TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Sierpnia 2020, 10:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ennio Morricone - muzyka, wiara, modlitwa

Ennio Morricone - muzyka, wiara, modlitwa

6 lipca w swoim rodzinnym Rzymie odszedł do wieczności Ennio Morricone, kompozytor i dyrygent, który był jednym z największych twórców muzyki współczesnej.

Nie będę tutaj przytaczał życiorysu wielkiego kompozytora, który napisał muzykę do ponad 450 filmów, bo łatwo można te informacje znaleźć w dowolnym miejscu w sieci. Oprócz imponującej listy filmów znajdziemy tam równie imponującą listę nagród i wyróżnień, które otrzymał. W tym miejscu chciałbym jedynie podkreślić fakt, którego nie znajdziemy choćby w polskiej Wikipedii, że Ennio Morricone był głęboko wierzącym człowiekiem, autorem muzyki do wielu hollywoodzkich superprodukcji, który nigdy nie chciał przenieść się z Italii do Hollywood, a jednocześnie człowiekiem, który pomimo swojej sławy niezwykle rzadko udzielał wywiadów. Jego wypowiedzi, którymi chcę się tutaj podzielić pochodzą tak naprawdę z dwóch wywiadów. Pierwszy udzielony został amerykańskiej redakcji Catholic National Register w 2009 roku, a drugi włoskiemu tygodnikowi Famiglia Cristiana w 2015.


Początki wiary w rodzinie
Żeby zrozumieć fenomen Ennio Morricone warto przytoczyć historię, którą on sam opowiedział w rozmowie z włoskim tygodnikiem Famiglia Cristiana: „Reżyser Luciano Salce, z którym współpracowałem przy wielu filmach pisząc muzykę, zadzwonił do mnie pewnego dnia i powiedział: „Muszę cię zostawić”. „Dlaczego?”. Byliśmy przyjaciółmi i pozostaliśmy przyjaciółmi aż do jego śmierci. „Ponieważ ja robię filmy komiczne, a ty tworzysz muzykę duchową, sakralną. Nie ma innego wyjścia, muszę cię zostawić”. To wydarzenie miało na mnie wielki wpływ. Dzięki niemu zacząłem się nad tym zastanawiać. Prawdopodobnie zdarza mi się wyrażać sacrum, nawet wtedy, gdy nie próbuję tego robić i o tym nie myślę”.
Takie rzeczy z pewnością nie zdarzałyby się osobie bez ugruntowanej duchowości, czy też pobożności. I rzeczywiście z tej samej rozmowy możemy się dowiedzieć jak wyglądały początki wiary przyszłego wielkiego kompozytora, który przyszedł na świat 10 listopada 1028 roku w Rzymie. „Pochodzę z rodziny chrześcijańskiej. Początki mojej wiary są w rodzinie. Moi dziadkowie byli bardzo religijni. Z mamą i z siostrami zawsze modliliśmy się przed pójściem do łóżka. Pamiętam również czasy wojenne. Podczas tych strasznych lat modliliśmy się na różańcu. Pamiętam siebie jak zasypiałem odpowiadając na „Zdrowaś Maryjo” mojej matki. Zawsze byliśmy pobożni. W niedzielę chodziliśmy na Mszę Świętą i przyjmowaliśmy Komunię”.
Na pytanie, co człowiek wierzący może powiedzieć o sobie odpowiada: „Człowiek wierzący to osoba uczciwa, altruista i pełna szacunku dla Boga i bliźniego. Trzeba kochać innych, nawet jeśli słowo „kochać” brzmi bardzo mocno, ale tak właśnie jest. To jest bardzo ważne. Ja naprawdę myślę o dobru innych, aby mój bliźni w żaden sposób nie poniósł szkody ze względu na mój sposób działania. Jest dla mnie czymś absolutnie normalnym, że cokolwiek robię powinienem to czynić z szacunkiem dla osoby, którą spotykam”. Te same wartości starał się przekazać również w swojej rodzinie. „A także wartość poświęcenia i wyrzeczenia. W ostatnich czasach jeszcze bardziej trzeba umieć się poświęcać: mnie samemu zdarza się podjąć wysiłek, aby wyjść naprzeciw bezrobociu czy innym zmartwieniom, które nas nękają. Razem z żoną, która jest dobrym człowiekiem, skrupulatnym, nauczyliśmy nasze dzieci tego typu szczodrości. Nie jest powiedziane, że wszystko przejęli, ale mogę powiedzieć, że są dobrymi dziećmi, podobnymi do swoich rodziców. Kochaj bliźniego jak siebie samego – to jest mój normalny sposób funkcjonowania”.


