TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Lipca 2020, 06:28
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Cuda w czasach zarazy (3)

Cuda w czasach zarazy (3)

„Kościół na początku swojego istnienia pomagał wdowom i sierotom, a także ludziom chorym, zwłaszcza w czasie epidemii - pisze Thomas Woods w książce „Jak Kościół katolicki zbudował zachodnią cywilizację”. - W okresie zarazy, która wybuchła w Kartaginie i Aleksandrii, chrześcijanie zdobyli szacunek i uznanie za odwagę, z jaką pocieszali umierających i grzebali zwłoki zmarłych. Był to czas, kiedy poganie porzucali nawet swoich przyjaciół i zostawiali ich na pastwę losu”.

Był rok 252 i dla ówczesnych pogan z Aleksandrii i Kartaginy chrześcijanie opiekujący się chorymi w czasie epidemii i narażający się nieustannie na zarażenie byli cudem. Dziś papież Franciszek wszystkie osoby posługujące zarażonym koronawirusem nazywa aniołami. Św. Cyprian, który w tamtym okresie był biskupem Kartaginy, wzywał wiernych do odważnego oddawania życia za chorych.


Plaga Cypriana
„Jak może ktoś mówić, że wierzy w Chrystusa, skoro nie czyni tego, co Chrystus nakazuje?” – mawiał Cyprian i nawiązując do słów Jezusa o miłości nieprzyjaciół, przypominał także, by chrześcijanie nie odmawiali opieki również swym dawnym prześladowcom, którzy byliby zarażeni. A to poganom zupełnie już nie mieściło się w głowach! Św. Cyprian przeszedł do historii nie tylko jako święty, męczennik i biskup, ale również jako kronikarz owej pandemii z 252 roku. Warto zaznaczyć, że w związku z tym, iż Święty opisał czas owej pandemii, oficjalnie nazywa się ją dziś Plagą Cypriana lub Zarazą Cypriana i że jej ramy czasowe to lata 250 – 262. Naukowcy wciąż spierają się o to, czym konkretnie była owa zaraza. Źródła historyczne nie dają jasnej odpowiedzi, toteż spekulacje uczonych wokół tej kwestii oscylują między dżumą, ospą i wirusową gorączką krwotoczną. Niektórzy historycy twierdzą, iż konsekwencje Zarazy Cypriana przyczyniły się znacznie do upadku Cesarstwa Rzymskiego. Co ciekawe, choć w czasie pandemii, poganie podziwiali i zdumiewali się postawami chrześcijan opiekujących się chorymi, to jeszcze przed jej zakończeniem zarazy, obwinili ich o jej sprowadzenie. Poganie uważali bowiem, że ich bogowie, widząc „panoszącą się” coraz bardziej po Cesarstwie Rzymskim, przeciwną im religię chrześcijańską, rozgniewali się na lud i zesłali im zarazę.


Chłopcy ks. Bosko
Cholera była plagą XIX - wiecznej Europy. W samych tylko Włoszech między 1836 a 1854 rokiem jej epidemia wróciła aż pięć razy. W ostatnim rzucie, czyli w roku 1854, fala cholery objęła położoną na północy kraju Genuę, a z niej przeniosła się do Turynu. Uczeni nie tylko nie znali jeszcze wówczas jej przyczyn, ale również nie mieli pewności czy jest to choroba zakaźna. Cholera atakowała pojedyncze osoby, by zaraz potem dotknąć swoim przekleństwem szeroką okolicę. Chorzy na nią przypominali przysłowiowe żywe trupy, ich skóra była sina lub brunatna, kończyny wyziębione, do tego nękały ich niekończące się torsje i biegunki.
Jak wspomniałam wcześniej część lekarzy wątpiła w zakażalność cholery, w związku z czym spora grupa społeczeństwa również nie dowierzała w to, iż cholerą można się zarazić od chorego na nią człowieka. Panował pogląd, że to skażone „zgnilizną” powietrze zabijało ludzi, niczym nieznane jeszcze wtedy gazy bojowe. Uważano, że cholerę przynosił wiatr z Indii. Dziś wydaje nam się to niedorzeczne, ale w XIX wieku wielu mieszkańców opanowanych przez cholerę miast i wsi, chcąc uchronić swe życie przed zgniłym, morowym powietrzem uciekało na tereny wolne od epidemii. Czyli tam, gdzie powietrze miało być zdrowe. W ten sposób epidemia przenosiła się z miasta do miasta i z wsi do wsi.
Jednym z tych, którzy cholerę postrzegali jednak jako chorobę zakaźną był ks. Jan Bosko. Gdy w 1854 roku dowiedział się, że Włochy ogarnia kolejna fala epidemii, postanowił podejść do problemu prewencyjnie i niezwłocznie zabrał się do działania. Przebudował niektóre pomieszczenia w oratorium, a nawet zapożyczył się, by kupić ubrania, bieliznę i pościel na zapas. Po przebudowie nakazał gruntowne sprzątanie oratorium i zaraz potem - w odpowiedzi na wezwanie Arcybiskupa turyńskiego - podjął gorliwą modlitwę do Matki Bożej, prosząc o wybawienie od zarazy i ratunek. Cholera dotarła do Turynu wczesnym latem 1854 roku, a jej szczyt przypadł na sierpień i wrzesień. Turyńscy zwolennicy teorii o zakażalności choroby zdołali uruchomić miejski lazaret w sąsiedztwie oratorium ks. Bosko. Chorych przyjmował również miejski szpital. Niestety wkrótce okazało się, że brakuje osób gotowych zająć się transportem chorych i opieką nad nimi. Ks. Bosko zwrócił się wówczas o pomoc do swoich chłopców. Zgłosiło się 30. Ks. Bosko dał każdemu z nich medalik z Matką Najświętszą Niepokalaną, powiedział by nie bali się tego, że się zarażą i posłał do pracy z chorymi. Dzięki ich poświęceniu wielu chorych mieszkańców Turynu doczekało się ratunku. Turyńskie czasopismo „Harmonia” tak przedstawiało na swych łamach ich posługę: „Ożywieni duchem ks. Bosko, który jest dla nich bardziej ojcem niż przełożonym, odważnie zbliżają się do zarażonych, budzą w nich siłę i zaufanie nie tylko słowami, ale także czynami. Biorą ich za ręce i nacierają je bez pokazywania jakiegokolwiek przerażenia czy strachu. Przeciwnie, kiedy wchodzą do jakiegoś zakażonego domu, zaczynają od rozmowy z przestraszonymi ludźmi, dodają im otuchy i proszą, aby wyszli, jeśli się boją, z wyjątkiem przypadków, kiedy idzie o chorych płci słabej. W tych okolicznościach żądają, by ktoś został w pobliżu. Kiedy chory wyzionie ducha, znów z wyjątkiem gdy chodzi o niewiasty, dokonują ostatnich zabiegów przy zwłokach”. Żaden z chłopców nie zachorował. CDN

Aleksandra Polewska – Wianecka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!