TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Stycznia 2021, 16:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Dama Virsaladze

Dama Virsaladze

Co otrzymamy w wyniku syntezy puzonu, trąbki, pianina i innych saksofonów? Obym nie musiała tłumaczyć się z tego przed trybunałem Black Lives Matter, ale podpowiem, że tym razem to nie Nowy Orlean. Tu chodzi o jazz.


Czarująca interpretacja utworów muzycznych pełna improwizacji czy całkowicie odrębny styl? Specjaliści spierają się do dziś i pewnie jeszcze długo będą. Ja natomiast nie mam serca (i uprawnień), by odebrać im tę przyjemność. Ojczyzna jazzu, jassu czy też jasu leży oczywiście za Atlantykiem – i to nie podlega dyskusji. Ale okazuje się, że zdążyła poszerzyć swoją strefę wpływów nawet na Kaukaz. Mówi się o tym niewiele, a wie pewnie jeszcze mniej. Nic dziwnego, skoro poziom bombardowania informacjami i fejkniusami już dawno wykroczył poza skalę. Stąd też nazwisko pierwszej damy gruzińskiego jazzu, Dinary (Dini) Virsaladze, nie widnieje na szczycie wyszukiwań w serwisie YouTube. Tymczasem artystka w pełni zasługuje na swoje miano.
Przede wszystkim pochodzi z rodziny znanych w Gruzji muzyków. Fortepian i organy nie mają przed nią tajemnic, jako że ukończyła tbiliskie konserwatorium w ich klasie. Kariera Dini Virsaladze rozpoczęła się bezbłędnie i dosłownie poszybowała w górę. Gruzinka najpierw była klawesynistką i pianistką w Orkiestrze Kameralnej Tbilisi. Gdy na początku lat 90. XX wieku spróbowała grać jazz, od razu zdobyła uznanie w środowisku muzycznym. Została nagrodzona na Festiwalu Jazzowym w Nowosybirsku, a następnie na Monte Carlo International Jazz Awards. Obecnie występuje na międzynarodowych koncertach (nawet w Polsce!). Co jednak podoba mi się najbardziej, to fakt, że kompozytorka jest jednocześnie wykładowcą w muzycznym konserwatorium w Tbilisi. Więc to nie jest jakaś pstra wydmuszka, która jest znana z tego, że jest znana. To utalentowana i wykształcona osoba, jaka od lat pracuje na swój sukces. Moim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę. Jasne, każdy z nas ma prawo do spędzania czasu w wybrany przez siebie sposób, pod warunkiem, że nie krzywdzi innych. Dla wszystkich rozumnych ludzi jest to tak oczywiste, że aż nudne. Przepraszam za smętne powtórki zdartej płyty. A jednak kiedy patrzę na główną wspomnianego YouTube’a bez logowania, to ten warunek wydaje się niemożliwy do spełnienia. Ale jak się nie ma, co się lubi... proponuję zapoznać się z twórczością samodzielnie. It ain’t necessarility, Mr Teroguba, Lady Bird albo My lovely sadness... ostatnie w wykonaniu wokalnym Eki Dolidze. Nawiasem mówiąc, kto by się spodziewał, że nawet zapis tytułów w języku wielkiego amerykańskiego brata nie zapewnił Dini Virsaladze internetowej popularności..., widać to nie jest ten kontent. Nawet jazz nie jest dostatecznie wyrazisty, żeby pojawić się na wierzchu. To co jest? Krzyczy już wszystko – od przejaskrawionych reklam, przez histerycznych aktywistów, do przypadkowych przechodniów. Co należy zrobić, żeby zostać zauważonym? Szokować? Dzisiaj nikogo już nic nie dziwi. Jeżeli w ogóle da się jeszcze zwrócić na siebie uwagę, to chyba tylko pokorą i milczeniem. Tylko czy artyści powinni siedzieć cicho? Wiadomo, że przedrewolucyjna rzeczywistość, w której tytuły i dobry gust jeszcze coś oznaczały, bezpowrotnie minęła. Dzisiaj mamy postęp. A postęp... ma plusy i minusy, jak wszystko. Jestem mistrzynią zwielokrotniania banałów, dlatego znowu powtórzę, że od dawna zmagamy się ze społeczną degrengoladą. Niech to wystarczy.

Oliwia Wachna

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!