TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Września 2020, 03:13
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Adam i... Justyna

Adam i... Justyna

Euforia, która ogarnęła Polskę
po osiągnięciach naszych olimpijczyków
ukazuje pustkę na polskim firmamencie

Nigdy nie miałem takich zamiarów aby „Opiekun“ poruszał dokładnie te same tematy, które pojawiają się na łamach bardziej prestiżowych i ogólnopolskich tygodników i innych czasopism, które nie skrywają ambicji kształtowania opinii. Ale przyznam się szczerze, że tym razem nie chcemy być jedynym organem informacji, w którym nie pojawi się choćby kilka słów na temat naszych Adasia i Justysi. Tak, dzisiaj nikt nie pisze o polskich multimedalistach olimpijskich inaczej jak „nasz Adaś“ i „nasza Justysia“. I doprawdy nie jest to wcale przykry obowiązek, ponieważ już od bardzo dawna nie przeżyłem tak głębokich sportowych i wręcz patriotycznych emocji, aż do skwapliwie skrywanych łez (na szczęście siedziałem najdalej od telewizora i nikt się nie zorientował), jak podczas niesamowitego biegu na 30 kilometrów kobiet, a zwłaszcza nieprawdopodobnego finiszu. Nie wiem czy można mówić o fenomenie Adama i Justyny, ale bez krzty przesady możemy powiedzieć, że nasza poolimpijska euforia świadczy o wielkiej pustce jaka wytworzyła się w naszym narodzie. Mam na myśli brak jakichkolwiek pozytywnych bohaterów, z którymi można by się identyfikować. Niestety, ani w sporcie, ani w polityce, ani w biznesie i niestety chyba również w Kościele nie znajdujemy prawdziwych, dobrych, szczerych bohaterów, czy autorytetów. W Kościele, po odejściu Jana Pawła II nie potrafimy znaleźć osobowości na taką skalę, sport zdominowany przez postpeerelowskie, półprzestępcze siatki pseudodziałaczy nie jest w stanie dać właściwej bazy do rozwoju talentów, których przecież nie może brakować w niemal czterdziestomilionowym narodzie, w biznesie osoby, które z uczciwości chciały zrobić swoją dewizę dzisiaj zajmują się hobbystycznie produkcją serów owczych i filantropią, a elity polityczne, o nie przepraszam, jakie elity… Szkoda gadać. Na tym tle Adam i Justyna jawią nam się jak manna na pustyni. I dzięki Bogu! Bo na tym bezrybiu nie mogło nam się lepiej przytrafić. Dwie osoby z krwi i kości, szczere, których uśmiech nie jest zmanierowany, które na różne sposoby potrafiły przerosnąć siebie. Czego im zazdroszczę? Tej niesamowitej siły i autentyczności, której nie zatracili, zwłaszcza Adam po wielu latach kariery. Czego im nie zazdroszczę? Medali, bo nie byłbym w stanie tak katorżniczo pracować nawet dla takich laurów. Nie zazdroszczę im również tego mnóstwa dziwnych ludzi, którzy teraz będą chcieli się „ogrzać“ w ciepełku ich wielkich sukcesów. I mam nadzieję, że nigdy nie zobaczymy w przyszłości ani Adama ani Justyny na podejrzanych listach wyborczych jako lokomotywy do sukcesu dla nieudaczników, którzy później mówią, że nienawidzą naszego kraju, polityki, a sami są jej największym nieszczęściem. Justynko i Adamie, pozostańcie na zawsze nasi.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!