TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Września 2020, 19:56
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

42. Sympozjum Józefologiczne

42. Sympozjum Józefologiczne

sympozjum

Wystarczyło jedno spojrzenie na wypełnioną bazylikę św. Józefa, aby stwierdzić, że zainteresowanie Świętym Patronem, tak na poziomie czci i kultu, jak i na tym naukowym, wzrasta z roku na rok. Nie licząc Międzynarodowych Kongresów, chyba zanotowaliśmy rekordową frekwencję uczestników, nawet ku zdziwieniu niektórych prelegentów.

Rozpoczęło się wszystko Eucharystią w kaplicy Cudownego Obrazu pod przewodnictwem biskupa Stanisława Napierały. Uczestników przywitał kustosz sanktuarium ks. prałat Jacek Plota, który między innymi podkreślił nieustanny wzrost liczby pielgrzymów nawiedzających Polski Nazaret. W homilii Ksiądz Biskup Ordynariusz chciał przywołać i zauważyć wielkość św. Józefa wśród ludu Bożego i w Bożym planie zbawienia. Wielkość Józefa polega na tym, iż Bóg powierzył mu swoje największe skarby, swojego Syna i Jego Matkę, a uczynił to przez małżeństwo i przez rodzinę. Nie jest przypadkiem w zamyśle Boga fakt, że małżeństwo Józefa z Maryją poprzedziło wcielenie Syna Bożego i właśnie dlatego Józef wszedł w relację z Synem Bożym: jest on ojcem w jedynym i niepowtarzalnym tego słowa znaczeniu: stał się ojcem na zasadzie daru, który otrzymał od Boga Ojca wszechmogącego. Jest to ojcostwo jedyne. 

- Bez Józefa nie byłoby tej rodziny, którą Bóg uczynił jakby pieczęcią położoną na rodzinie opartej na małżeństwie mężczyzny i kobiety, a więc pieczęcią na tym podstawowym i fundamentalnym zamyśle Boga Stwórcy względem człowieka – mówił Ksiądz Biskup.

O Józefie trudno mówić bez relacji do Jezusa i Maryi, o Maryi trudno mówić bez relacji do Józefa, a nawet o Jezusie trudno mówić bez relacji do Józefa: na polu teologicznym oznacza to, że chrystologia i mariologia domagają się józefologii. Kończąc swoje rozważanie Ksiądz Biskup podsumował, że św. Józef jest wielki nie dlatego, że ludzie takim go czynią i go kochają, ale dlatego, że takim chciał go Bóg i takim go uczynił. Biskup Kaliski przekazał również uczestnikom sympozjum dobrą wiadomość, że realizuje się postulat wymieniania św. Józefa w łączności z Maryją we wszystkich modlitwach eucharystycznych, ponieważ z taką prośbą wystąpi do Stolicy Apostolskiej Konferencja Episkopatu Polski.

Naukowa część sympozjum miała miejsce w auli Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Kaliskiej i rozpoczęła się od wystąpienia ks. dra Andrzeja Latonia, prezesa Polskiego Studium Józefologicznego. Ksiądz Latoń podkreślił, że od poprzedniego spotkania miały miejsce dwa wielkie wydarzenia istotne dla józefologii: kanonizacja brata Andrzeja z Montrealu i beatyfikacja Jana Pawła II. Zauważył również ciekawą koincydencję, choć w chrześcijańskim rozumieniu czasu i zdarzeń oczywiście przypadków nie ma: dzień wcześniej w Fatimie dziękowano za beatyfikację Jana Pawła II i 200 000 obecnych było świadkami swoistego znaku: słońce zmieniało kolory. Dla wielu było to nawiązaniem do tzw. cudu słońca z 17 października 1917 roku, kiedy to Matka Boża w ostatnim swoim objawieniu ukazała światu Świętego Józefa. Jan Paweł II życzył sobie, aby św. Józef był patronem trzeciego tysiąclecia, więc ten znak w Fatimie można interpretować również w tym duchu, jako dobre auspicjum dla sympozjum.

Po wystąpieniu prezesa Polskiego Studium Józefologicznego nadszedł już czas na konkretne referaty, którym poświęcimy więcej miejsca w kolejnych numerach „Opiekuna“. Tutaj wymieńmy tylko, że rozważania naukowe rozpoczęły się od oczekiwanego z wielkim zainteresowaniem ks. profesora Waldemara Chrostowskiego, który mówił
o św. Józefie w rodowodzie Jezusa, osadzając już w pierwszym referacie sympozjum osobę Świętego Patrona w starotestamentalnym kontekście biblijnym. Występujący po nim Marek Jurek przypomniał Encyklikę Divini Redemptoris papieża Piusa XI i nieco zapomniany fakt, że ten dokument papieski uczynił ze św. Józefa patrona walki z systemami totalitarnymi, a zwłaszcza z komunizmem. Przedpołudniową część zakończył ks. prof. Ignacy Bokwa, który skonfrontował tezy Adhortacji Redemptoris Custos Jana Pawła II z niektórymi aktualnymi danymi statystycznymi dotyczącymi rodziny i jej zagrożeń, potwierdzając aktualność najważniejszego dokumentu papieskiego poświęconego św. Józefowi. Nie bez kozery wspomnę również o przerwie obiadowej, bowiem, co podkreślali zaskoczeni uczestnicy, rzadko się zdarza, aby organizatorzy podjęli obiadem nie tylko prelegentów, ale również wszystkich uczestników, a tak właśnie było u gościnnego św. Józefa, który oczywiście posłużył się konkretnymi ludźmi. Chapeau bas!

