TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 24 Września 2020, 05:59
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 331

Jasna i ta druga strona księżyca 331

- Ks. Mateusz, słucham – już po raz trzeci powtórzył nieco zniecierpliwiony.
- A czy rozmawiam z proboszczem? - pani po drugiej stronie chyba wreszcie go usłyszała, ale pewnie nie była jego parafianką, skoro nie wiedziała jak proboszcz ma na imię.
- Tak, proszę pani, ksiądz proboszcz Mateusz przy telefonie – spokojnie tłumaczył Mateusz.


- To bardzo dobrze, bo ja właśnie muszę koniecznie rozmawiać z proboszczem! – ucieszyła się.
- Chciałbym zaznaczyć, że w naszej parafii naprawdę wszystkie sprawy można załatwić zarówno z proboszczem, jak i z każdym z wikariuszy, no ale słucham, w czym mogę pomóc – Mateusz ciągle miał w pamięci przypadki, kiedy ktoś z parafian domagał się rozmowy z proboszczem, po czym okazywało się, że chciał zamówić Mszę Świętą, więc podchodził z ostrożnością do tych sytuacji.
- Proszę księdza, bo mój przyszły zięć ma taki problem, że ma się niedługo żenić z moją córką, a nie ma bierzmowania, no i wszędzie w okolicy sprawdziliśmy, ale nigdzie bierzmowania nie organizują. No i właśnie się dowiedziałam, że u księdza w parafii ma być bierzmowanie za miesiąc i pomyślałam, że go tam poślę, niech ma wszystko załatwione – wytłumaczyła kobieta.
- Droga pani, rzeczywiście jest u nas bierzmowanie, ale nie za miesiąc, bo dopiero we wrześniu...
- To nic nie szkodzi, bo oni się mają pobrać na wiosnę - kobieta nie pozwoliła mu dokończyć zdania.
- Wie pani co? Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale jak ja słyszę, że pani szuka bierzmowania dla dorosłego mężczyzny, to ja się zastanawiam, czy on w ogóle się do bierzmowania kwalifikuje... Nie mogę tego pojąć, że wy dzisiejsi rodzice załatwiacie swoim dorosłym dzieciom formalności do ślubu kościelnego – Mateusz nawet nie próbował ukryć swojej dezaprobaty.
- A bo, proszę księdza, oni pracują i nie mają czasu...
- A proszę mi powiedzieć, pani jak wychodziła za mąż to nie pracowała? - przerwał jej Mateusz.
- Oczywiście, że pracowałam – odpowiedziała zdecydowanie kobieta.
- I pani też mama załatwiała formalności do ślubu? - kontynuował Mateusz.
- A skąd! - żachnęła się kobieta.
- To niech mi pani wytłumaczy, czemu pani pracując mogła sama o wszystko zadbać, a pani zięć nie może? - nie dawał za wygraną Mateusz.
- A bo takie czasy, księże proboszczu... No wiem, wiem... Ale zależy mi żeby wszystko było po Bożemu, żeby nie było wymówki, że nigdzie nie ma bierzmowania, więc mu znalazłam.
- No dobrze, to przejdźmy do bierzmowania. To które będzie w naszej parafii, to jest bierzmowanie dla młodzieży klas ósmych, którzy od ponad roku razem się przygotowują. I mamy taką zasadę, że nie dopuszczamy do tej grupy dorosłych, również po to żeby, nie demoralizować tych dzieciaków, że oni cały rok przychodzą na spotkania, a tu nagle pokazuje się ktoś całkiem nowy i przystępuje z nimi do sakramentu. Jeśli chodzi natomiast o osoby dojrzałe, które pragną przyjąć sakrament bierzmowania, mamy dla nich inną propozycję – przedstawił sytuację Mateusz.
- A jaka to propozycja? - zapytała kobieta.
- Ponieważ raz w miesiącu w katedrze jest udzielany sakrament bierzmowania dorosłym, to my bierzemy na siebie takie przygotowanie kandydata i potem go wysyłamy do katedry, jak uznamy, że jest gotowy – wyjaśnił Mateusz.
- A na czym polega? - zapytała kobieta.
- A nie sądzi pani, że może lepiej żeby się przyszły zięć sam tym zainteresował?
- Tak, tak, ale chciałabym mu od razu powiedzieć o co chodzi. Dużo tych spotkań by musiał odbyć?
