TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 23:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Doktorat z Bogiem

Doktorat z Bogiem

Wprawdzie Doktorami Kościoła mogą zostać święci bez wyższego wykształcenia, ale doktorat we współczesnym sensie doczesnym, jako tytuł naukowy wymaga spełnienia licznych wymogów formalnych. Kościół przez wieki stał po stronie nauk ścisłych i stoi do dziś.

Doktorat można uzyskać nie tylko w dziedzinach „świeckich”, ale np. z teologii, również w ramach instytucji kościelnych funkcjonuje system certyfikowania osobistych dokonań naukowych. To nic dziwnego, bo uniwersytety w Europie powstawały zasadniczo pod auspicjami Kościoła.
Kościół był przez całe wieki instytucją tworzącą naszą dzisiejszą zachodnią cywilizację, promującą naukę. Mimo tego, od kilkuset przynajmniej lat jest krytykowany jako antynaukowy, hamujący postęp. Żeby zastanowić się, czy tak naprawdę jest lub było, warto zacząć od analizy, czym jest nauka i w jakiej relacji do niej pozostaje wiara katolicka. Niestety, słowo „nauka” w języku polskim jest wieloznaczne. Angielskie, czy francuskie science wywodzi się od łacińskiego scio, czyli „wiem”. W związku z tym, rozumienie słowa „nauka” w źródłach zachodnioeuropejskich, w tym wśród zachodnich racjonalistów, krytyków Kościoła bardziej odpowiada polskiemu terminowi „wiedza”. Chodzi jednak o wiedzę poddaną ustalonym wymaganiom treściowym i metodologicznym, nie o całość wiedzy dostępnej, ani np. o wiedzę w rozumieniu programu nauczania.


Kościół matką nauki
Kościół przez wieki stał po stronie nauk ścisłych i stoi do dziś. Oczywiście, zdarzało mu się trwać w uporze przy starych, nieprawdziwych de facto koncepcjach naukowych, podobnie jak zdarzało się to i zdarza nadal świeckim luminarzom nauki. Jednak, przynajmniej od czasów Oświecenia jest stawiany w opozycji do niej. Z Oświecenia wywodzi się też prymat nauk ścisłych.
Zanikło też, także w powszechnym rozumieniu, traktowanie filozofii jako nauki ścisłej, choć przecież jest ona matką wszech nauk, także ścisłych i to z niej, a w każdym razie ze stanowiącej jej część logiki wywodzą się współczesne metody naukowe.


Odrzucenie nieznanego
Stawiając naukę w opozycji do Kościoła współczesność oczekuje od niej, żeby sama stała się źródłem prawdy, a nie jedynie narzędziem do jej szukania. Takich oczekiwań nauka spełnić nie może. Mimo olbrzymiego rozwoju nauk matematyczno-przyrodniczych nadal nie wszystko, co nas otacza potrafimy wyjaśnić wystarczająco dokładnie, nadal nie wszystkie procesy w naturze rozumiemy do końca. Częściowo wynika to, zwłaszcza w naukach przyrodniczych, w tym w medycynie ze złożoności i wieloczynnikowości procesów naturalnych. Mimo ich zasadniczego rozumienia w wielu wypadkach nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć ostatecznego efektu sumy wszystkich zjawisk, i zapewne nigdy nie będziemy.
Świadomość tego faktu jest także elementem naukowego, racjonalnego postrzegania świata – nauki przyrodnicze posługują się raczej rachunkiem prawdopodobieństwa niż ocenami zero-jedynkowymi. Na dodatek odpowiedź „nie wiadomo” jest jedną z możliwych, poprawnych odpowiedzi na każde naukowo zadane pytanie. Akceptacja ograniczeń, świadomość istnienia nieznanego jest przyrodzoną cechą nauki, stąd ani nie stoi ona w całościowej opozycji do religii jako takiej, ani sama się na religię nie nadaje.


