabło chodziłem po kolędzie na Wróblewskiego, zresztą ksiądz wie, bo potem musiał za mnie dokończyć... Dzięki Bogu, że księdzu jeszcze sił starczyło – Proboszcz popatrzył na Mateusza z wdzięcznością.

„A jeszcze Proboszcz nie wie, że po nocy do chorego musiałem biegać, który wcale taki chory nie był, tylko chciał synowi na złość zrobić” - pomyślał Mateusz, ale nic nie powiedział.

- No i wie ksiądz, pod czternastką, widziałem światła we wszystkich oknach, wyglądało jakby specjalnie pozapalali, jeszcze ktoś się popatrzył przez okno, ale choć ministranci dzwonili i dzwonili nikt nie otworzył. I proszę sobie wyobrazić, że dzisiaj po 16.00 telefon. Taki głos zapłakany, że tatuś zmarł rano, że jutro przyjdą załatwiać pogrzeb – powiedział Ksiądz Proboszcz, a Mateusz aż zaniemówił z wrażenia.

- Kalinowski? - wyszeptał tylko.

- Tak, o widzę, że ksiądz zna. Ale to nie koniec. Bo mówię temu panu, że wielka szkoda, bo była kolęda wczoraj i jeszcze może by i tato z posługi przed śmiercią skorzystał. I niech sobie ksiądz wyobrazi, że typ mi mówi hardo, że tato przyjął sakramenty. No normalnie w żywe oczy... Już się nie chciałem spierać, tylko powiedziałem, że niech jutro przyjdą to mi powiedzą, który to ksiądz był – powiedział Proboszcz kręcąc głową, święcie przekonany, że go próbowano okłamać.

- To prawda Księże Proboszczu, ja mu udzieliłem sakramentów - powiedział wreszcie Mateusz.

- Ksiądz? - tym razem to Proboszcz osłupiał. – No, ale przecież doskonale pamiętam, że to ja ich miałem na trasie i ostentacyjnie mnie nie przyjęli, chyba że ksiądz później jeszcze raz wstąpił...

- Nie, nie – przerwał mu Mateusz. - Zadzwonili około 1.00 w nocy i pojechałem z Panem Jezusem. Powiem księdzu, że nawet się lekko zdenerwowałem, bo człowiek na umierającego nie wyglądał i jeszcze przed spowiedzią wyznał, że wezwał mnie nie z bliskości śmierci, ale na złość synowi, no i żeby mieć kolędę. A syn to jakiś antyklerykał i niewierzący...

- Dajcie spokój – Proboszcz aż lekko uderzył w stół. - Widzi ksiądz, jak to nas Pan Bóg pokory uczy?

- On sam nie wiedział, że umiera, ale widać taką łaskę mu Pan Bóg dał, że odszedł w pokoju – powiedział Mateusz i zamilkł i tak siedzieli z Proboszczem w milczeniu i każdy się nad tymi Bożymi drogami zastanawiał.

- To może ksiądz jutro porozmawia z nimi w kancelarii parafialnej, jak przyjdą pogrzeb ustalać, dobrze? - zapytał Proboszcz.

- Jasne, nie ma sprawy – powiedział Mateusz, któremu ciągle jeszcze brzmiały w uszach słowa zmarłego na temat syna: „Głupek jeden”.

***

„Głupek jeden”, czyli syn zmarłego pojawił się w kancelarii punktualnie wraz z żoną. Mateusz wcześniej odmówił popołudniową godzinę brewiarzową w intencji zmarłego i jego rodziny. Nie żeby tak zawsze robił, ale tym razem czuł jakby wewnętrzny nakaz. Szczerze mówiąc modlił się też za siebie samego, aby nie patrzeć na tych ludzi przez pryzmat tego, co usłyszał od zmarłego ojca. I zdenerwował się na siebie, kiedy na widok mężczyzny znowu zadźwięczały mu w uszach lekceważące słowa zmarłego.

- Szczęść Boże państwu – powiedział.
- Przede wszystkim proszę przyjąć moje wyrazy współczucia. Ja też wiem, co to znaczy stracić ojca – Mateusz skierował swoje spojrzenie ku mężczyźnie.

- Dziękuję księdzu. Kalinowski Waldemar jestem, a to moja małżonka Natalia – przedstawił się i zamilkł.

- Ksiądz Mateusz, ale z panem to się poznaliśmy przedwczoraj w nocy? - zapytał.

- No tak... 

- Widać, że Bóg kochał pańskiego ojca, bo dał mu tę łaskę, że mógł przyjąć sakramenty tuż przed śmiercią – powiedział Mateusz.

