TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Września 2020, 02:42
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strina księży(ca) część LXVI

Jasna i ta druga strina księży(ca) część LXVI

Jak się można było spodziewać pani Żaneta Kępińska miała wszelkie podstawy, aby zwrócić się do Sądu Biskupiego z prośbą o rozpatrzenie jej sprawy i ewentualne orzeczenie, że jej małżeństwo od samego początku było nieważne, ponieważ mąż zataił przed nią chorobę psychiczną, a do tego pobrali się po kilkumiesięcznej zaledwie znajomości, ponieważ kobieta zaszła w ciążę. Tym jednak, co szczególnie zmusiło Mateusza do głębszej refleksji był fakt, z jaką łatwością ludzie, którzy tak naprawdę znajdują się na obrzeżach Kościoła, nie dlatego, że ktoś ich tam wyrzucił, ale z własnego wyboru, podejmują decyzję o ślubie w Kościele. Oczywiście, przypadek pani Żanety to historia sprzed 20 lat, ale przecież i dzisiaj nie brak takich sytuacji. Mateusz rozmawiał o tym ze swoim Proboszczem i razem skonstatowali, że sytuacja jest coraz trudniejsza.
- Widzi ksiądz, to jest zawsze wielki dylemat dla mnie – mówił Proboszcz, – kiedy taka para przychodzi i prosi o sakrament, a ja nie widzę w nich, poza deklaracjami, żadnej oznaki wiary, nie ma żadnego związku z Kościołem. Prawdę mówiąc takim ludziom powinno się zaproponować najpierw jakąś solidną formę katechumenatu, aby poznali Pana Boga i wiarę, aby wiedzieli, co to jest sakrament, co to jest nierozerwalność małżeństwa. Jak ich pytam, czy są świadomi, że małżeństwo jest nierozerwalne to mówią, że tak. A jak pytam jego, co by zrobił, gdyby go żona zdradziła, to mówi: „niech się nie waży!” - A jeśli jednak? - naciskam, to odpowiada, że chyba nie ma sensu utrzymywać fikcji i każdy pójdzie w swoją stronę. I klops! Bo to znaczy, że pojęcia nie mają o nierozerwalności, że już sobie furtki zostawiają... I wtedy powinno się ich odesłać, a z drugiej strony oni mówią, że wszystko już gotowe, sala, suknia... Że może się źle wyrazili... Czasem szantażują, że jak to możliwe, żeby ksiądz miał opory z udzieleniem ślubu... Na żaden katechumenat się nie zgodzą, z trudem na tych kilka spotkań kursu przedmałżeńskiego przyjdą – narzekał Ksiądz Proboszcz.
- A z drugiej strony, wie Ksiądz Proboszcz, co się dzieje? I co mnie bardzo martwi? Że coraz częściej nasza młodzież nie widzi nic złego w mieszkaniu razem z narzeczoną czy narzeczonym w akademiku. I to są nasi ludzie, którzy należeli do grup przyparafialnych i nawet do kościoła chodzą, czy na duszpasterstwo akademickie. Mówią, że tak jest taniej, że nie stać ich na oddzielne pokoje... Z jednej strony przychodzą prosić, a nawet domagać się ślubu prawie niewierzący, a z drugiej mamy tych praktykujących, którzy często nie widzą problemu w mieszkaniu razem bez ślubu. Pomieszanie z poplątaniem – skwitował Mateusz.
- Wie ksiądz, jak się modlimy we Mszy Świętej tymi słowami po „Ojcze nasz” - „wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Pana Jezusa Chrystusa” to ja ten zamęt widzę coraz bardziej i to jest sprawa wiadomego autorstwa. Ten zamęt to sprawa szatana, jemu na tym zależy i dlatego trzeba się dużo modlić. Ja wiem, że ksiądz lubi podczas kursu małżeńskiego dużo mówić im o komunikacji w związku, o tym jak się kłócić, jak rozwiązywać kryzysy i to wszystko jest bardzo ważne. Ja właśnie dlatego oddałem księdzu te kursy, bo ja od tej strony jestem staroświecki i nie mam takiej wiedzy. Ale jak my ich nie nauczymy się modlić, to ten zamęt ich pochłonie, żadna socjologia czy psychologia im nie pomoże. A ile rodzin modli się razem w domu? - zapytał retorycznie Proboszcz.
- Zgadzam się w stu procentach z Księdzem Proboszczem. Ja nawet wprowadziłem takie dodatkowe spotkania modlitewne, podczas których nie tylko modlimy się razem, ale też proponuję im różne formy wprowadzania modlitwy w życie rodzinne. Ale wie ksiądz, zrobiłem te spotkania fakultatywne i na 18 par przyszło zaledwie 4 i to takie, które pochodzą z rodzin modlących się. Ci, którym najbardziej przydałaby się pomoc w tym względzie uznali, że takiej pomocy nie potrzebują – spuścił głowę Mateusz.
