TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Lutego 2020, 10:22
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 321

- No już myślałam, że wcale ksiądz dzisiaj nie przyjdzie – kobieta około pięćdziesiątki, której Mateusz nigdy wcześniej nie widział spoglądała na niego z wyrzutem.


- Proszę mi wybaczyć, ale podczas kolędy trudno dokładnie przewidzieć czas przybycia do danej rodziny – powiedział Mateusz starając się o uśmiech, mimo że po odwiedzonych wcześniej ponad 20 rodzinach też już czuł się trochę zmęczony, zwłaszcza że był to już jeden z ostatnich dni kolędowych.
- No ja wszystko rozumiem, ale księża sobie gdzieś tam kawki piją, a tu starszy człowiek czeka – powiedziała kobieta wprowadzając go do pokoju, gdzie w fotelu siedział starszy pan w piżamie i szlafroku, zapewne chory.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Ksiądz proboszcz jak w szwajcarskim zegarku! – uśmiechnął się staruszek, a następnie skierował wzrok ku kobiecie. - Mówiłem ci od razu, że ksiądz przyjdzie koło dziewiętnastej. I po co było się wściekać? - spojrzał pytająco na kobietę, po czym znowu uśmiechnął się do Mateusza. - To jest moja córka, proszę księdza, najmłodsza. Specjalnie przyjechała, żeby mi pomóc przyjąć księdza po kolędzie. Mówiłem jej, żeby przyjechała po osiemnastej, ale ona na wszelki wypadek przyjechała koło czwartej i mi tu marudzi.
- Jak tatuś może tak mówić? - powiedziała z wyrzutem kobieta, a następnie wyciągnęła rękę w kierunku Mateusza. - Zdanowska Maryla. Mieszkam na stałe w Poznaniu, ale ponieważ moje starsze rodzeństwo w całości za granicą, więc ja się staram dbać o tatę i widzi ksiądz, jaka wdzięczność... Marudzę mu...
- Marylko kochana, ty wiesz jak ja się cieszę zawsze na twoje wizyty, ale bądź sprawiedliwa. Dzisiaj się namarudziłaś niepotrzebnie. Wystarczyło mi zaufać. Przecież ja tu przyjmuję księdza po kolędzie od pięćdziesięciu lat i choć księża się zmieniają, a nawet parafia się nam zmienia, to jednak kolęda jest zawsze tak samo. Co mnie bardzo cieszy – dodał starszy pan ponownie uśmiechając się do Mateusza, który z kolei wykorzystał okazję, aby się włączyć w ten dialog pomiędzy ojcem i córką i zaproponował modlitwę. Kiedy skończyli i pani Maryla zaprosiła go, żeby usiadł postanowił jeden kamyczek ze swojego buta wyrzucić.
- Nawiązując do naszej wcześniejszej rozmowy, pani Marylo, to muszę jednak wyprowadzić panią z błędu, bo akurat dzisiaj wiedząc, że mam sporo rodzin do odwiedzenia, żadnej kawy jeszcze nie wypiłem i naprawdę nie mówię tego, aby coś teraz wymusić – zastrzegł szybko, ale już było za późno, bo starszy pan, jak się okazało z kartoteki miał na imię Władysław i mieszkał tu sam, jednym spojrzeniem wysłał swoją córkę do kuchni.
- Księże proboszczu, mamy wszystko przygotowane, tylko wodę trzeba podgrzać i proszę nie protestować, bo zarówno Kalinowscy, jak i Bortkiewicze prosili mnie żebym poinformował, że dzisiaj nie mogą księdza przyjąć, oni się odezwą telefonicznie, jak ksiądz skończy całą kolędę, a to oznacza, że na dzisiaj ma proboszcz fajrant. Więc od razu kazałem Marylce zamówić torcik u Sowy, a kawę to mam zawsze dobrą. No i sobie pogadamy – pan Władysław zatarł ręce z zadowoleniem.
- Czy ksiądz proboszcz życzy sobie sypaną czy rozpuszczalną? - zapytała z kuchni pani Maryla trzaskając drzwiczkami szafek jakby czegoś w nich szukała.
- Ależ Marylko, co to w ogóle za pytanie? U mnie żadnego rozpuszczalnego świństwa nie ma – żachnął się pan Władysław. - Na ekspres mnie nie stać, więc pijemy sypaną. Ale przynieś Marylko śmietankę i cukier. W tych sprawach mamy wybór – szeroki uśmiech znowu pojawił się na twarzy pana Władysława, który już miał o coś zapytać, ale wejście córki z tacą go powstrzymało.
- No ja rozumiem, że ksiądz nie ma czasu wypić kawy – powiedziała stawiając wszystko na stole, do którego ciężkim krokiem przesiadł się również pan Władysław, - ale to dlatego, że się niepotrzebnie upieracie, żeby co roku wszystkich odwiedzać. U nas w Poznaniu to parafia jest podzielona na trzy części i kolęda jest raz na trzy lata i to w zupełności wystarczy – perorowała pani Maryla. - A moja córka mieszka w Warszawie i tam jest jeszcze lepiej, bo u nich w parafii wcale nie ma chodzenia księży od domu do domu, tylko przychodzą na zaproszenie. I to mi się podoba, a nie wtedy kiedy akurat księdzu pasuje, przecież ludzie pracują – zakończyła wywód pani Maryla i ponieważ porozstawiała wszystko na właściwym miejscu usiadła na krześle wyraźnie z siebie zadowolona.
