TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 23:12
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Dla kogo guldeny, dla kogo dolary?

Dla kogo guldeny, dla kogo dolary?

Słuchajcie, a w tej Holandii, czy też właściwie w Niderlandach, bo tak zdaje się oni chcą, żeby ich teraz nazywać (pamiętajcie, że w naszych czasach nie jest ważne, kim jesteś, czy jak się nazywasz, ale kim uważasz, że jesteś i jak pragniesz, by cię nazywano, więc trzeba w sumie być bardzo ostrożnym, zwłaszcza jeśli masz do kogoś jakiś interes, ale też przez zwykłą ostrożność procesową) to oni używają jeszcze starych guldenów czy nieszczęsnych euraków?

Moje pytanie nie jest bezinteresowne, chociaż w sumie, pies ich drapał, czym tam teraz płacą, bo zawsze wychodzi na to, że to i tak zwykłe srebrniki są... Ale i tak, nie powiem, pokusa jest... Nie wiecie, o co chodzi? Już Was oświecam ;)
Otóż zupełnie bez ogródek i najmniejszego skrępowania szef holenderskiej dyplomacji pan Stefan Blok oświadczył, że jest bardzo zaniepokojony „erozją praworządności” w Polsce. Twierdzi on, że krajobraz medialny jest u nas silnie spolaryzowany, a te sprzeczności tylko nasiliły się w ostatnich latach i, co za pech, Komisji Europejskiej brakuje podstaw prawnych, żeby ograniczyć wpływ polityczny na media w naszym kraju... I dalej tłumaczy pan Blok, że Niderlandy nie tylko „finansują projekty organizacji pozarządowych w Polsce, ale też wspierają jakościowe dziennikarstwo śledcze”! Czyli, że jak ktoś w mediach przywali temu rządowi niszczącemu praworządność w Polsce, przeprowadzi małe, ale jakościowe śledztwo dziennikarskie przeciw takiemu Obajtkowi, to może liczyć na parę grajcarów, znaczy się guldenów? Czyli euraków, a w ostatecznym rozrachunku srebrników? Na to wygląda i ja się od rana biję z myślami, czy by nie skorzystać... W końcu jestem też dziennikarzem i mam niezłego nosa... No i, Holender, mam teraz zagwozdkę... Ops, ale mi się powiedziało...
Swoją drogą, to zawsze byłem przekonany, że jak ktoś takiego przerywnika używa, że „Holender, coś mi nie wyszło”, to było to takie uniknięcie słowa „cholera” uważanego potocznie (zupełnie niesłusznie) za niezbyt cenzuralne. Ale jak teraz przysłuchuję się temu panu Budynkowi, znaczy się panu Blokowi, to może jednak są i inne racje ku temu. W tym miejscu muszę się zatrzymać, bo oskarżenia o ksenofobię albo o mowę nienawiści ostatnio unoszą się w powietrzu niczym kiedyś miłość w pięknej piosence Johna Paula Younga „Love is in the air”...
E tam, chrzanię te ich grajcary. No i trzeba pamiętać, że nawet najgorsi politycy nie powinni nas zwieść ku przekonaniu, że wszyscy ludzie z danego kraju są tacy sami jak oni. Weźmy na przykład... Polskę ;) Nie, nie, nie! Nie dam się wciągnąć w temat polskiej polityki, nie ma mowy! Ale skoro pojawił się temat jakościowych śledztw dziennikarskich, to może trochę się powyzłośliwiam w tej przestrzeni.
Kilka dni temu media, w tym „Gazeta Wyborcza” i portal Onet zaalarmowały, że włoskie laboratorium prowadzące ekspertyzy w sprawie katastrofy smoleńskiej znalazło materiały wybuchowe na fotelach, których – uwaga, uwaga – nie było w Smoleńsku! Jak rozumiem były akurat wymontowane z samolotu. Żeby nie było, że zmyślam, proszę bardzo tytuł: „Wyborcza” ujawnia: włoskie laboratorium szuka trotylu na fotelach, których nie było w Smoleńsku”. I dalej pierwsze zdania tekstu wytłuszczone (tzw lead): „Ślady trotylu, które włoskie laboratorium miało znaleźć na fotelach z tupolewa rozbitego w Smoleńsku w 2010 roku, mogą pochodzić z próbek foteli, których w momencie katastrofy nie było w samolocie. Taki materiał do badań wysłała do Rzymu polska prokuratura”.
