TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Lipca 2020, 05:30
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Do zakochania jeden krok

Do zakochania jeden krok

W Światowych Dniach Młodzieży nie sposób się nie zakochać, zwłaszcza jeśli doświadczy się w czasie ich trwania dotknięcia Ducha Świętego. A dotknięcie to przejawia się na nieskończoną ilość sposobów, w tym także w najprawdziwszym, głębokim zakochaniu: w Bogu albo w osobie.

Fakt, iż w czasie Światowych Dni Młodzieży wiele osób odkrywa swoje życiowe powołanie, nie jest żadną tajemną wiedzą. Doskonale pamiętam, jak w trakcie jubileuszowego spotkania młodzieży z Janem Pawłem II w Rzymie w 2000 roku, odbywały się śluby par, które poznały się w 1997 roku na ŚDM w Paryżu. I choć żartowaliśmy sobie w Rzymie, że sceneria owych ślubów przywodziła trochę na myśl ślubne zdjęcia powstańców z Powstania Warszawskiego, wszyscy świetnie zdawaliśmy sobie sprawę, że aura Światowych Dni Młodych, w dodatku tak szczególnych, bo jubileuszowych, jest dla tych ślubujących niczym niepowtarzalna katedra, piękniejsza niż Notre Dame i Bazylika Świętego Piotra razem wzięte. Ale Światowe Dni Młodzieży to nie tylko miejsce narodzin uczucia między przyszłymi małżonkami, to także przestrzeń, w której wielu młodych odkrywa swą wyłączną miłość do Chrystusa.

Spotkania powołaniowe

Pisząc o powołaniach kapłańskich i zakonnych w kontekście Światowych Dni Młodzieży, nie sposób przemilczeć towarzyszące im już od ponad dwudziestu lat spotkania powołaniowe młodych z Drogi Neokatechumenalnej. Dzień po zakończeniu spotkania z papieżem przybywa na nie od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy młodych neokatechumenów z całego świata. Wielu z nich wyraża tam swoją gotowość do całkowitego oddania się Bogu jako kapłani, osoby konsekrowane, bądź też osoby świeckie, które pomagają w prowadzeniu misji w rozmaitych zakątkach świata. Osoby słyszące ten szczególny głos Boga, otrzymują błogosławieństwo od obecnych na spotkaniu kardynałów i biskupów i wracają do swoich krajów, by tam dalej rozeznawać powołanie i podejmować dalsze decyzje. W trakcie spotkania towarzyszącego ŚDM w Rzymie chęć wstąpienia do seminariów i zgromadzeń zakonnych zgłosiło około 3000 młodych. Dwa lata później, dzień po zakończeniu ŚDM w Toronto, swą chęć pójścia drogą kapłaństwa zgłosił 17-letni Anthony Palombo z Nowego Jorku. Kilka lat temu na łamach „Opiekuna” ukazał się wywiad, jaki przeprowadziłam z jego mamą, Jean, wdową po Franku, strażaku, który 11 września 2001 roku zginął w ruinach pierwszej z wież World Trade Center. Anthony w 2000 roku przyjechał z ojcem na światowe spotkanie młodych z papieżem do Rzymu i tam obaj obiecali sobie, że pojadą również do Toronto zabierając młodsze rodzeństwo Anthony’ego. Śmierć ojca nie tylko nie złamała wiary Anthony’ego, ale wkrótce obudziła w nim pragnienie zostania kapłanem. Dziś jest już księdzem.

To nie film

Historia, którą teraz opowiem nie jest streszczeniem żadnej komedii romantycznej, choć z pewnością mogłaby posłużyć za kanwę do scenariusza. Cofniemy się o 24 lata. Zakończyły się właśnie - zwłaszcza dla nas Polaków, historyczne - Światowe Dni Młodzieży w Częstochowie. Z wielkiego parkingu wyruszają w drogę autokary odwożące młodych do domów, w różne strony świata. Juan, młody Hiszpan, dostrzega w tłumie piękną dziewczynę i zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Mało tego, w jego sercu nagle pojawia się pewność, że ta właśnie dziewczyna ma być jego żoną. Udaje mu się dowiedzieć, jakie nosi imię i że mieszka w jednym z dużych miast środkowej Polski. Po powrocie do domu wynajmuje polskiego tłumacza i z jego pomocą obdzwania wszystkie parafie w jej mieście, by spróbować za pośrednictwem właściwej parafii skontaktować się z nią. Wreszcie kilka miesięcy po ŚDM - również z pomocą tłumacza - pisze do niej list. Poznają się, uczą się swoich języków i spotykają pokonując połowę Europy przez pewien czas, aż w końcu biorą ślub. Oczywiście przytoczona tu historia jest jedną z najbardziej spektakularnych, jakie znam, nie mniej jest też całe mnóstwo całkiem zwyczajnych, w których młodzi po prostu się poznali, utrzymywali kontakt, a z czasem odkrywali, że są dla siebie stworzeni. Choć z drugiej strony, to nawet te całkiem zwyczajne, mają w sobie coś niezwykłego. Przykład? W 2002 roku, tuż przed wyjazdem do Toronto, Sebastian z Lubelszczyzny jako jedyny ze swojej grupy nie dostaje wizy do Stanów Zjednoczonych. A jego grupa akurat leci do Kanady przez USA i tam zatrzymuje się na kilka dni. Sebastian jest oczywiście wściekły, ale ostatecznie nie rezygnuje z podróży. Zostaje przyłączony do grupy z Wielkopolski. Kilka dni później, w wolnej chwili, zaprasza na spacer dziewczynę z wielkopolskiej grupy i mówi z uśmiechem: „gdybym dostał tę wizę, pewnie nie poznałbym cię, teraz już wszystko rozumiem!” Jest jeszcze inna historia, którą lubię nazywać „post-ŚDMową”. Kasia, po powrocie z Toronto zaprasza do siebie przyjaciół, by opowiedzieć im o wrażeniach z pobytu w Kanadzie. Pokazuje też naturalnie zdjęcia. Jeden z jej kolegów nie odrywa wzroku od blondynki w błękitnej sukience, koleżanki Kasi. „Kto to jest? Możesz mnie z nią poznać?” - bardziej naciska, niż pyta. Trzy lata później, ów kolega jest już mężem blondynki ze zdjęcia i razem z nią przybywa na Światowe Dni Młodzieży do Kolonii. Myślę, że w tym miejscu warto wspomnieć także o tym, że są również osoby, którym Światowe Dni Młodzieży dodawały sił, by wyjść z toksycznych związków.

Dziedzictwo zakochania

W kwestii zakochiwania się w ŚDM, nie mogę pominąć faktu, iż na własne oczy widziałam kolejne pokolenia rodzin biorących w nich udział: dziadkowie, rodzice i dzieci. Dziadkowie zaczynali często (choć nie zawsze) jako organizatorzy wyjazdów, rodzice jako pionierzy uczestnictwa w ŚDM, a dzieci - wiadomo. Przykładem rodziny, której już drugie pokolenie uczestniczy w ŚDM jest rodzina Roberta Litzy Friedricha.

Zdjęcie rodziny za stołem pochodzi z portalu: www.orione.pl. Zdjęcie z Paryża jest mojego autorstwa.

Tekst Aleksandra Polewska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!