TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 10 Sierpnia 2020, 03:44
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część LIII

Jasna i ta druga strona księży(ca) część LIII

Mateusz był mocno wkurzony na samego siebie, a przyczyna takiego stanu rzeczy była, jak zawsze, ta sama. Niepotrzebnie wmieszał się w sprawy, które go nie dotyczyły. Chociaż w sumie to nie do końca tak, bo chyba jednak trochę go dotyczyły. Przynajmniej od momentu, kiedy jeden z pielgrzymów pożalił mu się na zachowanie księdza nie szanującego grupy pielgrzymkowej, którą przyszło mu prowadzić, w pewnym sensie Mateusz został jakby włączony w tę sprawę. Ponieważ jednak sam pielgrzym prosił go o dyskrecję, prawdopodobnie nie byłoby żadnego dalszego ciągu, gdyby nie okazało się pierwszego września, że uczą z tymże księdzem w tej samej szkole. A Mateusz już taki był, że jak miał ciężki dzień, to różne osoby mogły od niego usłyszeć prawdę o sobie, a przynajmniej to, co Mateusz za prawdę uważał. Dzisiejszy dzień zaś był wyjątkowo ciężki. Choć do szkoły wracał chętnie po tegorocznych wakacjach, to jednak nie spodziewał się, że rozkład zajęć ustalony jeszcze w czerwcu zostanie wywrócony do góry nogami, a największym poszkodowanym wprowadzonych zmian był właśnie on: 16 godzin lekcyjnych rozpisano mu na cztery dni i właściwie nawet jednego dnia nie miał wszystkich godzin pod rząd, a w środę dwa „okienka”, w tym jedno dwugodzinne! Wyglądało jakby naprawdę ktoś mu robił na złość. Rozkład zajęć jego nowego kolegi, księdza Adama, właśnie tego od nieszczęsnej grupy pielgrzymkowej, był podobny i zanim Mateusz zdążył się przywitać Adam „wsiadł” na niego z pretensjami.
- Wiesz co? Ja ciebie nie rozumiem. Uczysz w tej szkole już trzeci rok i pozwalasz się traktować jak jakiś przygłup po zaocznym studium nauczycielskim. Ja na poprzedniej parafii miałem takie układy, że pani dyrektor najpierw mnie pytała kiedy chcę mieć lekcje religii, a potem dopiero wpisywała do siatki zajęć innych. Tutaj widzę, że schrzaniłeś wszystko i jakby tu były zajęcia nadobowiązkowe z disco-polo to też pewnie miałyby lepszy status niż religia. Ocknij się chłopie! - wyrzucił z siebie Adam, a Mateusz zdębiał i przez dłuższą chwilę nie odpowiadał. A kiedy już miał odpalić pięknym za nadobne, do pokoju nauczycielskiego, w którym wcześniej byli sami, wszedł jakiś młody mężczyzna, którego nie znał.
- O, widzę, że się księżulkom plan lekcji nie podoba – powiedział z takim uśmiechem, że Mateusz od razu wyczuł antyklerykała z wyższej półki. - A przepraszam, nie przedstawiłem się, Warcki Karol, wicedyrektor od dwóch miesięcy. Księża się nie pokazywali na wakacyjnych spotkaniach, więc mogą jeszcze nie wiedzieć.
- Ks. Mateusz. A co do spotkań wakacyjnych, to takie mieliśmy ustalenia z dyrektorem – odparł Mateusz - mam nadzieję, że pan dyrektor ciągle ten sam...
- Ależ oczywiście, przynajmniej póki co nie ma zmiany na stanowisku dyrektora – odparł Warcki.
- Ja jestem ksiądz Adam i też jestem tu nowy – Adam również wymienił uścisk dłoni z wicedyrektorem. - Czy to może pan jest autorem tego planu?
- Tak! - odparł pan Warcki z nieskrywaną satysfakcją.
- Ale, panie dyrektorze, to musi być jakaś pomyłka, przecież przy moim rozkładzie zajęć muszę spędzić w szkole niemal dwa razy więcej czasu niż tego wymagałyby godziny lekcyjne, które mam przeprowadzić... - gorączkował się Adam. - Może ks. Mateuszowi taki plan pasuje, ale ja mam również inne zajęcia na parafii...
Mateusz nie wierzył własnym uszom, ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć pan Warcki zmroził ich obu swoimi słowami.
- Proszę panów, guzik mnie to obchodzi, że macie jakieś dodatkowe fuchy. Od dzisiaj w tej szkole nikt nie będzie dostosowywał planu zajęć do waszych pozaszkolnych zatrudnień. Nikt was tutaj nie zapraszał, to jest jakaś paranoja, że już 20 lat was tolerujemy i jeszcze płacimy wam pensje z naszych podatków! Ale to już nie potrwa długo, a tymczasem, jak wam się plan lekcji nie podoba – i tu pan Warcki uśmiechnął się słodko – nikt po was płakać nie będzie.
- Ja też się bardzo cieszę, że pana poznałem – powiedział spokojnie Mateusz. - Przepraszam za ciekawość, a czy to piękne imię to rodzice wybrali panu ze względu na Marksa?
