TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Stycznia 2020, 21:15
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Enigma prawda i kłamstwa

Enigma prawda i kłamstwa

Czternaście lat temu hollywoodzki film „Enigma” zupełnie pominął wątek polski. Można było mieć nadzieję, że brytyjski film „Gra tajemnic”, właśnie obsypany nominacjami do „Oscara”, odda sprawiedliwość Polakom. Niestety, reżyser nie wzniósł się ponad dwie wzmianki, a cały sukces przypisany jest Alanowi Turingowi. I taka wersja zostanie ponownie umocowana w popkulturze i masowej wyobraźni. Jak było naprawdę?

Kiedy dziś przeciętny człowiek myśli o dekryptażu zaszyfrowanych depesz, musi skojarzyć ów dekryptaż z metodami matematycznymi. Nie zawsze jednak tak było. Jeszcze w czasie pierwszej wojny światowej uczestniczące w niej państwa używały kodów i szyfrów ręcznych, które były łamane głównie za pomocą metod lingwistycznych, a do dekryptażu zatrudniano językoznawców. Wszystko zmieniło się wraz z wynalezieniem i wprowadzeniem wirnikowej maszyny szyfrującej Enigma. Maszyna ta została skonstruowana w Niemczech i po raz pierwszy zastosowano ją w marynarce w roku 1926.
Reakcje mocarstw na pojawienie się takiego wynalazku były z dzisiejszej perspektywy kuriozalne i zadziwiające. Brytyjczycy na przykład, na dziesięć lat zaprzestali nasłuchu niemieckich depesz. Doszli bowiem do wniosku, że nie ma sensu nasłuchiwać czegoś, czego się potem nie da odkodować. O kryptologach francuskich w ogóle nie ma co mówić. Znakomita i świetnie sprawdzająca się w czasie pierwszej wojny światowej szkoła francuskich kryptologów przestała istnieć, została zmarnowana, unicestwiona. Amerykanie zlikwidowali Czarny Gabinet argumentując to słynnym zdaniem: „Dżentelmeni nie czytają cudzych listów”. Zanim jednak zaczniemy śmiać się z tych reakcji przypomnijmy, że w czasie, gdy pojawiła się pierwsza maszyna szyfrująca, nikt nie liczył się z możliwością wojny z Niemcami. Nie było więc także poważnych prób dekryptażu Enigmy.

To nie był kraj dla dżentelmenów?
Jedynie  Polacy zachowali się w inny sposób.  Autor książki „Enigma. Bliżej prawdy” Marek Gajek dodaje dowcipnie, że zainteresowanie polskich sztabowców niemiecką maszyną szyfrującą wzięło się z niedostatku dżentelmenów w regionie. I coś w tym musi być, trzeba przyznać autorowi słuszność. Polacy rzeczywiście nie czuli respektu przed tak skomplikowanym urządzeniem, jak wirnikowa maszyna szyfrująca. Sytuacja polityczna Polski była, jak wiadomo, daleko mniej komfortowa niż sytuacja Wielkiej Brytanii. Polska nie mogła sobie pozwolić na przerwę w nasłuchu niemieckich depesz wojskowych. Już wtedy znawcy tematu mawiali, że wiedza o Niemczech sprowadza się w gruncie rzeczy do wiedzy o ich armii. Fantastyczne jest to, że w Polsce właśnie, po raz pierwszy w ataku na szyfry sięgnięto po matematykę i matematyków.
Wielu z nas zna okoliczności, w jakich złamane zostały szyfry pierwszych depesz nadanych Enigmą, wielu Polaków kojarzy nazwiska Zygalski, Różycki, Rejewski i pamięta, w czym specjalizowali się ci ludzie. Niewielu jednak pamięta człowieka, który był od samego początku odpowiedzialny za stworzenie komórki dekryptażu przy Sztabie Głównym Wojska Polskiego. Jego nazwisko niewiele mówi nawet entuzjastom historii i pasjonatom. A powinno.
Człowiekiem, który położył największe zasługi w zorganizowaniu grupy kryptologów - matematyków, był kapitan Maksymilian Ciężki, były Powstaniec Wielkopolski, oficer II Oddziału Sztabu Głównego. Gdyby nie jego energia i zaangażowanie, prawdopodobnie nie byłoby tego sukcesu, nie rozkodowano by Enigmy. Ciężki miał w pamięci sukcesy i doświadczenia polskich kryptologów z czasów wojny polsko-bolszewickiej. Wojna ta została wygrana w dużej mierze dzięki temu, że Polacy odczytywali większość depesz Rosjan. Była to zasługa m. in. trzech pracujących dla wywiadu matematyków: Wacława Sierpińskiego, Stefana Mazurkiewicza i Stanisława Leśniewskiego. Co prawda wtedy nie używali oni jeszcze swojego warsztatu naukowego, ale sukces i tak przemawiał do wyobraźni. Stając przed wyzwaniem Enigmy Ciężki postanowił znów wykorzystać matematyków. Z jego inicjatywy zorganizowano na Uniwersytecie Poznańskim kurs kryptologii dla najzdolniejszych studentów matematyki. Wśród nich znaleźli się trzej, którzy złamali szyfr Enigmy: Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski. Podejmując działania zmierzające do zorganizowania grupy kryptologów-matematyków, Maksymilian Ciężki miał dużą swobodę. Nikt mu nie przeszkadzał, nie próbował zbijać kapitału politycznego na tej akcji. Wynikało to może z tego, że kryptologia była dziedziną tak hermetyczną, że dowódcy i politycy woleli trzymać się od niej z daleka. Ciężki miał wolną rękę, oczekiwano tylko na efekty jego pracy. Te efekty pojawiły się na koniec 1932 roku, kiedy Rejewski po raz pierwszy złamał depeszę Enigmy.

