TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Października 2021, 19:39
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 361

Jasna i ta druga strona księżyca 361

- No to, bracie, zaskocz mnie! Gdzie jedziemy? - zapytał Mateusz kiedy wrzucił do bagażnika swój plecak i usadowił się na siedzeniu obok kierowcy.
- Zaskoczę cię. Nie wiem! - odpowiedział Maciej wrzucając pierwszy bieg i powoli dojechał do bramy plebanijnego podwórka. - W prawo, czy w lewo? - zapytał.
- Co za pytanie, zawsze w prawo. Nie pamiętasz, jak nasz ojciec duchowny, zresztą biblista, tłumaczył nam, że w razie wątpliwości należy zawsze skręcać w prawo? - odparł Mateusz. - Żarty, żartami, ale wolałbym wiedzieć gdzie jedziemy na nasz sześciodniowy urlop.
- Naprawdę nie wiem. Ale skoro kazałeś mi skręcić w prawo, to znaczy że jedziemy w góry. Gdybyśmy skręcili w lewo to by było morze - odparł Maciej. - A tej historii ze skręcaniem w prawo motywowanej biblijnie to zupełnie nie pamiętam.
- Szczerze mówiąc motywacji też nie pamiętam, zdaje się że coś tam było z aniołem, który się ukazał Zachariaszowi po prawej stronie ołtarza, ale dokładnie nie potrafię sobie przypomnieć. W każdym razie pamiętam tę zasadę i jej się trzymam. Kiedyś jak byłem wikariuszem to mój proboszcz zawsze jak się wahał czy pojechać w prawo, czy w lewo i pojechał w lewo, to albo miał wypadek, albo go policja zatrzymywała za prędkość i takie tam. Czyli teoria potwierdzona praktyką. Maciej, nie wygłupiaj się, gdzie jedziemy?
- No dobra, wytłumaczę ci. Czytałem kiedyś całą serię książek sensacyjnych, których głównym bohaterem był niejaki Jack Reacher. Były policjant czy żołnierz amerykański, który odszedł ze służb i po prostu wędrował po całej Ameryce bez celu. Szedł na stację wsiadał w pierwszy nadjeżdżający autobus czy pociąg i nim jechał. Oczywiście zawsze coś po drodze się wydarzało, albo w miejscowości w której wysiadł działy się jakieś morderstwa, no i on je wyjaśniał. A jak już sprawę wyjaśnił, to znowu wsiadał w autobus i jechał dalej. Każda książka to właśnie taka jedna rozwiązana sprawa. Co ciekawe, facet nie ma domu ani żadnej własności, jeździ bez bagażu ze szczoteczką do zębów jedynie. Mieszka w tanich motelach, jedyną zmianę ubrania ma na sobie, czasem przepierze, albo kupuje nowe ubrania, gdy stare się zużyją. Ponieważ ma jakąś emeryturkę z wojska, więc ma na utrzymanie, a często czyniąc porachunki z rzezimieszkami, jakiś dodatkowy grosz mu wpadnie. I wiesz co? Zawsze jak czytałem te książki, to sobie myślałem, że super byłoby tak pożyć przez jakiś czas... Nic nie masz, wsiadasz w dowolny autobus i jedziesz przed siebie nie wiedząc gdzie się zatrzymasz na noc, ani co cię może spotkać. I właśnie w tym momencie spełniamy moje marzenie. Jedziemy, jak Jack Reacher, nie wiadomo gdzie i na pewno będzie super! - zakończył wywód Maciej.
- Czyli jedziemy na dworzec autobusowy? - podejrzliwie zapytał Mateusz.
- Nie... Aż tak dosłownie to nie robimy tego samego, tylko trochę na wzór. Jedziemy autem, ale nie wiemy gdzie. Tyle, że na południe w kierunku gór. Super, nie? - Maciej był bardzo podekscytowany.
- Ale masz jakieś ubrania na zmianę, czy tylko ten zestaw na sobie? - Mateusz nadal próbował zrozumieć na ile Maciej chciał się trzymać pierwowzoru.
- No oczywiście, że mam. Nie widziałeś w bagażniku mojej walizki? - zniecierpliwił się Maciej chyba lekko rozczarowany, że jego przyjaciel nie wyraził zadowolenia z jego nieco szalonego pomysłu.
