TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 01 Kwietnia 2020, 10:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Franciszek znowu w Japonii!

Franciszek znowu w Japonii!

470 lat od przybycia św. Franciszka Ksawerego do Japonii, które wyznaczyło początek rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa na tej ziemi, inny jezuita, też Franciszek przybywa do Kraju Kwitnącej Wiśni, aby dać nowy impuls nie tylko wierzącym i zaapelować o pokój.

Jak nasi Czytelnicy na pewno się zorientowali, żyjemy w ciekawych czasach i mam tu na myśli przede wszystkim Kościół, naszą ukochaną Matkę. Można to zauważyć przede wszystkim w mediach, wspomniałem o tym również przed dwoma tygodniami. Z jednej strony mamy atak ze strony liberalnej lewicy zewnętrznej wobec Kościoła i to w sumie nie powinno dziwić, w którym to ataku ostrze krytyki skierowane jest głównie przeciw św. Janowi Pawłowi II i papieżowi seniorowi Benedyktowi XVI, rzekomo winnym strasznego zepsucia moralnego, jakie jest w Kościele. Natomiast z drugiej strony, tej konserwatywnej i wewnętrznej, celem ataku jest papież Franciszek, winny rzekomego przechyłu na lewo, który już wkrótce ma spowodować rozbicie się łodzi Kościoła. A jeśli się jednak nie rozbije będzie to tylko wyłączną zasługą prawicowych i konserwatywnych publicystów, którzy postem i modlitwą o to zabiegają. Ja mam niestety problem i z jednymi i z drugimi, ponieważ kocham św. Jana Pawła II, papieża pielgrzyma, kocham Benedykta, papieża profesora i wreszcie kocham Franciszka, papieża proboszcza! Każdy z nich jest inny, u każdego z nich znajduję niezmierzone pokłady inspiracji, w każdym widzę wikariusza Chrystusa i Sługę Sług Bożych. Najwyraźniej mam problem i siedzę okrakiem na barykadzie! W każdym razie niestrudzenie podążam za papieżem Franciszkiem, bo to w końcu obecny papież i nie możemy ciągle odwoływać się tylko do Jana Pawła II, jakby po nim zakończyła się historia papiestwa, i próbuję na tych łamach obecny pontyfikat opisywać. Czasami tłumaczyć. W końcu chyba po to są media katolickie, prawda?

Spełnione marzenie Franciszka
A kiedy piszę te słowa papież Franciszek jest w Japonii i nie trzeba być jakimś szczególnie pieczołowitym czytelnikiem „Opiekuna”, aby się domyśleć, iż takiej okazji nie przepuszczę, bo kraj - strasznie to oklepane, ale co zrobić - Kwitnącej Wiśni to również i moja pasja. Tytuł to oczywiście mała prowokacja, a właściwie gra słów, bo papież Franciszek nigdy w Japonii nie był. Ale przecież wielkim ewangelizatorem tego kraju był św. Franciszek Xawery, też jezuita! Stąd moja emfaza nad powrotem Franciszka (jezuity) na wyspy japońskie. Jak się okazuje było to marzeniem papieża Franciszka. Przypomina się, że marzeniem młodego ks. Bergoglio było to, by pojechać na misję do Japonii, ale jego przełożeni w Argentynie mieli wobec niego inne plany. Teraz jego tłumaczem w czasie wizyty jest ks. Renzo de Luca, którego przyszły papież jako prowincjał jezuitów w swojej ojczyźnie wysłał właśnie tam jako misjonarza. Zresztą w pierwszej homilii sam Franciszek o tym powiedział: „Nie wiem, czy wiecie, ale od czasów młodości żywiłem sympatię i miłość do tych ziem. Minęło wiele lat, od tego impulsu misyjnego, na którego realizację trzeba było poczekać. Dzisiaj Pan daje mi możliwość bycia między wami jako pielgrzym misyjny, śladami wielkich świadków wiary, 470 lat od przybycia św. Franciszka Ksawerego do Japonii, które wyznaczyło początek rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa na tej ziemi.”