Sukces przekazany sojusznikom
Jednak  fakt, że Polacy znali treść niemieckich depesz, nie zwiększał potencjału militarnego Polski. Mogliśmy się co najwyżej podzielić wiedzą z sojuszniczymi mocarstwami, co zresztą nastąpiło w lipcu 1939 roku. W Pyrach, wtedy jeszcze podwarszawskich, doszło do spotkania przedstawicieli polskiego i brytyjskiego wywiadu i przekazania dokumentów dotyczących dekryptażu Enigmy.
Oficer w stopniu kapitana zarządza najbardziej tajną, najważniejszą i jedną z najdroższych operacji wojskowych w historii międzywojennej Polski i nikt mu w tym nie przeszkadza. Jak dziewiczy i nowy był to teren, przed jakimi wyzwaniami stawał Maksymilian Ciężki i jakie myśli przychodziły mu do głowy, niech zaświadczy anegdota. Oto Ciężki, nie mając jeszcze pojęcia jak zabrać się za tę całą Enigmę, co z tym zrobić, jak ugryźć, idzie po radę do najsłynniejszego przedwojennego jasnowidza w Polsce - inżyniera Stefana Ossowieckiego. Obydwaj siedzą przez długie godziny w gabinecie Ossowieckiego, jasnowidz próbuje przekonać do czegoś młodego oficera, odkryć przed nim jakąś tajemnicę, ale wreszcie zniecierpliwiony Ciężki wychodzi, żegnając się. Resztę już znamy - kurs dekryptażu w Poznaniu, organizacja specjalnej komórki przy Sztabie Głównym w Warszawie i sukces Rejewskiego z 1932 roku przy rozszyfrowywaniu depeszy Kriegsmarine. Potem przekazanie całości materiałów Brytyjczykom i wojna.

