TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Sierpnia 2019, 04:34
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jak Józef i Bóg wybrali tę samą kobietę

Jak Józef i Bóg wybrali tę samą kobietę

W poprzednim numerze „Opiekuna” poznaliśmy historię Nabożeństwa do 7 boleści i do 7 radości Świętego Józefa. Zapoznaliśmy się również z różnymi formami jego odprawiania i wiemy, że w ostatnim zatwierdzonym przez Kościół objawieniu tego Świętego, on sam upomniał się o tę modlitwę i zapewnił, że jest to potężne narzędzie, przez które Bóg pragnie okazać nam swoje miłosierdzie. 

Dzisiaj przechodzimy do konkretów. W pierwszą niedzielę, albo w pierwszą środę, albo po prostu w pierwszym dniu naszego nabożeństwa mamy rozważać smutek, jaki ogarnął Świętego Józefa, kiedy dowiedział się, że Najświętsza Dziewica jest brzemienna i zastanawiał się nad jej odprawieniem. Ten smutek jednakże szybko ustąpił miejsca wielkiej radości, kiedy anioł oznajmił mu, że powinien pozostać z Maryją, ponieważ jej dziecię jest Synem Bożym. Święty Józef na pewno uważał się za niegodnego tak wielkiego posłannictwa, jakim było sprawowanie opieki nad Maryją i jej Dzieckiem, ale będąc człowiekiem pokornym i sprawiedliwym zaakceptował rolę, jaką Bóg mu przeznaczył do odegrania.

Co mówi Ewangelia?

Jak pisałem w poprzednim artykule modlitwa ta jest głęboko zakorzeniona w Piśmie Świętym dlatego od razu zobaczmy konkretny tekst natchniony: „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jezusa, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawa Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel”, to znaczy „Bóg z nami’. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański” (Mt 1, 18-25). 

Człowiek sprawiedliwy 

Z powyższego tekstu dowiadujemy się przede wszystkim, że Józef był człowiekiem sprawiedliwym i jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego nasz bohater w tej emocjonalnej huśtawce smutków i radości, które rozważamy, potrafił zawsze odnaleźć właściwy sposób postępowania (mówiąc dzisiejszym językiem, trudności nie sprawiały, że „pociąg po nim przejeżdżał”, a radości nie uderzały do głowy „sodówką”) musimy dobrze pojąć to określenie. Jak to wspaniale opisał o. Augustyn Pelanowski bycie człowiekiem sprawiedliwym w Biblii oznacza nie tylko postępowanie zgodnie z literą Pisma, ale także domyślanie się tego, czego Bóg nie powiedział, a co jest Jego pragnieniem. To jest człowiekowi potrzebne zwłaszcza wtedy, kiedy znajduje się w sytuacji, która go przerasta. Kiedy nie ma jasnej instrukcji, jak się w danym momencie zachować albo instrukcje są sprzeczne. Święty Józef wielokrotnie znajdował się w sytuacjach kiedy musiał przekraczać swoje ograniczenia i pójść do przodu. I on zawsze potrafił to uczynić, ponieważ był człowiekiem sprawiedliwym, a więc ciągle przekraczał samego siebie, wychodził poza swoje wyobrażenia i lęki, słuchał bardziej Boga niż siebie, ufał bardziej jego planowi, niż swoim uczuciom. Jak podkreśla o. Pelanowski wtedy mężczyzna nie jest jakimś marzycielem, Piotrusiem Panem, ale idzie do przodu i jest człowiekiem spełnionym. Według cytowanego autora naczelną zasadą sprawiedliwego było „upiększanie przykazania”, skoro Bóg czegoś pragnie, to sprawiedliwy pragnie tego samego, ale chce to spełnić tak, by w oczach Boga było piękne, by Go zachwycało, a nie jedynie, aby coś zrobić i „mieć z głowy”. Taka jest właśnie postawa św. Józefa wobec Boga i Jego przykazań, a nawet ukrytych pragnień – wypełniać je jak najpiękniej. Przy tej okazji warto też podkreślić, że być może nasze dzisiejsze problemy z wypełnianiem Bożych przykazań biorą się właśnie stąd, że chyba brakuje nam tej naczelnej zasady człowieka sprawiedliwego. W Piśmie Świętym jest często mowa o umiłowaniu przykazań. Gdybyśmy miłowali przykazania, to pewnie znacznie łatwiej byłoby nam je wypełniać. I nie tylko przykazania, ale podobnie jak św. Józef, również pragnienia Boga. No ale my, niestety, w najlepszym przypadku przykazania tolerujemy, a i to bardzo często wybiórczo. Wtedy wszystko staje się piekielnie (słowo użyte nieprzypadkowo) trudne.