- Walizkę widziałem, ale skąd ja wiem, co ty tam w niej masz. Czyli jedziemy przed siebie na południe i rozglądamy się za morderstwem – skwitował go Mateusz.
- Mateusz, wiesz co? Jak ci się pomysł nie podoba, to jeszcze mogę cię podrzucić do domu. Jak masz cały czas marudzić, to lepiej pojadę sam – Maciej zjechał na pobocze, aby pokazać, że nie żartuje.
- Nie widzisz, że specjalnie się z tobą droczę? - odpowiedział ze śmiechem Mateusz. - Dawaj, jedziemy dalej, bo przecież cię nie puszczę samego. W końcu to je jestem ks. Mateusz, jak ten z filmu, co rozwiązuje kryminalne sprawy, tak?
- OK, tylko masz nie marudzić – Maciej powoli odzyskiwał rezon.
- Czyli nie wiemy, gdzie będziemy spali? - zapytał Mateusz, któremu pomysł też się spodobał.
- Wiesz, dzisiaj z aplikacją booking.com nie ma najmniejszego problemu, żeby znaleźć nocleg w niedalekiej odległości od miejsca, w którym się znajdujesz. A poza tym jedziemy na południe, a ja mam tam sporo kolegów księży, choćby w Kotlinie Kłodzkiej. I przede wszystkim, nie martwimy się o nocleg rano, bo nie mamy pojęcia gdzie będziemy wieczorem – odparł Maciej z naciskiem na słowo „nie martwimy się”.
- No jasne. Niczym się nie martwimy. Ostatnie pytanie: jesteśmy księżmi, czy incognito? Nie wiem, będziemy na przykład odprawiać Mszę codziennie? - Mateusz spojrzał pytająco na Macieja.
- Na wszelki wypadek wziąłem ze sobą „małego księdza” do odprawiania Mszy, ale myślę, że znacznie piękniej będzie na przygodę, czyli na przykład widzimy piękny kościółek i mówimy sobie: „świetnie byłoby tu odprawić Mszę Świętą”...
- ... i robimy małe dochodzenie pośród miejscowych – wszedł mu w słowo Mateusz, - jakby tu wejść do środka, bo kościół na bank będzie zamknięty.
- Znowu mnie prowokujesz? - Maciej spojrzał na niego podejrzliwie.
- Nie! No co ty... Przypomniało mi się tylko, jak kiedyś byliśmy na pielgrzymce we Włoszech i zwiedzaliśmy takie piękne jaskinie Frassassi. No i potem zmierzając do autobusu patrzymy, a tu cudowny kościółek w stylu romańskim, no perełka po prostu. I tak bardzo zapragnąłem odprawić w nim Mszę wraz z moimi ludźmi, że zdobyłem numer telefonu do proboszcza parafii, na terenie której był ten kościół, bo to nawet nie był kościół parafialny, tylko filia i pytam tego księdza przez telefon, czy można tam odprawić Mszę Świętą i błagam go usilnie, a on bardzo zdziwiony, że tak go proszę, mówi, że nie ma żadnego problemu. Klucz od kościoła ma pani w pobliskim kiosku z gazetami, mam tam pójść i wziąć klucz, a potem jak już „zrobimy tam co chcemy” - tak powiedział, to mamy oddać klucz tej samej pani. I tylko mam pamiętać, żeby pogasić światło! No ja byłem w szoku! Kościół gdzieś z X wieku, a klucz u pani w kiosku, i on przez telefon, obcokrajowcowi uwierzył na słowo, że jest księdzem i pozwolił z kościoła skorzystać – opowiadał Mateusz.
- Faktycznie ciężko uwierzyć. U nas to by raczej było ciężko... Ale to wcale nie znaczy, że mamy się źle nastawiać! Właśnie w tym wyjeździe à la Jack Reacher chodzi o to, żeby się otworzyć na przygodę i nie nastawiać się negatywnie – podkreślił Maciej.
- Dokładnie! A pewne trudności są wręcz wskazane, żeby można było je rozwiązać – dodał Mateusz, a kolega ponownie spojrzał na niego podejrzliwie, czy aby czasem nie kpi, ale nic nie powiedział.
- Słuchaj, a o tym Jacku Reacherze nie było czasem filmu? Z Tomem Cruisem? - przypomniał sobie nagle Mateusz.