- I pani córka zaprasza księdza na kolędę? - zapytał z uśmiechem Mateusz.
- A skąd? - odparła bezwiednie pani Maryla i po tej wypowiedzi zapadła niewygodna cisza, a twarz pana Władysława znieruchomiała w stuporze.
- Jak to, Marylko? Czy chcesz powiedzieć, że moja wnuczka nie przyjmuje księdza po kolędzie? - Władysław patrzył z niedowierzaniem na córkę.
- Oj tato, no przecież dopiero co się wprowadzili...
- Sześć lat temu, to nie jest dopiero co – upierał się zasmucony dziadek.
- Ty sobie nie zdajesz sprawy jacy oni w tej Warszawie są zabiegani – zaczęła tłumaczyć swoją córkę pani Maryla.
- Wiem, wiem, tak zabiegani, że na dziecko nie mają czasu – pokiwał głową pan Władysław, a Mateusz czuł się coraz bardziej niezręcznie i postanowił przejąć inicjatywę.
- A my chodzimy co roku, bo wielu parafian nie chodzi na Mszę i to jest jedyna okazja, aby być z nimi w kontakcie, a nam na nich zależy. Czasami spotykamy chorych i proponujemy im comiesięczne odwiedziny przez kapłana i to jest jeden z namacalnych świetnych efektów kolędy. No właśnie, a pan, panie Władysławie, widzę że z trudem się pan porusza i jest sam na co dzień. Może chce pan, aby kapłan z sakramentami przychodził do pana w każdą pierwszą sobotę? - zapytał Mateusz.
- No co ks. proboszcz? Chce ksiądz tatę wysłać na tamten świat? - pani Maryla spojrzała ze złością.
- Oczywiście, że nie, proszę pani. Ja wiem, że przez długi czas to się nazywało „ostatnie namaszczenie”, ale dzisiaj jest to po prostu sakrament chorych. A tak naprawdę to w pierwsze soboty przychodzimy ze spowiedzią i z Komunią Świętą dla tych, którzy nie mogą wyjść z domu z powodu choroby czy dolegliwości wieku. Ale jeśli pan Władysław sobie nie życzy, to nikogo na siłę nie namawiamy – tłumaczył spokojnie Mateusz.
- Nie ma takiej potrzeby – ucięła krótko pani Maryla. - Ja często przyjeżdżam i zawożę tatę do kościoła i póki co to mu w zupełności wystarczy.
- Rozumiem – odparł Mateusz spoglądając na pana Władysława, który spuścił głowę.
- No to ja bym już się powoli zbierała do siebie – powiedziała pani Maryla, więc Mateusz wstał, podziękował za poczęstunek, pożegnał się i poszedł prosto na plebanię. Nie był nawet w połowie drogi, kiedy poczuł wibrację telefonu komórkowego, który miał w kieszeni.
- Czy to ksiądz proboszcz? - Mateusz od razu rozpoznał głos pana Władysława.
- Tak panie Władysławie, czyżbym czegoś zapomniał? - odpowiedział pytaniem.
- Nie, proszę księdza, ale nie chciałem się kłócić z córką i tą drogą chciałem podziękować za kolędę i przede wszystkim poprosić, żeby księża do mnie w te soboty przyjeżdżali, byłbym niezmiernie zobowiązany. Córka wcale nie przyjeżdża do mnie tak często, a nawet jak jest, to nie zawsze w niedzielę, więc do kościółka wybieram się raczej rzadko, nawet nie raz w miesiącu. Więc bardzo proszę o te wizyty z sakramentami – podsumował pan Władysław.
- Bardzo się cieszę, panie Władysławie. Czy zaczynamy już pojutrze, bo akurat przypada pierwsza sobota? - zapytał Mateusz.
- Oczywiście, z Panem Bogiem – pan Władysław przerwał połączenie.
***
Sobotnia wizyta u pana Władysława miała niespodziewane konsekwencje. Kiedy już Mateusz wyspowiadał staruszka i udzielił mu Komunii Świętej, ten poprosił go o przysługę.
- Księże proboszczu, piętro niżej mieszka młody chłopak, który jest sparaliżowany – powiedział pan Władysław.
- Pod ósemką? - zapytał Mateusz, który przypomniał sobie, że było to jedyne mieszkanie, w którym nikt nie otworzył podczas kolędy.
- Tak. Wiem, że on nie przyjął kolędy. Ale dzisiaj drzwi będą otwarte, bo za jakieś pół godziny ma przyjść fizjoterapeuta. Niech ksiądz tam wejdzie. Niby przypadkiem. Może chłopak się otworzy. A on naprawdę tego bardzo potrzebuje.
- No dobrze. Spróbuję – obiecał Mateusz.
Drzwi pod ósemką rzeczywiście były otwarte. Mateusz wszedł, pochwalił Pana Boga i zobaczył chłopaka w łóżku.
- Kolęda nie była przedwczoraj? - zapytał chłopiec bardzo zdziwiony.
- Tak, przedwczoraj. Dzisiaj jestem tu z Panem Jezusem – odparł Mateusz.
- A po kolędzie to chodzicie bez Niego – ironicznie uśmiechnął się chłopiec.
- Też z Nim, ale inaczej. Mogę tu na chwilę usiąść przy panu?
- A siadajcie, nawet obydwaj – odparł chłopiec i położył na kołdrze książkę, którą czytał.

 

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!