TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Stycznia 2021, 12:34
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Cieszę, że Bóg mnie wybrał, że dodaje łaski i sił

Bł. ks. Władysław Maćkowiak (1910-1942)
– Cieszę, że Bóg mnie wybrał, że dodaje łaski i sił

Ks. Maćkowiak rozstrzelany został w 1942 roku w lasku Borek koło Berezwecza i jego ciała wrzucono do dołu. Miejsce pochówku nie odnaleziono do dziś.

Władysław Maćkowiak urodził się 14 listopada 1910 roku w miejscowości Sytki. Jego rodzicami byli Władysław i Jadwiga z domu Obińska. Po ukończeniu szkoły powszechnej dalszą naukę kontynuował w gimnazjum w Drohiczynie nad Bugiem. Po maturze ubiegał się o przyjęcie do Wyższego Seminarium Duchownego w Pińsku. Jednak ze względu na słaby wzrok i niski wzrost nie przyjęto go. Nie zraził się tym niepowodzeniem i skierował swe kroki do Wyższego Seminarium Duchownego w Wilnie, gdzie w 1933 roku rozpoczął naukę seminaryjną. Po jej ukończeniu 18 czerwca 1939 roku otrzymał święcenia kapłańskie z rąk metropolity wileńskiego abpa Romualda Jałbrzykowskiego. Po święceniach skierowany został do parafii pw. Bożego Ciała w Ikaźni.
Po wybuchu II wojny światowej i opuszczeniu parafii przez ks. proboszcza Jana Zawistowskiego, któremu groziło aresztowanie przez sowietów, pozostał tam sam sprawując opiekę duszpasterską nad wiernymi. Była to parafia rozległa terytorialnie i liczyła ponad 4,5 tys. wiernych. Swoją posługę wypełniał z gorliwością i zaangażowaniem starając się znaleźć choć kilka chwil dla każdego ze swoich parafian, w tym tragicznym czasie represji wobec ludności polskiej ze strony okupanta sowieckiego. Ze względu na ogrom pracy w parafii ks. Władysław we wrześniu 1941 roku poprosił Księdza Arcybiskupa o pomoc. Do parafii został posłany ks. Stanisław Pyrtek. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej w czerwcu 1941 roku wybuchła wojna niemiecko-sowiecka. Wówczas zmienił się okupant z sowieckiego na niemieckiego. Nastał czas prześladowań Kościoła katolickiego i ludności polskiej.
Zgodna praca kapłańska i nauczanie dzieci religii przez młodych duszpasterzy zwróciła uwagę niemieckich władz okupacyjnych. Na kapłanów został wydany w Wilnie wyrok śmierci. Według relacji ustnych przyczynił się do tego przedwojenny komunista ukraińskiego pochodzenia, pracujący w Widzach, który podczas wojny pracował dla niemieckiej administracji okupacyjnej, jako starosta brasławski. Księża byli ostrzegani o grożącym im niebezpieczeństwie. Ksiądz Maćkowiak udał się wówczas do abpa Jałbrzykowskiego z pytaniem, co ma czynić w związku z zaistniałą sytuacją. Podjęcie decyzji pasterz diecezji pozostawił jego kapłańskiemu sumieniu. 3 grudnia 1941 roku gestapo aresztowało ks. Maćkowiaka i osadziło go w więzieniu w Brasławiu. Tam był bity i katowany przez niemieckich oprawców. Wikariusz parafii Ikaźń ks. Stanisław Pyrtek próbował ratować swojego proboszcza, lecz i on został aresztowany. Nie był to kres prób mających na celu ocalenie uwięzionych księży. Parafianie zebrali tysiące podpisów i następnie udali się z pismem do niemieckich władz okupacyjnych w Brasławiu, prosząc o ich zwolnienie. Oni także zostali aresztowani. W grudniu 1941 roku księży i zatrzymanych parafian wywieziono do więzienia w Głębokiem. Dziekan głębocki ks. Antoni Zienkiewicz podjął próby uwolnienia osadzonych. Jedyne co osiągnął to umieszczenie obu księży w szpitalu, gdzie mogli sprawować Mszę świętą (trafił tam w tym czasie także kolejny ksiądz – M. Bohatkiewicz). Na początku marca 1942 roku księży ponownie przewieziono do więzienia i umieszczono w celi śmierci. Tu w nocy przyjęli sakramenty i odprawili Najświętszą Ofiarę (posiadali dostarczone w konspiracji paramenty). Skreślili także klika słów do najbliższych. Ksiądz Maćkowiak napisał m.in. do abpa Jałbrzykowskiego: „Cieszę się, że Bóg mnie wybrał, a nade wszystko, że dodaje łaski i sił, bo wszyscy trzej jesteśmy spokojni”. Do rodziców i rodzeństwa nie pisał ponieważ w czerwcu 1941 roku jego najbliżsi zostali wywiezieni przez sowietów, jak wielu naszych rodaków, w głąb Rosji.
Ks. Maćkowiak rozstrzelany został 4 marca 1942 roku w lasku Borek koło Berezwecza, wspólnie z dwoma księżmi, ochrzczoną żydówką i oficerem sowieckim. Ciała wrzucono do dołu. Miejsce pochówku męczenników i innych ofiar nie odnaleziono do dziś. Nie zapominajmy o nich w naszych modlitwach.

ks. Sławomir Kęszka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!