Pokora nauki
Prawdziwie naukowa postawa jest pokorna. Naukowiec wie, czego nie wie. Z samego faktu, że jakaś teoria nie udziela odpowiedzi zero-jedynkowych albo precyzyjnie mierzalnych nie wynika, że jest nienaukowa. Nienaukowe jest za to z pewnością akceptowanie licznych dogmatów świeckiej współczesności jako naukowych podstaw rozumienia świata. Poddanie nauki nowej religii, bynajmniej nie czyni jej bardziej wolną. Świecki humanizm jest w wielu aspektach religią. Jako religia opiera się na pojęciach podstawowych niewymagających dowodu, czyli przyjmowanych a priori, na wiarę. Model świata, jego wartości i zasad funkcjonowania, który tworzy się na podstawie takich dogmatów powinien jednak oprzeć się skutecznie analizie naukowej jako niesprzeczny ze światem rzeczywistym. Rzeczywistym, czyli także dającym się potwierdzić eksperymentalnie metodami nauk matematyczno-przyrodniczych.
Wbrew powszechnie spotykanym poglądom świeckich racjonalistów, nauczanie Kościoła taki właśnie postulat spełnia. I z zasady spełniać musi, gdyż takie są właśnie podstawy dogmatyczne religii katolickiej – nakazuje ona żyć w prawdzie i podkreśla naturalną dążność człowieka do niej. A prawda jest obiektywna. Naukowiec może się wprawdzie np. nie zgadzać z katolickim stanowiskiem prawnym i etycznym (prawo nie jest nauką ścisłą, podobnie jak etyka) w kwestii aborcji, ale samego faktu, że powstały w wyniku zapłodnienia ludzkiej komórki jajowej twór jest nowym osobnikiem gatunku Homo sapiens nie da się zakwestionować na gruncie nauk ścisłych.


Otwarcie na niewiadome
Niesprzeczność ze światem racjonalnym nie zamyka dopuszczalności istnienia konceptów filozoficznych wykraczających poza sprawdzalne i możliwe na tym świecie zjawiska. Współczesny świat zachodni jest do bólu materialny, zasadniczo odrzuca wszelką transcendencję.
W dziedzinach praktycznych jest to niewątpliwą zaletą. Czy konstruując maszyny, czy lecząc ludzi lepsze efekty uzyskamy zazwyczaj stosując metody racjonalne, doświadczalnie potwierdzone i sprawdzalne w naszym, realnym świecie. Ale takie podejście jest mocno ograniczające, gdy próbujemy zrozumieć szerzej świat, w którym żyjemy i siebie samych. Bez takiego rozszerzonego rozumienia, bez otwartości na niewyjaśnione nie dokonuje się rzeczywisty postęp, nie jest możliwy rozwój cywilizacyjny.


Zagrożona cywilizacja
Nasza zachodnia, europejska cywilizacja nie jest jedyna. Z jakichś przyczyn, jako chrześcijanie wierzymy, że z powodu także przewag duchowych, ale i z racji jakości jej modelu pojmowania świata i człowieka nasza kultura osiągnęła w ciągu wieków naukową przewagę nad innymi. Ale to się może przecież w każdej chwili zmienić. Więcej, odcięcie się od chrześcijańskich korzeni, porzucenie zbudowanego na chrześcijaństwie systemu filozoficznego może wręcz doprowadzić do całkowitego uwiądu cywilizacji europejskiej. Nawet, jeśli do tego nie dojdzie i tak tracimy, o ile już nie straciliśmy naukowy prymat w świecie.
Na naszych oczach naukowymi potęgami stają się Chiny i Indie. Kraje i kultury, które rozwinęły przez wieki odrębne od naszych systemy filozoficzne, inaczej pojmujące samego człowieka i jego rolę we Wszechświecie. Już dziś w wielu dziedzinach nauki, tradycyjnie zdominowanych przez kulturę zachodnią, brylują naukowcy właśnie z Chin czy Indii. Może warto się zastanowić, czy przypadkiem nie dlatego, że teraz to ich model świata jest bliższy rzeczywistości? Bo nietrudno zaobserwować, że my, cywilizacja zachodnia swój wielowiekowy model odrzuciliśmy i dawno już, a z ogromnym przyspieszeniem po II wojnie światowej zaczęliśmy budować zupełnie inny. Oby się nie okazało, że odrzucając wraz z nim „nienaukowe” chrześcijaństwo wylaliśmy dziecko z kąpielą i podcięliśmy korzenie całej naszej cywilizacji. Nie wiadomo, czy w tej sytuacji przetrwa ona, przynajmniej w znanej nam dziś postaci. Za to o przetrwanie samego chrześcijaństwa można się nie martwić, ono wszak nie odrzuciło postawy racjonalnej.

Doktor Jarosław

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!