TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Lutego 2020, 12:48
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część XCI

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część XCI

- Księże Mateuszu, mam dla księdza dobrą wiadomość – twarz proboszcza aż jaśniała z zadowolenia i Mateusz po raz kolejny pomyślał, jak bardzo ten człowiek zmienił się w ciągu zaledwie jednego roku. I nie chodziło mu bynajmniej o to, że wcześniej Ksiądz Proboszcz nie był dobrym człowiekiem czy kapłanem, ale o to, że był zwyczajnie niedostępny. Wydawało się, jakby ludzkie uczucia się go nie imały, był jakiś taki suchy, żeby nie powiedzieć czerstwy. Zawsze odległy i prawie perfekcyjny. A teraz? Dusza człowiek! Zawsze pełen zrozumienia i wychodzący na przeciw ewentualnym potrzebom, nawet swojego wikariusza! Promienna twarz zwierzchnika nigdy nie kłamała, na pewno coś miłego czekało Mateusza.

- Wie Ksiądz Proboszcz, powiem księdzu szczerze: gdyby dwa lata temu powiedział mi ksiądz, że ma dla mnie dobrą wiadomość, zacząłbym się bać. Ale dwa lata temu nie miałby ksiądz takiej radosnej twarzy i dlatego dzisiaj, choć ciągle nie wiem, co się tak w Księdzu Proboszczu zmieniło, to nie mogę się doczekać aż usłyszę, co ma ksiądz na myśli, bo jestem pewien, że mnie to ucieszy – powiedział Mateusz w jakimś przypływie szczerości i aż się przestraszył, że może powiedział za dużo. Proboszcz popatrzył na niego przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc.

- Księże Mateuszu, gdybym ja wiedział dwa lata temu, ba! Dwadzieścia lat temu! - wykrzyknął i zamilkł jakby nagle zapomniał, co ma powiedzieć.

- Co by ksiądz chciał wiedzieć dwadzieścia lat temu? - zapytał Mateusz szybko obliczając, że sam był wtedy na drugim roku w seminarium, jeszcze bez sutanny.

- Gdybym wiedział dwadzieścia lat temu, że ksiądz to też człowiek, to może nie byłbym przez to lepszym księdzem, bo zawsze się starałem, ale pewnie bardziej radosnym i bardziej ludzkim... Ale co tam! Było, minęło! Chce ksiądz wiedzieć tę wiadomość czy nie? - twarz proboszcza znowu promieniała, naprawdę cieszył się, że może komuś zrobić przyjemność.

- No pewnie, że chcę! - wykrzyknął Mateusz zadowolony, że kapłan nie czuł się urażony.

- Uwaga! Może ksiądz jechać na Wigilię i na Pasterkę do swojej rodzinnej parafii, do brata! Zawsze ksiądz się oskarża, że rzadko do nich jeździ, myślę, że się bardzo ucieszą, jak spędzą z księdzem prawie całe święta. Wystarczy, że ksiądz dojedzie na Mszę południową w pierwsze święto! - proboszcz wszystko to wykrzyczał na jednym oddechu. Mateusz najpierw jęknął w duchu, bo zdał sobie sprawę, że od dwóch miesięcy nawet nie zadzwonił do brata, czy dziewczynek, a potem chciał skakać z radości.

- Ale zaraz, zaraz, Księże Proboszczu, jak ksiądz da sobie radę sam i to w święta? - Mateusz nie ukrywał zdumienia.

- Wszystko przemyślane, księże, ksiądz się nie martwi – proboszcz uśmiechał się dobrotliwie, przynajmniej tak, jak Ksiądz Biskup. - Mamy jednego szafarza, a na całe święta przyjedzie jeszcze syn mojej kuzynki, który jest diakonem w diecezji łódzkiej, no i kuzynka z mężem też. Tak, że jestem obstawiony i liturgicznie i, że tak powiem, kulinarno – rodzinnie. No i nie ukrywam, że to pewnie moje ostatnie Boże Narodzenie w parafii i chciałbym tak jeszcze raz, wie ksiądz, wszystkim się nacieszyć, a jakby ksiądz był, to ludzie by woleli, żeby wszystko ksiądz robił... No niech ksiądz się tak nie krzywi, wie ksiądz, że mam rację. Ja oczywiście księdza nie wyganiam, jeśli...

- Ależ Księże Proboszczu, proszę nawet nic więcej nie mówić, doskonale rozumiem i nawet ksiądz nie wie, jak się cieszę na myśl o świętach w domu rodzinnym! Bardzo dziękuję i proszę mi wierzyć, że rozumiem księdza pragnienie celebrowania Pasterki i w ogóle... 

- Wigilia przypada w sobotę, więc w piątek rano po Mszy może ksiądz jechać do domu.

- Świetnie! Jeszcze raz dziękuję! - Mateusz już zaczął myśleć nad zorganizowaniem się i wykręcił numer telefonu do brata, aby go poinformować. Przez chwilę przemknęła mu przez głowę myśl, że może brat z całą rodziną gdzieś wyjeżdża, ale na szczęście okazało się, że są w domu i też się bardzo cieszą na wspólną Wigilię.

- Weź bracholku gitarę, to wreszcie pośpiewamy kolędy jak należy – powiedział jeszcze brat i rozłączył się.

***

Kiedy w czwartek Mateusz wrócił ze spotkania w ratuszu i zobaczył twarz Księdza Proboszcza najpierw pomyślał, że ten ostatni zachorował.

