TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 10 Sierpnia 2020, 01:30
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 320

 

- W takim razie bardzo panią proszę o dalszą modlitwę, pani Marto – powiedział Mateusz przyglądając się z niekłamanym uznaniem kobiecie, która od ponad dziesięciu lat nie ruszała się z łóżka z powodu choroby, a mimo wszystko potrafiła być tak pogodna i nawet nie pogodzona z losem, ale wręcz oczekująca z utęsknieniem każdego kolejnego dnia, choć wiedziała, że nie przyniesie jej niczego innego, jak tylko kolejną dawkę cierpienia.
- Ależ oczywiście – uśmiechnęła się kobieta. - Moja parafia i moi księża mają uprzywilejowane miejsce i pierwszy Różaniec każdego dnia jest właśnie za was. Przecież wy też nie macie lekko, tyle zmartwień przy utrzymaniu tych wszystkich budynków, a i ludzie dzisiaj potrafią być tak roszczeniowi i zaślepieni – mówiła za spokojem pani Marta, a Mateusz w swoim sercu odczuwał coraz większy wstyd i patrzył na kobietę z niedowierzaniem. Wstyd mu było za wszystkie swoje narzekania z byle powodu i użalanie się nad sobą, podczas gdy tak naprawdę to jego życie było może nie wolne od rozczarowań, ale na pewno od cierpienia i bólu. Po raz któryś zdał sobie sprawę, że on nawet nie wie, co to znaczy poważny ból fizyczny. Poza wypadkiem samochodowym kilka lat temu, nigdy nie był w szpitalu, a nawet wtedy dzięki medykamentom jakoś szczególnie się nie nacierpiał. I teraz ta kobieta, której już nawet środki przeciwbólowe nie pomagają, a więc ból czuje każdego dnia, mówi że im księżom jest ciężko.
- Pani Marto, bólu i cierpienia nie da się porównać, wiem, ale proszę mi wierzyć, że przynajmniej mi Pan Bóg naprawdę oszczędził prawdziwych cierpień i dlatego nie mogę wyjść z podziwu patrząc na pani postawę. Nie wiem czy bym tak potrafił. A może właśnie dlatego Pan Bóg mnie oszczędza, bo On wie, że na pewno bym nie potrafił... Jeszcze raz więc bardzo pani dziękuję za modlitwę i przykład. Żałuję, że dopiero teraz podczas kolędy możemy się poznać, ale też obiecuję, że postaram się odwiedzać panią częściej – zapewniał Mateusz.
- Ale ja księże proboszczu nie narzekam – znowu uśmiechnęła się kobieta. - Szafarze przynoszą mi Komunię w każdą niedzielę, raz w miesiącu przyjeżdża ksiądz wikariusz i mogę się wyspowiadać, a dzisiaj nawet ksiądz proboszcz osobiście z wizytą duszpasterską. Czego można chcieć więcej? Więcej będę miała chyba tylko w niebie, jeśli Pan Bóg mnie tam przyjmie oczywiście.
- Pani Marto, jeśli pani by miał nie przyjąć, to ja tracę nadzieję nawet na czyściec – z uśmiechem, ale poważnie odpowiedział Mateusz. - W każdym razie, ja podtrzymuję moją obietnicę.
- Jak ksiądz uważa. Nie chciałabym tylko, żeby się ksiądz od czegoś ważniejszego odrywał, żeby tutaj ze mną czas marnować – powiedziała kobieta, a Mateusz znowu chciał jej przerwać, żeby wytłumaczyć, że nie jest stratą czasu przebywanie z chorymi, ale pani Marta znacząco podniosła rękę jakby chciała dać mu do zrozumienia, że wie, co on chciał powiedzieć. - Jeszcze tylko księdzu powiem, że w tym roku to mi trochę brakuje śpiewu kolęd. Niech sobie ksiądz wyobrazi, że miałam taką pielęgniarkę środowiskową, co miała piękny głos i w poprzednie lata, przez cały okres Bożego Narodzenia nad nią się „znęcałam” i musiała ze mną dzień w dzień śpiewać kolędy, ale od 1 stycznia przychodzi inna, no i niestety tej – wie ksiądz – słoń na ucho nadepnął i w tym roku mało sobie pośpiewam, bo sama albo z telewizją czy radiem to nie za bardzo lubię. Ale poza tym, proszę księdza, to jest wspaniała ta pielęgniarka, znacznie bardziej fachowa niż ta poprzednia, więc nie mogę narzekać. Trzeba zawsze widzieć lepszą stronę, a nie doszukiwać się gorszej – zakończyła znowu z uśmiechem. - A teraz niech już ksiądz idzie, bo stracił już ksiądz z półtorej godziny, ludzie się pewnie niecierpliwią. Jeszcze raz dziękuję za kolędę i poświęcony czas. Proszę nie zapomnieć wziąć koperty z ofiarą na potrzeby parafii.
- Ależ pani Marto, nie ma mowy żebym...
- Proszę księdza! Co roku to samo... Ile razy mam tłumaczyć, że jestem parafianką, która na co dzień nie może wspierać swojej wspólnoty, więc pozwólcie mi chociaż te kilka razy w roku, czy to przy okazji wizyty kapłana z sakramentami, czy podczas kolędy dołożyć mój grosz? To, że leżę w łóżku nie czyni mnie niezdolną do wspierania mojej parafii. Proszę mi nie robić przykrości...
