TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 13 Sierpnia 2020, 13:33
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część LVI

Jasna i ta druga strona księży(ca) część LVI

Mateusz siedział w pierwszej ławce i wpatrywał się w pusty już tron, który z taką pieczołowitością przygotowali dla Matki Bożej w Jej Jasnogórskim Wizerunku. Ksiądz Proboszcz wraz z Ojcem Paulinem, który jest kustoszem „kaplicy na kółkach“ pojechali z Obrazem do następnej parafii i właściwie Mateusz chętnie pojechałby z nimi, ale ktoś musiał zostać na miejscu, aby sprawować wieczorną Eucharystię. To był dla nich, księży, trudny czas. Codzienne towarzyszenie Obrazowi w pielgrzymce do kolejnych parafii dekanatu, spowiedzi w każdej z tych parafii, które okazały się być dużo bardziej czasochłonnymi od zwykłych spowiedzi rekolekcyjnych, wreszcie misje we własnej parafii i dwa dni nawiedzenia. Mateusz nie mógł nawet liczyć na ulgowe traktowanie w szkole, bo ich nowy wicedyrektor uwierzył, że nadeszła koniunktura na antyklerykalizm i dawał im to odczuć na każdym kroku, a na czas peregrynacji w parafii zaczął wręcz afiszować się z przypiętym do klapy marynarki znaczkiem poparcia dla polityka patronującego tej nowej fali pogańskiego barbarzyństwa. Nie było więc chwili wytchnienia w ostatnich dniach i Mateusz momentami przysypiał, aż mu brewiarz upadł na kościelną posadzkę. Podniósł go i dalej wbijał oczy w pusty tron i chwilami wydawało mu się, że Matka Boża dalej tam się znajduje. Ze dwa razy obejrzał się za siebie, aby upewnić się, czy kościół jest pusty i nie chodziło mu wcale o własne zażenowanie przysypianiem nad brewiarzem. Podczas nocnego czuwania przed Obrazem kościół był praktycznie bez przerwy wypełniony ludźmi i to Mateusza akurat nie zdziwiło, bo widział te tłumy wcześniej również w innych parafiach. Zadziwiła go natomiast niesamowita cisza, która panowała przed Obrazem w nocnych godzinach. Zwykle kiedy w kościele jest tak wielu ludzi nie udaje się zachować absolutnego milczenia: ktoś zakaszle, komuś coś wypadnie na posadzkę, jakaś ławka zaskrzypi, Mateusza zawsze to denerwowało, kiedy proponował chwilę milczenia po homilii wydawało się, że wszyscy są przeziębieni i aż się dławią od kaszlu, monety wypadają nagminnie z kieszeni, a dzieciaki decydują się akurat w tym momencie, że muszą roztrzaskać o posadzkę przyniesioną do kościoła zabawkę. Tak zwykle bywało. Ale podczas nocnej adoracji przed Obrazem, Mateusz klęcząc tuż przed Wizerunkiem kilkakrotnie łapał się na oglądaniu się do tyłu: taka była cisza, że chwilami popadał w wątpliwość, czy oprócz niego ktoś jest w kościele. A kościół był niemal pełny. Natomiast kiedy odmawiali wspólnie Różaniec to też się wydawało, że ludzie recytowali modlitwy jakby głośniej niż zwykle.
„A może mi się wydawało?“ – pomyślał, ale raczej był przekonany o prawdziwości swoich odczuć.
Czuł się zmęczony, fakt, ale też jakoś szczególnie szczęśliwy. Wyspowiadał się dwa dni przed nawiedzeniem i odczuwał niemal euforycznie stan łaski. „Miał rację Krzysiu, kiedy mówił, że wystarczy Matce Bożej nie przeszkadzać, a Ona sama poprowadzi“.
Mateusz zamknął brewiarz i udał się na plebanię: zaschło mu w gardle i chciał się czegoś napić zanim ludzie zaczną się schodzić na Mszę, o ile w ogóle ktoś jeszcze przyjdzie, bo choć to środek tygodnia to na pożegnaniu też były tłumy. No, ale intencja była przyjęta i pewnie choćby zamawiający się pojawią. Na ekranie komórki Mateusz zobaczył komunikat: „Masz 10 nieodebranych połączeń“.
- A któż to się tak niecierpliwi? – zapytał sam siebie i rozpoczął oddzwanianie.
- Ksiądz Mateusz, szczęść Boże, znalazłem nieodebrane połączenie na moim telefonie komórkowym…
- Mati! To ja, Maciej. Zmieniłem numer komórki, bo już sobie nie mogłem dać rady z tą kobietą, co to mnie napastowała ze swoją miłością…
- A tak? Myślałem, że po zmianie parafii dała ci wreszcie spokój – Mateusz uśmiechnął się na wspomnienie niektórych smsów, które Maciej pokazywał im parę miesięcy wcześniej.
 - A skąd? – żachnął się kolega. – To jest jakaś niezrównoważona psychicznie osoba. Jednego dnia mi pisała, że zrozumiała swój błąd, że nie może konkurować z Bogiem, że mnie przeprasza, że pojedzie na rekolekcje, by z kolei dzień później męczyć mnie, że ona beze mnie żyć nie może, żebym „dał szansę tej miłości“, że Pan Jezus i Magdalena, i takie tam bzdury, człowieku, ja już tego miałem dosyć, ale jak ostatnio mi wyjechała, że skoro ja chcę trwać w czystości to możemy uciec się do in vitro i w ten sposób mieć „owoc naszej miłości“ to odleciałem zupełnie. Natychmiast poszedłem do operatora sieci komórkowej z prośbą o nowy numer i wycofanie poprzedniego.
- Musiała się Dana Browna naczytać – Mateusz aż się zanosił od śmiechu.
- Ty się nie śmiej, bo dam jej twój numer telefonu i zobaczysz, jakie to przyjemne – odgrażał się Maciej.
- Nie, no przecież ja nie jestem taki żurnalowy model piękności jak ty, nie mam się czego obawiać – śmiał się Mateusz.
- Spadaj! – Maciej zakończył temat. – A przechodząc do poważnych spraw, jak tam po peregrynacji? Jesteś szczęściarzem, masz to już za sobą. U mnie dopiero w przyszłym roku... Ty! Przecież mój sąsiad kończy w przyszłym roku 75 lat i odchodzi na emeryturę! Może poprosisz biskupa o tę parafię, zostaniesz wreszcie proboszczem i będziemy sąsiadami! – perorował Maciej.
- I jeszcze raz przeżyć peregrynację? – zapytał Mateusz.
- Nie chciałbyś, co? Masz dosyć, rozumiem cię – Maciej zawsze starał się wejść w skórę drugiego człowieka.
- Wiesz co? Może się zdziwisz, ale powiem ci szczerze, że jeśli ludzie mieliby się tak modlić jak podczas tych dwóch dni tu u nas, to ja nie mam nic przeciwko kolejnej peregrynacji, chociaż przyznam ci się, że chodzę na rzęsach ze zmęczenia – odpowiedział szczerze Mateusz.
- Widzę, że jesteś pod wrażeniem. A więc po prostu siadaj i pisz podanie o tę parafię. Będziemy sąsiadami i zostaniesz naszym dekanalnym specem od peregrynacji. Ah! Byłbym zapomniał! Jest jeszcze jeden powód dla którego mógłbyś poprosić o tę parafię. Przeprowadziła się tam ta twoja znajoma z oazy… Jak ona się nazywała? Ta co ma męża, co drinkuje… Jak ona się nazywała… Ola?
- Ania? – zapytał Mateusz i poczuł lekkie ukłucie w sercu.
- Ania! No właśnie, sprowadzili się do sąsiedniej parafii, bo mąż chciał zerwać ze środowiskiem, bo teraz niby nie pije. No widzisz, jeszcze jeden powód, żeby brać tę parafię! – wesoło krzyknął w słuchawkę Maciej.
„To jest akurat powód, żeby od tej parafii trzymać się z daleka – pomyślał Mateusz -  Ile to już miesięcy odkąd jej nie słyszałem? Ale tak sobie postanowiłem i tego się trzymam: ja sam nigdy nie dzwonię, nie szukam jej. A skoro ona nie dzwoni ani się nie pokazuje, to znaczy, że po prostu tak ma być i koniec. Chociaż ciekawe, jak sobie dziewczę radzi…“
- Tak! Biskup nic nie robi tylko po prostu czeka aż mu napiszę podanie o tę parafię i ma już gotowy dekret – żartował. – A co do Ani, to na pewno będzie z niej pożytek, bo ta kobieta zawsze się angażowała w życie parafii, gdziekolwiek mieszkała…
- Tak, tylko ten jej mąż, Jacek, nie? Dobry chłop, tylko ta wóda… Może teraz w końcu da radę wyjść z tego na dobre. Mateusz! Do odważnych świat należy! Co ci szkodzi spróbować i napisać do biskupa, że oddajesz się do dyspozycji, wiesz takie tam, że taka a taka parafia się zwalnia… – Maciej nie dawał za wygraną.
- Daj mi spokój, jest październik, żadnych zmian teraz nie ma na parafiach, jeszcze przynajmniej do czerwca muszę się pomęczyć z moim obecnym zwierzchnikiem.
- Masz na myśli proboszcza? – zapytał Maciej.
- Nie, tym razem chodzi mi o wicepryncypała w szkole, antyklerykał z wyboru. Mamy takie jazdy w pokoju nauczycielskim, że przypuszczam tylko za głębokiej komuny tak bywało – wyjaśniał Mateusz.
- Mój drogi, jak widzisz każdy ma swoje mniejsze lub większe problemy. Ja wiem, że ty jesteś człowiekiem sukcesu – Mateusz już doskonale wyczuwał w głosie kolegi ten charakterystyczny, kpiarski ton. – Nie może być tak, że u ciebie wszystko, jak u króla Midasa, w złoto się zamienia. Nawet taki prymus jak ty też musi trochę pocierpieć, jakiś krzyżyk też musisz ponieść. Przepraszam cię Mateusz, dostałem smsa, sekundkę tylko sprawdzę, kto to… „Numery telefonu się zmieniają – Maciej półgłosem odczytywał treść smsa. - ale prawdziwa miłość jest niezmienna. Nie myśl sobie, że tak łatwo się mnie pozbędziesz…“ Nie! Nie! Panie Boże, tylko nie to! Kto tej diablicy dał mój nowy numer telefonu???

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!