TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Października 2021, 19:25
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jak eksport demokracji kończy się importem uchodźców

Jak eksport demokracji kończy się importem uchodźców

Ostatnio bardzo mi się spodobało stwierdzenie korespondenta z Włoch tygodnika „Do Rzeczy” Piotra Kowalczuka, że my, czyli świat zachodni, niby eksportujemy demokrację, a na koniec okazuje się, że tak naprawdę to importujemy uchodźców. Prawda, że ciekawe?

I pięknie oddaje to, co Amerykanie przy pomocy europejskich sojuszników zrobili
w Afganistanie, a wcześniej w paru innych miejscach na świecie. Najpierw uparcie eksportują demokrację przez ładnych 20 lat. Bardzo podobają mi się te nazwy, które nadają swoim operacjom. Kiedy zaatakowali Afganistan w 2001 roku w ramach odwetu za zamach na WTC w Nowym Jorku, operacja miała nazwę Enduring Freedom, czyli „Trwała Wolność”. Chodziło głównie o wytropienie i ukaranie Bin Ladena i całej Al Kaidy, która w Afganistanie miała mieć swoje główne bazy. No i amerykańscy super uzbrojeni chłopcy plus ich najlepsze na świecie służby wywiadowcze (wiecie, te wszystkie CIA, FBI, NSA i inne trzyliterowce) BŁYSKAWICZNIE dopadli Bin Ladena, znaczy się po 10 latach i od razu go zabili. Ale, żeby głupio nie wyglądało, to się zachowali dość konsekwentnie i podobnie jak BŁYSKAWICZNIE złapali Bin Ladena, tak samo BŁYSKAWICZNIE opuszczali Afganistan. Czyli 10 lat im to zajęło... Ale w międzyczasie zmienili nazwę operacji na: Freedom’s Sentinel czyli „Strażnik Wolności”! Logicznie! Jak już tę wolność utrwalili, to potem musieli tam postawić strażnika. Jednak nawet to BŁYSKAWICZNE wycofywanie się Amerykanów z Afganistanu musiało się kiedyś zakończyć, ale tu znowu nastąpiło zaskoczenie, bo aż takiego nabrania prędkości w odwrocie to nikt się nie spodziewał. Chociaż, żeby nie było, że to prowizorka, bo rozmowy o wycofaniu USA z Afganistanu były przeprowadzone wcześniej, co prawda nie z oficjalnym rządem, ale z Talibami. Zresztą te rozmowy były równie groteskowe jak cała operacja utrwalania i strzeżenia wolności: okazało się, że „rozmowy amerykańsko – talibańskie” o wycofaniu USA z Afganistanu prowadzili w lutym 2020 roku w Doha (Qatar): ze strony Talibanu jeden z jego założycieli Abdul Ghani Baradar, a ze strony USA pan Zalmay Mamozy Khalizad, Pasztun co prawda wykształcony w Chicago, ale urodzony w 1951 roku w Mazar-i-Sharif i wychowany w Kabulu. Czyli obaj Afgańczycy. Czy ktoś coś z tego rozumie? Bo ja nie. W każdym razie trzeba stwierdzić, że najwyraźniej strażnik słabo tej wolności pilnował i wolność... „zbiegła”. Widać strażnik postanowił już jej nie ścigać i wrócił do domu. A wolność „zbiegła” tak skutecznie, że teraz mamy falę uchodźców. Czyli eksportowaliśmy im demokrację, a mamy import uchodźców. Jak w starym kawale, w którym była mowa, że na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają samochody. I wszystko się zgadzało, tylko że nie samochody, ale rowery, i nie rozdają ale kradną.
