TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 05 Sierpnia 2020, 06:50
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część LIX

Jasna i ta druga strona księży(ca) część LIX

- Jasna cholera! – jęknął Mateusz spoglądając na zegarek stojący obok łóżka. Była 7.15, a on miał dzisiaj pierwszą Mszę Świętą. O 7.00. Zwykle w pierwszych słowach chwalił Pana Boga, ale dzisiaj tak mu się wyrwało, bo od dawna nie zdarzyła mu się taka sytuacja i był zły na siebie. Nie sprawdzał nawet, czy budzik był ustawiony, czy nie, zerwał się z łóżka i na piżamę założył sutannę, przepłukał usta i poprawił włosy, założył skarpetki i buty i o 7.17 zbiegał po schodach przeklinając w myślach samego siebie.
„Boże! Co za idiota ze mnie, jak mogłem dopuścić do takiej sytuacji? A tak fajnie nam się ostatnio układała współpraca z Księdzem Proboszczem, no i oczywiście musiałem wszystko popsuć. Ale dlaczego nawet pan kościelny nie zapukał?“ – dziwił się Mateusz. Zwykle, kiedy 15 minut przed Mszą nie było go jeszcze w zakrystii pan kościelny albo sam przychodził i pukał do drzwi, albo przysyłał ministranta. A dzisiaj nic.
„A może ktoś pukał, a ja nic nie słyszałem?“ – zastanawiał się Mateusz. Wczoraj do późna w nocy przygotowywali adwentowe dekoracje na Msze Roratnie. Młodzież opuściła kościół przed północą, a on musiał jeszcze dopełnić modlitewnych obowiązków wobec Pan Boga. A później senność mu przeszła, więc zabrał się za nadrabianie zaległości w odpisywaniu na maile i ani się nie obejrzał i była prawie 3.00. Wtedy dopiero położył się.
Kiedy Mateusz wbiegł do zakrystii usłyszał dobiegający z głośników baryton Księdza Proboszcza, który najwyraźniej zorientował się, że wikariusz zaspał i sprawował Eucharystię zamiast niego. Choć z jednej strony uspokoiło to Mateusza, że przynajmniej ludzie nie musieli czekać, to jednakże z niepokojem oczekiwał na reprymendę od swojego zwierzchnika. Zasłużoną. Ksiądz Proboszcz nigdy się nie spóźniał. Jego punktualność była niesamowita. Mateuszowi też się nigdy nie zdarzyło, przynajmniej od kiedy był w tej parafii, ale nieraz wbiegał na ostatnią chwilę, bo ktoś go gdzieś zatrzymał, jakaś rozmowa, jakiś telefon, szukanie kluczy przez pięć minut itp. A Proboszcz był zawsze dokładnie pięć minut przed czasem. Jak on to robił, Pan Bóg raczy wiedzieć. Mateusz był święcie przekonany, że jeżeli kiedyś się zdarzy, że Ksiądz Proboszcz nie stawi się punktualnie w zakrystii na Mszę Świętą, to ani chybi będzie to znak, że umarł. Pan Bóg zabrał go do siebie. Taki był punktualny! Tym bardziej Mateusz obawiał się tego, co usłyszy po Mszy Świętej. Tymczasem wziął brewiarz i udał się do konfesjonału. Zdał też sobie sprawę, że jeszcze nie uczynił nawet znaku krzyża…
„Widzisz Panie Jezu, jaki ja jestem pacan? Wystarczy lekkie zamieszanie, chwila paniki i nawet o elementarnej modlitwie zapominam… Jak Ty ze mną wytrzymujesz, Panie Jezu? Obiecuję Ci, że jakby mnie Proboszcz nie zrugał, przyjmę to z pokorą i ani nawet nie mrugnę, bo będzie miał świętą rację…“ – myślał przechodząc pomiędzy ławkami ze spuszczoną głową, przekonany, że cały kościół, znaczy się tych kilkanaście osób, które przyszły na poranną Mszę Świętą, spogląda na niego z politowaniem.

