Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-02-07 09:36:48

Jasna i ta druga strona księży(ca)

No i jak tam Maciuś po kolędzie? - zagaił Mateusz rozsiadając się wygodnie w fotelu naprzeciw kominka.
- Chcesz mnie wkurzyć? Zostało mi jeszcze pół parafii, czyli jeszcze ze dwa tygodnie będę chodził – odpowiedział z kwaśną miną Maciej stawiając na ławie obok Mateusza deskę z jakimiś wędlinami i drugą z kilkoma plasterkami sera – Niestety musisz się zadowolić tym co jest. Jak chodzę po kolędzie, to lodówkę mam pustą. Zresztą wiesz, jak jest.
- A ja właśnie takie jedzonko lubię najbardziej. Jakbyś jeszcze chlebka ukroił, to bym był w pełni szczęśliwy.
- Nie mam chleba. No przecież mówię ci, że podczas kolędy w lodówce i w kuchni generalnie bida – tłumaczył się Maciej.
- To może jakieś krakersy? - Mateusz nie dawał za wygraną.
- Zaraz czegoś poszukam – rzucił Maciej z kuchni, trzaskając frontami szafek kuchennych.
- Ale powiem ci szczerze, że jak na „bidę w kuchni w czasie kolędy” to wcale mi źle nie wyglądasz – Mateusz był bardzo szczęśliwy, że już zakończył kolędę w swojej parafii i miał ochotę trochę się podroczyć z przyjacielem.
- Ani mi nie mów... Przytyłem chyba z pięć kilo. A wyglądam jakbym przytył z dziesięć. Mowię ci, wszystko przez te węglowodany: tu śniadanko, tu drugie śniadanko, potem ze trzy kawy z ciastkiem, obiad...
- No znaczy, że parafianie cię kochają i dbają o ciebie - śmiał się Mateusz.
- Aż za bardzo! - Maciej udawał zagniewanego, ale Mateusz doskonale wiedział, że kochał swoją parafię, a kolędę lubił szczególnie. Chyba żaden inny ksiądz nie kolędował z takim spokojem, wyznaczając po kilkanaście rodzin każdego dnia. Poza tym był gadułą i uwielbiał wdawać się w długie dysputy z parafianami, zwłaszcza jeśli trafił na jakiegoś zawziętego krytyka swoich działań w parafii, tak długo z nim dyskutował, aż go przekonał, że jednak miał rację. - A jak u ciebie?
- U mnie też w porządku. Niestety muszę ci się przyznać, że coraz gorzej z moją pamięcią. Po tylu latach powinienem już znać wszystkich moich parafian, a tymczasem ciągle mam z tym kłopoty. Aż mi głupio. Nie potrafię zapamiętać imion.
- Ja już sobie dawno dałem spokój z zapamiętywaniem. Wiesz, jak kiedyś mój stary proboszcz w parafii rodzinnej nazywał każdego chłopaka Jasiem, a każdą dziewczynkę Kaśką, to się z niego śmiałem, ale teraz widzę, że to był po prostu jego sposób na problemy z pamięcią. Ja to rozwiązałem inaczej: nazywam dziewczynki skarbem, kochaniem, ślicznotką, misiaczkiem, księżniczką, a chłopaków mistrzu, kolego itd. - tłumaczył Maciej wsypując krakersy do zielonej miski. - Zadowolony?
- Bardzo! - odpowiedział Mateusz szybko sięgając po krakersa, na którego położył plasterek szynki, a na wierzch kolejnego krakersa. - Patrz, jaki sandwich! A wracając do tych imion, to ja się nie poddaję. Wiesz, to jest ważne być wołanym po imieniu... Nie można się poddawać. Jutro mam podsumowanie kolędy i zastanawiam się co tu ludziom powiedzieć. Ty robisz jakieś sprawozdanie?
- A skąd? Ja się z nimi tyle nagadam podczas kolędy, że już nie ma więcej o czym mówić. Kiedyś jeszcze ogłaszałem ile pieniędzy na cele parafialne zostało zebrane, ale jak w naszym dekanacie okradli trzy parafie właśnie pod koniec kolędy, to sami ludzie mi powiedzieli, żeby lepiej złego nie kusić i nic nie mówić. Więc ogłaszam tylko jak już zostaną wydane, ile i za co. Pamiętasz w tamtym roku jakie miał jazdy Radek?
- Nie bardzo... - Mateusz usiłował sobie przypomnieć, co spotkało najbliższego sąsiada Macieja, ale nic mu nie przychodziło do głowy.
- No najpierw go nabrali, że ma jakieś faktury zapłacić, których jego poprzednik nie zapłacił – przypomniał Maciej.
- To nie mógł się poprzednika zapytać? - zdziwił się Mateusz.
- No przecież on zmarł! A teraz ci oszuści to są tacy cwaniacy, że w internecie monitorują wszystkie zmiany proboszczów, a potem natychmiast atakują z jakimiś rzekomymi fakturami, rachunkami, kontraktami itd. No i Radek się nikogo nie poradził i chyba ze trzy tysiące zapłacił, nie wiadomo komu. A potem jeszcze go na koniec kolędy okradli. W niedzielę ogłosił ile zebrał, a w poniedziałek miał telefon, że w jednym nowym domu nie był po kolędzie i czy może przyjechać. No to się umówił, wsiadł w samochód i pojechał. Rzeczywiście dom był nowy, ale nikt tam nie mieszkał jeszcze. Jak wrócił na plebanię, to już było wszystko splądrowane. Widać, że to nie byli amatorzy. No i jak wcześniej Radek był wielkim zwolennikiem przejrzystych finansów i szczegółowych aż do przesady ogłoszeń, to teraz ma ogłoszenia trzydziestosekundowe. A ludzie są zadowoleni, bo wiesz, krótko, zwięźle i na temat – zakończył Maciej.
- Wiesz, dziwię się, że chłopaki jeszcze trzymają pieniądze w gotówce na plebanii. Ja tam wpłacam co dwa dni do banku i spokojna głowa. W końcu to nie jest moja prywatna kasa, więc odpowiedzialność jeszcze większa – skomentował Mateusz.
- No przecież te dwa pozostałe włamania w naszym dekanacie to właśnie tak było. Nie znaleźli żadnych pieniędzy, to tak chłopakom zdemolowali plebanie, chyba ze złości, że na przykład Krzychu mówił, że z tej kolędy to mniej przyniósł, niż go potem naprawianie strat wyniosło.
- Kurka, wiesz co, jak tak mówisz, to zaczynam się zastanawiać, czy nie założyć jakiegoś alarmu – zaniepokoił się Mateusz.
- Tu też są różne szkoły. Jedna mówi, że lepiej założyć, bo strzeżonego... i tak dalej. Druga mówi, że jak zakładasz alarm, to znaczy, że masz coś cennego i ewentualnie ściągasz sobie na głowę złodziei bardziej wykwalifikowanych – tłumaczył Maciej.
- Ty, wiesz co? Czy ty nigdy nie możesz mnie stąd wypuścić z jakimś pogodnym przesłaniem? Zawsze mnie musisz czymś nastraszyć – powiedział Mateusz i szybko wstał z fotela, bo szczerze mówiąc, to parę tysięcy w szufladzie biurka zostawił i nagle zaczął obsesyjnie myśleć, że ktoś się może właśnie wkradać.
- To ci powiem coś pozytywnego na koniec – uśmiechnął się Maciej nieco zdziwiony, że kolega tak się nagle przestraszył. - Usiądź jeszcze na chwilę. Zenek Grysiak jak wiesz ma kościół i plebanię całkiem na uboczu i trochę był spietrany, że ktoś go tam może napaść. A ponieważ ma dzwony na pilota, a jeden z pilotów trzyma w mieszkaniu, przy łóżku, więc się umówił ze strażakami z OSP, że jakby coś się w nocy działo dziwnego, to on włączy dzwony, a strażaki raz dwa się zbiorą i przyjdą mu z odsieczą. No i raz miał małą imprezę rodzinną i koło północy jakiś siostrzeniec zobaczył tego pilota i próbował nim włączyć telewizor. No telewizora nie włączył, ale dzwony i owszem!
- I co? Przyszli strażacy?
- Człowieku! Za pięć minut trzydzieści chłopa z siekierami było pod plebanią! Zenkowi było głupio, ale z drugiej strony się ucieszył, bo reakcja był lepsza niż do pożaru.
- No a skoro miał imprezę rodzinną, to pewnie strażaków czymś z wdzięczności poczęstował – uśmiechnął się Mateusz.
- A tego to już nie wiem – Maciej wzruszył ramionami. - Ale na pewno od tego czasu czuje się bezpieczniej i lepiej chowa pilota.

