TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 30 Października 2020, 23:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 335

Jasna i ta druga strona księżyca 335

- A co ty się w ogóle nie odzywasz? - Maciej nawet nie raczył się przywitać tylko od razu przystąpił do obsztorcowania przyjaciela. - Ja rozumiem, że ty masz wikariuszy i na samotność nie narzekasz, ale mógłbyś czasem pomyśleć o koledze, którego swego czasu nazwałeś bratem przypadkowo urodzonym przez inną matkę...
- Naprawdę mówię ci, z wikariuszami to się widzimy non stop – Mateusz nie ukrywał ironii. - Ale ja im się nie dziwię, w końcu mają wakacje i wykorzystują je na maksa. A ja pilnuję parafii.
- I tyle masz mi do powiedzenia? - Maciej nie odpuszczał i nie ruszał się od drzwi, jakby jeszcze nie zdecydował, czy wejdzie dalej, czy zostanie.
- Jeśli myślisz, że będę cię przepraszał, to jesteś w błędzie. Ja już mam dosyć tych wszystkich przyjaciół, którzy uważają, że cały ciężar podtrzymywania kontaktów spoczywa na moich barkach. Ktoś mnie potrzebuje wie gdzie mieszkam, ma numer telefonu. Wchodzisz, czy nie?
- Nie! - rzucił Maciej po czym się uśmiechnął. - Ale zachowam się jak ten drugi syn z Ewangelii co powiedział ojcu, że nie pójdzie na pole, ale potem poszedł. Masz coś zimnego do picia?
- Zobacz do lodówki, powinien być jakiś sok – Mateusz skierował się bezpośrednio do salonu, żeby pozbierać szpargały ze stołu. Nieobecność gospodyni spowodowana koronawirusem przedłużała się i nietrudno było zauważyć konsekwencje.
- Dobrze, że wróciłaś, kwiaty w wazonie, znów oswojone cicho piją woooodę – Maciej w kuchni śpiewał piosenkę Starego Dobrego Małżeństwa, dobitnie dając do zrozumienia Mateuszowi, że dostrzega cały bajzel spowodowany nieobecnością gospodyni.
- Nie czepiaj się, bo cię stąd pogonię – odgrażał się Mateusz.
- Jak rozpieszczone dzieci – śmiał się Maciej. - Nie ma mamusi i nie ma komu posprzątać.
- Akurat wczoraj Dawid miał tu kupę gości i dzisiaj wyjechał z samego rana, dlatego tyle tych naczyń. Nie mówię, że zawsze jest sterylnie, ale też aż takiego bajzlu zawsze nie ma – tłumaczył się Mateusz.
- Nie ma żadnego soku – stwierdził Maciej siadając przy stole ze szklanką wody. - No i wziąłem ostatnią czystą szklankę.
- Czekała na ciebie – uśmiechnął się Mateusz, położył naręcze gazet na stoliku przy oknie i usiadł przy stole wpatrując się w kolegę. - Ty! Ale ty schudłeś!
- Surprise! - Maciej wstał i okręcił się w kółko, jakby chciał pokazać się w całej okazałości.
- Jak to zrobiłeś? - Mateusz odruchowo złapał się za fałdę tłuszczu na brzuchu. - Ja nie robię totalnie nic, a od kiedy nie ma gospodyni jemy gorzej niż w hotelu robotniczym za komuny.
- Poszedłem do tej pani dietetyczki, u której jest chyba ze czterdziestu księży z naszej diecezji. W sumie powinna nam dać jakąś branżową zniżkę – uśmiechnął się.
- Aha, to już wiem czym oszukujesz swój głód – Mateusz rozmawiał już z kilkoma kolegami, którzy też wzięli się za siebie. - Wszystko wiem, nie musisz mi nic mówić. Gratuluję, wyraźnie schudłeś. No i powinieneś się chyba cieszyć, że nie mam żadnego soku, co?
- Szesnaście kilo! - powiedział z dumą Maciej. - A soków rzeczywiście nie piję, więc czasami w gościach sobie pozwolę.
- Mnie też by się tyle przydało zgubić, ale nie chce mi się za to zabierać – powiedział szczerze Mateusz.
- Mi też się nie chciało, ale wysiadały mi kolana, nie było wyjścia – Maciej klepnął się w kolana, po czym oparł się znowu wygodnie. - A teraz już nie bolą.
- Jestem od ciebie rok młodszy, za rok wezmę się za siebie – powiedział z uśmiechem Mateusz doskonale wiedząc, że nic z tego nie będzie. - Już taki jestem, wszystko zawsze przekładam na ostatnią chwilę. Mam nadzieję, że zabiorę się za siebie parę dni przed śmiercią.
- A to w niedzielę będzie twój dzień – powiedział Maciej patrząc na niego.
- A niby dlaczego mój? - zdziwił się Mateusz próbując sobie uzmysłowić co będzie w niedzielę. Ale poza faktem, że miała to być pierwsza niedziela w tygodniu, a co za tym idzie taca z Mszy przeznaczona na Kurię, nic mu nie przychodziło do głowy.
- W niedzielę jest dzień walki z prokrastynajcą – odparł spokojnie Maciej, jakby mówił o czymś oczywistym.
- I co ja mam niby wspólnego z tą pro... kastracją czy jak tam? - Mateusz nie miał pojęcia o czym mówił kolega.
