TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 22:00
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XC

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XC

 

Kiedy Mateusz usłyszał, że chłopak, który jest ojcem dziecka Weroniki ma na imię Ahmed, omal nie zemdlał. Natychmiast stanęły mu przed oczami wszystkie, a dokładnie trzy przypadki, kiedy to miał do czynienia z młodymi kobietami, które zakochiwały się w Arabach. Trzy zupełnie odmienne sytuacje, jedna w Polsce, dwie we Włoszech, ale wszystkie o dokładnie takim samym przebiegu. Najpierw wielka miłość. Każda z tych kobiet była święcie przekonana, że mężczyzna ją kocha, że ma niewiele wspólnego z tradycjami swojego kraju, że, owszem, jest muzułmaninem, ale bardzo zeświecczonym, podobnie jak cała jego rodzina, że właściwie to on nawet jest otwarty na przyjęcie w jakiejś bliżej niesprecyzowanej przyszłości jej religii, ale przede wszystkim argumentem koronnym było zawsze to, że absolutnie nie zamierzają wyjechać do jego kraju. Będą żyć tu, w Europie, więc dlaczego sprawy miałyby się źle potoczyć? I rzeczywiście, przez kilka lat sprawy układały się dość dobrze. Kobiety szybko rodziły dzieci, w jednym przypadku nawet troje dzieci w krótkich odstępach czasowych jedno po drugim, ojcowie pracowali i wszystko toczyło się na pewno nie gorzej niż w innych rodzinach. Co prawda po ślubie już nigdy nie było mowy o zmianie religii, ale pod tym względem, czyli właściwie nieobecności w życiu religijnym rodziny, niewiele różnili się od swoich katolickich znajomych, więc kobiety nie naciskały. To znaczy jedna z nich, we Włoszech, trochę próbowała, ale szybko została zniechęcona kontrpropozycją męża, że może to jednak ona przejmie jego religię. Ale też we wszystkich tych przypadkach, przychodził moment, kiedy mąż zaczynał coraz częściej mówić o dłuższej wizycie w domu rodzinnym, że jego rodzice też chcieliby się trochę nacieszyć wnukami. I wtedy zaczynały się dramaty: w dwóch przypadkach już podczas pierwszej wizyty mężczyźni w otoczeniu swoich braci, kuzynów i przyjaciół w rodzinnych miejscowościach zmienili się nie do poznania. Kobiety musiały siedzieć z innymi kobietami i dziećmi w domu, podczas gdy oni robili co chcieli. Mało tego, nie chcieli wracać do kraju. W każdym razie, wszystkie te małżeństwa się rozpadły, a jedna z kobiet straciła nawet swoje dzieci, które mąż po prostu uprowadził i żaden sąd nie był w stanie jej ich przywrócić. Kobieta wpadła w straszną depresję i choć Mateusz od lat nie miał z nią bezpośredniego kontaktu, to jednak co jakiś czas docierały do niego wiadomości, że jest z nią nie najlepiej. Takie to właśnie doświadczenia miał Mateusz z mieszanymi małżeństwami. Kiedyś się nawet zastanawiał, czy to przypadek, że trafiły mu się akurat takie sytuacje, że na pewno są jakieś szczęśliwie żyjące pary, ale ponieważ od lat taka sytuacja mu się nie powtórzyła, więc nie drążył tego tematu. No ale teraz chyba będzie musiał podrążyć, no bo przecież Weronika powiedziała wyraźnie, że go kocha, tego... Ahmeda.

„W co ja się znowu wpakowałem?” - pomyślał Mateusz odczytując krótkiego sms-a od Weroniki, w którym był tylko numer telefonu komórkowego.

- Ale trzeba brać byka za rogi, bo ja dzisiaj na pewno nie zasnę z tymi myślami – powiedział półgłosem i natychmiast wystukał numer na klawiaturze swojej komórki. Kiedy nerwowo wsłuchiwał się w kolejne dźwięki sygnału oznaczającego, że abonent jest dostępny, nagle zdał sobie sprawę, że przecież nawet nie wie, czy ten chłopak w ogóle mówi po polsku i na samą myśl, że być może będzie musiał rozmawiać swoją ułomną angielszczyzną zrobiło mu się jeszcze słabiej. Już miał przycisnąć klawisz koniec rozmowy, ale było zbyt późno, bo po drugiej stronie rozległ się głos.

- Halo?

- Szczęść Boże... nazywam się... ksiądz Mateusz..., czy... rozumie pan... po polsku? - Mateusz mówił bardzo powoli, wyraźnie skandując i oddzielając słowa, na wypadek gdyby jego rozmówca nie znał języka zbyt dobrze.