Jakby na sprawę nie patrzeć, to BŁYSKAWICZNIE ci uchodźcy pojawili się na naszej granicy z Białorusią. Ja jestem wiejski pleban i na chłopski rozum wystarczy wziąć całą sprawę, żeby wiedzieć, że to nie są CI uchodźcy. Szef MSWiA uchylił rąbka tajemnicy, kim są ludzie koczujący po białoruskiej stronie granicy; „Nasi strażnicy graniczni prowadzą rozmowy z osobami, które zostały zatrzymane w ostatnich tygodniach na granicy. Wyłania się obraz dość ponury. Większość z tych osób, które zostały zatrzymane na terytorium Polski, nielegalnie przekroczyły naszą granicę, są to w większości obywatele Iraku, którzy, jak wspominałem, kilkakrotnie dotarli z Bagdadu do Mińska samolotami. Pewną grupę, nie większościową stanowią obywatele Afganistanu. Większość Afgańczyków, którzy usiłują nielegalnie przekroczyć polską granicę, to osoby, które od wielu lat przebywają w Rosji. Przebywają tam legalnie, pracują tam zawodowo, natomiast zostały im złożone propozycje, aby za opłatą mogły dotrzeć do Europy Zachodniej. Przeciętnie jest to koszt około 5-5,5 tys. dolarów od osoby. Od rodziny jest to 15-20 tys. dolarów. Mamy też rodzinę, która zapłaciła 40 tys. dolarów za przerzucenie jej na teren Unii Europejskiej. Natomiast proszę nie wiązać obecności na granicy tych obywateli z wydarzeniami, które mają miejsce w tej chwili w Afganistanie”. Można ministra nie lubić, ale brzmi to wiarygodnie i nie trzeba być wielkim mędrcem, żeby zrozumieć, że mamy tu do czynienia z małą próbką tzw. broni demograficznej. Ja wiem, że to straszne, ale są ludzie na świecie, którzy nie zawahają się wysłać setek, a nawet setek tysięcy ludzi w konkretne miejsce, obiecując im dobrobyt i spokój (najlepiej na socjalu), a tak naprawdę destabilizując całe kraje. I ja się cieszę, że nasi żołnierze granic bronią. Nie mają być brutalni, ale stanowczy tak! A kto ich znieważa, to sam bym z liścia strzelił... Trochę mnie poniosło, ale jak widzę jak sobie niektórzy Ewangelią buzię wycierają, to mnie nerwy biorą. A im się jeszcze wydaje, że są bohaterami, i jakaś część mediów ich w tym utwierdza. Mnie tylko dziwi, że tym razem nie chcą się usłuchać Unii Europejskiej, która zaleca bronienie granic zewnętrznych. Znowu trzeba sobie jednak przypomnieć stare przysłowie, że jak kogo Pan Bóg chce ukarać, to mu rozum odbiera... Oj, żeby im tak jeszcze immunitety zabrał... Ale się rozmarzyłem ;)
Na koniec zostawiłem sobie pewnego gagatka, którego od dłuższego czasu mam na widelcu. Nie będę tu wymieniał jego nazwiska, ale szybko się domyślicie o kogo chodzi. To taki pan, który dłuuuuugo promował się w środowiskach kościelnych, a jednocześnie w tej telewizji, co to ją rzekomo teraz w Polsce prześladują, aby ostatecznie stać się twarzą nowego projektu politycznego. W ramach tego projektu pan wystartował w wyborach prezydenckich, wsławił się płaczem nad Konstytucją, a przede wszystkim swoją woltą wobec Kościoła, którego stał się jednym z najsurowszych kontestatorów. Otóż pan zorganizował konwencję swojego projektu politycznego i zapowiadał „gościa specjalnego”. Czytałem nawet spekulacje, że mogła to być sama Michelle Obama. W sumie trzeba mu oddać, że w ten sposób trochę podkręcił atmosferę przed tym swoim kongresem i nawet ludzie, których jego partia zupełnie nie interesuje, jednak zastanawiali się, kto będzie tym gościem. No i wreszcie konwencja się odbyła, a „specjalnym gościem” okazała się być Jaśmina. Najpierw myślałem, że to może jakaś kolejna działaczka opozycji na Białorusi albo jakaś biedna uchodźczyni z Afganistanu. A tymczasem chodzi o... aplikację mobilną. W Jaśminie można znaleźć opisy poszczególnych członków partii, ich tweety, odsyłacze do publikacji związanych z ruchem czy kalendarz z nadchodzącymi wydarzeniami dotyczącymi polityki, czyli pierdoły partyjne! Naprawdę się wzruszyłem ;) Widać nowe spojrzenie na politykę: najważniejsze są gadżety. Zwłaszcza duzi chłopcy je lubią.


Pleban ze wsi

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!