TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 30 Października 2020, 23:01
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Banknoty księstwa Poyais (I)

Banknoty księstwa Poyais (I)

We wrześniu 1822 roku w Edynburgu można było spotkać w obiegu takie banknoty. Stało się tak dlatego, że ich druk na kwotę 70 tysięcy twardych dolarów zamówił w tamtejszej drukarni Kacyk Poyais - Gregor. I służyły one jako podstawa wymiany szkockich funtów na walutę leżącego w dzisiejszej Nikaragui na Wybrzeżu Moskitów, księstwa Poyais, które usilnie potrzebowało emigrantów.

I tak w zasadzie prawie wszystko w późniejszej historii było prawdą i odbywało się legalnie.
Ale zacznijmy od początku. W 1630 roku po raz pierwszy na tych terenach pojawili się Anglicy, a dokładnie przedstawiciele Providence Island Company. Udało się im nawiązać przyjazne stosunki z miejscowymi Indianami, do tego stopnia, że w 1638 roku jeden z królów Królestwa Mosquito udał się do Londynu, aby przypieczętować sojusz z Anglią i oddać swoje ziemie pod angielski protektorat. Oficjalnie brytyjskim protektoratem tereny te stały się jednak znacznie później, bo w 1740 roku, ale w 1787 roku Anglicy wycofali się z tych terenów, a całość terenu przeszła pod hiszpański zarząd. To skutek wielkiej polityki, a dokładniej zawartej rok wcześniej „Konwencji Londyńskiej”, w ramach której ewakuowano osadników do Hondurasu Brytyjskiego. Ale o terenach Królestwa Mosquito nie zapomniano. Musiano tylko poczekać na okazję. Ta pojawiła się kilkadziesiąt lat później, w trakcie demontażu całej hiszpańskiej Ameryki. I tu zaczyna się nasza historia. W 1811 roku na statek do Wenezueli wsiadł 25-letni Szkot, Gregor McGregor, pochodzący z klanu mającego za sobą wybitne tradycje wojskowe. Za sobą miał już kilka lat służby w brytyjskiej armii - służby z wyróżnieniem. I nagle postanowił wieść życie awanturnika na innym kontynencie. Szybko znalazł się w otoczeniu Simona Bolivara - w stopniu pułkownika w samym sztabie, aby w wieku 30 lat być już generałem dywizji, naczelnym dowódcą kawalerii, uzyskać najwyższe wenezuelskie odznaczenia oraz poślubić (jako bohater wojenny) siostrzenicę samego Bolivara. Po pokonaniu Hiszpanów - jak podają biografowie McGregora - z nudów udał się na Karaiby i z dwoma okrętami (razem ze 150 ludźmi) wiódł życie pirata, zajmując i niszcząc ważne fortece w hiszpańskich jeszcze posiadłościach.
W 1820 roku udało mu się przekonać indiańskiego władcę Królestwa Mosquito, że reprezentuje angielski rząd i ponownie rozpoczyna w tym miejscu angielskie osadnictwo. Król przyznał mu więc imienną koncesję oraz tytuł Catzique de Poyais, z którymi McGregor wyruszył do Anglii. Trafił akurat na koronację Jerzego IV. McGregor postanowił wykorzystać szansę i złożył na dworze nowego króla Anglii (Szkocji, Irlandii i Hanoweru) hołd jako symbol odnowienia dawnego protektoratu angielskiego nad  Królestwem Mosquito leżącym w Ameryce Środkowej. Przy okazji przedstawił swój kraj w następujący sposób: „Poyais był rajem, w którym w atmosferze wiecznego lata żyzna ziemia zaspokajała wszystkie ludzkie potrzeby, prawie bez okazji do pracy. Z majestatycznych gór, ubranych w lasy sekwoi, cedru i mahoniu, szlachetne rzeki spływały do morza po piaskach dziewiczego złota. W tych górach było też złoto - lśniące wychodnie, z których każdy mógł zbierać fortunę siekierą - a drogocenne kamienie można było zbierać jak żwir ze zboczy. Zielone drogi przecinały kraj między plantacjami cukru, kawy, bawełny i indygo. Ogromne stada tuczone na prerii, najrzadsze owoce rosły dziko w obfitości, a przepiękne ptaki migały w słońcu. To było tak, jakby wszystkie utopijne marzenia ludzkości się spełniły. Stolica państwa Poyaisian, położona w pobliżu ujścia szerokiej rzeki, poprzecinanej wspaniałymi mostami, spoglądała na wschód, na Atlantyk. Kopuły i kolumnady okazałych budynków otaczały wysadzane drzewami bulwary - Pałac Królewski, budynki Parlamentu, operę i katedrę. Dwory, banki i wielkie domy kupieckie odzwierciedlały bogactwo przepływające przez magazyny i ładowane na nabrzeża portu. Tutaj, przy okazjach państwowych, Jego Wysokość był przyzwyczajony do kierowania procesją, w której uczestniczyła błyszcząca kompania Rycerzy Zielonego Krzyża, których przywilejem była jazda z władcą, i eskortowana przez ochroniarza Poyaisian Lancers, crack corps jego armii. Rząd był zarządzany przez trzy izby ustawodawcze, z których Izba Baronów była najwyższa”.

Piotr Kalinowski

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!