TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Maja 2020, 12:56
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 324

Jasna i ta druga strona księżyca 324

Mateusz starał się trzymać rękę na pulsie sytuacji związanej ze swoim imiennikiem, którego poznał podczas tegorocznej kolędy. W pewnym sensie postawił sobie za punkt honoru, aby nie zawieść tego młodego mężczyzny, który najpierw musiał przeżyć śmierć swoich bliskich, następnie borykać się z ciężką chorobą, która przykuła go do łóżka, a w międzyczasie spotkał się ze zupełnym brakiem empatii od swoich katechetów i księży.

Mateusz nie tylko nie chciał być na długiej liście tych, którzy go zawiedli, ale po prostu zależało mu na tym, aby chłopakowi pomóc i to pomóc mu jako człowiek Kościoła. Był w końcu księdzem i chciał tę ciężko doświadczoną owieczkę sprowadzić na powrót do Bożej owczarni. Bo jakby wyczuwał, że to jest właśnie ta sytuacja, w której niczym Jezus, musi pozostawić 99 pozostałych, a ruszyć za tą jedną, która się zagubiła. Gdzieś z tyłu głowy kołatała mu się myśl, że ten chłopak ze swoim wielkim zaangażowaniem w wiarę w latach szkoły podstawowej i średniej trochę przypominał mu jego własne młode lata, ale przecież ich losy potoczyły się zupełnie inaczej. Może gdyby nie choroba chłopak byłby dzisiaj w seminarium? Może naprawdę jest on przykładem zmarnowanego powołania? I to zmarnowanego nie z jego winy, ale właśnie ludzi, których Kościół posyłał, aby go prowadzili? To były trudne pytania i Mateusz często do nich wracał, zastanawiając się również nad faktem, że w tych placówkach, gdzie jemu przyszło posługiwać jako księdzu, nie zdarzyło się jeszcze ani jedno powołanie kapłańskie czy zakonne. Może działo się tak dlatego, że on zawsze był zbyt „demokratyczny” i chciał swój czas dzielić w miarę po równo wobec wszystkich w duszpasterstwie i nigdy nie otaczał jakąś szczególną opieką tych, którzy wykazywali większe zaangażowanie, choćby dla liturgii czy Słowa Bożego. I po prostu nie wsparł rodzących się być może powołań... Trochę gorzko uśmiechał się na myśl o słowach usłyszanych ostatnio od swojego przyjaciela Macieja, który mówił, że jemu, Mateuszowi, wszystko się udaje, zdarzają się jakieś nawrócenia i drugie szanse, które ludzie podejmują, podczas gdy Maciejowi nic takiego się nie wydarzyło. Wtedy tego nie powiedział ani nawet nie pomyślał, ale kilka dni później zdał sobie sprawę, że przecież Maciej ma przynajmniej kilku księży i chyba nadal jednego kleryka, którzy poszli do seminarium podczas jego pracy w danych parafiach. Być może będzie musiał jeszcze z nim na ten temat porozmawiać, a już na pewno przypomni mu o tym, kiedy kolega będzie miał ponownie jakiś słabszy dzień. A tymczasem nie tracił nigdy okazji, aby odwiedzić chorego Mateusza albo porozmawiać z Magdą, która odwiedzała chłopaka jeszcze częściej. Właśnie wczoraj wieczorem miał taką okazję.
- Magda, a ty nie za często chodzisz do tego Mateusza? - zagadnął ją po próbie scholki, w której dziewczyna grała na gitarze.
- Szczerze mówiąc, to gdybym miała więcej czasu odwiedzałabym go znacznie częściej – uśmiechnęła się Magda. - Ale teraz mamy egzaminy na uczelni i niestety nie mogę ich zawalić, w przeciwnym wypadku rodzice będą krzywo patrzeć na moje zbyt absorbujące, ich zdaniem oczywiście, zaangażowanie w parafii.
- A to rzeczywiście musisz uważać na te egzaminy, ale z drugiej strony, z tego co słyszę od Mateusza, to i tak bywasz u niego prawie codziennie - skomentował Mateusz. - I ja oczywiście bardzo się z tego cieszę, żeby było jasne, bo chłopak najwyraźniej cię polubił. Wiesz, oprócz jego sąsiada, pana Władka, to właściwie nikt go nie odwiedza, tylko ci co z nim pracują z ramienia służby zdrowia. Więc ja się naprawdę cieszę, że robisz to, co robisz – powiedział Mateusz spoglądając z uznaniem na dziewczynę.
- Widzi ksiądz, ten Mateusz to jest naprawdę ekstra chłopak i mówię księdzu, że dzisiaj takich jest niewielu. Jak patrzę na moich kolegów na studiach, czy nawet na naszych chłopaków z grupy młodzieżowej, to to są jeszcze dzieci, głowy maja ponapychane bzdurami i długo jeszcze pewnie nie wyjdą z poziomu gier komputerowych, jeśli w ogóle kiedykolwiek z nich wyrosną. A Mateusz, pomimo że już kilka lat jest ograniczony do swojego łóżka, ma tak szerokie zainteresowania, o tylu sprawach można z nim pogadać, jakby był ze dwa razy starszy i jakby... przeżył ze dwa życia i to nie przykuty do łóżka - ekscytowała się Magda.