Oblicze Warckiego pokryło się rumieńcem, ale nic nie odpowiedział.
- Nieeee! - Mateusz przerysował wielkie zdziwienie na swojej twarzy. - Nie powie mi pan, że ze względu na Wojtyłę, chociaż pewnie wiekiem to by pasowało jak ulał do roku wyboru...
- To nie pańska sprawa – uciął Warcki – choć rzeczywiście ma pan rację. Ale to nic nie znaczy! Ja się z żadnymi papieżami, z żadną religią nie utożsamiam. Ja mam swój rozum i to nim się kieruję.
- Patrząc na ten wspaniały rozkład zajęć, który pan przygotował, rzeczywiście trudno się z panem nie zgodzić – powiedział Mateusz.
- Wszystkim się podoba! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak się cieszyli wuefiści – tryumfował wicedyrektor dając do zrozumienia, że dla niego nawet zajęcia fizyczne były ważniejsze niż religia, a zajęć fizycznych z pewnością nie szanował w sposób szczególny sądząc po jego sylwetce. - Zresztą, tematu nie ma proszę panów, bo ostatnie uwagi do planu można było zgłaszać na radzie tydzień temu, na której panów nie było. Amen! Tak się mówi, prawda?
- Plan lekcji był gotowy już w czerwcu i wyglądał zupełnie inaczej – próbował jeszcze Mateusz.
- W czerwcu to ja byłem nauczycielem w podstawówce, a dzisiaj jestem wicedyrektorem w liceum. Wszystko się zmienia. Panta rei! - Warcki błysnął łaciną.
- Kto wie, gdzie pan będzie w przyszłym roku – powiedział Mateusz dodając w myślach, że sam chciałby być wówczas w zupełnie innym miejscu, ale pan Warcki najwyraźniej potraktował to jako komplement dla swojej ekspresowej kariery.
- No właśnie, kto wie? Doktorat kończę, a przecież mamy jeszcze wybory samorządowe... Może być wesoło! Żegnam panów – zakończył i wyszedł.
Mateusz odczekał chwilę przekonany, że ks. Adam zrozumiał, że niesłusznie go zaatakował za uległość w sprawie rozkładu zajęć i w jakiś sposób wycofa się ze swoich haniebnych słów, ale nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie.
- I po co ty go jeszcze prowokujesz? - niespodziewanie odezwał się Adam. - Nie widzisz, że to jakiś komunista i że to on będzie tu teraz rozdawał karty? Nie ma co się z nim droczyć.
- Adam, wiesz co? To ja ciebie nie rozumiem. Rzucasz się do mnie z jakimiś nieuzasadnionymi żalami, obrażasz mnie, chwalisz się, że w poprzedniej szkole to ty „rozdawałeś karty”, a teraz przestraszyłeś się jakiegoś karierowicza?
- Ja się przestraszyłem? Nie żartuj, a w ogóle to jak masz coś do mnie to mów prosto z mostu, bo ja lubię jasne układy – wypalił z głupia frant Adam.
- Ja do ciebie nic nie mam, chociaż... jest coś o czym chciałbym z tobą pogadać, ale na pewno nie w tym momencie – powiedział Mateusz.
- O nie, nie kolego, powiedziałeś „a” musisz powiedzieć „b” - twardo domagał się konkretów Adam.
- No dobra, skoro nalegasz... Chodzi o twoją grupę pielgrzymkową. Mnie oczywiście nic do tego, ale chciałbym żebyś wiedział, że wielu ludzi jest niezadowolonych z tegorocznej pielgrzymki. Ja nie twierdzę, że oni mają rację, po prostu wiedz, że są takie głosy, może uda ci się jakoś...
- Że co? - Adam brutalnie przerwał koledze. - Skarżą się? No to super, w przyszłym roku żadnej grupy nie będzie i po problemie!
- Ale Adam, to chyba nie o to...
- A co ty możesz wiedzieć? - ponownie przerwał mu Adam. - Ty myślisz, że taki mądry jesteś, bo byłeś za granicą, i że będziesz mnie pouczał?
- Wcale nie chcę cię pouczać...
- Nawet jakbyś chciał, to ja sobie na to nie pozwolę! Doradca się znalazł. A co ty myślisz, że twoja grupa była taka cacy? Myślisz, że na ciebie się nie skarżą? A wiesz ilu chłopaków szło każdego ranka z nami, bo żeś się uparł na Godzinki.
- Ilu? - Mateusz zapytał zupełnie bezwiednie, wbrew własnej woli.
- Co ilu? - nie rozumiał Adam.
- No ilu chłopaków z mojej grupy nie chciało Godzinek...
- No... jeden – przypomniał sobie Adam.
- To czyli jesteśmy kwita, tak? - mówił Mateusz patrząc nieobecnym wzrokiem na wywieszony rozkład zajęć.
- Jeden się skarżył do mnie na ciebie, a jeden do ciebie na mnie, tak?
- No na to wygląda – odpowiedział Adam, z miną człowieka, który mógłby bez wysiłku wygrać ale wspaniałomyślnie zgadza się na remis.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!