TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Września 2019, 19:32
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Blizna winy

Blizna winy

Dawid słuchał uważnie słów posłańca. Na wiadomość o klęsce i stratach uniósł się gniewem. Wyrzucał żołnierzom nieroztropność. Po co zbliżali się do murów twierdzy. Czy nie pamiętali o tym, iż wielu tak postępując znalazło śmierć? Jednak gniew zniknął z jego oblicza, gdy usłyszał o śmierci Uriasza Chetyt. 

Słysząc o niej kazał posłańcowi przekazać Joabowi słowa pocieszenia. Przecież nie ma wojny, na której ktoś by nie ginął. Raz śmierć dosięga obrońców, a raz atakujących. Niech zatem nie traci nadziei, ale przystąpi do dalszych walk i doprowadzi do zdobycia i zniszczenia miasta. 

Żałoba Batszeby

Poseł był wyraźnie zaskoczony zmianą nastroju władcy, Dawid zaś musiał czuwać, by nie okazać uczucia ulgi. Uważał, że jego problem został rozwiązany. Cena jaką przyszło zapłacić była bolesna. Nie czuł radości. Nie mniej uważał, że nie było innego wyjścia z sytuacji, w jakiej się znalazł. Nie brał bowiem pod uwagę wzięcia na siebie odpowiedzialności za popełniony grzech. Zagłuszył wyrzuty sumienia. Jedyne czego chciał, to zachować dobrą opinię w oczach poddanych. Nawet jeśli ceną było przelanie krwi. Wydawało mu się, że osiągnął to, czego pragnął. Teraz odczeka aż przeminie czas żałoby, jaką Batszeba podejmie po swym mężu. Nie miało dla niego znaczenia, czy jej płacz jest szczery czy nie. Ów gest był potrzebny dla jego planu. Stanowił element układanki, której celem było zatuszowanie zła i wprowadzenie kobiety, której pożądał i którą pokochał do królewskiego pałacu. Tak też się stało, gdy czas opłakiwania zmarłego minął. 

Batszeba zamieszkała wraz z Dawidem, a po niedługim czasie urodziła mu syna. Król nie musiał się obawiać ludzkiej opinii, czy buntu żołnierzy. Przecież w oczach wszystkich był troskliwym władcą. W oczach wszystkich poza Bogiem, który znał prawdę i któremu nie było obojętne to, co stało się z Uriaszem i zabitymi żołnierzami, Batszebą, a także Dawidem. Przecież on niszcząc życie innych ludzi, niszczył samego siebie. Swym postępkiem rozbijał również swój ród-– naczynie, przez które Bóg pragnął przynieść ludziom dar zbawienia.

Kolejne dni niosły radość wspólnego przebywania. Nic jej nie zakłócało. Wzmacniała ją obecność niedawno narodzonego syna. Rósł
i z każdym dniem coraz bardziej przypominał swego ojca. Dawid widział w nim swojego następcę. Pierwsze ogniwo rodzącej się dynastii. Domu, jaki obiecał zbudować mu Bóg. 