- Czy ty aby czasem nie zakochałaś się? - zapytał z uśmiechem Mateusz.
- Oczywiście, że tak. Szkoda tylko, że z tego nic nie będzie - bez ogródek wyznała Magda.
- Chyba nie skreślasz go dlatego, że jest chory, przecież nie jest powiedziane, że jednak nie wyzdrowieje. Ostatnio nawet mówił mi, że przez forum internetowe poznał kogoś, kto przechodził bardzo podobne problemy i właściwie całkowicie wyzdrowiał...
- Ależ oczywiście, że go nie skreślam z powodu choroby. Ja bym nawet może chciała z nim być, nawet gdyby całe życie miał spędzić w łóżku z powodu choroby, ale tu nie o to chodzi – odpowiedziała Magda. „A o co?” - cisnęło się Mateuszowi na usta, ale powstrzymał się nie chcąc być zbyt nachalnym. I miał rację, bo dziewczyna po krótkiej pauzie sama podjęła temat.
- On nawet nie ukrywa, że ja mu się też podobam, ale ma w sobie taki delikatny dystans, który jakby z góry zakłada, że tej naszej wzajemnej fascynacji sobą nie będziemy rozwijać. Nie wiem jak to określić. Coś podobnego zdarzyło mi się kiedyś na pielgrzymce, kiedy poznałam jednego kleryka. O właśnie! Gdyby nie to, że czasami Mateusz trochę gorzko opowiada o niektórych księżach, to spokojnie mógłby być klerykiem z seminarium, który nawet nie żartuje z pokusami. No ale Mateusz nie jest klerykiem i raczej nigdy nie będzie. Ale tak czy inaczej, bardzo lubię spędzać z nim czas i to jego podejście do mnie w sumie mi odpowiada, bo nie robię sobie żadnych złudzeń, a być może zyskałam prawdziwego przyjaciela na całe życie - zakończyła Magda i choć Mateusz bardzo chciał ją zapytać, czy gorzkie uwagi na temat księży dotyczyły również jego, ale na szczęście się powstrzymał. Z tego co usłyszał i tak wiedział, że nadal trzeba z bliska monitorować tę „zagubioną” owieczkę.
- Jeszcze tylko księdzu powiem jedną rzecz - niespodziewanie dodała Magda. - Przygotowujemy z Mateuszem autorską Drogę krzyżową i jeśli ksiądz się zgodzi, to chcemy ją przedstawić w kościele w  któryś z piątków Wielkiego Postu.
- Naprawdę? Fantastyczny pomysł - zapalił się Mateusz. - Czy to znaczy, że Mateusz też weźmie w niej udział?
- Oczywiście. Będzie na wózku inwalidzkim, a ja miałabym rolę tej sprawnej, ale złej, tyle mogę księdzu zdradzić - uśmiechnęła się do niego dziewczyna.
- Ależ jak taka chodząca dobroć jak ty, może zagrać tę złą? - Mateusz mocno przerysował swoje zdziwienie, choć tak naprawdę rzeczywiście uważał Magdę za chodzące dobro.
- Ksiądz mnie dobrze nie zna, na pewno dam sobie radę. No chyba, że obleję jakiś egzamin i rodzice zamkną mnie w domu! Zmykam proszę księdza do nauki - pożegnała się z nim dziewczyna pozostawiając go dalszym przemyśleniom.
***
- Niech ksiądz stanie obok mnie - tonem nie znoszącym sprzeciwu poprosiła go pani Eugenia.
- No dobrze, ale jednak wolałbym wiedzieć wcześniej, jaka jest moja rola w całej ceremonii - Mateusz nie za bardzo lubił improwizacje.
- Dostanie ksiądz proboszcz kartkę z całym programem i z tym co ma ksiądz powiedzieć - uspokajała go zelatorka.
- A mogę ją już dostać? - nie dawał za wygraną Mateusz, który właśnie dostrzegł kątem oka, jak jego dwaj wikariusze podśmiewali się z niego niespecjalnie to ukrywając. - To może jednak ks. Szymon, jako wasz opiekun poprowadzi to przyjęcie nowych członkiń do grupy - powiedział głośno Mateusz, a Szymon z uśmiechem kręcił przecząco głową.
- Nie ma mowy! - odparła jakby na potwierdzenie pani Eugenia. - Ksiądz jest proboszczem, a to jest ważne wydarzenie dla całej parafii, nawet jeśli przyjmujemy tylko jedną nową osobę. A kartka już się drukuje. Zaraz będzie - dodała.
- Szkoda, że nie wydrukowaliście wcześniej, zapoznałbym się z tekstem i nie musiał kurczowo trzymać się kartki - westchnął w tym momencie Mateusz.
- A myśli ksiądz, że to tak łatwo napisać przemówienie proboszcza? - pani Eugenia spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- No... wiem, że nie jest łatwo takie przemówienie napisać. Ja to może bym nawet i jakiego proboszcza poprosił, żeby mi napisał....

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!