Ponieważ w Polsce, jak powszechnie wiadomo wszystkim oświeconym, prokuratura chodzi na postronku rządzących na miejscu redaktorów (wielkie nazwiska), natychmiast bym uderzył do pana Kamienicy z Niderlandów po „wsparcie” za tak wspaniałe śledztwo i obnażenie machlojek Macierewicza i reszty! Może by akurat nie drążyli tematu, a od razu nagrodzili czujność redaktorów i poprawili sytuację finansową (ponoć nie najlepszą) koncernu...
Ale gdyby jednak podrążyli temat, to szybko by odkryli, że to włoscy biegli zażyczyli sobie zbadać w celach porównawczych także wyposażenie, którego właśnie nie było na pokładzie 10 kwietnia 2010 roku. Jeśli bowiem okazałoby się, że materiały wybuchowe były także na fotelach, których w dniu tragedii nie było na pokładzie, to wykluczyłoby to ewentualne wybuchy w naszym nieszczęsnym samolocie. Ale taka wiadomość kogo by poruszyła? Nikogo! A przecież nie o to chodzi... A o co właściwie chodzi? O prawdę? O emocje? O podtrzymywanie polaryzacji? Czy może jednak o guldeny? W całej tej wyliczance prawda jakby nie pasuje, prawda?
Zaczęliśmy nasze dzisiejsze spotkanie w Niderlandach, ale sprawa dotyczyła naszego kraju, więc na koniec wyskoczmy za ocean. Jako pleban ze wsi nie potrafię nie zaglądać do Ameryki, bo american dream to jest jednak american dream. Tak łatwo się człowiek z tego nie leczy, nawet kiedy coraz więcej wskazuje, że american dream coraz bardziej przypomina „brukselkę” albo jeszcze gorzej, kraj rad. Ale jest nowy prezydent, były obietnice, były marzenia i teraz można sprawdzić, jak to wygląda obecnie.
Jedną z najstraszniejszych win poprzedniego mieszkańca Białego Domu (swoją drogą jestem ciekaw, jak długo taka nazwa rezydencji Prezydenta USA się utrzyma zważywszy że Black Lives Matter) był oczywiście mur na granicy z Meksykiem i jego stanowcza polityka antyimigracyjna. W czasie jego kadencji liczba przyjmowanych imigrantów spadła drastycznie z 85 do 15 tysięcy osób rocznie. Joe Biden obiecał, że to wszystko się zmieni i Ameryka będzie chętnie przyjmować uchodźców, nawet do 125 tysięcy rocznie. Potem chyba jednak ktoś go ostudził i ostatecznie zobowiązał się do 62 500 osób. I właśnie kilka dni temu pan Prezydent ogłosił, że w ciągu roku 2021 USA przyjmą... 15 tysięcy uchodźców! Taka decyzja oczywiście oburzyła przede wszystkim grupy wsparcia uchodźców. „To całkowicie nieakceptowalne i nie do przyjęcia. Biden obiecał przyjąć imigrantów, ludzie głosowali na niego w oparciu o tę obietnicę. Podtrzymywanie ksenofobicznej i rasistowskiej polityki Trumpa, w tym historycznie niskiego i spadającego limitu uchodźców, jest całkowicie błędne. Dotrzymaj obietnicy!” - to głos pani kongresmen z progresywnego skrzydła demokratów. Dodać należy, że przez granice przerzucane są głównie dzieci, bo rodzice liczą, że później będą mogli do nich dołączyć. Warunki w ośrodkach dla imigrantów są bardzo ciężkie, zwłaszcza dla dzieci. Widzi pan, mr President, nie ma lekko! Co prawda raz dwa przywrócił pan finansowanie aborcji, za chwilę wprowadzi pan pierwszą od 30 lat znaczącą podwyżkę podatków, ale w wielu wypadkach może się okazać, że stara zasada, która funkcjonowała w komunistycznej Polsce, że „jak partia mówi, że zrobi, to mówi” nie jest obca również najpotężniejszemu z wielkich. A przynajmniej im się wydaje, że są wielcy.
Co natomiast u wielkiego Trumpa? Czeka, czy mu pozwolą znowu występować na Facebooku. Decyzja - jak donosi BBC – ma być ogłoszona w najbliższych tygodniach. Wiadomo, jak cię nie ma na fejsie, znaczy nie istniejesz...


Pleban ze wsi

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!