Grzech Dawida

Gdy w progach pałacu pojawił się prorok Natan był przekonany, że on potwierdzi jego nadzieje. Ale prorok przyszedł w zupełnie innej sprawie. Chodziło mu o spór, a właściwie krzywdę, którą jakiś bogacz wyrządził biedakowi. Rzecz dotyczyła owcy. Biedak miał tylko jedną, a bogacz posiadał ich wiele. Ale gdy do bogacza przyszedł ktoś w gościnę, ów skąpiec nie chciał zabić żadnej ze swych owiec. Dlatego odebrał owcę biedakowi. Była to jego jedyna owieczka. On darzył ją szczególną troską. Chronił, jak chroni się własne dziecko. Ta opowieść poruszyła Dawida. Nie umiał pohamować oburzenia. Przerwał Natanowi w połowie słowa, wydając na owego bogacza wyrok śmierci. Powiedział też, iż wcześniej winien on zadośćuczynić biedakowi w czwórnasób. Jedyne co Dawidowi na usta cisnęło się na określenie tego wszystkiego to słowa: „czyn bez miłosierdzia”. Był pełen gniewu i zgrozy. Jednak to, co za chwilę nastąpiło sprawiło, że zaniemówił i osłupiał. Natan patrząc mu prosto w oczy, jak gdyby zaglądał w głąb jego duszy, powiedział krótko: „Ty jesteś tym człowiekiem”. Po czym ukazał mu cały jego grzech. Ale zanim odsłonił niecny postępek Dawida, przypomniał mu o dobrodziejstwach, jakie Bóg wyświadczył królowi. Dał mu tron, oddal mu wszystkie żony Saula, był gotów dać mu jeszcze więcej, gdyby chciał. On tymczasem
 zlekceważył Boga. Zabił człowieka tylko po to, by odebrać mu żonę. Tym samym sprowadził na siebie i swój dom śmierć. Nie jest już pasterzem ludu, ale zbójcą. Skoro tak postępuje, to teraz Bóg odbierze mu wszystko, czym go obdarował i da innemu, który go wydziedziczy. Dawid uczynił zło i chciał je ukryć. Bóg jednak ukaże je oczom ludzkim. Odkryje całą prawdę o czynie Dawida.

Śmierć syna

Te słowa skruszyły serce króla. Poruszyły jego sumienie. Zapłakał. Uznał swój grzech i wyznał go przed prorokiem. Zawinił wobec Boga. Nie prosił o przebaczenie, czy zmianę swego losu. Przyznał się nie tylko do winy, ale i przyjął to, co Bóg zapowiedział. Nie szukał usprawiedliwienia. I wtedy znów zaskoczyły go słowa proroka. On oznajmił mu o przebaczeniu. Bóg darowuje Dawidowi winę. Nie odbierze mu życia. Nie mniej czyn Dawida nie pozostanie bez konsekwencji. Syn zrodzony z Batszeby umrze. Ta śmierć będzie znakiem, iż grzech nigdy nie przynosi dobrych owoców, a wszystko, co buduje się na przelaniu ludzkiej krwi i wzgardzie Bożych przykazań nie ma żadnej przyszłości. Niedługo potem po odejściu Natana syn, którego urodził Dawidowi Batszeba, zachorował. Choroba była bardzo ciężka. Życie dziecka znalazło się na granicy śmierci. W tej sytuacji Dawid postanowił podjąć pokutę. Błagał Boga o ocalenie chłopca. Podjął surowy post. Całą noc spędził, leżąc na ziemi. Słudzy bali się o jego życie. Chcieli go podnieść i nakarmić, lecz nie chciał ich słuchać. Jednak żadna z tych ofiar nie została przyjęta. Dziecko zmarło. Nikt nie miał odwagi powiedzieć o tym królowi. Bano się, by nie targnął się na własne życie. Cisza jaka wypełniła pałac, stała się dla Dawida jasna. Oznajmiała kres życia jego syna. Przeczucie potwierdziła odpowiedź jaką dali słudzy, gdy zapytał o życie chłopca. Cichym szeptem wyznali bolesną prawdę: „zmarł”. Wtedy Dawid powstał z ziemi. Obmył się, zmienił ubranie i siadł do posiłku. Nikt nie rozumiał jego zachowania. Przecież śmierć zawsze zwiększa ból. Na wieść o niej ludzie odchodzą od zmysłów. Rozpoczynają żałobę. Zapytany Dawid wyjaśnił, że gdy dziecko żyło miał nadzieję, iż przebłaga Boga, odwróci dramatyczny wyrok. Teraz nie może uczynić już nic. Pozostaje mu pogodzić się z decyzją Boga. On, choć jako król ma potężną władzę, nie może wskrzesić człowieka. Jego samego zresztą spotka również śmierć. Może jedynie nieść w sercu swym nadzieję, że gdy odejdzie z tego świata, spotka swego zmarłego syna. Dziś pozostaje mu żyć tym życiem, jakie daje mu Bóg. Jedyne, co jeszcze może uczynić to okazać współczucie swej żonie Batszebie, by razem żyć niosąc na sobie bliznę rany powstałej z jego winy.

Tekst i zdjęcie ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!