Cud Dalekiego Wschodu
Pozostawimy teraz na chwilę na boku papieża Franciszka i teraźniejszość, aby zapytać o fenomen Japonii. Tym co czyni ten kraj absolutnie wyjątkowym w skali historii całej ludzkości jest oczywiście straszny dramat związany z bombami nuklearnymi zrzuconymi na Hiroszimę i Nagasaki. Natomiast w wymiarze religijnym i to chyba nie tylko dla katolików czy chrześcijan, najbardziej fascynujący jest, jak go określił w 1867 roku Pius IX, „cud Dalekiego Wschodu”. Na czym on polegał? Krótki rys historyczny.
Wszystko miało swój początek w 1549 roku, gdy portugalski statek z pierwszymi jezuickimi misjonarzami dobija do portu Nagashima, na południu kraju. Nie bez problemów ale chrześcijaństwo się rozwija. Według statystyk z 1590 roku całkowita liczba chrześcijan wynosiła 220 000, przy zaledwie 40 misjonarzach jezuickich, a w szczytowym momencie mogła osiągnąć nawet 300 000. Bez wchodzenia w meandry polityki japońskich przywódców wspomnijmy, że problemy rozpoczynają się za panowania Hideyoshi Toyotomi (1536-1598), który początkowo tolerował chrześcijan, ale w 1587 roku niespodziewanie wydał dekret o wydaleniu wszystkich misjonarzy z Japonii. Chrześcijaństwo było według niego przeszkodą dla jedności kraju. Na fali prześladowań, podczas których śmierć poniosło około 5 tysięcy wiernych, pozostali chrześcijanie schodzą do podziemia. Stają się kakure kirishitan - chrześcijanami w ukryciu. Misjonarze, którzy starali się przedostać do Japonii byli bezwzględnie tropieni, shoguni wypłacali duże sumy za ich wydanie i koniec końców kirishitan zostali pozostawieni sami sobie na kolejne stulecia. Uciekając przed prześladowaniami izolowali się od zwykłej ludności, uciekali do mniej zamieszkałej wyspy, gdzie kontrola była słabsza i tam tworzyli ścisłe społeczności, a czasami całe wioski.
I teraz dochodzimy do „cudu Dalekiego Wschodu”. Mija niemal 250 lat. W jednym z najstarszych kościołów Japonii Õura Tenshudõ w Nagasaki, znanym również jako bazylika Dwudziestu Sześciu Męczenników Japonii, ks. Petitjean odprawia Mszę Świętą 17 marca 1865 roku. Po Mszy podchodzi do niego grupa 15 osób i oznajmia „Mamy tę samą wiarę co wy. Gdzie możemy znaleźć obraz Najświętszej Maryi?”. Ukryci chrześcijanie na wieść, że powrócili katoliccy księża zaczęli wychodzić z ukrycia po 250 latach! Ich liczba szybko przekroczyła dziesięć tysięcy. To niesamowite, że potrafili przetrwać tak długo bez kapłanów.
Wiadomo, że istniała u nich ustna tradycja zwana „Proroctwem katechisty Sebastiana”, która stanowiła dla wspólnot chrześcijańskich źródło nadziei na przyszłość. Sebastian miał zostać schwytany przez agentów biura magistratu w Nagasaki w 1657 roku i ścięty po trzech latach i trzech miesiącach więzienia. Miał on pozostawić proroctwo: „Siedem pokoleń przeminie, następnie przypłynie czarny statek, na którym będzie się znajdowało kilku spowiedników. Można więc będzie się spowiadać nawet co tydzień”. Ukryci chrześcijanie bardzo pragnęli mieć kogoś z władzą odpuszczania grzechów. Sebastian miał też przekazać członkom wspólnoty chrześcijańskiej wskazówkę, aby zadali przybywającym trzy pytania, w celu upewnienia się, że ci są naprawdę kapłanami. Pierwsze pytanie miało brzmieć: „Czy jesteście celibatariuszami?”, drugie: „Jak nazywa się wasz przywódca w Rzymie?”, a trzecie: „Czy czcicie Najświętszą Maryję Pannę?”.
I właśnie o obraz, czy też figurę Matki Bożej zapytali ks. Petitjeana chrześcijanie, którzy wyszli z ukrycia. W niektórych opracowaniach możemy przeczytać, że chrześcijanie Urakami zanim przyszli do kościoła katolickiego, wcześniej odwiedzili kościół protestancki w Nagasaki, ale szybko go opuścili, gdy zostali przyjęci przez... żonę pastora, który zaproponowała im angielską herbatę. Ale dość historii, choć jest ona fascynująca, wracamy do papieża Franciszka.