W popołudniowej części wysłuchaliśmy jeszcze referatów ks. prof. Marka Chmielewskiego o św. Józefie w życiu kapłana i ks. dra Dariusza Kwiatkowskiego, reprezentanta miejscowego środowiska teologicznego, o św. Józefie w nauczaniu Biskupa Kaliskiego, zwłaszcza w kontekście rodziny. Sympozjum zakończył dwugłos
ks. Dariusza Dąbrowskiego i pana Pawła Szczerzyńskiego zatytułowany „Dlaczego czcimy przeczyste serce Świętego Józefa“ o działalności Wspólnoty Świętego Józefa. Pokłosie tych wystąpień stanie się treścią kolejnych artykułów na łamach „Opiekuna“ w następnych numerach. A tymczasem pożegnajmy się stwierdzeniem, że dobrze się dzieje, ponieważ wielkość Świętego Józefa zamierzona i chciana przez Pana Boga zaczyna wreszcie być dostrzegana również przez ludzi. I z tego trzeba się cieszyć.

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek



chrostowski

Ks. Andrzej Antoni Klimek: Kim dla Księdza Profesora osobiście jest Święty Józef?

Ks. Waldemar Chrostowski prof. dr hab. teologii, biblista: Wbrew pozorom to nie jest takie trudne pytanie. Myślę, że coś z ojcostwa Świętego Józefa staje się udziałem każdego kapłana. Naszym powołaniem i przeznaczeniem jest bycie ojcami, jesteśmy nazywani ojcami bardzo często, ludzie powierzają nam swoje najbardziej intymne sprawy, zwłaszcza w konfesjonale, i tam zawsze zwracają się do nas per „ojcze”. Musimy sobie uświadomić, jakiego rodzaju jest to ojcostwo. Myślę, że tu odniesienie do św. Józefa, wzgląd na
św. Józefa i jego szczególną relację względem Jezusa, ale także względem innych ludzi, są bardzo pomocne, dają wiele do myślenia, dlatego, że udział Józefa w historii zbawienia był na tyle wyjątkowy, że pozwala tę perspektywę ojcostwa przeżywanego przez kapłanów właściwie zrozumieć i pogłębić, a przede wszystkim ją docenić, dowartościować. Otóż wiadomo, że bardzo cenione jest ojcostwo fizyczne, ze zrozumiałych względów, i ono łączy się z IV przykazaniem Bożym, ale również swoją wagę, swoją wartość, ma to ojcostwo duchowe. I sądzę, że pobożność ukierunkowana ku Świętemu Józefowi stanowi wielką pomoc i chroni nas przed, z jednej strony jakimiś nadużyciami, a z drugiej strony przed niedowartościowaniem tego, co jest częścią naszego powołania.


ks Bokwa

Ks. Andrzej Antoni Klimek: Czy Ksiądz Profesor ma jakieś szczególne nabożeństwo do Świętego Józefa?

Ks. Ignacy Bokwa profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, dr hab. teologii: Szczerze mówiąc, do tej pory, nigdy od strony fachowej, ani też – przyznam się – od strony pobożnościowej, nie zajmowałem się Świętym Józefem. Owszem, przejeżdżając tędy kilka lat temu, wstąpiłem do św. Józefa i to mnie trochę zainspirowało do lektury i pewnych poszukiwań. A teraz w planach Bożych pojawiło się to zaproszenie mnie na Sympozjum Józefologiczne, za co jestem Bożej Opatrzności działającej przez ludzi bardzo wdzięczny. Widzę tutaj niezwykły fenomen, który bardzo mnie przekonuje i do mnie przemawia: dzisiejsza Eucharystia pod przewodnictwem księdza biskupa Stanisława Napierały i to rozpoczęte właśnie sympozjum pokazują horyzonty tej refleksji i konieczność poważniejszego zajęcia się tą tematyką. Przyznam, że to wszystko otwiera też moją osobistą drogę do pobożności józefowej.


ks KwiatkowskiKs. Andrzej Antoni Klimek: Jakie znaczenie dla Księdza Doktora ma św. Józef?

Ks. Dariusz Kwiatkowski dr, wykładowca UAM, Przewodniczący Wydziału Liturgii i Dyscypliny Sakramentów w kaliskiej Kurii Diecezjalnej: Odkrywam św. Józefa. Czuję, że jest to proces, który będzie jeszcze trwał. Choć nie wypowiedział żadnego słowa, coraz bardziej zadziwia mnie jego osobowość i jego życie. Jest człowiekiem czynu – on nie mówi, ale podejmuje konkretne decyzje i konsekwentnie je realizuje. Wiem też, że mogę na niego liczyć. Jego cicha obecność towarzyszyła mi przy pisaniu pracy habilitacyjnej. W tym czasie uczył mnie wytrwałości i konsekwencji. Dzięki doświadczeniu jego obecności i pomocy powoli staje się józefologiem z przekonania. Dziś też podpisuję się bez wahania pod stwierdzeniem, że św. Józef jest patronem na nasze czasy. 