- Dobrze się Ksiądz Proboszcz czuje? - zapytał układając na sporym już stosie kolorowych kartonów z prezentami kolejne dwa pudełeczka. - Proszę mi wybaczyć, że tak składam tu w kuchni te pudełka z prezentami dla moich najbliższych, ale jestem totalną nogą w ich wybieraniu  i co wejdę do jakiegoś sklepu, to mi się wydaje, że widzę coś ciekawszego niż kupiłem wczoraj, no i tak się zbiera i zbiera. Ale co tam, raz na 20 lat jestem w domu w Wigilię więc... - Mateusz zawiesił głos widząc coraz bledszą twarz proboszcza. - Na pewno dobrze się Ksiądz Proboszcz czuje?
- Ja dobrze – odparł cicho kapłan - ale, jakby tu księdzu powiedzieć... Proboszcz z Dźwinowa czuje się całkiem źle. Jest w szpitalu i na pewno go nie wypuszczą na święta... I wie ksiądz, u nas w dekanacie...

- Tylko ja go mogę zastąpić – dopowiedział głucho Mateusz.

- Tak mi przykro – powiedział cicho proboszcz patrząc na stertę prezentów.

- Przecież to nie księdza wina – powiedział Mateusz. - Proszę się nie martwić. Wigilię spożywa się dość wcześnie, więc pobędę trochę z moimi, a koło ósmej wyjadę, więc nawet gdyby był śnieg to najpóźniej na pół godziny przed północą będę w Dźwinowie.

- Hmmm – proboszcz kręcił głową jakby się bił z myślami. - Proszę niech ksiądz najpierw zadzwoni do księdza Rysia i on księdzu wszystko powie. Naprawdę mi przykro...

- Nie ma sprawy Księże Proboszczu – Mateusz próbował nadać wesołe brzmienie swojemu głosowi, ale raczej z marnym skutkiem. Ksiądz Kazimierz był zupełnym samotnikiem, czasami zdarzało mu się zapomnieć przyjechać na dekanalną spowiedź, więc inni księża, i co tu ukrywać Mateusz też, szczególnie za nim nie przepadali, bo sprawiał wrażenie, jakby nie za bardzo gorliwość go pożerała 

„Ale co zrobić, trzeba pomóc, a to w końcu mała parafia, więc będzie pewnie Pasterka i może ze dwie Msze w dzień Bożego Narodzenia” - pomyślał Mateusz i zadzwonił do księdza Kazimierza, który odebrał niemal natychmiast.

- Bardzo się cieszę, że się ksiądz zgodził, księże Mateuszu – powiedział słabym wyraźnie schorowanym, niemal nierozpoznawalnym głosem. Nieco złośliwie Mateusz pomyślał, że jeszcze na nic się nie zgodził, ale szybko się zawstydził tej myśli, więc pospieszył z odpowiedzią.
- Księże Kazimierzu, niech się ksiądz nie martwi! Wszystko, co ksiądz zaplanował postaram się przeprowadzić – zapewnił.

- Naprawdę? Kamień mi spadł z serca, bo u nas Boże Narodzenie to jest wielkie święto! - ksiądz Kaziu był wzruszony.
- U nas też – podkreślił Mateusz.

- To proszę posłuchać. Dzień przed Wigilią chodzę z Komunią Świętą do domów, gdzie są obłożnie chorzy i u nas mamy takich rodzin, księże Mateuszu, prawie 50. Więc, jak odprawię Mszę rano o 8.00 i wychodzę do chorych to wracam koło dziewiątej wieczorem. Bo wie ksiądz trzeba z nimi usiąść, wyspowiadać ich, kolędę zaśpiewać... Ja się u chorych nigdy nie spieszę, bo jak ksiądz nie ma dla nich czasu, to kto ma? Widzi ksiądz, a teraz sam jestem chory i ciągle ktoś u mnie jest... Jest tam ksiądz?

- Jestem księże Kaziu, słucham – powiedział Mateusz patrząc przez łzy na stosik prezentów i nie wiedział, czy się wzruszył postawą księdza Kazia czy oddalającą się coraz bardziej wizją rodzinnej Wigilii.

- To w piątek byliby ci chorzy. W Wigilię, rano idę do szpitala i tam jestem aż do obiadu i łamię się opłatkiem z chorymi. Jak się ksiądz za bardzo nie zagada, to o czwartej będzie ksiądz na plebanii – tłumaczył Kazimierz, a Mateusz liczył w myślach, że jak się uwinie z chorymi do 15.00 to jeszcze dojedzie do brata gdzieś na 17.30, pewnie już po pierwszej gwiazdce, lepsze to niż nic.

- A potem, na 18.00 przychodzą goście na wieczerzę wigilijną na plebanię – tłumaczył dalej dźwinowski proboszcz.

- Wieczerza wigilijna na plebanii? - Mateusz nawet nie potrafił ukryć zawodu w głosie.

- Tak, księże Mateuszu, od ośmiu lat zapraszam wszystkich samotnych z parafii do siebie. W pierwsze lata było ich niewielu, pewnie się wstydzili, ale teraz co roku jest więcej. Będzie ze 20 osób, zmieścicie się w salonie. Aha! Niech się ksiądz Mateusz się nie martwi, bo oni całe jedzenie przyniosą ze sobą i do Pasterki to zdążą nawet i pozmywać i posprzątać. Tak, że dla księdza to za dużo roboty nie będzie, bo parafijka mała. Jeszcze raz dziękuję księże Mateuszu. Nie ma to, jak w kapłańskiej rodzinie, zawsze można na brata liczyć! - zakończył.

Jeremiasz Uwiedziony

 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!