- Nie wiem jak to robią w innych parafiach, ale my dajemy takiemu kandydatowi materiały do opanowania i kiedy opanuje daną część jest spotkanie i rozmowa. Zależy od niego ile będzie tych spotkań. Ale wie pani co? Niech on po prostu pójdzie do swojej parafii i zapyta swojego proboszcza o to wszystko, o co pani mnie pyta, a proboszcz na pewno go poprowadzi we właściwy sposób, bo przecież jesteśmy w tej samej diecezji i jego proboszcz czy wikariusz mogą go do bierzmowania w katedrze przygotować – Mateusz uznał, że udzielił wszystkich potrzebnych informacji.
- No a jakby się nie udało z proboszczem, to mogę go wysłać do księdza? - błagająco zapytała kobieta.
- Tak, oczywiście, ale w takiej sytuacji będzie musiał mieć od swojego proboszcza taki dokument, że on się zgadza, abym ja jego parafianina przygotował do sakramentu bierzmowania – zgodził się Mateusz.
- Bardzo księdzu dziękuję – kobieta z ulgą zakończyła rozmowę.
Mateusz zorientował się, że nawet nie zapytał jak się ta pani nazywa, czy z jakiej parafii jest jej przyszły zięć, ale w sumie stwierdził, że to nie jest istotne, bo na pewno już nie będzie miał z nimi do czynienia. Swoją drogą zastanawiało go, na jakiej zasadzie ludzie wybierają parafię, nie swoją parafię, ale jakąś inną, w której pragną uzyskać jakąś posługę, czy przyjąć sakrament, nawet jeśli zupełnie nie znają księdza ani miejsca, bo przecież nie tylko w jego parafii będzie na jesieni bierzmowanie. Często chodziło o ludzi, którzy mieli jakieś przeszkody w otrzymaniu sakramentów i myśleli, że z jakimś innym proboszczem „da się załatwić”. Choć musiał szczerze przyznać, że nie brakowało też i sytuacji, w których wierni nie mieli żadnych przeszkód, ale proboszcz był jedną wielką przeszkodą. W każdym razie nie sądził, że sprawa jeszcze do niego powróci. Z ciężkim sercem, bo nie przepadał za biurokracją, zabrał się za zaległości w parafialnej ewidencji.
***
Po Mszy wieczornej celebrowanej wspólnie z wikariuszem Dawidem, Mateusz usłyszał od kościelnego, że jakiś mężczyzna czeka na niego przy kancelarii. Pierwotnie pomyślał, że może pośle Dawida, ale ostatecznie przypomniał sobie, że wikariusz już popołudniu zgłosił mu, że po Mszy gdzieś się wybiera, i sam udał się do kancelarii.
- Pochwalony! Ja byłem z księdzem, rozumiem że to ksiądz proboszcz, umówiony – powiedział mężczyzna wyglądający na około 25 – 28 lat.
- Co prawda nie przypominam sobie, żebym był z kimś umówiony, ale wie pan, ludzka pamięć jest zawodna – uśmiechnął się Mateusz.
- Tak naprawdę to nie ja sam, ale moja przyszła teściowa mnie umówiła z księdzem - wytłumaczył mężczyzna, a Mateusz natychmiast zrozumiał o kogo chodzi.
- A, to pewnie pan w sprawie bierzmowania.
- Dokładnie! Widzę, że z księdzem to będzie zupełnie inna muzyka – ucieszył się mężczyzna.
- Proszę pana, jak się pan nazywa?
- Ksawery Drzazga – przedstawił się mężczyzna.
- Panie Ksawery, ja powiedziałem pana przyszłej teściowej, że powinien pan się zgłosić do swojego proboszcza, bo ja nie mam prawa....
- No i tak zrobiłem. Proszę bardzo, tu jest kartka z wyrażoną zgodą, abym mógł przyjąć bierzmowanie w księdza parafii – Ksawery położył na biurku odpowiednie zezwolenie podpisane przez proboszcza, którego Mateusz słabo znał.
- Ale u nas jest bierzmowanie tylko dla młodzieży z klas ósmych...
- Ależ ja się wcale nie pogniewam, mogę stanąć te godzinkę z gówniarzami... znaczy się przepraszam, tak mi się wyrwało, z młodzieżą! Ja też jestem jeszcze młodzież – mężczyzna uśmiechnął się porozumiewawczo.