 

 


Marek JurekKs. Andrzej Antoni Klimek: Święty Józef otacza opieką liczne grupy, który z tych patronatów jest Panu Marszałkowi najbliższy?

Pan Marek Jurek senator, polityk, były Marszałek Sejmu: Przede wszystkim stale się modlimy do św. Józefa, który jest głową Świętej Rodziny i wzorem podejmowania odpowiedzialności za innych ludzi, takiej absolutnej bezinteresowności wobec tych, którymi mamy się opiekować. W tym sensie to jest Święty, który rozumie ludzi podejmujących odpowiedzialność za innych w sytuacji trudnej, niedogodnej. Jest też wzorem męstwa, bo to przecież człowiek, który potrafi zorganizować emigrację swojej rodziny w warunkach zagrożenia fizycznego. Jan Dobraczyński pięknie to opisał w książce „Cień ojca”.

Czy ochrona życia poczętego, dla której św. Józef jest patronem szczególnym, była głównym motywem pańskiego zaangażowania politycznego?

Moje zaangażowanie polityczne wynikało z dwóch motywów: niepodległość Polski i obrona wartości cywilizacji chrześcijańskiej. Na tym polegało wielkie odkrycie Jana Pawła II. On nam pokazał ostateczny sens cywilizacji i państwa, jakim jest właśnie obrona niewinnego życia: nie ma większej niesprawiedliwości niż krzywdzenie słabszych i nie ma ważniejszego celu państwa niż obrona niewinnych. W tym sensie ta sprawa ochrony życia poczętego była i jest dla mnie szczególnie ważna, ale ona wynika z tych wartości podstawowych, które dla mnie są najistotniejsze, mianowicie niepodległości Polski i cywilizacji chrześcijańskiej.

Mamy pewność co do słuszności naszych propozycji, pozostaje kwestia skuteczności, niezwykle ważna w polityce, w której trzeba mieć odpowiednie poparcie, aby móc realizować wytyczone sobie cele.

Skuteczność poznaje się po owocach. Wojciech Korfanty, który odzyskał Śląsk dla Polski, mimo że niemalże umarł w polskim więzieniu, krótko po tym, był człowiekiem skutecznym, bo z jego dorobku ciągle korzystamy. Instytucje, które zbudowaliśmy, takie jak choćby elementarna ochrona życia, istnieją media katolickie, o które walczyłem w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, są i działają. To jest prawdziwa miara skuteczności. To, że ktoś potrafi wykreować prezydenta, a potem go obalić, to może jest jakaś skuteczność, ale na pewno nie w wymiarze społecznym. Dzisiaj niestety, zupełnie przestajemy troszczyć się o skutki społeczne, o odpowiedzialność społeczną, o to na przykład, aby doprowadzić do przełamania kryzysu demograficznego, który jest jednym z największych zagrożeń dla Polski, a coraz bardziej zaczynamy myśleć o celach indywidualnych, aby z kimś wygrać na przykład. To też jest ważne, ale tylko po to, aby osiągnąć to, co najważniejsze. Pod tym względem drogą skuteczności jest przede wszystkim konsekwencja i upór w obronie głoszonych zasad, bo ktoś, kto stwierdza, że trzeba je poświęcić na rzecz zajęcia jakiegoś stanowiska, już przegrał.

Jakie zadanie jest dzisiaj najważniejsze dla pańskiego obozu politycznego?

Dzisiaj w Polsce musimy walczyć o skonsolidowanie opinii chrześcijańskiej i to niestety nie będzie 40% poparcia, jak to widzimy w przypadku partii rządzącej. Ale nie załamujemy się, bo chrześcijaństwo jest po to, aby ludzi uratować. Pan Jezus nie przyszedł do sprawiedliwych. Żeby życie chrześcijańskie rozwijało się musi istnieć sporo ludzi o uzewnętrznionych przekonaniach chrześcijańskich tych, którzy nie tylko korzystają z tego ratunku jakim jest wiara, ale poczuwają się do odpowiedzialności, aby te wartości z niej płynące kształtowały życie społeczne. I tych ludzi trzeba skonsolidować. Jeżeli od nich odstępujemy twierdząc, że chcemy być popularni wśród ludzi, którzy nie podzielają naszych zasad, to już jesteśmy nieskuteczni. Chodzi o to, by te półtora miliona osób, dla których sprawy cywilizacji chrześcijańskiej są na pierwszym miejscu, miało swoją reprezentację społeczną i żeby się nie rozeszło. Dzisiaj tak naprawdę jesteśmy dzieleni i porywani w różne strony, zwłaszcza przez media. Chodzi o to, byśmy stanęli na własnych nogach, mieli swój głos i wtedy sprawiedliwie podejmowali współpracę z tymi, do których nam bliżej, ale przede wszystkim byśmy mieli swój głos.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!