- Może trzeba wprowadzić te spotkania obowiązkowo? - zastanawiał się Proboszcz.
- Ten kurs już dokończę na tych samych zasadach, a potem wrócimy do tego i zastanowimy się wspólnie. Ciągle jeszcze się łudzę, że może ci, co przyszli na pierwsze dwa spotkania namówią chociaż kilka kolejnych par. Ale wracając do tej pani Żanety, muszę coś jeszcze księdzu powiedzieć. Zaimponowała mi ta kobieta, że nie chciała za wszelką cenę związku z tym całym Rafałem. Że chciała najpierw upewnić się, czy może żyć w zgodzie z Panem Bogiem. Rozumie ksiądz? Ile to razy przychodzą do mnie jacyś rozwodnicy w drugim czy nawet trzecim związku i krzyczą na mnie, że Kościół ich odrzuca, że nie ma w nim miłosierdzia, a kiedy pytam, czy Kościół ich interesował, kiedy byli w pierwszym związku sakramentalnym, to albo milczą, albo się cienko tłumaczą, że wtedy to byli młodzi i o lataniu do kościoła nie myśleli. A teraz, kiedy w konsekwencji własnych błędów nie mogą przyjąć Komunii, nagle się buntują, chociaż do kościoła i tak nie chodzą. Zresztą buntują się zwykle wtedy, kiedy chcą zaświadczenie na chrzestnego lub chrzestną. I dlatego ta kobieta mi zaimponowała, ponieważ powiedziała wyraźnie, że woli zrezygnować z miłości do mężczyzny niż z Eucharystii! Powiedziała, że zbyt długo w życiu była daleko od Jezusa, żeby sobie jeszcze teraz pozwolić na takie wybory. I wcale nie miała żalu do Kościoła – fascynował się Mateusz.
- I pomyśleć, że to właśnie ten facet ją przyprowadził do Boga – zamyślił się Ksiądz Proboszcz. – Tak, widzi ksiądz, nieraz od nawróconych grzeszników możemy się naprawdę wiele nauczyć i kto wie, może i my się nawrócimy. Bo my też potrzebujemy. A w ogóle, to aż się człowiekowi lżej robi na sercu, kiedy ma do czynienia z takimi osobami. Dobrze księże Mateuszu. Musimy jeszcze porozmawiać na temat naszych zajęć bieżących, ale dziękuję księdzu, że mi o tym opowiedział.
- Dla mnie też było to bardzo budujące, a pani Żaneta nie miała nic przeciwko temu, bym się z księdzem skonsultował. Nieraz są takie piękne sytuacje w konfesjonale i człowiek chciałby się tym podzielić, ale wiadomo, że jest tajemnica. Księże Proboszczu, mam pewien pomysł na Drogę krzyżową w tygodniu przed Niedzielą Palmową, chce ksiądz, żebym mu opowiedział, czy woli ksiądz niespodziankę? - uśmiechnął się szelmowsko Mateusz.
- Myślę, że mogę chyba księdzu zaufać... Pamiętam, jak ja byłem wikariuszem i przygotowałem nietypową Drogę krzyżową. Wtedy wychodziły pierwsze kasety magnetofonowe z różnymi muzycznymi opracowaniami i wybrałem taki muzyczny montaż, który był formą reporterskiej transmisji. Wie ksiądz, każda stacja była widziana oczami innego reportera, albo operatora kamery, czy świateł. I to właśnie oni komentowali poszczególne sceny. Do tego były piękne, choć nowocześnie, rockowo zaaranżowane pieśni. Droga krzyżowa udała się znakomicie i po nabożeństwie, jeszcze w kościele, podeszło do mnie wiele osób z gratulacjami i nie powiem, byłem bardzo szczęśliwy. Ksiądz Proboszcz widział to, a chociaż był naprawdę wspaniałym kapłanem to jednak lubił być protagonistą, zawsze w centrum wydarzeń, czasami czuł się urażony, jeśli go w czymś pominięto, więc chyba trochę go to ubodło – ze swadą opowiadał Proboszcz.
- Gdyby nie fakt, że musiało upłynąć już dobrych trzydzieści lat pomyślałbym, że chodzi o proboszcza od
św. Alberta – uśmiechnął się Mateusz.
- No właśnie, ten typ. A wracając do wydarzeń, wszedłem do zakrystii i usłyszałem jak jedna, dosłownie jedna starsza pani pyta mojego ówczesnego Proboszcza: „Księże Proboszczu, czy za tydzień będzie NORMALNA Droga krzyżowa, czy mam iść do jezuitów?” Ksiądz Proboszcz spiorunował mnie wzrokiem, wstał od biurka, szybkim krokiem udał się do ołtarza i korzystając z tego, że wielu ludzi jeszcze nie opuściło kościoła ogłosił: „Proszę się nie martwić, ksiądz wikariusz będzie odsunięty od prowadzenia Drogi krzyżowej. Za tydzień zapraszam wszystkich na NORMALNE nabożeństwo, które JA będę prowadził” – zakończył z uśmiechem Proboszcz. – Więc niech ksiądz uważa!

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!