Co powiedział papież Franciszek?

W swoim pierwszym wystąpieniu papież podziękował Bogu za „tych wszystkich, którzy na przestrzeni wieków poświęcili się zasiewowi Ewangelii i służeniu Japończykom z wielkim namaszczeniem i miłością. To ich poświęcenie nadało Kościołowi japońskiemu szczególne oblicze. Myślę o męczennikach: św. Pawle Miki i jego towarzyszach oraz bł. Justynie Ukon Takayamie, którzy pośród tak wielu prób dawali świadectwo aż po śmierć. Ta ofiara z siebie, by podtrzymać wiarę w okresie prześladowań, pomogła małej wspólnocie chrześcijańskiej w rozwoju, umacnianiu się i przynoszeniu owoców. Pomyślmy także o „ukrytych chrześcijanach” z regionu Nagasaki, którzy zachowali wiarę przez pokolenia dzięki chrztowi, modlitwie i katechezie. Były to autentyczne Kościoły domowe, które zajaśniały na tej ziemi, być może o tym nie wiedząc, jako odzwierciedlenie rodziny z Nazaretu”.
Nawiązał też do hasła swojej pielgrzymki „Chroń wszelkie życie”. Powiedział, że „ochrona wszelkiego życia oznacza przede wszystkim posiadanie tego kontemplacyjnego spojrzenia, zdolnego do umiłowania życia całego powierzonego wam ludu, aby rozpoznać w nim przede wszystkim dar od Pana. „Ponieważ tylko to, co się miłuje, może być zbawione. Tylko to, co bierze się w ramiona, może zostać przemienione”. Chodzi o zasadę wcielenia, która może nam pomóc stanąć przed każdym życiem jako bezinteresownym darem, niezależnie od innych rozważań, ważnych, ale drugorzędnych. Ochrona wszelkiego życia i głoszenie Ewangelii nie są dwiema rzeczami odrębnymi lub sprzecznymi: odnoszą się do siebie nawzajem i nawzajem siebie wymagają”.
Papież Franciszek podkreślił też, że „Kościół męczenników może mówić bardziej swobodnie, szczególnie w odniesieniu do pilnych kwestii pokoju i sprawiedliwości w naszym świecie” i dlatego podczas swojego pobytu w Hiroszimie i Nagasaki wygłosił apele o pokój i nierozprzestrzenianie broni nuklearnej. W Nagasaki podkreślił, że „nie da się pogodzić pokoju między narodami i stabilności z jakimkolwiek usiłowaniem budowania na strachu przed wzajemnym zniszczeniem lub na groźbie całkowitej zagłady”. Wskazał, „że jest to możliwe jedynie wychodząc od globalnej etyki solidarności i współpracy w służbie przyszłości kształtowanej przez współzależność i współodpowiedzialność całej rodziny ludzkiej dziś i jutro”. Natomiast w Hiroszimie Franciszek stał się „pokornym głosem tych, których głos nie jest wysłuchany i którzy patrzą z niepokojem i obawą na rosnące napięcia, jakie przeżywa nasz czas, niedopuszczalne nierówności i niesprawiedliwości zagrażające ludzkiemu współistnieniu, poważną niezdolność do troski o nasz wspólny dom, nieustanne i kurczowe odwoływanie się do broni, tak jakby mogły one zapewnić przyszłość pokoju”. Zaapelował o zaprzestanie wyścigu zbrojeń i potępił wykorzystywanie energii atomowej do celów wojennych, które określił jako niemoralne. Zaznaczył, że jest to zbrodnia „nie tylko przeciwko człowiekowi i jego godności, ale także wszelkiej szansie na przyszłość w naszym wspólnym domu”.
Kiedy kończę pisać ten tekst, papież Franciszek jest nadal w Japonii. Być może powie jeszcze coś ważnego, ale to będzie oznaczać, że będę znowu mógł napisać o Japonii i naszym obecnym papieżu. Co chętnie uczynię, bo to moje ulubione tematy.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!