„Szyfrowanie” prawdy o Enigmie
Od tego momentu wokół Enigmy narastać zaczynają nieporozumienia i mnożą się kłamstwa. Lojalność sojuszników wobec Polski jest na polu kryptologii tak wątpliwa jak na wszystkich innych polach wojny, z polami bitew włącznie. Brytyjczycy chcą przejąć nie tylko Enigmę, ale też sukces dekryptażu przypisać sobie. Tak jakby nie dostali wszystkiego na tacy. Zanim zaczęli kłamać wprost, zasłaniali się geniuszem Alana Turinga, który rzeczywiście położył wielkie zasługi w rozszyfrowywaniu niemieckich depesz, ale jego rola ze względu na ekscentryczność, geniusz i homoseksualizm była stopniowo marginalizowana. On sam został doprowadzony do samobójstwa przez życzliwych kolegów oficerów i znaną z „delikatności” brytyjską prasę brukową. Pamięć o nim służyła za parawan, który miał zasłaniać przed światem udział Polaków w złamaniu Enigmy. Kiedy pamięć ta przestała być potrzebna zaczęły się kłamstwa.
Trzeba zacząć od tego, że w czasie wojny Brytyjczycy przejęli sporo maszyn szyfrujących Enigma. Po zakończeniu działań zbrojnych maszyny te sprzedali krajom rozwijającym się, m.in. Egiptowi. Zarobili trochę, a jednocześnie zyskali dostęp do tajnej korespondencji tych państw. Nie byli zainteresowani rozgłosem wokół Enigmy, nie wspominając o podkreślaniu roli Polaków w jej dekryptażu. Fabrykowanie całkowicie fałszywych informacji dotyczących udziału Polaków w złamaniu Enigmy zaczęło się na wielką skalę w latach 70. XX wieku. Wtedy to sprokurowano historię o mitycznym inżynierze Lewińskim, polskim Żydzie, który pracował przed wojną w Berlinie przy produkcji Enigmy. Kiedy przy przeglądzie kadr zorientowano się, jakiego pochodzenia jest Lewiński, wydalono go do Polski. Tuż przed wybuchem wojny Brytyjczycy przerzucili go do Francji, gdzie dostał do dyspozycji warsztat i majstrów, a jego zadaniem było wyrzeźbienie modelu Enigmy z drewna. Taka miała być według Brytyjczyków rola Polaków w złamaniu szyfru. Był to absurd w stylu brytyjskich filmów szpiegowskich z lat 60., coś jak „Powrót niewidzialnego człowieka”, albo komedii jak „Koń który mówi”. Całe szczęście oszczędzono nam filmu, w którym moglibyśmy obejrzeć Lewińskiego granego przez sir Lawrance’a Olivier’a, jak dłubie dłutkiem w drewnie wycinając gotyckie literki. Kolportowano też zabawną historię o wywiezieniu Enigmy z Polski. Szef brytyjskiej delegacji przebywającej w Warszawie miał, opuszczając hotel Bristol, zauważyć leżącą na stosie bagażu dziwną torbę. Ze znanych jedynie sobie powodów zwrócił na nią uwagę. Okazało się, że w porzuconej, nie wiadomo przez kogo, torbie znajduje się Enigma. Bohater tej historii miał, szczęśliwym zbiegiem okoliczności, identyczną torbę, wypełnioną brudną bielizną i książkami. Kiedy nikt nie patrzył, zamienił torby i w taki właśnie sposób brytyjski wywiad wszedł w posiadanie Enigmy.

Kto ma bronić prawdy?
W środowisku fachowców nikt nie brał serio przytoczonych wyżej opowieści. Nie oznacza to jednak, że nie miały one swojej wagi i określonej funkcji. Problem polegał i nadal polega na tym, że wyobraźnia masowa nie korzysta ze wskazówek kryptologów, ani innych specjalistów, ale karmi się tworami wyobraźni laików i produkcją wytwarzaną i promowaną przez rozmaite sekretne gabinety. Jedna taka historia wystarczy, by pogrzebać prawdę na długie lata. Znajduje ona bowiem zwykle wielu naśladowców, którzy pełnymi garściami czerpać będą z fałszerstw. Nie tylko z fałszerstw dotyczących dekryptażu Enigmy. Mamy w Polsce wiele spraw, które można zafałszować, na miejsce prawdziwych bohaterów wstawiając rozmaitych inż. Lewińskich i dzielnych brytyjskich sztabowców, co przypadkiem znajdują skarby w koszu z brudną bielizną.
Kłamstwa na temat Enigmy nie ucichły wcale i nie widać, by ktoś był zainteresowany ich prostowaniem. Nikt, nawet sami Polacy nie próbują tu nic zrobić. Wydana przed kilkoma laty książka „Enigma. Bliżej Prawdy” jest tu jaskółką, która pobłądziła i lata nad nami w scenerii zimowej zgoła. O tym, by powstał uczciwy film o Maksymilianie Ciężkim, o trójce wybitnych matematyków, którzy w rekordowo krótkim czasie złamali Enigmę, nie można dziś w kraju nawet pomarzyć. A Brytyjczycy dalej robią swoje. Efekt właśnie w kinach.

Tekst Gabriel Maciejewski

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!