- Ja bym aż takiej wielkiej metafizyki w tym nie szukał, bo mówiąc szczerze to ojciec miał po prostu fuksa. On po księdza kazał zadzwonić, żeby mi na złość robić, a potem naprawdę mu się zmarło – powiedział pan Kalinowski, a Mateusz nie mógł uwierzyć własnym uszom.

- A dlaczego miałby panu robić na złość? - zapytał.

- A kto go tam wie... - odburknął Kalinowski.

- Proszę księdza! - wtrąciła się nagle pani Natalia. - Mąż doskonale wie, dlaczego teść się zezłościł. Chodzi o to, że była kolęda, zresztą na pewno ksiądz wie, ale mój mąż to teraz jest, hmmm, w polityce, wie ksiądz! I on po kolędzie księdza nie będzie przyjmował! Ostatni raz miał okazję teść się kolędą ucieszyć i nie mógł, bo mój mąż teraz do partii wstąpił i z Kościołem mu nie po drodze!

- Jeszcze nie wstąpiłem, tylko jestem sympatykiem! - przez zęby wycedził pan Kalinowski, ale jego żona już nabierała rozpędu i nic jej nie mogło powstrzymać.

- Proszę księdza! Ja chyba zwariuję! Teść chyba też już tego nie mógł wytrzymać. Na stare lata patrzeć jak syn, co przez całe studia papierosa nie zapalił, pod pięćdziesiątkę zaczyna palić tę marynianę??

- Marihuanę! Kobieto opamiętaj się... - wtrącił Kalinowski.

- Jak zwał, tak zwał, ale czy ty chłopie wstydu nie masz? Dzieci własnych byś się wstydził. Jak zjadą teraz na pogrzeb z akademików to chyba się ze wstydu spalą, jak im ojciec na starość durnieje. Ja księże zakończyłam szkołę na handlówce, więc nie jestem wykształcona, ale na tyle rozumu mam, że jak ktoś zakłada partię poparcia samego siebie, to musi być jakiś mitoman. I żeby człowiek po studiach w takie coś wchodził? Tylko dlatego, bo zobaczył, że jakiś kolega co ze studiów wyleciał, teraz posłem został? Księże, mój mąż to już siebie w poselskich ławach widzi po kolejnych wyborach...

- Teraz to już na pewno mi ojca do kościoła nie wpuszczą – przerwał pan Kalinowski monolog żony. - jeśli o to ci chodziło, to możesz być szczęśliwa. Zresztą, mi nie zależy.

- Dlaczego pan tak myśli? - zapytał Mateusz, w sumie nawet zadowolony, że pani Kalinowska już przestała. Obawiał się, że mogłoby dojść do małżeńskich rękoczynów. - Nie myśli pan, że ojcu by zależało?

- No... nasz lider jest mocno antyklerykalny, więc nie zdziwiłbym się...

- Słyszy ksiądz? „Nasz lider!” No ja już tego nie mogę słuchać – znowu wtrąciła się pani Kalinowska.

- Panie Waldemarze, nie wiem, jakie racje panem powodują i na czym chce pan oprzeć swoje życie, ale zapewniam pana, że bez względu na pańskie poglądy i członkostwa, pana ojciec będzie miał piękny katolicki pogrzeb, na jaki sobie na pewno zasłużył - powiedział Mateusz i sięgnął po Księgę Zmarłych. Kiedy już wypisał wszystkie dane i ustalili szczegóły z panią Natalią, Mateusz wstał, aby się pożegnać.

- Zaraz, jeszcze nie ustaliliśmy najważniejszego. Ile za pogrzeb? - zapytał Kalinowski.

- Proszę mi wierzyć, że wszystko, co najważniejsze już ustaliliśmy – odpowiedział Mateusz.

- Proszę księdza, teść miał odłożone pieniądze i przygotowane w kopertach. Wszystkie podpisane. I na tej jest napisane „Księdzu za pogrzeb”. Nie może ksiądz odmówić teściowi. Proszę sprawdzić i jeśli jest za mało, to ja dołożę resztę – powiedziała pani Natalia, patrząc bykiem na swego małżonka.

- Skoro taka była wola zmarłego to proszę te pieniądze zostawić, tyle ile jest na pewno wystarczy, bo ofiara u nas dobrowolna – odpowiedział Mateusz.

Kalinowscy wyszli z kancelarii i jeszcze dobrze nie zamknęli drzwi, a Mateusza dobiegł głos komentarza pana Kalinowskiego.

- Widziałaś? Kopertę wziął, to i odprawi!

A Mateuszowi znowu zadźwięczały w uszach słowa zmarłego. Tym razem ich nie odganiał.

Jeremiasz Uwiedziony


CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!