TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 05 Sierpnia 2020, 06:57
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Cud, który się nie zdarzył

Cud, który się nie zdarzył

Wszyscy byliśmy pewni, że Jan Paweł II

będzie świętym, ale to jeszcze nie znaczy,

że Bóg jest przewidywalny

Jak zawsze, kiedy wybór tematyki mojej refleksji na trzeciej stronie „Opiekuna“ staje się skomplikowany ze względu na bogactwo wydarzeń, które chciałbym skomentować, bo przecież i radość beatyfikacji, i jubileusz Pasterza diecezji, życie rozstrzyga dylematy w sposób nieoczekiwany. Dwa tygodnie temu szykując się do wyjazdu na beatyfikację Jana Pawła II pisałem, że nie mam żadnych konkretnych oczekiwań czy wymagań dotyczących przeżywania uroczystości w Rzymie. Uważałem się za szczęściarza, ponieważ mogłem tam być, czegóż więcej mógłbym pragnąć? Wymieniłem natomiast całą serię cudów, o które będę zabiegał u błogosławionego Jana Pawła II, z jednej strony ponieważ będzie potrzebny kolejny udokumentowany cud dla procesu kanonizacyjnego; z drugiej ponieważ wokół mnie tyle sytuacji trudnych i bolesnych, czasem tak beznadziejnych, że chyba już tylko cud może odmienić fatalny bieg wydarzeń. Jedną z takich sytuacji była choroba nowotworowa u Angeli, młodej mamy trójki dzieci, która nieco ponad rok temu pochowała męża. Niestety, nie udało się wybłagać tego cudu. Angela dołączyła do swojego męża. Trójka dzieci w wieku od siedmiu do dwunastu lat pozostała bez rodziców. Piszę te słowa w drodze na pogrzeb zastanawiając się, co powiem tym dzieciom, z których jedno ochrzciłem, a pozostałe śpiewały w dziecięcej scholce parafialnej. Najchętniej w miejsce kazania po prostu przycisnąłbym je do serca i płakał razem z nimi. Ale tak przecież zrobić nie mogę. Nie mam zielonego pojęcia, jak przekazać im prawdę, w którą głęboko wierzę, że śmierć ich mamy w rok po śmierci taty, ma służyć jak niegdyś śmierć Łazarza, dla objawienia chwały Bożej. Dla jeszcze głębszego objawienia się miłości braterskiej tych, którzy kochali ich rodziców i teraz będą jeszcze bardziej kochać te osierocone dzieci. Że Bóg w jakiś absolutnie dla nas niezrozumiały sposób potwierdził pierwszeństwo relacji małżeńskiej nad rodzicielską i tak drastycznie pokazał, że dzieci nie należą do swoich rodziców. A może po prostu uratował Angelę od ogarniającej ją desperacji. I że trzeba Mu zaufać. Wiem to wszystko i ufam Jezusowi, ale nie wiem, jak im to powiem. I tak zamiast pisać dzisiaj o zwycięstwie świętości nad śmiercią, o przemianie ciała zmarłego Papieża w relikwie świętego, o radości z uczestnictwa w wydarzeniu niepowtarzalnym w sercu Kościoła, o wzruszeniu i łzach, które płynęły na Placu Świętego Piotra, piszę o łzach dzieci, które nie są łzami radości i wzruszenia. Są łzami rozpaczy i beznadziei. W ten sposób staję w pokorze wobec misterium śmierci. Wobec przypomnienia, że Jego ścieżki nie są naszymi ścieżkami. Że możemy modlić się o cuda i że cuda się zdarzają, ale rzadko według naszego scenariusza. 

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!