Cała muzyka istniała wcześniej
Największą pasją Ennio była oczywiście muzyka i to od najmłodszych lat. Inspirowany przez swojego ojca pierwsze utwory zaczął komponować w wieku sześciu lat i tworzył właściwie do końca swojego długiego życia. Zapytany wprost w 2009 roku przez amerykańskiego dziennikarza, jak bardzo jego wiara wpływa na tworzoną przez niego muzykę odpowiedział w taki sposób: „Jestem człowiekiem wiary, ale wiara mnie nie inspiruje. Nie myślę o swojej wierze, pisząc utwór muzyczny. Myślę o muzyce, którą mam napisać, muzyka jest sztuką abstrakcyjną. Ale oczywiście, kiedy muszę napisać dzieło religijne, z pewnością moja wiara ma w tym udział. Niedawno napisałem świecką kantatę na temat Ewangelii, Biblii i Koranu na baryton i orkiestrę. Nie muszę myśleć o Bogu i jeśli tekst nie jest religijny nie ma powodu, aby stosować do niego muzykę religijną. I dlatego nie ma powodu, aby myśleć o religii. Oczywiście mam w sobie moją duchowość, która zawsze jest obecna w muzyce, którą piszę. Ale jest ona tam obecna nie dlatego, że tak chcę, ale dlatego, że ją czuję”. Pytany w dalszym ciągu o inspiracje dopowiada: „Kiedy muszę napisać utwór historyczny lub film polityczny, nie myślę o „religii” ani „Bogu”. Oczywiście, biorąc pod uwagę, że jestem człowiekiem wierzącym, ta wiara jest zapewne zawsze obecna, ale to już inni powinni się wypowiadać, muzykolodzy i ci, którzy analizują nie tylko utwory muzyczne, ale także rozumieją moją naturę, a także to co święte i mistyczne. Myślę, że Bóg pomaga mi napisać dobrą kompozycję, ale to inna historia”. Zapytany, czy modli się zanim zacznie pisać nową kompozycję odparł, że nie, ponieważ modlitwa jest dla innych problemów. Sześć lat później zapytano go, na ile muzyka jest bliska Boga. „Muzyka z pewnością jest bliska Boga. Jednocześnie jest ona ukierunkowana na duszę i umysł człowieka. Pozwala mu kontemplować. Dyskant, czy falset pochodzą z pierwszych polifonicznych utworów chorału gregoriańskiego. Stamtąd narodziła się muzyka zachodnia. Muzyka jest jedyną prawdziwą sztuką, która naprawdę przybliża nas do odwiecznego Ojca i wieczności. Powtarzam sobie, a czasem również i mojej żonie, że cała muzyka istniała wcześniej! Muzyka, która już została napisana i ta, która dopiero będzie napisana. A kompozytor po prostu ją wziął, czy weźmie. Stosownie do swojej epoki, chwili, w której ją i zgodnie z cywilizacją i stanem rozwoju badań muzycznych swoich czasów. Muzyka już istnieje, nawet jeśli jeszcze jej nie ma”.