- No szczęść Boże, a co chciałby ksiądz w esperanto, czy jak? - odpowiedział mu głos po drugiej stronie perfekcyjną polszczyzną, którą musiał wyssać z mlekiem matki. Mateusz poczuł się jak debil.

- Przepraszam, ale poza pana imieniem, no i może jeszcze jedną dość istotną informacją, nic o panu nie wiem – odpowiedział wkurzony na siebie, na Weronikę, ale też i poruszony nieco lekceważącym tonem swojego rozmówcy.

- No tak – odpowiedział chłopiec już zupełnie innym tonem. - Ta „dość istotna informacja” to oczywiście... sytuacja z Weroniką, tak? A co do imienia, to myślałem, że powiedział księdzu o co chodzi, skoro tak wiele rzeczy księdzu mówi...

- Szczerze mówiąc to nic mi nie powiedziała o panu, poza imieniem i tym, że wobec zaistniałej sytuacji zachowałe się pan mało odpowiedzialnie – odpowiedział Mateusz, który z trudem powstrzymywał się, aby nie zakończyć rozmowy. Przez dłuższą chwilę chłopak nie odpowiadał.

- W sumie ma rację – wykrztusił wreszcie z siebie. - No to może jednak wytłumaczę to imię. I proszę mi nie mówić na pan. Nie jestem Arabem, jak sobie pewnie ksiądz pomyślał. To imię, to trochę moje przekleństwo, a tak naprawdę to wariactwo taty, który kiedyś budował drogi w Iranie i mocno się zaprzyjaźnił z jednym z miejscowych inżynierów. Obiecał mu, że jeśli będzie miał syna nada mu imię na jego cześć. A że pan się nazywał Ahmed, tato przekonał nawet swojego bardzo konserwatywnego proboszcza, aby takie imię dać mi na chrzcie.

- Ciekawa historia – powiedział Mateusz, który z trudem powstrzymywał się od skakania z radości. Kamień spadł mu z serca i dziękował w duchu Panu Bogu, że oszczędził mu opresji. - Ja pewnie bym jednak sugerował jakieś chrześcijańskie imię...

- Ależ oczywiście, że tato się tak łatwo nie wywinął. Do Ahmeda musiał dołączyć Józefa i Maryję. Tak więc, jeśli mam się przedstawić oficjalnie to jestem Ahmed Józef Maria Trzciński. Miło mi księdza poznać, księże Mateuszu, Weronika dużo o księdzu opowiadała  - powiedział chłopak.

- No to formalności mamy za sobą – powiedział z uśmiechem nieco połechtany na wartości Mateusz. - Ahmedzie, powiedz mi gdzie jesteś, od Weroniki wiem tylko, że... gdzieś się ulotniłeś na wieść o jej błogosławionym stanie...

- Jestem w Amsterdamie.

- W Amsterdamie? - zdziwił się Mateusz. - Czy naprawdę aż tak bardzo się przestraszyłeś dziecka?

- Proszę księdza, nie da się ukryć, że spanikowałem. A jeszcze się okazało, że kolega z naszego roku, który miał jechać na Erazmusa do Amsterdamu, musiał się wycofać, bo ma ciężko chorego ojca i...

- I ty pojechałeś za niego, bo masz dziewczynę w ciąży – Mateusz nie mógł uwierzyć i nie mógł się powstrzymać, aby swojego zdumienia nie wyrazić..

- Wiem! Brzmi to strasznie. Ale powiem księdzu od razu, że nie ma to żadnego sensu. Nie mogę tu wytrzymać. Nie rozpakowałem nawet walizek, a siedzę tu ponad miesiąc. Myślę tylko o Weronice i... naszym dziecku. 

„No to jesteśmy w domu” - pomyślał Mateusz i znowu z wdzięcznością westchnął ku Panu Bogu.

- Jeszcze nie wiem, jak to wszystko poukładać, nie wiem czy Weronika mi przebaczy, nie wiem jak o tym powiedzieć rodzicom, ale dziękuję Bogu, że Weronika okazała się sto razy mądrzejsza i bardziej odpowiedzialna ode mnie. Potrafiła o tym powiedzieć swoim rodzicom, którzy są tak bardzo przywiązani do wiary, podczas gdy ja mam pietra powiedzieć swoim, ponieważ mój ojciec zawsze mówił, żeby się „zabezpieczyć”, bo katolik z niego wątpliwy. Dziękuję Bogu, że nie spanikowała tak jak ja i dzięki temu nasze dziecko jest bezpieczne i... będę ojcem! - chłopak aż się wzruszył.
- Jesteś ojcem – powiedział Mateusz.

 Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!