- Przepraszam, naprawdę nie było moją intencją, żeby panią zdenerwować – Mateusz sięgnął po kopertę, ale jeszcze przez chwilę trzymał ją w dłoniach z wahaniem. - Chodzi o to, że pani wspiera nas swoją modlitwą, a koszty leczenia...
- Ale ja chcę też wesprzeć ofiarą. Naprawdę mogę sobie na to pozwolić i chcę. Proszę przyjąć – pani Marta jeszcze raz uśmiechnęła się do niego i Mateusz włożył kopertę do teczki, choć na jego twarzy ciągle odbijały się mieszane uczucia.
Tego dnia już do końca kolędy te uczucia mu towarzyszyły, choć już nie były one związane z panią Martą, a z pretensjami kilku rodzin, które miały mu za złe, że przyszedł o prawie dwie godziny później niż zwykle ksiądz przychodził i oni musieli tyle czekać. Mateusz zawsze przepraszał i tłumaczył, że zaczął punktualnie, ale nie da się przydzielić każdemu dziesięciu czy piętnastu minut, bo nieraz sytuacja wymaga dłuższej rozmowy, ale nie zawsze te tłumaczenia przynosiły uspokojenie atmosfery.
- Proszę księdza, te czasy, że w dzień kolędy wszyscy siedzą w domu cały dzień i czekają jak trusie kiedy ksiądz zechce łaskawie się pojawić już minęły – powiedziała mu jedna pani a on już nawet nie wiedział co odpowiedzieć, żeby nie eskalować napięcia.
- Mogę tylko panią jeszcze raz przeprosić i zapewnić, że nie przeciągałem wcześniejszych spotkań kolędowych dla własnej przyjemności. Naprawdę. Proszę mi wierzyć, że dzisiaj u nikogo nie wypiłem nawet kawy...
- No i u mnie też ksiądz nie wypije – przerwała mu kobieta. - Zróbmy to co ma ksiądz zrobić i...
- Jak pani sobie życzy. Pomódlmy się o Boże błogosławieństwo dla pani i pani bliskich – powiedział Mateusz.
- Nie mam bliskich – wtrąciła kobieta.
- No to tylko dla pani – Mateusz już nie miał siły dopytywać, przynajmniej nie od razu, ale poźniej też raczej szansy nie było, bo kobieta nie chciała nawet na chwilę usiąść. Kiedy wychodził z jej mieszkania i po raz ostatni na nią spojrzał żegnając się nagle poczuł jakby ukłucie w zębie. Przypuszczalnie wykrzywił nieco twarz, bo kobieta z trzaskiem zamknęła za nim drzwi myśląc, że to był jakiś znak dezaprobaty, ale Mateusz już o tym nie myślał, bo pulsujący ból stawał się z sekundy na sekundę coraz dotkliwszy. Z wielkim trudem udało mu się odwiedzić jeszcze kilka mieszkań, które pozostały do końca dzisiejszej trasy kolędowej i biegiem udał się w kierunku plebani dzwoniąc po drodze do wikariusza, czy nie zna jakiegoś dentysty, który mógłby go przyjąć natychmiast.
- A skąd proboszcz wie, że go ząb boli? Zawsze ksiądz mówił, że nie zna bólu zęba? - dziwił się patrząc na niego Dawid.
- No to zapewniam cię, że teraz już znam. Chyba zaraz oszaleję, więc jakbyś mi podał adres tego dentysty, to bym ci był bardzo wdzięczny – zbolałym głosem mówił Mateusz.
- A który ząb...
- Dawid! - przerwał mu Mateusz.
- Okay, okay, to jest na Czereśniowej 6, ma taki świecący szyld. Niech proboszcz tam jedzie, a ja do niego zadzwonię, to jest bardzo porządny człowiek i świetny fachowiec. Jakby go nie było to zaraz oddzwonię – powiedział Dawid a Mateusz krótko podziękował i przerwał połączenie. Nie wchodząc nawet na plebanię skierował się prosto na parking, wsiadł w samochód i wyjąc z bólu skierował się na Czereśniową. Poczuł w kieszeni wibrowanie telefonu.
- O nie – jęknął widząc, że połączenie jest od Dawida. - Tylko nie mów, że go nie ma...
- No nie ma go, ale jest jakaś dentystka, więc może proboszcz tak czy inaczej wbijać na Czereśniową – uspokoił go Dawid.
- Okay, dzięki – Mateusz już widział przed sobą świecący neon prywatnej kliniki dentystycznej. Szybko zaparkował i przeskakując po trzy schody naraz dotarł do drzwi. Były zamknięte. Zadzwonił i czekał rozmyślając nad tym, jaki Pan Bóg był dla niego łaskawy, oszczędzając mu bólu. Już teraz wiedział dlaczego. Bo prawie mdlał z powodu bolącego zęba. Wreszcie w drzwiach pojawiła się młoda i uśmiechnięta dentystka w niebieskim kitlu. Mateusz rwał się do fotela, ale ona najpierw posadziła go przy biurku i starannie wypisywała jego kartę. Kiedy w końcu zaprosiła go na fotel Mateusz usiadł i nerwowo zaczął szukać pasów bezpieczeństwa.
- Proszę księdza to nie samochód – uśmiechnęła się dentystka i wciskając jakiś pedał opuściła fotel w tył, sprowadzając Mateusza do pozycji półleżącej.
- Powiem księdzu, że jestem podekscytowana, bo jest ksiądz moim 13 pacjentem – powiedziała wpatrując się w przerażone oczy Mateusza.

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!