- Widzę, że kolega już łaciny nie pamięta... Niedobrze... Prokrastynacja to jest bracie dokładnie twój problem. Zawsze wszystko na ostatnią chwilę. Zawsze zwlekasz, odkładasz na później. Mechanizm prokrastynacji polega na tym, że dzięki odłożeniu wykonania czynności na później początkowo następuje poprawa samopoczucia - pojawiają się radość oraz ulga, że nie trzeba działać natychmiast, a ponadto można zaangażować się w bardziej przyjemne, aktualne zadania. Odwlekaniu na później sprzyja złudzenie, że jutro będzie lepiej. Ale potem uświadomienie sobie konieczności wykonania jakiegoś zadania powoduje stres, strach oraz nerwowość spowodowaną poczuciem, że zbyt mało czasu pozostało na dokładne i prawidłowe wykonanie planowanej czynności, powoduje kłopoty ze spaniem...
- ...uff, i tu nie pasuje do mojej sytuacji, bo ja śpię znakomicie zawsze i wszędzie – przerwał koledze Mateusz. - A już myślałem, że wreszcie namierzę swoją jednostkę chorobową – uśmiechnął się.
- To może masz łagodną formę, bez problemów ze spaniem i bez depresji – skwitował Maciej.
- Wiesz co? Ja jednak wolę myśleć, że to zwyczajne lenistwo się u mnie przejawia. Nie kupuję tych dysleksji, dysgrafii, adhd i innych kastracji, czy jak tam, przynajmniej nie u siebie. Ale jeszcze raz szczerze ci gratuluję, dobrze wyglądasz. Chciałbym powiedzieć, że będę naśladował, ale skłamałbym – roześmiał się Mateusz.
- Obyś nie został zmuszony do naśladownictwa, jak ci coś wysiądzie – ostrzegł go Maciej.
- Wiem, że to głupie, ale poczekam. A powiedz mi, co poza twoją smukłą sylwetką nowego u ciebie?
- W sumie nic, tyle tylko że przez tą dietę, to praktycznie nigdzie nie chodzę po chałupach no i niestety sporo siedzę w Internecie. Zacząłem nawet trochę się udzielać na różnych blogach, nawet komentować i powiem ci, że czasami to tak wciąga, że nieraz potrafię i do drugiej, trzeciej w nocy z kimś dyskutować – Maciej sam kręcił głową z niedowierzaniem.
- Naprawdę? I co udało si się tam kogoś nawrócić, czy chociaż przekonać? - zapytał Mateusz.
- Żartujesz? Tam każdy wchodzi ze swoimi przekonaniami głęboko okopany, szans nie ma żeby kogoś przekonać... W sumie to taka czysta nawalanka. Nie mówiąc już o tym, że najczęściej dyskutuję z kolegami po fachu – Maciej machnął ręką.
- I o co się tak spieracie? Chyba nie o politykę mam nadzieję...
- Polityka zawsze gdzieś tam w tle jest, ale bardziej wiesz, gender, ekologia... Ostatnio starłem się z jednym z naszych, co podpisywał te listy w obronie tego wiesz, Margota całego... I tłumaczę mu, że czy on binarny czy nie binarny, prawo jest równe dla wszystkich, jak kogoś pobił, zniszczył mienie i groził musi ponieść konsekwencje, prawda? A nie udawać więzionego za swoją inność. Bo nie za inność go zatrzymali. A ten kolega ksiądz do mnie, że ja podsycam homofobię. No to ja się go pytam, czy słyszał występy tego człowieka jak już go wypuścili z aresztu, i czy dalej uważa, że słusznie go bronił. A on, że owszem nie podoba mu się co ten cały Margot wygaduje i jakiego języka używa, ale to świadczy tylko o tym, ile cierpienia musiał doznać, że posuwa się do takich środków! No i chłopie nie przekonasz go, że ten Margot znalazł sobie sposób na życie i robi sobie ze wszystkich jaja, bo tak ja to widzę. Słyszałeś, że chce iść do papieża, żeby on go wybierzmował osobiście, bo wtedy będzie mógł wszystkim katolom w Polsce zrobić koło pióra. Takie jaja i są księża, którzy to usprawiedliwiają. Sławni księża! Mówię ci zasnąć nie mogłem – zakończył Maciej.
- To może ty masz tą całą prostatację? - zaśmiał się Mateusz. - A poważnie mówiąc to muszę się zapoznać z tym stanowiskiem biskupów w sprawie osób LGBT, bo takich sytuacji będzie coraz więcej. Ja od dawna wiem, choćby z Katechizmu Kościoła Katolickiego, jaką postawę należy zająć wobec takich osób, zawsze z szacunkiem i miłością. Ale coraz częściej mamy do czynienia z bardzo agresywną postawą całych organizacji, które są jawnie antykościelne i kpią z tego co dla nas święte. A jakąkolwiek reakcję z naszej strony uważają za homofobię i mowę nienawiści. To nie jest taka prosta sprawa. Ale ja bym się po nocach o to nie spierał, zwłaszcza ze „sławnymi księżmi”, którzy non stop recenzują Kościół i jego zacofanie. Oni potrzebują takich dyskutantów, bo bez nich nie mają kliknięć. Ba, oni potrzebują ataków ze strony innych księży, bo wtedy aureola męczeństwa medialnego jest coraz wyraźniejsza. Nie chciałbym do tego przykładać ręki. Ale, jak mówię, problem będzie coraz większy. Głównie w mediach. Bo oni mają nadzieję, że z mediów rozleje się na rzeczywistość, a nam chodzi o to, żeby się jednak nie rozlał.
- Powinieneś czasami zaangażować się i to co mówisz upublicznić – stwierdził Maciej.
- Sam powiedziałeś, że tam pozycje są zajęte na sztywno i okopane. A ja nie mam zamiaru się z nikim naparzać – skwitował Mateusz.

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!