TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Maja 2020, 13:50
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Cudownie ocalony

Cudownie ocalony

Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej (OMI) świętuje wielki jubileusz 100-lecia istnienia ich prowincji w Polsce. Warto przypomnieć piękną, a zarazem zapomnianą historię, która miała swoje początki w parafii Kobierno. Oblat ks. dr Szczepan Całujek zawdzięcza ocalenie z obozu koncentracyjnego swojej rodzonej siostrze, która była zakonnicą w Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny. To właśnie s. Maria Dorota Całujek złożyła śluby ofiarując swoje młode życie za brata kapłana.


Rodzeństwo jak również ich siostrzenica, także służebniczka s. Maria Almeda Skrzypczak, kształtowali swoje powołania przed cudownym obliczem Madonny Kobierskiej. Od lat dziecięcych to właśnie przed Matką Bożą Szkaplerzną zaszczepili w sobie pobożność maryjną, która towarzyszyła im przez całe życie.
S. Maria Dorota Całujek, żyjąca w latach 1918-48, na wiadomość o osadzeniu brata w obozie koncentracyjnym, ofiarowała życie Bogu za niego mówiąc „On jako kapłan może o wiele więcej zdziałać dla królestwa Bożego niż ja”. Brat przebywający w Dachau był tak wyczerpany warunkami obozowymi i nadludzką pracą, że zemdlony przewrócił się na ulicy obozowej. W tym samym czasie przejeżdżał wóz, na który zbierano zmarłych więźniów. Widząc przy drodze leżącego więźnia wrzucono go na wierzch wozu, który jechał w stronę krematorium. Trząsł się tak mocno, że ciało kapłana zsunęło się na ziemię. Spostrzegli to współbracia kapłani i w leżącym więźniu rozpoznali ks. dr. Całujka. Przenieśli go do izby obozowej i doprowadzili do sił. I nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie działo się to w tym samym czasie, w którym s. Maria Dorota ślubowała oddać życie za brata. Bóg przyjął ofiarę, ponieważ brat wrócił na wolność, a siostra zachorowała na grypę i gruźlicę. W chorobie powtarzała: „przyłożyłam rękę do pługa i nie mogę wracać”. Zmarła trzy lata po wojnie w wieku 29 lat.
Ks. dr Całujek, żyjący w latach 1905-74, zapisał się złotymi zgłoskami w historii zgromadzenia i Kościoła. W swojej działalności przyczynił się do rozwoju polskiej prowincji oblatów w okresie 20-lecia międzywojennego i jej odbudowy w latach powojennego komunizmu. Był kapłanem inteligentnym, pracowitym i energicznym. W latach 1920-22 należał do grupy pierwszych juniorów Niższego Seminarium Duchownego mieszczącego się w Krotoszynie. Pochodził z rodziny o głębokich tradycjach religijnych. Urodził się w Brzozie jako syn rolnika Andrzeja i Jadwigi z Rybów. Po pobycie w Krotoszynie i Lublińcu rozpoczął nowicjat w Markowicach. Pierwsze śluby złożył w 1926 roku. Studiował filozofię w Obrze i Krobi oraz teologię w Lublińcu. Został skierowany na dalsze studia do Rzymu i dlatego śluby wieczyste złożył w 1929 roku w Roviano, a święcenia kapłańskie otrzymał w 1931 roku w Rzymie. Doktorat z filozofii i teologii uzyskał w 1932 roku na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu. Gdy powrócił do Polski był wykładowcą w Lublińcu, profesorem filozofii w scholastykacie, drugim radnym domowym w Krobi i profesorem teologii w Obrze. W chwili wybuchu II wojny światowej zastępował nieobecnego superiora oblatów. Gdy gestapo nałożyło areszt domowy na klasztor w Obrze, wówczas, razem z ojcami Czesławem Kozalem, Józefem Calem i Antonim Maturą, został wywieziony do Komorowa koło Wolsztyna, a następnie do klasztoru benedyktyńskiego w Lubiniu. W 1940 roku został deportowany do obozu w Dachau, a potem wywieziony do obozu zagłady w Mauthausen-Gusen. Następnie powrócił do Dachau, gdyż na mocy układu między III Rzeszą i Watykanem wszyscy księża musieli znaleźć się w tamtejszym obozie. Pobyt w niemieckich, nazistowskich obozach koncentracyjnych i zagłady był dla niego ciężki. Przetrwał nieludzkie warunki obozowe, gdyż pochodził z rodziny chłopskiej i odznaczał się silną budową fizyczną. Czasami z zewnątrz otrzymywał 20 lub 30 marek. Jednak w kantynie obozowej można było za to kupić niewiele do jedzenia. Poważnie zachorował, gdy wybuchła epidemia tyfusu. Przetrwał jednak ten okres, gdyż z Polski i Francji oraz od o. Józefa Thiela i Czerwonego Krzyża z Genewy, przychodziły paczki żywnościowe. Oblaci solidarnie dzielili się ich zawartością i powracali stopniowo do sił. W tym czasie miał pracę polegającą na pleceniu sznurów. Brał również udział w kształceniu kleryków dla których zorganizowano specjalne kursy. Odbywały się w bloku nr 28, zamieszkałym przez polskich księży. Blokowym był ks. Teodor Korcz, a ks. dr Całujek razem z ks. prof. Zygmuntem Skowrońskim wykładali filozofię. W życiu obozowym był spokojny i opanowany. Z obozu w Dachau wyszedł na wolność 29 kwietnia 1945 roku po wyzwoleniu przez armię amerykańską. Po zakończeniu II wojny światowej zajął się duszpasterstwem Polaków w rejonie Monachium. W 1946 roku powrócił do Polski i sprawował różne funkcje. Był m. in. dyrektorem w Krobi, ekonomem dystryktu w Gorzowie, superiorem w Lublińcu, Markowicach, profesorem i radnym domu w Obrze i zarazem trzecim radnym prowincji oraz duszpasterzem pomocniczym w Katowicach. Gdy w 1952 roku władze komunistyczne przystąpiły tam do likwidowania junioratu, bronił fizycznie niektórych pomieszczeń. W 1964 roku na stałe wrócił do Krobi, gdzie został dyrektorem i kapelanem domu spokojnej starości w pobliskich Chumiętkach. Prawie przez całe kapłańskie życie przebywał w domach formacyjnych prowincji. Żył jej sprawami i był wychowawcą wielu pokoleń młodych oblatów. Jako kapłan odznaczał się żywą wiarą i umartwiał się jeśli u współbraci dostrzegał osłabienie ducha zakonnego czy kapłańskiego. Prawie do końca życia sprawował Eucharystię. Zmarł w klasztorze poznańskim. Miał 68 lat, w profesji zakonnej przeżył 48 lat, a w kapłaństwie 43 lata. Koncelebrze pogrzebowej przewodniczył ks. biskup Franciszek Jedwabski. Ks. Całujek ostał pochowany na cmentarzu przyklasztornym w Obrze. W jego osobie jako profesora, wychowawcy i superiora, prowincja utraciła jednego z najbardziej zasłużonych i cenionych oblatów.
Bez ofiary jaką złożyła jego siostra nie byłyby możliwe wielkie dzieła. Ks. dr Szczepan Całujek w każdej wolnej chwili powracał do rodzinnej parafii, aby przed cudownym obliczem Madonny Kobierskiej, dziękować za ocalenie i owocne kapłaństwo, które zawdzięczał Matce Kościoła.


Mariusz Marzyński

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!