- Zgadza się! Ale nic nie wspominałem, bo wiem, że nie lubisz Cruise’a – przyznał się Maciej.
- Nie lubię, ale ten film akurat bardzo mi się podobał – stwierdził Mateusz.
- Czyżby z uwagi na Rosamud Pike? - uśmiechnął się Maciej.
- Też, ale w ogóle fajny film. Ale widzę, że tobie też mocno utkwił w pamięci.
- No stary, jak ja przeczytałem wszystkie książki o Reacherze to jak tylko ukazał się film, nie mogłem go przepuścić... Szczerze mówiąc to widziałem go przynajmniej z pięć razy – wyznał Maciej.
- Pięć razy, to całkiem sporo nawet na takiego kinomaniaka jak ja – uśmiechnął się Mateusz. - Słuchaj, a Jack Reacher to śniadania jadał?
- Oczywiście, zawsze w barze albo w restauracji – odpowiedział Maciej. - Ale ja myślę, że my możemy wbić do któregoś z naszych kolegów po fachu.
- Z Firmy? - uśmiechnął się Mateusz.
- Z Firmy – przytaknął Maciej. - Kogo tu mamy po drodze? Jest Piotrek, lodóweczkę ma dobrze zaopatrzoną, ale musielibyśmy skręcić w lewo, więc odpada, tak?
- Nie, no Maciej, ogarnij się. Jak masz wątpliwość gdzie jechać, to zawsze w prawo. A jak masz konkretny cel to oczywiście w lewo też się skręca. Przecież nie możesz całe życie zawsze skręcać w prawo – roześmiał się Mateusz. - Dawaj, kręcimy do Piotra, jest parę minut po dziewiątej, on chyba już w szkole nie uczy, więc jest duże prawdopodobieństwo, że będzie w domu. Dzwonimy do niego?
- Nie, robimy siurpryzę – uśmiechnął się Maciej. - Sprawdzałem pogodę i właściwie przez tydzień ma być słonecznie. Kurczę, jak ja potrzebowałem tego wyjazdu.
- Ja też – odparł krótko Mateusz i zamyślił się. Beztroska. Co prawda mężczyźni powinni być odpowiedzialni, a nie oddawać się beztrosce, ale nie mógł zaprzeczyć, że bardzo potrzebował chwil, w których nie musiał myśleć o wszystkich sprawach, które były „na jego głowie”. Zastanawiał się, jak długo parafia pozostawi go „w spokoju”, kiedy pojawi się pierwszy telefon, że coś się dzieje niespodziewanego i gdzie on jest, zamiast być na miejscu.
- Ciekawe kiedy pojawi się pierwszy telefon z parafii – powiedział Maciej, jakby czytał w jego myślach.
- Ha, nie uwierzysz, ale właśnie dokładnie o tym samym myślałem. Chyba to samo mają ojcowie wobec rodzin, co my mamy wobec parafii. Nie da się od niej odpocząć - zauważył Mateusz.
- W sumie, to ja znam wielu księży, którzy odpoczywają od parafii, nawet jak są na miejscu, więc to chyba nie do końca tak jest. To chyba raczej chodzi o to, że my myślimy, że bez nas się zawali. A nie zawali się - uśmiechnął się Maciej. - Jesteśmy na miejscu!
- To dobrze, bo mi już w brzuchu burczy – powiedział Mateusz wysiadając z samochodu. Dzwonek u drzwi plebanii brzmiał głośno, ale z domu nie dobiegał żaden dźwięk. Zajrzeli na podwórko, ale tam również nikogo nie było. Okno od kuchni było otwarte, co by wskazywało, że raczej nigdzie się proboszcz nie oddalił.
- Co by w takiej sytuacji zrobił Jack Reacher? - zapytał prowokująco Mateusz.
- No chyba nie będziemy się włamywali do plebanii? - Maciej spojrzał na niego ze zdumieniem.
- Przecież okno jest otwarte – dalej prowokował Mateusz chcąc sprawdzić Macieja, który przecież zawsze był ostoją rozsądku. I nagle, ku jego zaskoczeniu, Maciej, mimo pokaźnego brzuszka zaczął się wdrapywać na parapet.
- Czy was całkiem porąbało?

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!