Ciąża w niewłaściwym czasie

To naprawdę niesamowite, że pierwszy smutek czy też boleść Józefa jest związana ze stanem błogosławionym jego ukochanej Maryi, którą zdążył już poślubić, ale z którą jeszcze nie zamieszkał. To niesamowite, ponieważ również dzisiaj przez ten stan ducha, choć z zupełnie innych przyczyn, przechodzą tysiące, a może i miliony mężczyzn i par na świecie. I wbrew propagandzie, którą słyszymy, tych przypadków będzie coraz więcej, bo jak widać choćby na przykładzie Wielkiej Brytanii, im więcej edukacji seksualnej w szkołach, im więcej dystrybutorów bezpłatnych prezerwatyw, im więcej środków antykoncepcyjnych subsydiowanych przez liberalne państwa, tym więcej nieplanowanych i niechcianych ciąż u coraz młodszych dziewcząt. To straszne, że tak często informacja o stanie błogosławionym jest wiadomością tragiczną i z jaką łatwością wówczas wydaje się wyrok na ten cud jakim jest dar życia. 

Św. Józef też się zasmucił, bo wydawało mu się, że całe jego piękne plany wzięły w łeb. Ale nie chciał krzywdy Maryi i jak zawsze próbował odkryć jakie jest pragnienie Boga w tej sytuacji. Z zapisu biblijnego bynajmniej nie wynika, że Józef chciał postąpić zgodnie z prawem, bo to oznaczałoby śmierć Maryi. On chciał pojąć pragnienie Boga a potem ukochać je i wypełnić jak najpiękniej. I tak zrobił. W słowach nocnego zwiastowania, które otrzymał od Boga odczytał nie tylko prawdę o niesamowitym powołaniu swojej Małżonki, ale też zapewne zrozumiał na nowo prawdę o swoim własnym powołaniu: on który ukochał Maryję ludzką miłością, ma stać się człowiekiem, któremu Bóg, jak to pięknie ujął św. Jan Paweł II, „powierzył straż nad swymi najcenniejszymi skarbami” Maryją i Jezusem. Czyli ma ich kochać i strzec. „Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie”. Tak oto smutek musiał się przerodzić najpierw w zdumienie, może niedowierzanie, ale w końcu w wielką, niesamowitą radość. Czyż można nie mieć radości z najcenniejszych skarbów Boga?

Być jak Józef z Nazaretu

Dlatego tak ważne jest, aby przykład św. Józefa dotknął jak największej liczby serc, możliwie wszystkich tych serc, które nagle „zamarły” na wieść o nieplanowanej ciąży. Aby zechciały one przez chwilę otworzyć się na pragnienia Boga. Nawet jeśli wcześniej noszący te serca ludzie czynili wszystko, tylko nie to, czego Bóg pragnie, może nieudolnie próbowali gonić własne pragnienia, a może dali się po prostu oszukać kłamliwym perspektywom „nowego, wspaniałego świata” (bez Boga oczywiście), w tym momencie, kiedy te serca „zamierają” to wszystko traci ważność. Ważne jest, aby w tym momencie otworzyły się na pragnienie Boga.

Pamiętam, jak redaktor Rafał Porzeziński opowiadał, jak bardzo przeżywał trudności związane z brakiem potomstwa. Tak bardzo pragnęli z żoną mieć dzieci, ale wszystko wskazywało na to, że z jakichś przyczyn Pan Bóg nie chciał ich obdarzyć tym właśnie rodzajem rodzicielstwa. Że musieli się otworzyć na inny rodzaj macierzyństwa i ojcostwa niż to, które się marzy niemal wszystkim małżonkom. I mówił redaktor Porzeziński, że któregoś dnia widok figurki św. Józefa uświadomił mu, że ten Święty też nie mógł mieć swoich dzieci, ale... adoptował Jezusa. I ta myśl tak uderzyła Porzezińskiego, że pobiegł do domu dysząc i krzycząc z radości, że Józef adoptował. I my też możemy. 

Tak sobie wyobrażam, jakie by to było piękne, gdyby za każdym razem, kiedy dziewczyna/żona oznajmia swojemu chłopakowi/mężowi, że jest w ciąży, chociaż tego nie planowali, a wręcz lękiem napawa ich to małe ludzkie istnienie w łonie matki, mężczyzna mógł powiedzieć: „Kochanie! Święty Józef też był spanikowany, a popatrz jakiego Syna wychował! Widocznie takie jest pragnienie Boga również co do nas”.

Kiedy człowiek wpatruje się w serce Boga, nie ma takiego smutku, który przysłoniłby mu Bożą wolę i Boże pragnienia. I nie ma takiego smutku, który nie przerodziłby się w radość. 

Chwalebny Święty Józefie, 
oblubieńcu Najświętszej Maryi, 
Tak jak wielkie były żal i ból twego serca, 
Gdy przeżywałeś niepewność, 
czy opuścić przeczystą Małżonkę, 
Tak też ogromna była radość, 
Z objawionej przez Anioła tajemnicy zbawienia. 
Przez twe cierpienie i radość, 
Prosimy Cię, pociesz nas 
W smutkach ostatniej godziny 
I udziel nam świętej śmierci, 
Wieńczącej życie podobne do Twojego życia, 
U boku Jezusa i Maryi.
Przez Chrystusa Pana naszego. 

Amen. 

Tekst ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!