„Misja” i jej muzyczne cuda
Kiedy Ennio został poproszony o napisanie muzyki do nakręconego już filmu „Misja”, po obejrzeniu go płakał niemal pół godziny i nie chciał się zgodzić. Obawiał się, że może popsuć niesamowity efekt twórców filmu, ale w końcu uległ i całe szczęście. Dzisiaj wielu ludzi filmu nie widziało, ale kto nie zna jego ścieżki dźwiękowej? Morricone tak opisywał swoje dzieło: „W „Misji” poproszono mnie o zrobienie muzyki do filmu, którego bohaterami byli jezuici, wysłani na misję do Ameryki Południowej, aby być wśród Indian, aby Indianie stali się chrześcijanami. Przywieźli oni ze sobą renesansowe doświadczenie rozwoju muzyki instrumentalnej. To pierwsza rzecz, którą widzisz w początkowych scenach filmu, kiedy ojciec Gabriel uczy dwóch chłopców gry na skrzypcach. Oprócz tego jezuici przywieźli ze sobą doświadczenie muzyki kościelnej zreformowanej przez Sobór Trydencki w XV wieku. Przynieśli tę muzykę nie tylko dlatego, że byli głównymi bohaterami, ale także dlatego, że jeśli mieli służyć jako zakonnicy, musieli zaproponować muzykę, która wyszła z Soboru Trydenckiego. Po trzecie, byłem zobowiązany do przedstawienia muzyki Indian. Jaka była muzyka Indian? Nie wiedziałem, więc musiałem ją sobie wymyślić. Cudem w muzyce tego filmu okazało się być użycie oboju. Napisałem więc temat dla oboju. Posoborowy motet również był bardzo ważny, ponieważ kiedy kardynał Altamirano przybył na misję, Indianie powitali go tą zachodnią, europejską pieśnią. I oczywiście, ponieważ jest to muzyka do filmu, słyszysz pierwszy muzyczny temat filmu, ten grany na oboju, potem drugi temat muzyczny - europejską muzykę posoborową (po Trydencie), a potem trzeci motyw - muzykę etniczną. Słyszysz więc te trzy tematy. Wspaniałą rzeczą w tym filmie jest jego techniczny i duchowy efekt, czyli to, że pierwszy i drugi motyw idą w parze, pierwszy i trzeci idą w parze i drugi i trzeci idą w parze. A na sam koniec wszystkie trzy tematy są połączone. To był mój techniczny cud, który uważam za wielkie błogosławieństwo”.


Nie mieszać sacrum i profanum
Podczas rozmowy z amerykańską konserwatywną redakcją Ennio Morricone jasno przedstawił swój pogląd na muzykę kościelną. Został zapytany o ocenę ówczesnego papieża Benedykta XVI i tak odpowiedział: „Mam bardzo dobrą opinię na temat papieża Benedykta XVI. Wydaje mi się, że jest niesłychanie szlachetnym papieżem, który ma wspaniałą kulturę, a także wielką siłę. Jego wielkim pragnieniem jest naprawienie (liturgicznych) błędów, które istniały i nadal istnieją, próbował je naprawić natychmiast, zaledwie kilka dni po wyborze. Dzisiaj Kościół popełnił wielki błąd, cofając zegar o 500 lat wstecz, wprowadzając gitary i popularne piosenki. W ogóle mi się to nie podoba. Żywotną i ważną tradycją Kościoła jest śpiew gregoriański, a marnowanie go przez mieszanie religijnych słów z świeckimi melodiami zachodnimi jest niezwykle poważne, bardzo poważne. To samo działo się przed Soborem Trydenckim, gdy śpiewacy wykonywali bluźniercze pieśni ze świętymi melodiami i świętymi słowami. On (papież) dobrze czyni, próbując to poprawić. Powinien robić to z większą stanowczością. Niektóre kościoły wzięły pod uwagę, ale inne nie”.
Pytany dalej o Mszę po łacinie odpowiedział, że popiera zarówno tę formę, jak i Msze w językach narodowych, ponieważ ludziom łatwiej jest w niej uczestniczyć, po czym raz jeszcze powrócił do tematu muzyki liturgicznej: „Nie zgadzam się bardzo mocno z mieszaniem wulgarnej, świeckiej muzyki ze słowami religijnymi w kościele ani mieszaniem muzyki religijnej z wulgarnym i świeckim tekstem. Po Soborze Watykańskim II zostałem poproszony o bycie konsultantem w sprawie dwóch utworów nowej muzyki kościelnej i odmówiłem. Kościół i chrześcijanie mają przecież śpiew gregoriański, a oni stwierdzili, że teraz musimy mieć tę inną muzykę, więc odmówiłem. Wszyscy muzycy w Rzymie również nie chcieli z nim współpracować”.


Oby modlitwy były wysłuchane
W rozmowie z włoskim tygodnikiem Ennio Morricone zwierza się również z wielkiego zamiłowania do przypowieści ewangelicznych, do opisu wesela w Kanie Galilejskiej, a także do pasji Pana Jezusa. Pytany, czy muzyka może być niesłychanie intensywną modlitwą, odpowiada: „Oczywiście! Ale poza muzyką potrzebne są również słowa, intencje, koncentracja. Modlę się przez godzinę każdego dnia, czasami więcej. To pierwsza rzecz, którą robię. Czasami również w ciągu dnia, jak przypadnie... Rano zatrzymuję się przed tym Chrystusem (wielki obraz w jego salonie). Wieczorem też. Mam nadzieję, że moje modlitwy będą wysłuchane”.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!