TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Stycznia 2020, 01:41
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Camino do Santiago i w głąb siebie

Camino do Santiago i w głąb siebie

W kolejny rok wchodzimy z nową książką wydaną pod egidą Opiekuna. „Camino do Santiago i w głąb siebie” to opowieść o samotnym pielgrzymowaniu do sanktuarium Świętego Jakuba, ale jak się okazuje nie tylko. Poniżej rozmowa z autorem.

Księże Andrzeju, po kilku miesiącach przerwy powraca temat Camino, czyli drogi do Santiago, tym razem w formie książkowej. Patrząc na niepokojące statystyki dotyczące czytelnictwa w naszym kraju, decyzja o publikacji książki wydaje się dość ryzykowna, zwłaszcza że nie może ksiądz skorzystać z wielkich sieci dystrybucji i reklamy?

Ks. Andrzej Antoni Klimek: Rzeczywiście (śmiech). Przyznam się szczerze, że do interesów nigdy nie miałem głowy i być może nie wstrzelimy się w najlepszy moment na rynku księgarskim, zwłaszcza wobec nadciągającego kryzysu. Ale u podstaw mojego pisania zawsze jest chęć dzielenia się z Czytelnikami tym, co przeżywam. Motywacja dla mojej pielgrzymki do Santiago była podwójna: z jednej strony marzyłem od dawna, aby przejść drogę św. Jakuba i stanąć u jego grobu jako prawdziwy pielgrzym. Z drugiej, był to wybór redakcyjny, aby przez cały rok, ogłoszony przez Benedykta XVI Rokiem Compostellańskim, publikować w „Opiekunie” oryginalne teksty dotyczące pielgrzymiego szlaku. Swoją drogą proszę pomyśleć, jakim jestem szczęściarzem: realizuję marzenia wykonując jednocześnie swoją pracę. Po zakończeniu publikacji w „Opiekunie” pojawiła się myśl, aby wydać całość w formie książkowej, która jednocześnie będzie formą cegiełki na wsparcie naszej redakcji. Ponieważ również od Czytelników otrzymałem podobne sygnały, postanowiliśmy podjąć to ryzyko. Jest więc nadzieja, że przynajmniej ta mała grupka osób, które kibicowały powstaniu tej książki, będzie nią zainteresowana (śmiech).

 „Camino do Santiago i w głąb siebie“. Proszę nam powiedzieć, który kierunek przeważył: to książka bardziej o podróży do sanktuarium, czy może jednak w głąb siebie?

To zdecydowanie książka o podróży do sanktuarium, ale chyba jednak bardziej tego sanktuarium Ducha Świętego, którym każdy z nas jest. Rzeczywiście, jeśli ktoś będzie chciał znaleźć w niej informacje przewodnikowe może poczuć się rozczarowany. Nie ukrywam natomiast, że mocno się w tej książce odsłoniłem. Ale chyba to jest najpiękniejsze w Camino, w samotnym pielgrzymowaniu, że człowiek jest zmuszony wejść w głąb siebie, stają mu przed oczami wszystkie relacje, które są jego udziałem, a zwłaszcza trudne relacje. I tutaj nie masz pod ręką pilota od telewizora, aby szybko takie myśli przegonić. Tutaj, podobnie jak na pustyni, musisz stawić czoła takim myślom. Czasami trzeba przyznać, po takim kilkudniowym rozmyślaniu, że się po prostu pewne sprawy zawaliło, że się za mało kochało. Może właśnie dlatego książkę tę dedykuję moim rodzicom i bratu Piotrkowi, którzy „mają już za sobą najważniejszą pielgrzymkę, tę ku wieczności”, a wobec których mogę moją miłość wyrazić już tylko przez modlitwę i pamięć.

Ale przecież nie tylko tych nieobecnych już pośród nas wspomina ksiądz w swojej książce.

Oczywiście, że nie. Jak pisałem, każdego dnia miałem „obok siebie” masę różnych osób, którym oby Bóg pozwolił jeszcze długie lata ubogacać siebie i ten świat swoją obecnością. Niemniej taka rozłąka i taka duża ilość czasu na przemyślenia, pozwalają nabrać dystansu, nie do osób, ale do relacji i zrozumieć na przykład czy są to relacje zdrowe, czy nie są toksyczne, czy nie wykańczają nas i innych. A jaka jest  później radość z ponownego spotkania!

Podczas pielgrzymowania poznał ksiądz również innych pielgrzymów, możemy powiedzieć, z całego świata.

To jest kolejna wspaniała strona takiego samotnego pielgrzymowania, że nie jest się w żaden sposób ograniczony presją grupy. Można być otwartym (ale i zamkniętym, jeśli ma się taką potrzebę) na wszystkich. A ponieważ ze mnie jest zdecydowanie zwierzę społeczne, kocham ludzi, więc rzeczywiście wróciłem bogatszy o nowe przyjaźnie. Dobrze jest też nieraz być widzianym przez innych po prostu jako zwykły człowiek, pielgrzym jak każdy inny. Kiedy nie widzą ciebie od razu przez pryzmat twojego kapłaństwa, co samo w sobie jest piękne, ale czasami warto sprawdzić, jakiego widzą w tobie człowieka. Można się dowiedzieć rzeczy niekoniecznie przyjemnych. A później jest ta cudowna świadomość, za każdym razem kiedy mówię o moim kapłaństwie, a nigdy tego nie ukrywam, że napotkani ludzie, z różnych narodowości, bardzo mnie jako księdza potrzebują.

Podsumowując, dlaczego warto wybrać się na Camino?

Przede wszystkim człowiek zdaje sobie sprawę, jak wiele rzeczy, którymi otaczamy się w codziennym życiu, nie jest tak naprawdę niezbędne. Jak niewiele potrzeba, aby przeżyć i być szczęśliwym. I najważniejsze: w takiej głównie samotnej pielgrzymce człowiek naprawdę czuje, że jest w rękach Pana Boga i że jest to najbezpieczniejsze miejsce na świecie.

A dlaczego warto nabyć książkę „Camino do Santiago i w głąb siebie“?

Nie wiem czy warto (śmiech). Kiedyś jedna z Czytelniczek podczas wymiany korespondencji przypomniała mi takie zdanie z filmu „Into the Wild”, że szczęście jest realne, gdy się nim dzielimy, i ja tę myśl rzeczywiście przyjmuję jako swoją. Przejście szlaku do św. Jakuba było dla mnie wielkim szczęściem i chcę się nim dzielić z nadzieją, że ktoś po przeczytaniu tej książki zacznie przygotowywać się do drogi. A przy okazji, nabywając książkę, wesprze redakcję „Opiekuna”. Za co z góry dziękuję.

rozmawiała Lidia Pośpiech


ks. Andrzej Antoni Klimek „Camino do Santiago i w głąb siebie”, Kalisz 2012. Książkę można nabyć w redakcji Opiekuna, w parafiach i wybranych księgarniach.

 

 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!