***

Po zakończeniu Mszy Świętej Mateusz początkowo chciał udać się bezpośrednio do jadalni na śniadanie i tam ewentualnie wysłuchać bez świadków reprymendy Proboszcza, ale później stwierdził, że zachowa się jak mężczyzna i pójdzie do zakrystii. Ksiądz Proboszcz zdejmował szaty liturgiczne i kiedy zobaczył Mateusza uśmiechnął się, co go lekko zdziwiło. Spodziewał się, że wyraz twarzy pryncypała pozostanie jak zawsze nieodgadniony, a jedynie w słowach da mu do zrozumienia co myśli o jego zaniedbaniu.
- Księże Proboszczu przepraszam, ale…
- Bardzo ładne te dekoracje adwentowe – przerwał mu Proboszcz. – Widziałem, że prawie do północy pracowaliście, ale widzę, że było warto. To co, idziemy na śniadanie? – zapytał Proboszcz i ruszył na plebanię, a zaskoczony Mateusz pospieszył za nim. Jeszcze na schodach próbował wytłumaczyć się ze swojego spóźnienia, ale Proboszcz powstrzymał go gestem podniesionej ręki. Później, kiedy już siedzieli przy stole i spożywali posiłek, Proboszcz między jednym, a drugim łykiem kawy z mlekiem zaczął niespodziewanie opowiadać.
- Nie wiem, czy wy młodzi księża o tym słyszeliście, ale w latach sześćdziesiątych był u nas w diecezji taki słynny Proboszcz, do którego żaden wikariusz nie chciał trafić.
- Nie wiem, o którego chodzi, ale dzisiaj też jest paru takich – uśmiechnął się Mateusz.
- Ten, o którym mówię, już nie żyje od kilkudziesięciu lat. Ale wie ksiądz dlaczego wikariusze modlili się, żeby do niego nie trafić? Bo wszyscy mówili, że on głodzi wikarych. I wie ksiądz co? Ja właśnie do niego trafiłem, to był mój drugi wikariat. Wtedy jeszcze byłem młody, w piłkę się grało i w szczypiorniaka, więc człowiek miał zawsze wilczy apetyt. A nie było tak jak dzisiaj, że ksiądz dzwoni i pizzę przywożą… I rzeczywiście, o ile obiady, od biedy, wystarczały, o tyle śniadania i kolacje to był dramat. Jedna kromka chleba na talerzu i tyle. Dla mnie to było w sam raz na rozbudzenie apetytu. A Proboszcz to był starszy i schorowany kapłan, a w tamtych czasach młody wikary niepytany w ogóle się nie odzywał. Ale po kilku dniach takich posiłków zacząłem się źle czuć. Wreszcie któregoś wieczora nie wytrzymałem i powiedziałem: „Proszę Księdza Proboszcza, czy mogę dostać jeszcze jedną kromkę chleba?“ A Proboszczowi aż się oczy zaświeciły. Wstał, wziął bochen chleba, ukroił kromkę i mi podał. Ja zjadłem i ośmielony sukcesem, poprosiłem o jeszcze jedną i tak trzy razy. Proboszcz za każdym razem wstawał i kroił po jednej kromce. Przez kilka kolejnych dni scenariusz się powtarzał, aż któregoś wieczoru zebrałem się na odwagę i zapytałem, czy nie mógłby od razu ukroić dla mnie ze trzy kromki, zamiast co chwilę wstawać. I wtedy on mi opowiedział, jak to było, gdy byli w obozie koncentracyjnym w Dachau i marzyli o chlebie, ale mogli jeść zaledwie jakieś obierki od ziemniaków. I powiedział mi, że nie ma dla niego większej radości, kiedy ktoś go prosi o chleb, a on może dać. Tak mu została ta radość, że może zaspokoić czyjś głód. Od tego dnia zawsze było przygotowane więcej kromek chleba, ale ja przez trzy lata kiedy byłem jego wikariuszem nigdy sam po chleb nie sięgnąłem. Zawsze go prosiłem, a on cały szczęśliwy podawał mi kromkę po kromce…
- Niesamowita historia – powiedział Mateusz – wydawać by się mogło, że takie tylko w książkach się znajdują, a tu, proszę, samo życie. Ale nie wiem za bardzo czemu ksiądz mi to opowiada w kontekście… mojego dzisiejszego zaspania na Mszę Świętą, bo chyba o to chodzi? – zapytał Mateusz.
- W pewnym sensie – odpowiedział Proboszcz. – Bo widzi ksiądz, ja nie zawsze byłem taki punktualny, jak księdzu się wydaje. Miałem taki okres, na trzeciej parafii, że trochę się pogubiłem… Na szczęście zacząłem uciekać w… lekturę. Może się to wydać dziwne, ale tak właśnie było. Zaczytywałem się we wszystkim, od kryminałów po klasykę, do późna w noc. Nieraz było tak, że o 11.00 w nocy zaczynałem nową książkę i tak mnie wciągała, że… nie przerwałem lektury aż do końca. Na przykład do 5.00 rano. Ksiądz sobie nie wyobraża, ile razy ja przez ten rok zaspałem… Oczywiście po roku miałem zmianę, ale za każdym razem kiedy ja nie wstałem, Proboszcz odprawiał za mnie Mszę Świętą i nigdy nie dał nikomu poznać, że ja zaspałem. Zawsze wszyscy myśleli, od kościelnego począwszy, że tak właśnie miało być i że to właśnie Proboszczowi przypadała ta Msza. Oczywiście, później przywoływał mnie do porządku na osobności, ale nigdy nikt się o tym nie dowiedział. Z tego co wiem, to nawet Ksiądz Biskup nic nie wiedział. Początkowo nawet nie potrafiłem tego docenić, ale od kiedy jestem proboszczem… Ksiądz wie, że potrafię zrugać jak mi coś ksiądz pomyli w księgach parafialnych, albo coś z liturgią kombinuje. Ale nigdy w życiu nie skrzyczałem wikarego, że zaspał na Mszę Świętą, zwłaszcza, jeśli to się zdarza bardzo rzadko, ksiądz chyba pierwszy raz, prawda? I zwłaszcza jeśli wiem, że do późna w noc pracował ksiądz dla parafii, a nie czytał głupie kryminały, lub jakieś inne „rozrywkowe“ rzeczy. Powiem księdzu więcej: ksiądz sobie nie wyobraża z jaką radością i takim głębokim poczuciem spłacania zaciągniętego długu, celebruję takie Msze, jak dzisiaj rano, zamiast księdza, który zaspał. W odpowiednich proporcjach, to coś takiego jak mój świętej pamięci drugi proboszcz, który wydzielał po kromce chleba… - zakończył Proboszcz i Mateuszowi wydawało się, że zaszkliły mu się oczy.
- Tylko niech ksiądz teraz tego nie nadużywa – uśmiechnął się Proboszcz.

Jeremiasz Uwiedziony



CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!