TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Kwietnia 2020, 17:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jakby nieba nie było

Jakby nieba nie było

 

Czym kierujemy się w naszych decyzjach? Co tak naprawdę popycha nas w tę lub w inną stronę? Na co pracujemy? Co chcemy zyskać?

W Pierwszym Liście św. Pawła do Koryntian czytamy: „Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1Kor 1, 26-30). Słowa te napisał człowiek gruntownie wykształcony, kiedyś zajmujący znaczną pozycję w społeczeństwie, cieszący się autorytetem, a wśród biednych chrześcijan siejący strach. Gdy spotkał na swojej drodze Chrystusa, wszystko to uznał za śmieci. Jednocześnie nie stał się pustelnikiem. Nie schował się w jakiejś jaskini na resztę życia. Przemierzał setki kilometrów, by godzinami nauczać, pisał listy i nazywał siebie największym z apostołów. Czy zatem cierpiał na jakieś schorzenie neurologiczne? Czyżby miał problemy z osobowością? Otóż nie. Cóż zatem? Chodzi o fundament, czyli o to, co jest naszą motywacją; co znajduje się u początku naszych działań.
Kiedy spojrzymy na życiorysy świętych i błogosławionych będą tam osoby świetnie wykształcone i niemal analfabeci; jedni zwiedzili ogrom świata, inni przez lata nie opuścili nawet swojego pokoju; niektórzy umierali młodo lub przynajmniej szybko, a byli tacy, którzy cierpieli fizycznie lub duchowo przez dziesiątki lat. Zakonnicy, księża, świeccy żyjący samotnie lub w małżeństwie; kobiety i mężczyźni, ludzie najróżniejszego pochodzenia i z całym wachlarzem historii – pobożni już od najmłodszych lat i najwięksi przestępcy. Kiedy mówimy o jakimś świętym, że jest potężnym orędownikiem, nie mamy na myśli ani jego tężyzny fizycznej, ani pochodzenia czy ziemskich zasług. Pojawiają się wysłuchane modlitwy, dzięki którym coraz więcej osób szuka u niego pomocy i ją otrzymuje. Ale to wszystko zaczyna się od daru, który został przyjęty podczas ziemskiego życia i owocuje w niebie. Nie ma lepszych i gorszych świętych, bo Bóg w nadmiarze potrafił wykorzystać „materiał”, jaki oddaje się w Jego ręce, zapraszając człowieka do osobistej drogi. Niekiedy pociąga to za sobą radykalną zmianę sposobu postępowania. Tak stało się w przypadku św. Franciszka z Asyżu. Wcześniej prowadził życie dość imprezowe, bogate i z regularnymi zadymami, później jego decyzje zaczęło wytyczać osiągnięcie sukcesu. Przychodzi jednak moment, że to wszystko traci na znaczeniu. Życie w luksusie zamienia na żebraninę. W tym samym czasie do nieco innej drogi zostaje zaproszony św. Dominik. Chociaż i dla niego ważne jest ubóstwo, jednak główną jego misją staje się nawracanie albigensów i waldensów, szerzących herezję i odrzucających m.in. Trójcę Świętą czy wcielenie Syna Bożego. Bronią Świętego staje się wiedza, dzięki której wytyka im błędy i o prawdziwości nauki Kościoła przekonuje za pomocą rozumu, a nie siły. Dominikowi pomaga w tym gruntowne wykształcenie, jakie zdobył wcześniej. Także w przypadku św. Antoniego Pan Bóg wykorzystał jego naturalne zdolności, by służąc innym przez głoszenie słowa Bożego, szedł ku świętości. Dziś język i struny głosowe są centralnymi relikwiami tego Świętego. O św. o. Pio można powiedzieć, że był po prostu zakonnikiem, który większość swojego życia spędził w niewielkiej miejscowości, przede wszystkim odprawiając Msze Święte, głosząc kazania i spowiadając. Jak tysiące zakonników i księży diecezjalnych przed nim i po nim. A jednak w ramach tej życiowej drogi Pan Bóg obdarzył go cudownymi i jednocześnie trudnymi darami, które dla wielu osób, także duchownych, były nie do przyjęcia. Trudno się dziwić, skoro uczestniczenie w jednej odprawionej przez o. Pio Mszy św. potrafiło nawrócić zupełnie niewierzącego człowieka. Dziś ten Święty dalej nie pozwala o sobie zapomnieć. Chorzy znajdują fachową pomoc w stworzonym przez o. Pio szpitalu, który jest jednym z najlepszych we Włoszech, a dla tych, którzy znaleźli się w sytuacjach szczególnie trudnych, staje się skutecznym orędownikiem. Ilu świętych – tyle dróg. Wśród największych zmagań nie tracili pogody ducha, a jeśli po ludzku zostawali czegoś pozbawieni, nie pogrążali się w rozpaczy. Nie bali się, że chwała i sława zostanie im odebrana, bo zabiegali o chwałę tego, który ich powołał.
Strach przed utratą czegoś możemy zobaczyć natomiast między innymi w trzech biblijnych postaciach – dwóch bardziej tragicznych i jednej smutnej. Pierwszą z nich jest Herod Wielki, który ze strachu przed utratą władzy, gdy dowiedział się o nowo narodzonym Mesjaszu, zapobiegliwie wymordował wszystkich żydowskich chłopców do lat dwóch. Natomiast jego syn, Herod Antypas, rozkazał ściąć głowę Jana Chrzciciela – chociaż sam go cenił, bo bardziej zależało mu na tym, by nie stracić opinii w oczach innych. Okazuje się, że jeśli zbytnio do czegoś jesteśmy przywiązani, lęk przed utratą może prowadzić nas do nielogicznych czy zupełnie złych decyzji. Tak stało się w przypadku dwóch Herodów. Mniej dramatycznie potoczyły się losy młodzieńca, który spotkał się z Jezusem. Wszystko szło całkiem nieźle do momentu, gdy Jezus zaprosił majętnego chłopaka, by rozdał wszystko, co posiada, i poszedł za Nim. Nie wiemy, co stało się później. Ale w pierwszym odruchu zasmucił się. Jak to? Stracić to wszystko, co do niego należało? Wydaje nam się czasem, że nie jesteśmy przywiązani do dóbr, ale gdy stanęlibyśmy przed tak radykalnym wyborem, łatwo już by nie było.
Możliwe że te trzy przestrzenie z tego świata – władza, opinia innych i dobra materialne – mają największą siłę przyciągania. Na każdego podziała coś innego, ale okazuje się, że żadnej z nich nie będzie w niebie. Co więcej – nawet na ziemi nie są dość trwałe. Możemy jednak w nich szukać źródła życia, szczęścia, nasycenia. Możemy żyć, jakby nieba nie było. Możemy. Tylko po co? Skoro niebo istnieje.

Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!