- Nie panie Ksawery, to nie o to chodzi, czy pan się zgodzi, ale o to, że my się na to nie zgadzamy - wyjaśnił Mateusz.
- To po co ja brałem to zaświadczenie? - mężczyzna był wyraźnie poirytowany.
- Jedyne co ja mogę zrobić, to pomóc panu w przygotowaniu się, a następnie skierować na bierzmowanie do katedry, gdzie raz na dwa miesiące, jest udzielany sakrament bierzmowania dorosłym – wyjaśnił Mateusz.
- Aha! To jeszcze lepiej – uśmiechnął się Ksawery.
- A na czym będzie polegało to przygotowanie?
- Dam panu taką książeczkę i pan sobie ją będzie czytał. Jak pan przeczyta i przyswoi sobie, powiedzmy trzy rozdziały, one są naprawdę krótkie, to pan do mnie zadzwoni i się spotkamy. Porozmawiamy o tych treściach i potem kolejne trzy rozdziały, kolejna rozmowa i tak aż do momentu kiedy przerobimy całość. I dobrze by było, żebym w trakcie tego przygotowania widział pana na Mszy Świętej – podsumował Mateusz.
- A nie mogę na Mszę do mojej parafii? - zapytał go Ksawery.
- Hmmm... A dlaczego pan nie przygotowuje się do bierzmowania w swojej parafii? - zapytał Mateusz.
- Bo, jakby tu powiedzieć, żeby nikogo nie urazić... No mi z moim proboszczem nie bardzo jest po drodze – wydusił wreszcie z siebie Ksawery.
- No widzi pan, to tym lepiej będzie dla pana przez te kolejne tygodnie przyjść do nas na Mszę – uśmiechnął się Mateusz. - To nie będzie trwało długo, w sumie zależy to tylko od pana.
- To może ja przyjdę jutro pogadać o tych trzech pierwszych rozdziałach? - zaproponował niespodziewanie Ksawery.
- Proszę bardzo, jeśli pan zdąży... Ale proszę nie myśleć, że zrobimy to w kilka dni. Ja muszę też zobaczyć pana wytrwałość w praktykowaniu wiary. Pana proboszcz wiedziałby to od razu, ale ja muszę się przekonać – ostrzegł go Mateusz.
- Dobrze, dobrze – uśmiechnął się do niego Ksawery. - Zobaczymy się jutro, a potem ksiądz zdecyduje jak i co dalej.
***
Punktualnie po wieczornej Mszy Świętej pan Ksawery czekał przed kancelarią. Miał w ręku pomarańczową książeczkę, którą dał mu Mateusz.
- Szczęść Boże, panie Ksawery, zapraszam do środka – Mateusz był zadowolony, że nikt inny nie czekał pod kancelarią, więc będzie mógł swobodnie porozmawiać z kandydatem do bierzmowania. Kiedy weszli do środka i usiedli po obu stronach biurka, Ksawery położył książeczkę na biurku i wolnym ruchem dłoni przesunął ją w kierunku Mateusza.
- Nie ma potrzeby, panie Ksawery, znam treść dość dobrze – Mateusz przerabiał książeczkę co roku z młodzieżą, więc rzeczywiście nie musiał sprawdzać co jest w środku.
- Lepiej żeby ksiądz jednak zajrzał do środka – zachęcał go mimo wszystko Ksawery. Mateusz sięgnął po książeczkę i kiedy ją otworzył pomiędzy kartkami dostrzegł małą białą kopertę. Z dużym trudem opanował wzrastającą w nim wściekłość.
- Proszę, panie Ksawery, czego pan się dowiedział z pierwszego rozdziału? - zapytał siląc się na spokój.
- Wie ksiądz, ja to wszystko zapisałem w tej kopercie, niech ksiądz zajrzy - Ksawery nonszalancko założył nogę na nogę.
- Ja nie prosiłem pana o pracę pisemną – odpowiedział Mateusz, sięgnął po kopertę i bez zaglądania do środka okręcił się wraz z fotelem i wsunął kopertę do niszczarki. Jej hałas próbował przekrzyczeć zdumiony Ksawery.
- Co ksiądz robi?!? - zawołał.
- Niszczę pana wypracowanie, o które nie prosiłem. Bo przecież nie włożył pan tam pieniędzy, żeby sobie „kupić” bierzmowanie, prawda?

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!