***

Mateusz odśpiewał modlitwę po Komunii i poprosił wiernych, aby usiedli. Przez dłuższą chwilę rozglądał się po kościele, jakby chciał sprawdzić, czy wszyscy są obecni. Ludzie byli nieco zdziwieni, że nie rozpoczął jak zwykle odczytywać ogłoszeń duszpasterskich. Niektórzy zaczęli pochylać się ku sąsiadom i pytać, czy coś ma się wydarzyć.
- Kochani! Przyznam się wam, że kiedy rozpoczynałem posługę w naszej parafii, miałem pewien problem z takim właśnie zwracaniem się do moich parafian. Na pewno pamiętacie, że przez dobre dwa, albo trzy lata mówiłem zawsze: „Moi drodzy”. Ale już od jakiegoś czasu to się zmieniło i muszę powiedzieć, że najbardziej w zaciąganiu tej więzi pomaga właśnie kolęda. Nie ukrywam, że jest to zawsze dla mnie spory wysiłek przede wszystkim psychiczny, bo przecież wiele jest sytuacji trudnych, wiele cierpienia i wierzcie mi, że wszystkie te sprawy zostają w moim sercu i nieraz nie jest łatwo je wszystkie unieść. Ale też podczas tych wizyt, kiedy patrzę na kochające się rodziny, kiedy widzę z jaką tęsknotą dzieci czekają na swojego proboszcza i wreszcie kiedy jestem rozpieszczany, karmiony i umacniany obietnicami wszelkiego potrzebnego wsparcia i modlitwy to wiem, że to jest moje miejsce na świecie. Wiem, że nigdy nie jestem sam i wiem, że mam parafian, na jakich po prostu nie zasługuję. Bardzo Wam za to dziękuję, Kochani.

Tekst Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Beletrystyka

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 4(491) od 12 lutego

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in o miłości i związkach

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik nr8

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 4(8) 2016

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

śladami św franciszka Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona Okiem mlodych

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej